Nieznana „republika”

 

W północno-wschodniej części Wołynia, nad rzeką Horyniem, a więc w stuprocentowem Polesiu wołyńskiem, przy linji kolejowej Rów­ne-Łuniniec, leży miasteczko Dąbrowica.

Niewiele wiemy o powstaniu tego miasta. Skąpe są też materjały z historii(1). Z dawnych akt wynika, że w 1623 r. Dąbrowica należała do powiatu pińskiego, wojew. brzeskiego. W r. 1702 odbyło się poświęcenie do dziś zachowanego kościoła parafjalnego. Kościół ten, pod wezw. Jana Chrzciciela, utrzymywany w stylu barokowym, został ufundowany przez księcia Dolskiego i jego małżonkę z domu Wiśnowiecką.

Dąbrowica, podobnie zresztą jak inne mia­steczka kresowe, oddawna była zamieszkała w znacznej mierze przez ludność żydowską. Jeszcze w 1753 r. żydzi dąbrowiccy uzyskali przywilej, mocą którego spory między żydami rozstrzygał specjalny sąd żydowski, zaś spory między żydami a chrześcijanami rozpatrywał dąbrowicki „Urząd”. Poza tern żydzi mieli prawo użytkowania lasu podmiejskiego drogą eksploatacji na budowę i opał oraz uprawnie­nie wyboru miejsca pod budowę za ustaloną opłatą (nie uiszczano wpłat od tego rodzaju budowli jak bożnica, dom dla rabina, łaźnie i cmentarz). Wspomniany przywilej dozwalał nadto na handel wódką i zakładanie gorzelni, korzystanie z pastwisk, ubój bydła i sprzedaż mięsa niekoszernego ludności chrześcijańskiej, za co żydzi opłacali rocznie 200 zł. p. Mocą tego przywileju dąbrowiccy żydzi zostali zwol­nieni od służby dworskiej i robocizny.

W zarządzie miasta Dąbrowicy znajdują się „Rewizyjne wiadomości o żydach mieszka­jących w mieście Dombrowicy”, sporządzone w 1795 r. na mocy ukazu carycy Katarzyny. Wynika z nich, że miasto Dąbrowica było miastem powiatowem, gubernji wołyńskiej. Do powiatu dąbrowickiego należały miasteczka: Wysock, Bereżnica, Włodzimierzec, Liśniówka, Kołki, Rafałówka i Czartorysk.

W r. 1774 właścicielem Dąbrowicy został Antoni Plater, który potwierdził przywilej na rzecz żydów z 1753 r.

W r. 1897 m. Dąbrowica miało 6.000 mieszkańców (obecnie przeszło 7.000). Ten stosunkowo znikomy przyrost ludności tłuma­czy się okolicznością, że po wykończeniu w 1900 roku kolei żelaznej Kowel-Kijów, spora część mieszkańców Dądrowicy przenio­sła się do Sarn, które z małej osady stało się ważnym węzłem kolejowym. Również wypadki z lat 1918 i 1919 oraz emigracja żydów do Ameryki i Palestyny odegrała w danej kwestji pewną rolę.

W okresie panowania rosyjskiego istniała w Dąbrowicy „mieszczańska uprawa”. Z ksiąg stanowych wynika, że Dąbrowica w 1874 r. została przyłączona do pow. rówieńskiego.

O życiu miasta z lat poprzedzających wy­buch wojny światowej niema nic godnego za­notowania. W czasie wojny światowej Dąbro­wica, jako niepołożona na przestrzeni stano­wiącej miejsce bezpośrednich zniszczeń wo­jennych, ucierpiała stosunkowo niewiele.

Jednakże rewolucja w armji rosyjskiej w jesieni 1917 r. miała zakłócić ciche życie okolic dąbrowickich. Jeden z oddziałów ro­syjskich, posuwając się w kierunku na Kijów traktem Stolin-Dąbrowica-Sarny, zatrzymał się w folwarku Worobin, położonym około 3 kim. na północ od Dąbrowicy.

Worobin był rezydencją właściciela ma­jątku. W pałacu zamieszkiwała wówczas wdo­wa Aleksandra z Potockich Platerowa. Był to stary budynek murowany, piętrowy i zawierał zaledwie 10 pokoi. W pałacu znajdowała się część bibljoteki i dzieła sztuki oraz głośna na całą okolicę piwnica, którą warszawski Fukier oszacował w 1910 r. na 200.000 rubli. Zapasy tej piwnicy zostały ukryte przez właściciela jeszcze z początkiem wojny. O tajemniczym schowku wiedział poza rodziną tylko furman Łukasz Derkacz. Oficynę zaś zamieszkiwali synowie Platera: Ignacy, Antoni i Witold; poza tern mieściły się tam biura zarządu, pokoje gościnne i większa część bibljoteki oraz archi­wum rodzinne. Resztę budynków zajmowali oficjaliści majątkowi. W niewielklem oddale­niu stała nieczynna gorzelnia.

Wspomniany oddział żołnierzy rosyjskich, wkroczywszy do folwarku, splondrowa! go. Bi- bijotekę, archiwum i oficynę spalono, rucho­mości pałacu powyrzucano na podwórze, gdzie .rozbestwiona banda wszystko niszczyła. Nie mogło temu gwałtowi i rabunkowi zapobiec dowództwo wojskowe, pozbawione wpływu i autorytetu. Ukoronowaniem awantury była zdrada tajemnicy schowku z winem. Żołnierze, dowiedziawszy się od furmana Derkacza Łu­kasza o miejscu ukrycia zawartości słynnej piwnicy, w krótkim czasie ją opróżnili.

Pozostawiwszy zgliszcza i nadwyrężony zamek, odszedł zrewoltowany soldat na południowy-wschód. Od tego czasu zamek już nie był zamieszkiwany. Po tych tragicznych wy­padkach Aleksandra Platerowa wyjechała do Mińska, a pozostali na miejscu trzej jej syno­wie mieszkali w 2 pokojach domu radcy.

Rok 1918 to okres okupacji niemieckiej i hetmanszczyzny Skoropadskiego. W Dąbro­wicy i okolicy panował względny spokój. Prawdopodonie obecność niemieckiej „baterji polowej”. tudzież plutonu kozaków hetmańskich, utrrymywanych przez zarząd majątku, działały hamująco na zamysły o rabunkach i napadach. Jednakże stan ten niedługo miał trwać.

W pierwszej połowie listopada 1918 r. Witold Plater zaniemógł na malarję i wyjechał do swego stryja Feliksa do Mińszczyzny. Wy­jeżdżając wówczas z Worobina, nie przypu­szczał nawet, że w ten sposób uchronił się od tragicznej śmierci.

Dwaj jego bracia pod wpływem wieści z różnych stron o napadach oraz ze względu na wzmagające się coraz więcej rozzuchwalenie okolicznych włościan wprowadzili dyżury noc­ne urzędników folwarku. Pod wpływem agitacji prowodyrów, stosunek mieszkańców wsi do majątku stawał się coraz gorszy. Samowola ich posunęła się do tego stopnia, że w biały dzień wycinano las, koszono dworską koniczy­nę i puszczano bydło na pola folwarczne, a ilekroć służba dworska interwenjowała, do­chodziło do walk na widły i drągi. Wypadki te były na rękę sprawcom, albowiem wprowa­dzały podniecenie i nienawiść do „burżujów dąbrowickich”.

Charakterystyczną rzeczą jest fakt, że ży­dzi w Dąbrowicy widocznie orjentowali się, na co się zanosiło, gdyż doradzali Platerom opu­szczenie majątku. Kwestja ta była przedmio­tem narad, jednakże pod wpływem argumen­tów plenipotenta Przedżymirskiego postano­wiono pozostać na miejscu. Jak się potem okazało postępowanie Przedżymirskiego w nie­małym stopniu przyczyniło się do wybuchu krwawych wypadków. Pewny siebie, nie lubił ustępować, a w stosunkach z ludnością wiej- ską był suroww i bezwzględny. Sam jeździł po wsiach, odbierał zrabowane rzeczy, a nie­jednokrotnie osobiście chłostał złodziei.

W drugiej połowie listopada 1918 r., gdy nad Wisłą znajdowaliśmy się w przededniu rozbrojenia Niemców, a Dąbrowica podlegała dalej władzy hetmańskiej, korzystając ze skrzy­dła opiekuńczego okupantów niemieckich, dochodziła do głosu tajna organizacja komuni­styczna złożona z miejscowych elementów. Dążyła ona do ujęcia władzy w swe ręce.

To też nic dziwnego, że wieczorem 21 li­stopada, wspomnianego roku, tłum mężczyzn z okolicznych wiosek, uzbrojony w karabiny, bagnety i szable, opanował Dąbrowicę i zajął budynek, w którym mieścił się posterunek po­licji hetmańskiej („derżawnoj wdarty”). Nieliczni policjanci hetmańscy, dowiedziawszy się o nie­bezpieczeństwie, uciekli zawczasu, nie próbując stawiać oporu. W lokalu owego posterunku ulokował się sztab powstańczy, który widząc, że jest panem położenia, postanowił skierować rozwydrzone chłopstwo na folwsrk Worobin.

O godz. 20-ej ktoś z Dąbrowicy wezwał do telefonu plenipotenta majątku Juliusza Przedżymirskiego. Ów tajemniczy osobnik za­żądał złożenia broni, usunięcia plutonu koza­ków i przekazania majątku „przedstawicielom ludu”. Przedżymirski, odrzuciwszy zuchwałe żądanie, usłyszał groźbę zawładnięcia mająt­ku siłą.

W kilka godzin potem połączenie telefo­niczne zarządu folwarku z miastem zostało przerwane wskutek przecięcia drutów. Przed godz. 2 w nocy dyżurny urzędnik majątku za­uważył podejrzane postacie w pobliżu folwarku. Wszczęto alarm, który postawił na nogi miesz­kańców folwarku i koza’ków. Przy świetle księżyca widać było posuwającą się od strony lasu tyraljerę. Natychmiast przygotowano się do obrony. Załoga worobińska była nieliczna, składała się w przybliżeniu z 30 osób (cywil­nych i wojskowych); całą jednak nadzieję po­kładano w karabinie maszynowym. Załoga rozpoczęła zaraz ogień karabinowy, poczem rozgorzała obustronna walka. Broniący się zaraz na wstępie mieli pecha. Po pierwszych kilku strzałach zaciął się karabin maszynowy, aby już do końca starcia nie odezwać się. Podczas, gdy przy pierwszem natarciu brał udział oddział złożony z 60-70 osób, ze świ­tem grupa napastników powiększyła się do 300 ludzi. Błędem taktycznym było pozosta­wienie nieobsadzonego parteru i zabarykado­wanie się na piętrze. Jak mało skuteczną była obrona folwarku świadczy fakt, że napast­nicy nie ponieśli żadnych strat poza jednym wypadkiem zranienia w nogę.

Charakterystycznem jest, że rebeljanci byli uzbrojeni w niemieckie karabiny i granaty. Niemcy pozornie zachowywali neutralność, jednak w gruncie rzeczy pod wpływem sytu­acji w Europie i na wschodzie nolens-voiens współdziałali raczej z czynnikami rewolucyjnemu.

Tłum otoczył garstkę broniących się w za­grożonym domu ze wszystkich stron. Nastrój wśród oblegających był podniecony, a prze­bieg zajścia wypływał nie tyle z przemyślanych planów, ile z podochocenia, wywołanego wypiciem dużej ilości starki (rozbito 4 duże be­czki) oraz okazją rabunku, w czem wyróżniały się specjalnie kobiety i dzieci. Przed połud­niem następnego dnia rzucono przez rozbite okna parteru kilka butelek benzyny, którą zapalono granatami. Pożar miał zmusić obronę do kapitulacji. Widocznie załoga folwarku zdawała sobie sprawę z nierównych szans, - gdyż rozpoczęły się pertraktacje z powstańcami.

O godz. 14-ej załoga ta złożyła broń, mając zagwarantowane przez powstańców życie do czasu osądzenia jej przez „sąd rewolucyjny”.

Tymczasem zaszedł wypadek, który miał smutne następstwa. Oto gdy prowadzono aresztowanych członków załogi przez park ma­jątkowy, aby doprowadzić ich przed wspom­niany „sąd” w Dąbrowicy, pełnomocnik Juljan Przedżymirski, będąc na przodzie transportu chcąc widocznie wykorzystać nietrzeźwość eskorty, wyjął z kieszeni rewolwer i strzelił do konwojenta, następnie rzucił się do ucieczki. Powstało zamieszanie, przyczem tłum wpadł w wściekłość, krzycząc, że „burżuje” nie dotrzymują słowa i że dlatego należy ich roz­strzelać. Przedżymirskiego w czasie pościgu raniono w bok. Przewódcy zajścia na folw. Worobin Mikołaj Laskowicz, Aleksander Kononczuk i Ignacy Naszora nie zdołali uspokoić rozgniewanego tłumu. Ich nawoływania, by mimo wszystko doprowadzić zatrzymanych do Dąbrowicy pozostały bez echa. Aresztowanych wyprowadzono na drogę tuż przed dom Plate­rów i rządcy i rozpoczęto prażyć do nich z karabinów. Przedżymirskiego w tej grupie nie było, gdyż raniony został w parku, leżąc na lewym boku. W chwili, gdy podchodził do niego jeden z powstańców, Przedżymirski miał jeszcze na tyle świadomości, że wystrzelił do niego - chybiając. Przedżymirski uderzo­ny kolbą w głowę zwalił się na wznak, a ów przeciwnik wbił mu bagnet przez usta, zadając w ten sposób śmiertelny cios.

Egzekucja załogi folwarku odbyła się w czasie między 15 a 15,30. Zabito 23 osoby, a to: Ignacego i Antoniego Platerów, Juljana Przedżymirskiego, nadleśniczego Tomkiewicza, kasjera Waksztejskiego, kontrolera leśnego Górskiego, buchaltera Ojżyńskiego, urzędnika majątkowego Cichego, pomocnika nadleśnicze­go Wiewiórowskiego, urzędnika Zielińskiego, urzędnika majątków Radziwiłła - Metlera i 12 kozaków wraz z oficerem. Zabity Metler znalazł się w Worohinie przypadkowo, przyjechał bowiem na krótko przed wypadkami do swej narzeczonej - Tomkiewiczówny - córki nad­leśniczego.

Na polecenie „Wojenkomu” w nocy 22 li­stopada wykopano dół, do którego wyrzucono zwłoki zabitych po uprzedniem obrabowaniu ich z odzienia i kosztowności. Np. na trupach Platerów pozostawiono tylko bieliznę, a palce, na których znajdowały się pierścienie, były obcięte.

Wypadki dąbrowickie rozgrywały się w czasie, gdy wokoło władza hetmańska wy­kazywała v/sze!kie pozory swych wpływów. Wnet jednak nadeszły do Dąbrowicy wieści, że przeciwko Skoropadzkiemu wystąpił ataman Petlura. Niedługo potem w Sarnach pojawiło się nawet wojsko petlurowskie. Wieści te za­intrygowały „rząd” dąbrowicki. Przypuszczenia tych czynników, że wojska petlurowskie będą się przeciwstawiały ich poczynaniom zwłaszcza, że łączył ich wspólny program walki z hetmanszcyzną Skoropadzkiego, skłonił prowodyrów dąbrowickiej awantury do wysłania delegacji do Sarn dla porozumienia się co do dalszej wspólnej działalności. Delegacja ta po powro­cie przywiozła niezwykłą wiadomość, że wojska petlurowskie przygotowują się do ofenzywy na Dąbrowicę. Blady strach padł na rząd sa­modzielnej „republiki dąbrowickiej”. Komen­dantura dąbrowicka ogłosiła powszechną mo­bilizację, która dała bardzo nikłe rezultaty. Pod wpływem wiadomości o zbliżaniu się petlurowców wielu uciekało, gdzie kto mógł. Pod naciskiem tych wojsk oddziały bandy dąbrowickiej cofnęły się do Stolina, skąd po wzmoc­nieniu swych szeregów uderzyły na petlurowców, i zajęły Dąbrowicę. Petlurowcy cofnęli się wówczas do Sarn. Jednakże szczęście wnet' opuściło dąbrowickich komunistów. Wnet bo­wiem petlurowcy pojawili się znowu w Dąbro­wicy, zadali duże straty przeciwnikowi i usu­nęli ich ze „stolicy”. Walki miały charakter partyzantki i rozgrywały się kilkakrotnie na terenie miasta.

Dzieje „republiki dąbrowickiej” trwały tylko trzy miesiące (od 21 listopada 1918 r. do lutego 1919 r.). Mimo ciągłych utarczek z petlurowcami, państewko to posiadało dob­rze zorganizowaną kolej, zaopatrzoną w po­ciągi osobowe i towarowe. Terytorjalnie wła­dza jej sięgała od Sarn do Łunińca, brak było jakich takich granic od wschodu i zachodu.

Duży nacisk kładł „rząd” dąbrowicki na zorganizowanie sił zbrojnych. Przy końcu jego panowania istniały dwa pułki piechoty „Pole­ski” i „Dąbrowicki”, oraz szwadron kawalerji. Nieduża ta armja posiadała również pociąg pancerny i artylerię.

Na czele „Wojenkomu” stał Laskowiec Mikołaj(2), „Parkomem” kierował Aleksander Bernacki(3), a „Ispoikomowi” przewodził pewien kolejarz z Łunińca nieznany z nazwiska(4).

Do rady „Wojenkomu” wchodzili nadto Razanowicz, Mikołaj Kuzło i Skuin z pocho­dzenia łotysz. Do „Parkomu” poza kierowni­kiem należeli Bejgiel (imię nieznane) i Szymon Modak. Ten drugi miał wówszas 20 lat i był z zawodu fryzjerem. Miał on odegrać wybitną rolę w napadzie na folwark Worobin i rozstrze­laniu załogi worobińskiej.

Dowódcą sił zbrojnych był Ignacy Neszora z przezwiskiem Moskalczuk. Tekę „Minis­tra kolei” piastował Aleksander Kononczuk, maszynista kolejowy w Sarnach. Ciekawym osobnikiem był wspomniany już Skuina. Ożeniony z córką Wiewiórowskiego, leśniczego z majątku Platerów, który za czasów okupacji niemieckiej występował w roli tłumacza i in­formatora dowództwa niemieckiego. On to udzielał Przedżymirskiemu danych o stanie bezpieczeństwa i upewniał, że dopóki Niemcy są w Dąbrowicy, nic mieszkańcom folwarku Worobin nie grozi. Jednocześnie jednak był łącznikiem między dowództwem niemieckiem a powstańcami. Mimo, że wiedział o przygo­towaniach rewolucyjnych nie uprzedził zarządu majątku o niebezpieczeństwie. Jemu podob­no zawdzięczają powstańcy pomoc Niemców w formie użyczenia broni i amunicji. Niemcy bowiem stacjonowani w Dąbrowicy choć po­zornie udawali neutralnych otrzymali klucze składów amunicyjnych położonych przy stac­jach kolejowych Horyń i Widzibor. Dnia 21 listopada 1918 r. widziano go w Dąbrowicy z dużą kokardą czerwoną uzbrojonego razem z jego towarzyszami: Mikołajem Laskowcem i Razanowiczem. Po rozstrzelaniu załogi woro­bińskiej odszukał zwłoki teścia Wiewiórow­skiego i odwiózł na cmentarz.

Rząd „republiki” dąbrowickiej czerpał wska­zówki z Mińska. Celem jej było niewątpliwie przeciwdziałanie wszelkim dążeniom ukraiń­skich kół separatystycznych nie uznających ustroju komunistycznego.

Wszyscy „dygnitarze” dąbrowiccy prze­bywają obecnie w Rosji Sowieckiej, a tylko niektórzy z uczestników awantury po nadejściu wojska polskiego odcierpieli winę w więzieniu. Znakomitej jednak większości uszło to płazem.

Niewiadomo, czyby w okręgu dąbrowickim zapanował rychło pokój i porządek, gdyby nie wojsko polskie, które posuwając się w 1919 r. na wschód dla ustalenia granic Rzeczypospo­litej, oczyściło ten teren z elementów destrukcyjnych i wprowadziło normalny ład.

Dnia 24 sierpnia 1919 r. nastąpiła ekshu­macja zwłok na cmentarz. Zwłoki tragicznie zmarłych Platerów pochowano w ich rodzin­nym grobie na cmentarzu katolickim w Dąb­rowicy. W czasie sekcji zwłok stwierdzono, że Ignacy Plater otrzymał trzy kule w piersi, dwie w nogi, zaś po jednej w brzuch i rękę.

Dziś po kilkunastu latach od tych wy­padków - w Dąbrowicy opowiadają sobie jeszcze ciekawe szczegóły o samodzielnej „re­publice” dąbrowickiej z jej czerwonymi wo­dzami. Kilkadziesiąt grobów jest również nie­mym lecz wymownym śladem krwawych roz­grywek. A Dąbrowica ze stolicy udzielnej „republiki” została zepchnięta do roli prowin­cjonalnego miasteczka, o którem się mało mówi i słyszy. Sic transit gloria ……

 


(1) W XIII wieku Dąbrowica (Dubrowica) była stolicą udzielnych książąt ruskich. Pierwszym z nich był Gleb Jurjewicz Dubrowicki. Następnie Dąbrowica przeszła do litewskich książąt Holszańskich.

(2) biura „Wojenkomu” mieściły się w domu Rejzli Gildengorin.

(3) biura „Parkomu” znajdowały się w domu Naftuły Sandlera.

(4) biura „Ispołkomu” pomieszono w lokalu zarządu gminnego.


źródło : miesięcznik "Znicz" nr 2 (1935) str. 25-28.

Łuck SZ014 - album dla gen Smorawińskiego (1936)

 

Album przygotowany przez Wołyński Związek Strzelecki podarowany gen Smorawińskiemu w Łucku w 1936 roku.

Na wiosnę 1940 roku generał Smorawiński został zamordowany w Lasku Katyńskim strzałem w tył głowy przez NKWD, wraz z kilkoma tysiącami innych oficerów WP.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl