Żukowce, położone malowniczo nad rzecz­ką Świniorojką, dopływem Horynia, należały do klucza wyżgródeckiego i dzieliły jego losy. Począwszy od XVI w. były więc one we włada­niu ks. Poryckich, Koniecpolskich, Wielopol­skich, Zahorowskich, Czackich, Potockich, aż wreszcie w 1758 r. stały się własnością Rzyszczewskich h. Pobóg. Pierwszym z rodziny dziedzicem klucza z siedzibą jeszcze w Wyżgródku, był Wojciech Rzyszczewski (1711-1786), kasztelan buski i lubaczowski, żonaty z Marianną Suską, fundator licznych kościo­łów i klasztorów. Po nim dziedziczył jego syn Adam (1748-1808), ożeniony z Honoratą Chołoniewską, po ojcu także kasztelan luba­czowski i poseł na Sejm Czteroletni. Przekazał on klucz żukowiecki, rodowy Rzyszczew w pow. włodzimierskim oraz klucze koszlacki i podwołoczyski swemu z kolei synowi Gabrie­lowi (1780-1857), generałowi wojsk polsko- -francuskich, późniejszemu marszałkowi szla­chty powiatu krzemienieckiego. Do odziedzi­czonych po ojcu dóbr dodał jeszcze generał klucz starooleksiniecki, który otrzymał po żo­nie, ks. Celestynie Czartoryskiej z Korca (1790-1850). Ostatnim właścicielem Żukowiec i klucza podwołoczyskiego był syn Gab­riela - Józef Adam Rzyszczewski (1813-1884), żonaty z Zofią hr. Stadion-Thaunhausen (1816-1875). Mieszkał on głównie w Wiedniu, gdzie piastował liczne urzędy dworskie. Żyjąc ponad stan, zrujnował majątek i w końcu sprzedał Żukowce w 1878 r. hr. Weimarn-Luders, który je w niedługim czasie od­sprzedał w dalsze ręce. Zmieniając jeszcze kil­kakrotnie właścicieli, znalazły się w końcu Żu­kowce w ręku Rosjanina Fedorowa, który wy­najął dwór na koszary wojskowe. W końcu - w 1896 r. dawna rezydencja Rzyszczewskich padła pastwą pożaru i nie została już odbudo­wana.

Murowany z cegły dwór w Żukowcach, znany wyłącznie z rysunku Napoleona Ordy z lat siedemdziesiątych XIX w. i relacji Józefa Dunin-Karwickiego, był budowlą niejednoli­tą, powstałą prawdopodobnie w dwóch epo­kach: za czasów Adama Rzyszczewskiego, a więc na przełomie XVIII і XIX w., a następ­nie po 1813 r., gdy w dobrach tych osiadł jego syn Gabriel. Początkowo był to prawdopodob­nie dziewięcioosiowy budynek parterowy z trójosiową częścią środkową podwyższoną o niższe piętro, zaakcentowaną na osi cztero-kolumnowym portykiem. Wsparte na kwadra­towych bazach kolumny z korynckimi kapite­lami dźwigały trójkątny fronton. Według wszelkiego prawdopodobieństwa w elewacji ogrodowej występował pośrodku półkolisty ry­zalit, czego dowodem była istniejąca w tylnym trakcie sala, nakryta sufitem w kształcie kopu­ły. Z czasem piętro poszerzone zostało z obu stron portyku o jeszcze jedną oś, pod kolum­nadą zaś dodano niewielki przedsionek z tara­sem w górnej części, otoczonym balustradą tralkową. Dobudowane też zostały dwa długie skrzydła boczne, w rezultacie czego dwór otrzymał kształt podkowy otwartej w stronę parku. Dla wygody mieszkańców służyło kilka tarasów, rozmieszczonych zarówno od strony podjazdu, jak przy skrzydłach i elewacji ogro­dowej .

Jedynie fragmentaryczne wiadomości doty­czą wnętrz. Z relacji Karwickiego wynika, że jedno ze skrzydeł, ze staroświeckimi meblami, portretami i miniaturami, służyło jako aparta­menty gospodarzy. W salonie pana domu znaj­dowało się też kilka cenniejszych dzieł sztuki. Nad kominkiem wisiał tam więc duży obraz olejny pędzla Bacciarełlego, przedstawiający ks. Józefa Poniatowskiego w otoczeniu swych ówczesnych towarzyszy broni z pułku Royal-Allemand, wspartych na koniach wierzcho­wych, a także kilka „pierwszorzędnych utwo­rów kredkowych” Aleksandra Orłowskiego. W trakcie ogrodowym mieścił się szereg pokoi recepcjonalnych, „wspaniale i bogato przyo­zdobionych”. Amfiladę rozpoczynał pokój bilardowy, urządzony wysokimi kanapami, spec­jalnie w ten sposób wykonanymi dla łatwiejszej obserwacji gry. Dalej wymienia Karwicki salę jadalną z dużymi weneckimi oknami i obszer­nym balkonem z żeliwną balustradą, ze ściana­mi zawieszonymi portretami rodzinnymi, oraz dwa ogromne salony, w tym jeden z plafonem w kształcie kopuły i białymi mozaikowymi ścianami w złote gwiazdy. Z sufitu zwisał tam ogromny żyrandol, „w którym Murzyni pod­trzymywali jarzące świeczniki”. Obok salonu mieściła się domowa kaplica, a jeszcze dalej sa­lonik pani domu.

Dziedziniec, na który wjeżdżało się przez ciosową bramę z wrotami z kutego żelaza, ozdobioną u góry kamienną tarczą z herbami Pobóg i Pogoń Litewska, otaczały dwie duże oficyny piętrowe i jedna mniejsza parterowa, przeznaczone na pokoje gościnne. W pobliżu stal murowany piętrowy lamus. Przed do­mem mieszkalnym rozciągał się gazon obsa­dzony dekoracyjnymi krzewami. Jedno ze skrzydeł domu łączyło się bezpośrednio z oran­żerią, traktowaną jako ogród zimowy. W roz­ległym, pokrytym trawnikami i kwietnymi ra­batami parku, szczególnie pielęgnowanym przez gen. Rzyszczewskiego i zaliczanym w połowie XIX w. do piękniejszych na Woły­niu, obok zwykłych rosło wiele bardzo rzad­kich w tych stronach drzew, jak tulipanowce, tuje drzewiaste, platany, drzewa cierniowe i in. Po sadzawce pływały łabędzie i jakieś zamors­kie kaczki. W ptaszarni mieściło się mnóstwo śpiewających ptaków, a przy wielkiej oranżerii była też kanarkarnia. Obok ananasami, figami i cieplarni stały jeszcze w parku rozmaite al­tany, a na końcu ogrodu pięknie urządzony mieszkalny domek, zwany „rustique”.


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 632-634.

Zbaraż, leżący na pograniczu Wołynia i Po­dola, nad rzeką Gniezną, dopływem Seretu i ogromnym, szeroko rozlanym stawem, był gniazdem rodzinnym ks. Zbaraskich h. Korybut. Początkowo pisali się oni Nieświccy. W 1463 r., na mocy działu dopełnionego mię­dzy braćmi, Zbaraż otrzymał kn. Wasyl Nieświcki, po którym dziedziczyli jego synowie: Wasyl (zm. w 1474 r.), któremu dostał się Zba­raż z przyległościami, Siemion (Semen) i Sołtan, którzy otrzymali inne włości. Synami Wa­syla Wasylewicza, piszącymi się już Zbarascy, byli Siemion, kolejny dziedzic Zbaraża, Mi­chał, protoplasta rodu Wiśniowieckich oraz Fiodor (Fedir), którego synowie zapoczątko­wali rody Poryckich i Woronieckich(2). Siemion Zbaraski (zm. po 1481 r.), żonaty z Katarzyną Cebrowską, miał syna Andrzeja (zm. po 1540 r.), ożenionego z Hanną Herburtówną, oraz córkę Hannę, zamężną za Jakubem Wreteckim. Z li­cznego potomstwa ks. Andrzeja Zbaraż odzie­dziczył syn Mikołaj (zm. w 1574 r.), starosta krzemieniecki, a po nim jego syn Janusz (zm. w 1603 r.), wojewoda bracławski. Spadkobier­cami ks. Janusza byli jego synowie: Jerzy (zm. w 1631 r.), kasztelan krakowski oraz Krzysztof (1580-1627), koniuszy wielki koronny. Zba­raż przypadł wprawdzie ks. Jerzemu, ale ten podarował miasto i należący do niego klucz bratu Krzysztofowi. Ponieważ obaj zmarli bezpotomnie, na nich wygasł ów możny w XVI i w pierwszych dziesięcioleciach XVII w. ród.

Jako spadkobierca Zbaraskich i następny dziedzic Zbaraża występuje ks. Janusz Wiśniowiecki (1598-1636), starosta krzemieniecki, a po nim jego syn Dymitr Jerzy (1631-1682). Po śmierci ks. Dymitra Wiśniowieckiego, drogą spadku, ale nie bez znacznych powikłań, Zba­raż znalazł się w posiadaniu Józefa Potockiego (1673-1751), najpierw wojewody kijowskie­go, później poznańskiego, hetmana wielkiego koronnego i kasztelana krakowskiego, m.in. dziedzica Stanisławowa. Po nim schedę objął syn Stanisław (1698-1790), wojewoda pozna­ński, a następnie wnuk Wincenty (zm. w 1825 r.), podkomorzy koronny, generał lejtnant wojsk koronnych, poseł na sejmy i zapamiętały kolekcjoner dzieł sztuki(3). W wyniku układu rodzinnego z 1770 r. pomiędzy braćmi: Piot­rem, Franciszkiem i Józefem, z ogromnej for­tuny ojcowskiej, oprócz Zbaraża z zamkiem i klucza złożonego z 35 folwarków, Wincenty Potocki otrzymał jeszcze Brody z pałacem i z 19 folwarkami oraz szereg innych, rozleg­łych dóbr. Pasja kolekcjonerska, której wyni­kiem były wspaniałe zbiory, zgromadzone naj­pierw w Niemirowie, a później w Kowalówce na Podolu, hulaszczy tryb życia i nieliczenie się z wydatkami spowodowały, że nawet tak wielki majątek, jakim dysponował, oszacowany w czasie działu rodzinnego na 10 343 000 złp., później jeszcze m.in. poprzez spadki znacznie pomnożony, nie wystarczał na pokrycie naras­tających długów. Zaczęto je liczyć na miliony. Mimo wszystko, po śmierci Wincentego Potoc­kiego sporo dostało się jeszcze jego spadko­biercom. Zbaraż odziedziczył jedyny syn jego z małżeństwa z Anną Mycielską, Franciszek (1788-1853), oficer Wojska Polskiego, prezes Heroldii Królestwa Polskiego i podobnie jak ojciec kolekcjoner, głównie jednak w zakresie monet i medali.

Franciszek Potocki nie był wprawdzie czło­wiekiem tak lekkomyślnym, jak jego ojciec, niemniej i jego pasja kolekcjonerska była bar­dzo kosztowna. Jeszcze więc przed 1830 r. sprzedane zostały Brody, a nieco później także i Zbaraż. Dobra zbaraskie, już wcześniej uszczuplone, nabyła za swą sumę posagową Jadwiga z ks. Lubomirskich Eugeniuszowa de Ligne, córka Henryka i Teresy z Czartorys­kich. Pozostawały one jej własnością do końca życia, czyli do około 1890 r. Córka ks. Jadwigi de Ligne i jej spadkobierczyni Natalia, zamęż­na za ks. Rudolfem Croy-Dülmen, rozparce­lowała klucz zbaraski pomiędzy wielu drob­nych nabywców. Zamek z niewielkim ośrod­kiem gruntów nabył wówczas dr Tadeusz Niementowski, który był ostatnim prywatnym właścicielem resztek tej magnackiej fortuny i książęcej rezydencji.

W ciągu dziejów Zbaraża istniały tam dwa zamki. Pierwszy, który stał na górze w pobliżu Starego Zbaraża, pochodzić miał z XIII w. W jego murach z łamanego kamienia w 1474 r. kn. Wasyl Wasylewicz Nieświcki, broniąc się przeciw Tatarom, spłonął wraz z nim. Po klęs­ce tej zamek został wprawdzie odbudowany, ale w 1589 r., broniony przez ks. Janusza Zba­raskiego znów przeciw oblegającym go Tata­rom, poważnie został zniszczony po raz drugi. Z czasem niemal całkowicie zniknął z powierz­chni ziemi.

Bawiąc około 1598 r. w Wenecji, ks. Janusz Zbaraski zwrócił się do tamtejszego słynnego architekta Vincenzo Scamozziego z prośbą o sporządzenie projektu zamku nowego. Żąda­ny projekt otrzymał, ale najprawdopodobniej z powodu prawie nie uwzględnionych w nim, a tak bardzo jeszcze w owych czasach na połu­dniowo-wschodnich rubieżach Rzeczypospoli­tej ważnych, elementów obronności, nie zreali­zował go. Według jakiego innego projektu za­mek zbaraski został zbudowany, pozostaje więc kwestią otwartą. Władysław Łuszczkiewicz bez powołania się na źródło pisze, że Zba­raski sprowadził do siebie słynnego flandryjs- kiego architekta wojskowego Henryka van Poene. Wskazywałoby to, że właśnie on mógł być twórcą projektu wykonanego. Jednak za­równo dawniejsi historycy sztuki, jak Aleksan­der Czołowski i współcześni w osobie Adama Miłobędzkiego przychylają się do tezy, że za­mek zbaraski nosi zdecydowanie cechy archi­tektury włoskiej. Musiał więc powstać bądź w oparciu o jakiś inny plan Scamozziego, bądź też o pierwotny, opublikowany przez niego, ale już w czasie wykonywania robót znacznie zmodyfikowany. Budowę rozpoczął Krzysztof Zbaraski około 1620 r., dokończył jej zaś brat jego, Jerzy przed 1631 r.

 

Oba zamki zbaraskie tak opisuje w 1681 r. Samuel ze Skrzypny Twardowski:

 

„Zamek jest w Zbarażu z skały mając twardy

wał i mury kowane, których beloardy

duże cztery pilnują. W przeźroczyste pole,

ku wschodowi wydany, na bliskie Podole,

patrzy zaraz. Takie ma i z południa widoki,

piękne bardzo. Z zachodu na górze wysoki,

Zamek drugi Zbaraskich, niemniej kiedyś bitnych,

jako wielkich rozumem książąt starożytnych który

przed tym dom i stolica, przykre skały

i posieczy dokoła gęste opasały”.

Jako forteca i rezydencja służył nowy za­mek zbaraski kolejno ks. Jerzemu Zbaraskie­mu, a następnie Januszowi i Dymitrowi Wiśniowieckim. Szczególnie dbał o zamek ks. Dy­mitr, który troszczył się o wzmocnienie jego obronności i wspaniale urządzić mial wnętrza. Mimo wszystko w 1648 r. zamek bez trudu zdobyty został przez idącego na Lwów Chmiel­nickiego. Dopiero w rok później, gdy znalazł się znów w rękach polskich, pod dowództwem ks. Jeremiego Wiśniowieckiego zdołał się obronić. W 1675 r. został jednak zdobyty i zni­szczony przez Turków. Po tej katastrofie ks. Dymitr Wiśniowiecki zamek ponownie odbu­dował. W należytym porządku utrzymywał go także Józef Potocki. Za jego czasów warownię tę spustoszyły jednak dwukrotnie wojska ro­syjskie, popierające Sasów przeciw Leszczyń­skiemu, którego zwolennikiem był Potocki. Działo się to najpierw w 1707 r., a następnie w 1734 r. Po tych klęskach wyrestaurowany raz jeszcze, zamek ponownie urządzony został jako rezydencja magnacka i ozdobiony portre­tami. W takim stanie przetrwał do pierwszych dziesięcioleci XIX w.

Powolny upadek Zbaraża rozpoczął się do­piero po objęciu go przez Franciszka Potockie­go. Rezydując w Warszawie lub w Brodach, zamek zbaraski zaniedbał on całkowicie. W 1840 r. administrujący wówczas majątkami Potockiego gen. Józef Bem urządził nawet w murach zamku cukrownię, która zresztą wkrótce upadła. W zamku pozbawionym już cech rezydencji nie mieszkała także i Jadwiga ks. de Ligne. Opuszczony, zamieniał się więc stopniowo w ruinę. Próby zabezpieczenia tej pamiątki narodowej przed ostatecznym znisz­czeniem podjął się dopiero Tadeusz Niementowski. Pokrył on cały budynek nowym dachem, zabezpieczył murem drzwi i okna oraz wy restaurował bramę wjazdową z mieszczący­mi się wewnątrz izbami mieszkalnymi. Nie miał jednak środków na przywrócenie starej budowli jej dawnego blasku. Do 1890 r. w jed­nym z pokoi zwalone było archiwum Zbaras­kich, które jednak zniszczało w końcu całko- wiecie. W czasie pierwszej wojny światowej kwaterujące w zamku wojska rosyjskie roze­brały dach wraz z wiązaniami i belkami sufito­wymi na opał. Odchodząc, rozsadziły dynami­tem część kazamat.

Zachowane do okresu międzywojennego mury pozwalały jednak na odtworzenie wido­ku zewnętrznego całej tej warowni i rezyden­cji, założonej na płaskim grzbiecie wzgórza, po wschodniej stronie miasta. Jej warowność spo­wodowana została całkowicie w sposób sztucz­ny. Na całość składał się obszerny kwadrat wa­łów, od strony zewnętrznej mocno oszkarpowanych, z czterema beluardami w narożach. Beluardy i łączące je kurtyny długości 88 m, wysokości 12 m, otaczał rów szerokości około 40 m. Wierzch wałów tworzył dokoła terasę szerokości 21 m. Od strony północno-zacho­dniej wały przerywała dwukondygnacyjna, be­czkowo sklepiona z lunetami brama wjazdowa o elewacjach zamkniętych barokowymi szczy­tami ze spływami, ustawiona naprzeciw pałacu mieszkalnego („palazzo in fortezza”). Brama była budynkiem wydłużonym zgodnie z kie­runkiem osi, zbudowanym z kamienia i cegły, mieszczącym na piętrze cztery izby. Jako głów­ny element dekoracyjny jego fasad zastosowa­no toskańskie pilastry.

Główny, również dwukondygnacyjny kor­pus pałacu, wzniesiony także z kamienia cioso­wego i cegły, miał rzut kwadratu. Od ostatnich osi obu jego ścian bocznych wychodziły dwa jednotraktowe skrzydła, zakończone trójścien­nie, tworzące z elewacją tylną pałacu jedną li­nię prostą. Cała ściana tylna budynku przyle­gała do wału, wrzynając się skrzydłami w oba wały boczne. Korpus główny wraz ze skrzyd­łami otrzymał plan symetryczny, zbliżony wy­glądem do litery,,T”.

Dziewięcioosiowa, renesansowa elewacja główna pałacu, zwrócona ku bramie wjazdo­wej, podzielona została pionowymi pasami bo­ni na trzy odcinki. Dwa pasy obejmowały trójosiowy pozorny ryzalit środkowy, inne pokry­wały narożniki. Pseudoryzalit mieścił na par­terze na osi główne drzwi prowadzące do wnę­trza, na piętrze zaś trzy porte-fenetry oraz wsparty na kamiennych kroksztynach balkon. Prostokątne otwory okienne obu kondygnacji budynku, ujęte w ramy profilowane, wieńczyły wycięte po bokach półkoliście prostokątne na­czółki. Podobnie powściągliwy wystrój jak ele­wacja frontowa, wykazywały także obie elewa­cje boczne głównego korpusu oraz skrzydła. Zasadniczą część pałacu nakrywał gładki dach naczółkowy, skrzydła zaś podobny, z trzema połaciami wyodrębnionymi na obu krańcach. Pozostałe do końca XIX w. szczątki dowo­dzą, że wewnętrzny wystrój sal paradnych i pokoi mieszkalnych prezentował się równie skromnie, jak od strony zewnętrznej. Na par­terze niektóre pomieszczenia miały stropy skle­pione. Po klatce schodowej zachował się tylko wielki łuk arkadowy. Tynki nie miały już żad­nych ozdób. Kominki pokrywała prosta orna­mentyka gipsowa. Pod pałacem istniały skle­pione piwnice i podziemne korytarze, z któ­rych jeden prowadził do ocembrowanej studni. Zamknięty zewsząd dziedziniec przedpałacowy otaczały z trzech stron kazamaty, umiesz­czone pod terasami wałów. Z dziedzińca i czę­ści parterowych pałacu długie, wąskie, sklepio­ne beczkowo korytarze wiodły do wnętrza beluardów, które służyły prawdopodobnie jako więzienie.

Po pierwszej wojnie światowej zamek przez kilkanaście lat pozostawał bez jakiejkolwiek konserwacji. Groziła mu więc całkowita zagła­da. Dopiero w 1932 r. ruinami zainteresowało się Stowarzyszenie Oficerów Rezerwy w Tar­nopolu. Zorganizowane od 1935 r. jako samo­dzielny Związek Oficerów Rezerwy, z własną osobowością prawną, przejęło ono owiany sien­kiewiczowską legendą zamek od ówczesnego właściciela Emila Jawetza i zawiązało społecz­ny komitet odbudowy. Powołano komisję ar­tystyczną pod przewodnictwem prof. Mariana Osińskiego i konserwatora Zbigniewa Hornunga, która czuwać miała nad tym, aby re­konstrukcja zachowała wszelkie autentyczne cechy siedemnastowieczne. Zebrano odpowie­dnie fundusze. W 1936 r. odbudowano całko­wicie budynek bramny i lewe skrzydło, a w 1938 r. skrzydło prawe. Główny korpus miał być rekonstruowany począwszy od 1939 r. ....


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 625-629.

Zarubińce, położone w kierunku północ­no-zachodnim od Zbaraża, tuż w pobliżu gra­nicy woj. wołyńskiego z ruskim, były dziedzic­twem Zbaraskich, a następnie ich spadkobier­ców, ks. Wiśniowieckich. Nazwiska dalszych właścicieli nie są znane. W pierwszej połowie XIX w. były w ręku Elżbiety Cetner. Około 1850 r. Zarubińce nabył ks. Eugeniusz de Ligne (1804-1880), belgijski mąż stanu, przed­stawiciel jednego z najświetniejszych rodów europejskich, który od 1780 r. posiadał także indygenat polski. Trzecią żoną ks. Eugeniusza była poślubiona w 1836 r. ks. Jadwiga Lubomirska (1815-1895), córka ks. Henryka, pier­wszego ordynata na Przeworsku. Po śmierci obojga de Ligne majątek nabyła Jadwiga Niementowska. W okresie międzywojennym Za­rubińce, o powierzchni znacznie w stosunku do pierwotnej okrojonej, miały być w posiada­niu jakiejś rodziny żydowskiej.

Do 1939 r. przetrwał w Zarubińcach pięk­ny staropolski dwór, wzniesiony prawdopodo­bnie w XVII w. Według miejscowych przeka­zów, w połowie tego stulecia służył on jako sie­dziba Samuela ze Skrzypny Twardowskiego, słynnego poety barokowego, ówczesnego dzie­dzica majątku. Znana jest tylko jego strona frontowa. Wykonana zapewne w latach dwu­dziestych XX w. fotografia wykazuje, że dwór zarubiniecki był budowlą siedmioosiową, w zasadzie parterową, ale na wysokiej podmu­rówce i z trójosiową częścią środkową dwu­kondygnacyjną. Część tę, zamkniętą trójkąt­nym gładkim szczytem, zdobił portyk o czte­rech kolumnach dźwigających balkon. Pod por­tykiem mieścił się dostępny po kilku stop­niach taras. Z obu stron zasadniczej bryły dworu występowały dwuosiowe alkierze, które tworząc w przedłużeniu poprzeczne skrzydła, znów jako alkierze flankowały podstawową bryłę domu także i od strony ogrodu. Główny korpus dworu nakrywał wysoki, łamany dach „polski”, pobity gontami, alkierze zaś dach także czterospadowy, ale niższy, gładki. Na te­mat elewacji ogrodowej i wnętrz brak jakich­kolwiek przekazów.


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 610-611.

Dzieje miasteczka Zasław, położonego na obu brzegach górnego Horynia, sięgają XII w. Założone ono zostało przez któregoś z książąt dzielnicowych Rurykowiczów i nosiło wówczas nazwę Izjasławia. W następnym wie­ku należało do Ostrogskich. Ks. Wasyl Ostrogski w 1448 r. podzielił swe rozległe włości między dwóch synów: Iwana i Jerzego. Ostróg otrzymał Iwan, Jerzy natomiast Zasław, oczy­wiście ze wszystkimi wchodzącymi w skład tych latyfundiów wsiami. Jerzy Ostrogski jako pierwszy zaczął też pisać się Zasławski. Ostatni męski przedstawiciel tego rodu, ks. Aleksander Janusz Zasławski, dziedzic ordynacji ostrogskiej, umierając w 1682 r. bezdzietnie przeka­zał ją swej siostrze Teofili Ludwice (zm. w 1709 r.), zamężnej najpierw za ks. Dymit­rem Jerzym Wiśniowieckim, hetmanem wiel­kim koronnym, a po jego śmierci za ks. Józe­fem Karolem Lubomirskim, marszałkiem wiel­kim koronnym (zm. w 1702 r.). W ten sposób Zasław znalazł się w posiadaniu Lubomirs­kich. Córka ks. Józefa, Maria Lubomirska (1693-1729), druga żona ks. Pawła Karola Sanguszki (1682-1750), marszałka wielkiego litewskiego, wniosła z kolei dobra te w dom Sanguszków. Ks. Paweł Karol Sanguszko żo­naty był po raz pierwszy z Bronisławą Pieniążkową, z którą nie miał potomstwa. Z małżeńst­wa z Marią Lubomirską miał syna Janusza Aleksandra, a z trzecią, Barbarą Urszulą Duninówną, oprócz córek, także trzech synów: Jó­zefa Paulina, Janusza i Hieronima. Ordynację ostrogską i Zasławszczyznę objął najstarszy syn ks. Janusz Aleksander (zm. w 1775 r.), ożeniony z Konstancją Denhoffówną i z nią rozwiedziony, ostatni ordynat ostrogski, mie­szkający stale w Dubnie. Zapisał on ordynację ostrogską kilkudziesięciu, często z nim nie spokrewnionym, osobom. Zasławszczyznę po­dzielili natomiast jego młodsi bracia. Zasław otrzymał najmłodszy z nich, ks. Janusz Sangu­szko (zm. w 1806 r.), strażnik wielki koronny, żonaty najpierw z Karoliną Gozdzką, a po roz­wodzie z nią z Anielą Ledóchowską. Następ­nym dziedzicem tych dóbr był jego syn Karol Sanguszko (1779-1840), ożeniony ze swą kre­wną Dorotą Sanguszkówną i z nią rozwiedzio­ny. Pędził on w Zasławiu życie samotnika i tam umarł. Po nim dziedziczyła najpierw sio­stra Klementyna (1796-1842), żona Napoleo­na Małachowskiego, po jej śmierci zaś wnuko­wie ks. Hieronima, a synowie ks. Eustachego Sanguszki i Klementyny z ks. Czartoryskich: ks. Roman (1800-1881), żonaty z Natalią Po­tocką i Władysław (1803-1870), ożeniony z Izabellą Lubomirską (1808-1890). Po ks. Romanie jego scheda przeszła na jedyną jego córkę Marię Klementynę (1830-1903), zamę­żną za Alfredem Potockim (1817-1889), a na­stępnie na jednego z ich synów, Józefa Potoc­kiego z Antonin (1862-1922), żonatego z He­leną ks. Radziwiłłówną. Po ks. Władysławie dziedziczył jego syn ks. Roman (1832-1917), pierwszy i ostatni ordynat zasławski, ożeniony z hr. Karoliną Thun Hohenstein. Obszar dóbr należących do Zasławia w ciągu wieków stale się zmieniał. W wyniku zawartych małżeństw jedne klucze odchodziły, inne przybywały. Jak olbrzymia to była fortuna świadczy fakt, że je­szcze na przełomie XIX і XX w. obejmowała ona obszar ok. 200 000 morgów.

Kolejni dziedzice Zasławia rezydowali w istniejącym tam prawdopodobnie już od XV w., a z pewnością od XVI w. obszernym warownym zamku. Obronność jego zabezpie­czało samo położenie. Oblewały go bowiem z dwóch stron wody Horynia, a z dwóch pozo­stałych otaczały fosy i mury. Zamek ten był oczywiście kilkakrotnie przebudowywany i po­większany. Ostatniej przebudowy na nowocze­sną rezydencję w stylu barokowym dokonał nadworny architekt ks. Pawła Karola Sangusz­ki - Paweł Antoni Fontana (1696-1765). Przebywał on w Zasławiu od 1746 r. do końca życia, po śmierci protektora zatrudniony także przez wdowę, Barbarę z Duninów, nie tylko przy wykańczaniu pałacu, ale i przy wznosze­niu tamtejszych kościołów.

W swej nowej szacie zamek zasławski gościł dwukrotnie króla Stanisława Augusta. Po raz pierwszy w listopadzie, gdy monarcha wracał z Kamieńca Podolskiego. Wywdzięczył się wtedy za gościnę, ofiarowując ks. Karolinie Sanguszkowej kosztowne brylantowe branso­letki. Powtórnie wstąpił król do Zasławia w 1787 r. jadąc do Kaniowa. Gospodarze dali wówczas wspaniały bal z rzęsistą iluminacją i fajerwerkami. Towarzyszący królowi Kazi­mierz Broel-Plater napisał później: „Rezyden­cja murem jeszcze i wałami otoczona, niemniej staroświeckie baszty dotąd mająca, przypomina dawny w tym miejscu zamek, pewnie w cza­sach rewolucyjnych ponowiony, dla obrony buntującego się często kozactwa albo napadu Tatarów”.

Zdaje się, że huczne przyjęcie, jakie zgoto­wano Stanisławowi Augustowi, było jedynym urządzonym na tak wielką skalę. Po śmierci ks. Karola nikt z właścicieli na stale w zamku już nie mieszkał. W obszernych jego salach odby­wały się jednak czasem koncerty i przedstawie­nia teatralne. Za przyzwoleniem, czy może nawet z inicjatywy ks. Klementyny Sanguszkowej (zm. w 1852 r.), w 1848 r. odbył się w pałacu koncert wokalny Wilhelminy Skibińskiej z udziałem skrzypka Leona Polla i pianisty Strobla oraz jego córki, na który przyszło blisko 300 osób. Na zakończenie karnawału w 1861 r. planowano trzy przedstawienia, w tym Szlachectwo duszy Jana Konstantego Chęcińskiego i Dla miłego grosza Apolla Korzeniowskiego. Nie wiadomo jednak, czy sztu­ki te rzeczywiście zostały odegrane.

Odwiedzany tylko dorywczo, zamek z oto­czeniem był wszakże nadal starannie utrzymy­wany i urządzony. Brak jednak na jego temat szerszych wzmianek pamiętnikarskich i in­nych. O jego zewnętrznym wyglądzie w latach sześćdziesiątych XIX w. pisze T. J. Stecki tyl­ko krótko: „Zamek ten, a raczej pałac, tak bo­wiem dziś wygląda po kilkakrotnym jak widać przerabianiu, które mu dużo jego charakterys­tycznej cechy ujęło; nie tak piękny, jak wspa­niały i pański, rozległy i ponury, majestatycz­ny, trochę ciężki”.

Większe zainteresowanie wzbudzała rezy­dencja sanguszowska u rysowników. Położony wprawdzie w terenie mało zróżnicowanym, łą­cznie z pobliskim kościołem pomisjonarskim stanowił jednakże zamek tak malowniczą grupę architektoniczno-krajobrazową, że wprost za­chęcał do utrwalenia jego widoku na obrazach. Dzięki zachowanemu materiałowi ikonografi­cznemu, w tym późniejszym fotografiom, mo­żemy mieć przynajmniej dość dokładne pojęcie o tym, jak zamek zasławski wyglądał od strony zewnętrznej. Był to zresztą raczej ogromny kompleks zabudowań, tylko częściowo połączo­nych bezpośrednio z pałacem rezydencjonalnym.

Przerobiony z zamku pałac miał więc rzut bardzo wydłużonego, choć szerokiego prosto­kąta i dwie kondygnacje. W jego fasadzie fron­towej dominował, mocno na trzech osiach środ­kowych występujący, półowalny opilastrowany ryzalit, przepruty otworami mieszczącymi w kondygnacji dolnej główne drzwi wejściowe i dwie pary okien, w górnej zaś okien pięć. Ryzalit środkowy zdobił portyk w wielkim porządku, złożony z dwóch kolumn jońskich przyściennych flankujących wejście i dwóch cofniętych nieco do tyłu, umieszczonych we wgłębieniach. Wsparte na masywnych kwadratowych bazach kolumny dźwigały belkowanie zamknięte gzymsami profilowanym i kostko­wym oraz ścianką attykową. Część ryzalitową pałacu nakrywał dach w kształcie dzwonowatego hełmu, co wyraźnie widać m.in. na fotogra­fii, wykonanej zapewne przed 1880 r. Później hełm zmieniono na dach trój spadowy. Wynika to z rysunku S. K. Łukomskiego, wykonanego około 1914 r. Poza kolumnami i pilastrami ry­zalit środkowy dekorowały tylko skromne, pła­skie obramienia okien i drzwi, zwieńczone ba­rokowymi naczółkami. Fasadę wzbogacały po­nadto dwa ujęte w ramy pilastrów dwuosiowe trójścienne ryzality boczne, zwieńczone półowalnymi frontonami.

W części środkowej elewacji ogrodowej występował jedynie podwyższony, trójosiowy ryzalit pozorny z zaokrąglonymi narożnikami, w dolnej części boniowany, w górnej dzielony pionowo pilastrami, zamknięty gładkim przyczółkiem trójkątnym. Ryzality boczne były z tej strony trójosiowe, zwieńczone jednak podobnymi, jak frontowe, przyczółkami półowalnymi. Mocne akcenty otrzymały także siedmioosiowe elewacje boczne. Były nimi ryzality w postaci alkierzy, może dawne baszty, z narożnikami także pokrytymi pilastrami i półkoliście zamkniętymi oknami, nakryte dachem dwuspadowym. Wszystkie elewacje zamykał gzyms kroksztynowy. Pałac nakrywał łamany dach czterospadowy, z trzema owalnymi lukarnami w połaciach dolnych po każdej stronie ryzalitów środkowych.

Po lewej stronie pałacu wznosiła się także mocno wydłużona, założona na rzucie prostokąta dwukondygnacyjna oficyna. Narożniki jej lewej elewacji bocznej wzmacniały potężne przypory. Monotonię fasady tego budynku złagodzono nieco przez rozczłonkowanie jej płycinami i wydzielenie pionowymi pasami boni trójosiowej części środkowej oraz dwóch osi skrajnych. Środkową część zwieńczono szczytem ze spływami. Oficynę nakrywał gładki dach czterospadowy. Z pałacem łączyła ją galeria arkadowa dekorowana pilastrami, z półkoliście sklepioną bramą, łączącą dziedziniec przedpałacowy z niewielkim ogrodem za­łożonym od tyłu pałacu.

Architektura zewnętrzna pałacu wskazywa­ła, że niższy od piętra parter miał przeznacze­nie mieszkalne, kondygnacja zaś górna - cha­rakter reprezentacyjny. Mieścił się tam m.in. wysunięty frontowym ryzalitem westybul o planie owalu z monumentalną wachlarzową, dwubiegową klatką schodową oraz kilka wiel­kich sal, w tym jedna dekorowana pilastrami w części środkowej, druga z kolumnadą przy­ścienną, w prawym skrzydle. Dokładniejszych relacji na temat architektury wnętrz, a także ich urządzenia - brak. Według T. J. Steckiego przed 1870 r. przynajmniej część zbiorów była jeszcze na miejscu. Wewnątrz pałacu oglądać jeszcze można było „mnóstwo pięk­nych zabytków”, a kilka sal nadal zdobiły po­rtrety rodzinne oraz „znaczna ilość obrazów” innej treści, z których na szczególną uwagę za­sługiwać miały płótna szkoły flamandzkiej. Po­za tym istniał jeszcze w Zasławiu bogaty zbiór starych sztychów polskich i angielskich oraz duża kolekcja porcelany chińskiej. Za najciekawsze i jedno z najbogatszych w skali krajowej uznał Stecki archiwum rodzinne San­guszków, starannie uporządkowane. Najdaw­niejsze dokumenty sięgały 1284 r., ostatnie zaś pochodziły z 1873 r. Dotyczyły one m.in. spraw kościoła na południowo-wschodnich po­łaciach dawnej Rzeczypospolitej, epoki Samo­zwańców, dziejów kozaczyzny do czasów Chmielnickiego, historii rodów Ostrogskich i Zasławskich od ich powstania do wygaśnięcia i wojny cara Iwana Groźnego z Zygmuntem Augustem. Były też w archiwum oryginalne li­sty cara do króla, korespondencja ks. Romana Sanguszki, hetmana polnego litewskiego z kró­lem, Ostafim Wołkowiczem, Radziwiłłami, Chodkiewiczami i innymi ważnymi w tych stronach osobistościami, a także listy hetmana Żółkiewskiego pisane do różnych adresatów. Oddzielną grupę tworzyły materiały dotyczące dziejów ziemi wołyńskiej, w tym dekrety i ma­nifesty w urzędowych odpisach. Dokumenty tyczące się rodziny Sanguszków były także wy­dzielone.

Wjazd do zamku prowadził niegdyś od strony miasteczka przez most zwodzony, za­stąpiony później przez stały, murowany na ar­kadach. Za mostem stała brama wjazdowa, umieszczona w murze przebitym także arkada­mi. Na prawo od pałacu rozciągały się zabudo­wania administracyjne w postaci kilku dwukondygnacyjnych lub parterowych budynków. Niektóre z nich, kryte wysokim dachem łama­nym, dowodziły pochodzenia osiemnastowiecznego lub wcześniejszego. Zapewne do pier­wszej wojny światowej przetrwał usytuowany naprzeciw oficyny, ale w dużej od niej odległo­ści, murowany bastion z wieloboczną basztą, jedna z nielicznych w stanie mało zmienionym pozostałości zamku dawnego.

Trudno zrozumieć, dlaczego nikt ze spad­kobierców ks. Karola Sanguszki nie zechciał osiedlić się w Zasławiu na stałe. Może rzeczy­wiście, jak pisze Stecki, zamek ten był zbyt ponury? Nie wiadomo też dlaczego, dobrowol­nie czy pod przymusem, około 1880 r. właś­ciciele oddali to swoje gniazdo rodzinne na rosyjskie koszary. Wprzód zabrali oczywiście stamtąd wszystkie zbiory i całe wyposażenie. Archiwum, część mebli, obrazów i zapewne wiele innych przedmiotów znalazło się w Sławucie. Drugą część mebli, wiele portretów sta­rych i wspaniałe kryształowe żyrandole prze­niesiono do Antonin. Część zbiorów mogła zostać się także do Łańcuta. Wnętrza nowi użytkownicy przebudowali.

Obronność miejsca i uwarunkowania tere­nowe sprawiały, że nie było w Zasławiu więk­szego parku. Ogród należący do rezydencji za­łożyli więc Sanguszkowie w końcu XVIII w. w niedalekiej Klimówce, położonej także nad Horyniem. Jeżdżono tam oczywiście powoza­mi. Z zachwytem ten piękny park, z widokiem na sylwetę miasta z jego kościołami, klasztora­mi pobernardyńskim i pomisjonarskim oraz na zamek, pełen sztamowych róż rozsianych po doskonale utrzymanych trawnikach, na które wynoszono także hodowane w cieplarniach drzewa pomarańczowe, opisuje J. Dunin-Karwicki. Później w Klimówce wybudowano no­woczesną, komfortową willę, która służyła jako letnie mieszkanie Sanguszkom ze Sławuty.

Po drugiej wojnie światowej zamek zasławski zamienił się w ruinę.

Niemal organicznie od strony oficyny łą­czył się z zamkiem okazały barokowy kościół pod wezw. św. Józefa, ufundowany przed 1750 r. przez ks. Pawła Karola Sanguszkę, marszałka wielkiego lit., według projektu P. A. Fontany. Miał on postać trzynawowej bazyliki. Po obu stronach rozczłonkowanej pilastrami fasady stały trzykondygnacyjne wieże, nakryte hełmami, służące jako dzwonnice. Ćwierćkoliste, dwukondygnacyjne galerie spinały je z bryłą kościoła. Obok niego wznosił się późniejszy dwukondygnacyjny klasztor. W pobliżu zamku, ale w innym miejscu, stał jeszcze kościół i klasztor Karmelitów, nie wiadomo jednak, kiedy i przez kogo wybudowany, ani też kiedy zamieniony w ruinę. Do drugiej połowy XIX w. zachowały się po nim tylko bezkształtne zwaliska.

Najstarszą świątynią Zasławia, powiązaną także ściśle z rezydencją, ale pierwotną, był kościół farny pod wezw. św. Jana Chrzciciela, wzniesiony na planie krzyża, z kwadratową wieżą w fasadzie, erygowany w końcu XVI w. przez ks. Janusza Zasławskiego, wojewodę wołyńskiego. Projekt jego przypisuje się Jakubowi Madlaina. Kościół ten, zawierający w sobie pewne elementy zarówno gotyckie, jak renesansowe, zniszczony w 1648 r., z pewnymi zmianami odbudował również Fontana. Przed 1914 r. w wielkim ołtarzu wisiał tu obraz Chrzest Chrystusa, przypisywany malarzowi Lelio Orsiemu, w innych zaś miejscach duża kompozycja zatytułowana Chrystus błogosławiący dzieci, pędzla Carla Dolciego i dwa niewielkie płótna Wniebowzięcie NP. oraz Chrystus z Samarytanką, autora nieokreślonego. Podziemia służyć miały jako mauzoleum ksią­żąt Zasławskich. Świadczyło o tym kilkanaście trumien, umieszczonych pod jedną z kaplic, ale bez żadnych napisów. Tamże pochowany został ks. Janusz Sanguszko (zm. w 1806 r.), strażnik wielki kor., i jego druga żona Aniela z Ledóchowskich (zm. w 1825 r.).

Największy kompleks z wszelkimi cechami obronności zachował usytuowany na tzw. „Starym Mieście” klasztor Bernardynów z wczesnobarokowym kościołem pod wezw. św. Michała, ufundowany przez ks. Janusza Zasławskiego w latach 1606-1610, podobnie jak farny, według projektu Jakuba Madlaine. I ta budowla zniszczona została w czasie wojen kozackich, a następnie odbudowana przez Fontanę. Nad kościołem Bernardynów królowała również wysoka czworoboczna wieża, nakryta dachem namiotowym. Kościół, wraz z zamy­kającymi go z trzech stron skrzydłami bardzo rozległego klasztoru, otaczał zewsząd mur. Wnętrze kościoła, oprócz wielkiego, wykona­nego z drewna krucyfiksu, przechowywanego niegdyś w skarbcu Zasławskich, zdobiły liczne obrazy, w tym: Św. Michał Archanioł jakiegoś mistrza włoskiego i Św. Łukasz, pędzla Cze­chowicza. Wielką wartość nie tyle artystyczną, ile zabytkową i historyczną, mogły mieć bar­dzo liczne portrety różnych osobistości z kręgu rodziny dziedziców Zasławia, a zapewne także i okolicznych ziemian. Znajdowały się wśród nich wizerunki ks. Pawła Karola Sanguszki i jego drugiej żony Marianny z Lubomirskich oraz ks. Hieronima Sanguszki (zm. w 1657 r.), biskupa smoleńskiego i Anny z Sanguszków Antonio we j Jabłonowskiej, kasztelanowej kra­kowskiej. W klasztorze bernardyńskim znalazł w końcu schronienie liczący około 5000 wol. księgozbiór ze skasowanego klasztoru Bernar­dynów w Dubnie, z pewnością pełen rzadkich druków. Istniało też zupełnie nie zbadane ar­chiwum. Czy wszystko to w czasie rewolucji zostało zniszczone, czy też jakaś część ocalała i znalazła się później w zbiorach publicznych, na razie nie wiadomo.


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 611-624.

Wieś Zamlicze, położona nad rzeką Ług, wchodziła niegdyś w skład włości rodziny ks. Kozików, obejmującej jakoby powierzchnię 65 km kwadratowych. Później dobra te należały do Olszyńskich, od których w 1808 r. kupił je Wiktor Sumowski h. Jastrzębiec, podkomorzy włodzimierski. Był on potomkiem N. Sumowskiego, który z rodzinnego gniazda w Sumówku, leżącego w Prusach Wschodnich, około 1640 r. przeniósł się na Wołyń. W męskiej linii jego rodu pozostawał majątek aż do 1939 r. Obejmował on wówczas obszar 1000 ha i był własnością Aleksandra Sumowskiego.

Do wybuchu drugiej wojny światowej za­chował się w Zamliczach dwór, wybudowany w 1743 r. Nie należał on wprawdzie do wiel­kich rezydencji Wołynia, niemniej z wielu względów zasługiwał na uwagę. Zespół dworu składał się z trzech budynków: właściwego do­mu mieszkalnego, oficyny i lamusa. Dom miał wygląd charakterystycznego, choć niemal mi­niaturowego dworu polskiego. Był on partero­wy, usytuowany niemal na poziomie ziemi, na­kryty wysokim, gładkim, czterospadowym da­chem gontowym z jednym kominem zbior­czym. Od strony wjazdu budynek ten zdobił szeroki ganek o dwóch parach kolumn, dźwi­gających gładki, trójkątny szczyt. Od tyłu do­mu, na osiach skrajnych występowały dwa skrzydła, może nieco późniejsze, z dachem tro­chę obniżonym, zamykające otwarty na ogród kwiatowy dość wysoki taras. Cały budynek po­krywały białe gładkie tynki.

Wnętrze głównego domu mieszkalnego po licznych zapewne przeróbkach, dokonywanych w ciągu wieków, nie wyglądało jednolicie. Przypuszczalnie obszerna niegdyś sień, zajmu­jąca pierwotnie całą szerokość ganku, była ostatnio podzielona na dwa pokoje. Prawy z nich służył jako hall, lewy natomiast jako po­kój gościnny. W prawym rogu traktu fronto­wego znajdował się przestronny gabinet pana domu, w lewym zaś takich samych rozmiarów drugi pokój gościnny. Od strony ogrodu w części środkowej mieścił się położony o dwa stopnie niżej od pokoi frontowych ogromny salon. Duży pokój na lewo od niego służył jako jadalny, a usytuowany po prawej ręce jako drugi, bardziej intymny salonik. Miał on kształt prostokąta wydłużonego w głąb domu i składał się z dwóch nierównych części, od­dzielonych od siebie dwiema przyściennymi kolumnami. Część mniejsza, służąca jako sy­pialnia, mieściła się już poza obrębem korpusu głównego, w skrzydle. Oba skrzydła zawierały wyłącznie pokoje użytkowe, w tym ubieralnie, kredens i łazienki. Wszystkie pokoje miały po­sadzki dębowe, stylowe obicia ścian i piece kaf­lowe, a salon wielki - także kominek. W tymże salonie, jadalnym, saloniku i sypialnym, sufity pokryte były kasetonami, utrzymanymi w kolo­rze białym z różnego kształtu rozetami.

Zabytkowe urządzenie w większości prze­padło już w czasie pierwszej wojny światowej. Po 1920 r. salon duży i salonik umeblowane były resztkami mebli mahoniowych w stylu biedermeier, gabinet zaś pana domu antyczny­mi szafami bibliotecznymi z ozdobami z kości słoniowej. W sypialni zachowało się dwuoso­bowe łoże w stylu Madame Recamier oraz za­bytkowe lustra i komody, a w jednym z pokoi gościnnych mahoniowe łóżko z intarsjami. Po­kój stołowy urządzony był zdekompletowany­mi sprzętami gdańskimi. Na jego ścianach wi­siały portrety rodzinne różnej wartości artys­tycznej z różnych epok. Wśród nich wyróżniał się wizerunek Józefa Wareg-Massalskiego, pę­dzla Wańkowicza, a z nowszych dwa płótna Stanisława Lentza, przedstawiające Tomasza Sumowskiego i jego żonę. Do wyposażenia po­koju jadalnego należało jeszcze stare srebro stołowe na 80 osób, z różnej wielkości i kształ­tu tacami, paterami, misternymi koszyczkami, czajnikami i dzbanuszkami zdobnymi w kość słoniową, dalej zabytkowe kryształy, serwis staroangielski, dużo pojedynczych sztuk po­rcelany saskiej, „starego Berlina”, Baranówki i in. W przedpokoju wisiały sztychy angielskie, a w innych pokojach makaty i gobeliny.

Zbiory biblioteczne prezentowały się sto­sunkowo skromnie, gdyż liczyły zaledwie kil­kaset tomów. Było jednak wśród nich wiele edycji z XVI - XVIII w., częściowo na perga­minie, oprawnych w skórę cielęcą, w językach łacińskim i francuskim. Był poza tym w Zamliczach zbiór pamiętników nowszych, dzieł heraldycznych i beletrystyki.

Dużą wartość posiadało też archiwum ro­dzinne, tylko częściowo zbadane, które zawie­rało m.in.: list króla Jana III do Macieja Su­mowskiego z 1675 r., wzywający go na korona­cję; wyrok konfederacji targowickiej, skazujący Wiktora Sumowskiego na „zatrzymanie pod wartą za odmowę przystąpienia do niej i zło­żenia przysięgi; list Tadeusza Kościuszki z 7 IX 1794 r. do Wiktora Sumowskiego, pro­szący o poparcie sprawy narodowej w wojewó­dztwie bracławskim i kijowskim; listy króla Stanisława Augusta i inną korespondencję oraz papiery. Jako pamiątkę szczególnie cenną przechowywano w zbiorach zamlickich zegarek kieszonkowy złoty z brylantami i piękną dewizką w postaci breloka z wyrytym na ame­tyście herbem, dar Stanisława Augusta dla Jó­zefa Sumowskiego, kawalera Orderu Św. Sta­nisława.

Po lewej stronie głównego domu mieszkal­nego, w odległości od niego zaledwie kilku me­trów, stała oficyna, za pomocą krytego koryta­rzyka połączona z tylnym skrzydłem dworu. Była ona bardzo długa, o planie prostokąta, z czterokolumnowym portykiem, zwrócona do dziedzińca ścianą krótszą. Poza pokojami goś­cinnymi i przeznaczonymi dla administracji oraz służby mieściła także izby czeladne z ku­chnią. Stojący wolno po prawej stronie domu, w takiej samej niewielkiej od niego odległości, stary lamus, zbliżony planem do kwadratu, miał od frontu podobny jak dwór i oficyna ko­lumnowy ganek.

Główny dom mieszkalny z oficyną i la­musem, a także lodownie, wędzarnie, dwie cieplarnie oraz stajnia koni wyjazdowych usy­tuowane zostały na wzgórzu i otoczone malow­niczym parkiem typu angielskiego o powie­rzchni ok. 30 morgów. Stale, aż do 1939 r., był on upiększany przez nowe nasadzenia drzew i krzewów dekoracyjnych, jak też otwieranie dalekich perspektyw. Przed domem ciągnął się starannie pielęgnowany rozległy trawnik oto­czony dokoła rabatami kwiatów z pięknie zary­sowanymi klombami pośrodku. Z drugiej stro­ny domu wielki prostokąt wzorzystych klom­bów dywanowych, otoczonych ścieżkami i nis­ko ciętymi żywopłotami na wzór ogrodów fran­cuskich, schodził tarasami aż do niczym nie przesłoniętych pól, dając bardzo rozległy widok na sfalowaną wołyńską ziemię. Tarasami dochodziło się również do innych partii ogro­du, gdzie zarówno celem upiększenia krajobra­zu, jak z powodów praktycznych, założono trzy stawy rybne, oddzielone od siebie grob­lami obsadzonymi brzozami płaczącymi i inny­mi dekoracyjnymi drzewami, bardzo pieczoło­wicie pod względem gatunków i kolorystyki dobieranymi. W całym parku poza tym rosła ogromna ilość najrozmaitszych odmian bzów, jaśminów i innych krzewów kwitnących. Na jednym tylko z gazonów znaleźć można było kilkadziesiąt gatunków róż nisko- i wysoko­piennych. Stały też w ogrodzie dwie stare ka­mienne figury: Matki Boskiej, umieszczona przed podjazdem, i św. Antoniego przy wjeździe na folwark. Od strony zabudowań gospo­darczych wiodła na gazon przed domem jedna aleja świerkowa, a poprzez park druga.

Wszystkie budynki dworu w Zamliczach, jak też zabudowania folwarczne wzorowo do 1939 r. prowadzonego gospodarstwa zostały w 1943 r. bądź spalone, bądź też wysadzone w powietrze.


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 607-610.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl