W XVI w. Szpanów należał do znanej ro­dziny ruskiej Czapliców h. Kierdeja, rozgałę­zionej w woj. kijowskim i wołyńskim, a częściowo osiadłej także i na Białej Rusi. Spoloni­zowawszy się, z czasem doszli oni w Rzeczypo­spolitej   do  wysokich  godności   senatorskich i spowinowacili się z tak znakomitymi rodami, jak ks. Koreccy, Wiśniowieccy i Czetwertyńscy. Szpanów uważali widocznie za swe główne gniazdo rodowe, skoro pisali się „Szpanowscy” nawet wówczas, gdy majętność ta już do nich nie należała. Heraldycy wymieniają zresztą tylko kilku Czapliców, którzy władali Szpanowem w XVI w., a więc Grzegorza Wasiliewicza, żonatego z Dorotą Rejówną, który w 1569 r., po przyłączeniu Wołynia do Korony, złożył przysięgę wierności; Teodora, sędziego ziem­skiego łuckiego (1581), właściciela także Zaborola, Płoski i Mokwina, oraz jego brata Iwana, z którym podzielili się ojcowizną. Najgłośniej zasłynęli Czaplicowie w XVII w., gdy stali się wyznawcami arianizmu. Należeli do nich Ale­ksander (zm. ok. 1660 r.), poseł sejmowy; Jan (zm. w 1604 r.), syn Piotra, kasztelan kijowski; Jerzy, syn Teodora, sędziego łuckiego, żyjący także w pierwszej połowie XVII w. i jego brat Marcin, poseł na sejm (zm. ok. 1633-1638 r.). Niektórzy Czaplicowie żyli jeszcze w począt­kach XIX w., ale później prawdopodobnie wy­marli. Po stracie Szpanowa i Tajkur, ich głów­nymi siedzibami stały się Ponebyl z grobami ariańskich członków rodziny, Kisielin oraz in­ne, mniej znane miejscowości.
Szpanów wyszedł z rąk Czapliców jeszcze w XVII w. Dobra te, prawdopodobnie wraz z Tajkurami, wniosła w posagu Teodora Czaplicówna swemu mężowi Jerzemu Wiśniowieckiemu, kasztelanowi kijowskiemu (zm. w 1618 r.). Z kolei wraz z ręką Marii, córki Jerzego i Teodory Wiśniowieckich [?], przeszły Tajkury, a prawdopodobnie także i Szpanów, do rodzi­ny jej męża N. Czołhańskiego(4). Następnie Szpanów, klucz tajkurski z zamkiem i Mylsk otrzymała Barbara Czołhańska, córka Adama i Zofii z Grochowskich, zamężna za Wawrzyń­cem Stanisławem Pepłowskim h. Gozdawa (zm. w 1721 r.), piastującym najpierw godność deputata na trybunał koronny (1687), następ­nie pisarza łuckiego, podstolego, a w końcu podkomorzego podolskiego, który zgromadził w swym ręku wielki majątek. Około 1710 r. wzniósł on w Tajkurach kościół katolicki. Wa­wrzyniec Pepłowski miał trzech synów: Alek­sandra, paulina, Jana Pawła (zm. w 1739 r.) i Piotra Antoniego. Między dwóch ostatnich podzielił swą rozległą wprawdzie, ale mocno przez wojska rosyjskie w 1712 r. zrujnowaną fortunę. Szpanów i Żytyń przypadły najmłod­szemu, Piotrowi Antoniemu, podkomorzemu łuckiemu (1736), ożenionemu z Jadwigą Szujską. Pozostały po nim dwie córki, Ewa Wyleżyńska i Teofilą Michałowa Bielińska oraz sy­nowie Izydor i Teodor.
Najprawdopodobniej po śmierci Piotra Antoniego Pepłowskiego, w drugiej połowie XVIII w., od spadkobierców kupił Szpanów Jan Kazimierz Stecki (zm. w 1820 r.), dziedzic Kustyna, Międzyrzecza Koreckiego i wielu in­nych włości. Rozdzielił on je także między dwóch pozostałych przy życiu synów. Starszy Karol, żonaty z Marią Morsztynówną, otrzymał Kustyn i Szpanów, młodszy zaś Józef - Międzyrzecz. Karol Stecki miał tylko jedną córkę Aleksandrę (1796-1864), malarkę ama­torkę, która w 1815 r., już po śmierci ojca, po­ślubiła ks. Michała Gedeona Radziwiłła (1778-1850), przyszłego generała dywizji, senatora, wojewodę Królestwa Polskiego i wodza armii powstańczej w 1831 r. Odziedziczyła ona po ojcu zarówno Szpanów, jak Kustyn z pięknym pałacem, który jednak sprzedała. Po ks. Mi­chale Radziwille Szpanów przeszedł na jego starszego syna Karola (ur. w 1821 r. w Szpanowie i tam w 1896 r. zmarłego), żonatego z Jadwigą z Sobańskich (1830-1900), Niebo­rów zaś na młodszego Zygmunta (1822-1898). W 1879 r. odstąpił on jednak dobra nieborowskie synowi ks. Karola - ks. Michałowi Piotrowi Radziwiłłowi (1853-1903), żonate­mu z Marią Kieżgajło-Zawiszanką h. Łabędź, który tam głównie mieszkał. Po jego bezpoto­mnej śmierci Nieborów, Arkadia i Szpanów przeszły na ostatniego właściciela tych wszyst­kich dóbr, ks. Janusza Radziwiłła (1880-1967), XIII ordynata ołyckiego, żonatego z Marią ks. Lubomirską.
Zanim Radziwiłłowie urządzili w Szpanowie piękną, nowoczesną, ogólnie podziwianą siedzibę, istniał tam jakiś zameczek, na którego temat, oprócz kilku niewiele mówiących wzmia­nek, brak konkretnych przekazów. Wspomina o nim wprawdzie w swych pamiętnikach Henryk Stecki, ale ogranicza się tylko do stwierdzenia, że „piękna ta i obszerna  rezydencja, wytwornie przerobiona  została   z  obronnego   zamku”. Przeróbki dokonał pod koniec XVIII w. Karol Stecki.
Była to właściwie budowa nowego, klasycystycznego pałacu z częściowym tylko zachowa­niem dawnych murów. Budynek ów znany jest z akwareli, namalowanej w 1808 r. przez Aloj­zego Saara, autora także widoków Warszawy. Przedstawia ona pałac z otoczeniem na tle par­ku. Na pierwszym planie widoczna jest elewa­cja tylna oficyny. Jeśli rysunek jest ścisły, mia­ła ona w tym czasie rzut prostokąta oraz dwie kondygnacje, z parterem wyższym od piętra i wysokimi suterenami. Część suterenową po­krywały bonie, kondygnacje górne zaś rozczłon­kowane były pilastrami z wydzieleniem  po każdej stronie dwóch osi skrajnych. Oficynę nakrywał gładki dach czterospadowy. Widocz­ny po lewej stronie pałac był również budowlą o rzucie prostokąta, dwukondygnacyjną z dachem czterospadowym, pilastrami na narożni­kach i czterokolumnowym portykiem od stro­ny podjazdu. Gładkie elewacje łącznie z belko­waniem portyku wieńczył gzyms kostkowy. Po lewej stronie oficyny, w jednym z nią rzędzie, ale w pewnej odległości, stał jeszcze budynek parterowy, kryty wysokim dachem łamanym, z pewnością siedemnasto- lub osiemnastowieczny, gospodarczy lub administracyjny. Poni­żej oficyny ciągnęły się pozarastane sitowiem stawy czy kanały, zapewne resztki fos obron­nych. Akwarela Saara jest jedyną ryciną przed­stawiającą pałac szpanowski przed jego moder­nizacją, wykonaną przez Aleksandrę ze Steckich Radziwiłłową.
W 1815 r. wkrótce po jej ślubie odwiedziła synową w Szpanowie Helena z Przezdzieckich Radziwiłłowa. Zachwyciła się ona malowniczością okolicy, ale także wyraziła ubolewanie, że dom od ogrodu oddzielały dwa zarośnięte stawy, „z których nic zrobić nie można”. Spo­ro szkód spowodować miał gen. Karol Kniaziewicz, drugi mąż Marii z Morsztynów Steckiej, opiekun małoletniej jeszcze pasierbicy. Aby nieco osuszyć podmokłe łąki, wykopał on na terenie całego ogrodu kanały, które go bar­dzo zeszpeciły. „Prześliczny” wydał się nato­miast księżnie widok z balkonu domu. Od tyl­nej jego elewacji w dół prowadziły „staroświe­ckie tarasy”. Zachwyt ks. Heleny Radziwiłłowej wzbudziła w końcu aleja lipowa z zawie­szonymi na gałęziach stoma pniami pszczelimi, wiodąca od dworu do zwierzyńca, w którym hodowano daniele. Jest rzeczą charakterysty­czną, że księżna nie nazwała domu rezydencjonalnego pałacem, lecz „zameczkiem”, co po­twierdza jego powiązanie z budowlą poprze­dnią.
Zarówno akwarela Saara jak późniejsze do­wodzą, że ani bryła pałacu, ani oficyny nie ule­gły już zasadniczym zmianom do końca ich ist­nienia. Zdumienie budzi więc charakterystyka siedziby Karola Steckiego, niezwykle negaty­wna, wyrażona przez A. Przezdzieckiego. Od­wiedził on Szpanów dwukrotnie: najpierw około 1824 r., a po raz drugi w 1839 r. Za pierwszym razem pałac wydał mu się „stary" i „niezgrabny", po bytności drugiej natomiast określił go jako „piękny dom angielski o pięt­rze z kolumnadą od frontu”. A przecież był to ten sam budynek, ani stary, ani niezgrabny i w dodatku po drugiej przebudowie niewiele stosunkowo zmieniony.
Ta druga przebudowa, dokonana prawdo­podobnie według projektu Ittara pod kierun­kiem Aleksandry Radziwiłłowej, zaczęła się za­raz po jej ślubie w 1815 r. i trwała poza rok 1830. W 1968 r. T. S. Jaroszewski i A. Rottermund opublikowali nie znane dotąd materiały, głównie ikonograficzne, które wiedzę o pałacu szpanowskim bardzo wzbogaciły. Autorzy wskazują przy tym na Henryka Ittara jako au­tora nowych dekoracji wnętrz, o czym wspo­minała już ks. Helena Radziwiłłowa. W tym czasie zmienił się jednak także i wygląd zewnę­trzny pałacu. Dawny czterokolumnowy portyk zastąpiono bowiem przez sześciokolumnowy, usunięto z narożników pilastry i niektóre dro­bniejsze szczegóły wystroju, jak gzyms wień­czący elewacje, obramienia okien i drzwi, prze­bito też nowe otwory w elewacjach bocznych. Wszystkich tych detali architektonicznych, tak wyraźnie podkreślonych przez Saara, nie wi­dzimy już bowiem w akwarelach wykonanych ok. 1835 r. przez ks. Aleksandrę Radziwiłłową. Mają więc zapewne rację obaj autorzy twier­dząc, iż w myśl nowych prądów księżna dążyła do generalnego uproszczenia całego wystroju zewnętrznego. Nie można wszakże wykluczyć także i hipotezy, że nie mogąc sobie z nimi poradzić w rysunku, niektóre detale po prostu ominęła.
Nie wchodząc zbytnio w szczegóły, na pod­stawie akwarel Aleksandry Radziwiłłowej oraz relacji Aleksandra Przezdzieckiego i Henryka Steckiego o zewnętrznym wyglądzie pałacu z ok. 1840 r. możemy mieć pojęcie przynaj­mniej ogólne. Był on więc budowlą jedenastoosiową, dwukondygnacyjną, założoną na rzu­cie niezbyt szerokiego prostokąta, z wysokimi suterenami od tyłu i po bokach. Akcentem do­minującym jego elewacji frontowej był płytki portyk złożony z sześciu szeroko, w jednako­wych odstępach rozstawionych kolumn z jońskimi kapitelami, pozbawionych baz. Kolumny dźwigały pokryte profilowanym gzymsem belkowanie oraz gładki, trójkątny, wydłużony fron­ton. Portyk na całej jego szerokości poprzedza­ły schody wiodące na taras. Na piętrze, za ko­lumnadą ciągnął się balkon otoczony balustra­dą, na który wychodziło pięć porte-fenetrów. Przy elewacjach bocznych, na skutek spadku terenu znacznie wyższych, dodano zbudowane z ciosowego kamienia półkoliście sklepione ar­kady. Na nich mieściły się tarasy nakryte bla­szanym, olejno pomalowanym dachem, wspar­tym na żelaznych słupach, po których wiła się aristolochia. Jeden z tarasów, ubrany kwiata­mi, służył jako letni salon. Z każdego z nich szerokimi schodami można było zejść zarówno na paradny przedpałacowy dziedziniec, jak też do ogrodu. Wzdłuż całej elewacji tylnej, czyli zachodniej, wzniesiona została podobna arka­dowa galeria, ale bez dachu. Pod arkadami znajdowało się wejście do suteren. Na galerii, z powodu panującego tam wówczas chłodu, ja­dano zwykle latem śniadanie. Pałac miał nie­zbyt wysoki, gładki dach czterospadowy, pobi­ty początkowo blachą miedzianą. W 1842 r. zerwała ją jednak trąba powietrzna, która sza­lała nad okolicami Równego i wywołała ogro­mne spustoszenie wśród zabudowań i drzewo­stanu ogrodu.
Na temat wnętrz pałacu jeszcze takich, ja­kimi były one przed 1815 r., Helena Radziwiłłowa pisze krótko, że sień, „którą także Ittar ozdabiał, podtrzymywały piękne kariatydy". Poza tym wspomina jeszcze, że obok salonu mieściła się biblioteka „z dzieł wyborowych złożona”. Znacznie więcej szczegółów na ten temat podaje Henryk Stecki, ale już według stanu z 1840 r. W tym czasie, zdaniem jego „pałac wielkim kosztem urządzony”, mieszkalnym był całkowicie tylko na parterze. Mieściły się tam również tymczasowe salony, „niewiel­kie, ale elegancko przystrojone”. Środek pała­cu zajmowała obszerna sień z oszkloną ścianą, za którą znajdowały się szerokie kamienne schody, wiodące na piętro, rozchodzące się w połowie wysokości na dwie strony. Przednia część sieni służyła jako sala jadalna. Ponieważ pałac wchłonął częściowo mury starego zame­czku, pokoje środkowej jego części miały mury tak grube, że okna mieściły się w głębokich wnękach, tworzących „gabineciki”. Przezdziecki dodaje jeszcze, że każdy kawałek dre­wna błyszczał „polorem mahoniu”, że na prawo od sieni mieściły się: biblioteka, pokój bila­rdowy, „salon jeden i drugi, meble gustowne, piękne sztychy, wonne kwiaty. Wszędzie wy­goda, smak wytworny i nowość”.
Do celów reprezentacyjnych przeznaczone zostało piętro z dużymi i wysokimi salonami oraz nową salą biblioteczną. Według Steckiego pomieszczenia te były już wówczas wyposażo­ne w piece, marmurowe kominki oraz rzeźbio­ne drzwi i ramy okienne. W jednym z więk­szych pokoi posadzka skomponowana została z dużych kwadratów, mieszczących na prze­mian herby Radziwiłłów i Steckich, tworzą­cych barwną mozaikę. Pokoje te nie miały jesz­cze obić, portier, firanek ani mebli. Niestety, żadna z tych relacji pamiętnikarskich nie za­wiera więcej szczegółów.
Czy piętro zostało ukończone całkowicie, czy też księżna nie zdążyła tego uczynić, nie wiadomo. Zachowane w zbiorach nieborowskich akwarele Aleksandry Radziwiłłowej przedstawiają tylko salony i niektóre pokoje mieszkalne na parterze. Rysunki pomieszczeń na piętrze albo nie przetrwały do naszych cza­sów, albo też nigdy nie zostały zrobione. Z ist­niejących najciekawszą jest wszakże akwarela wykonana przez P. Pizzalę w 1834 r., przecho­wywana także w Nieborowie. Przedstawia ona jeden z salonów dolnej kondygnacji, mieszczą­cych wewnątrz wąskie, kręcone mahoniowe schodki prowadzące bezpośrednio na piętro do sypialnego pokoju pani domu, o czym wspo­mina Stecki. Z mahoniu wykonane też były prawdopodobnie widoczne na rycinie drzwi i wysokie odrzwia. Podłoga salonu składała się z dużych, jasnych prostokątów, łączonych czteroramiennymi gwiazdami w odcieniach ciemniejszych. Górą obiegał szeroki, wykona­ny w sztukaterii fryz z rozetami w metopach. Gładko tynkowane ściany miały powierzchnie puste, przygotowane najwidoczniej pod obicia. Nieliczne stosunkowo meble nosiły cechy stylu biedermeierowskiego. Akwarela Pizzali o tyle prezentuje się ciekawiej od innych, że jest ona najprawdopodobniej portretem zbiorowym ówczesnego szpanowskiego towarzystwa.
Jeśli chodzi o akwarele Aleksandry ze Stec­kich Radziwiłłowej, to - jak słusznie podkreś­lają Jaroszewski i Rottermund - nie możemy mieć pewności, czy przedstawiają one wnętrza rzeczywiste, czy też tylko ich projekty. Dwa szkice tego samego salonu z wnęką, wykonane prawdopodobnie w zbliżonym czasie, różnią się ze sobą nie tylko pod względem widoczne­go na nich umeblowania, które mogło się zmie­niać, ale także i wystroju architektonicznego. Na obu widnieje nie zmieniony fryz płycinowy. We wnęce skomponowany był on z rzędu gryfów, w pozostałych partiach pokoju na przemian z gryfów i harf. Identycznie wyglą­dają też na jednej i drugiej rycinie pilastry, tworzące ramy wnęki. Inaczej natomiast potra­ktowana została faseta czy też fryz podsufitowy. Na jednej jej właściwie nie ma, na drugiej występuje mocno jako szeroki skomponowany z liści pas. Także posadzka złożona z jasnych owali wpisanych w prostokątne ramy widnieje tylko na jednej akwareli, ściany zaś na obu są puste.
Fryzem ze sztukaterii dekorowany był też jeszcze jeden salon z dwoma oknami zwykłymi i jednym porte-fenetrem. Składał się on z pro­stokątów lub kwadratów, w których powtórzo­no motywy gryfów, wzbogacając je rozpędzo­nymi rydwanami. Wielka płaskorzeźba nad drzwiami wyobrażała rogi obfitości [?]. Na in­nych akwarelach pokazała ks. Aleksandra Radziwiłłowa swój zapewne gabinet z kominkiem z ciemnego marmuru, przystrojonym porcela­ną; dalej ledwie naszkicowany buduar, także z wysokim kominkiem, i sypialnię z pięknym, szerokim fryzem podsufitowym o motywach kwiatów i innych roślin oraz fasetą złożoną z liści akantu oraz witrażowym porte-fenetrem. Jeszcze jedna akwarela przedstawia fragment jakiegoś innego pokoju ze ścianami pomalowa­nymi na kolor ciemny, gładką, ćwierćkolistą fasetą i także gładkim sufitem. Wszystkie ryci­ny dowodzą, iż robione były w trakcie dekoro­wania i urządzania pałacu.
Jak wyglądało umeblowanie pałacu po jego wykończeniu, nie wiemy. Z rycin wynika, że szczególnie cennych mebli w Szpanowie nie było. Pokoje urządzano od nowa, prawdopo­dobnie głównie sprzętami wyrabianymi współ­cześnie. Nie mamy też żadnych wiadomości na temat zbiorów artystycznych. Po Karolu Steckim pozostała cenna biblioteka, która w końcu znalazła się w Nieborowie. Dużą wartość mog­ło też mieć archiwum po Czaplicach, o którym wspomina Stecki.
Po prawej stronie wielkiego paradnego dziedzińca stała jedna z dwóch oficyn, ściśle powiązana z pałacem. Jej elewacja tylna, sprzed przebudowy, znana jest z ryciny Saara. Uległa ona zmianom znacznie później niż pa­łac, gdyż dopiero po 1830 r. Autorem projek­tów zmian był także Henryk Ittar. Z dwóch przygotowanych przez niego wariantów, boga­tszy przewidywał dwoje drzwi wejściowych umieszczonych po bokach środkowego zwień­czonego trójkątnym szczytem pseudoryzalitu, ujętych w ramy herm, drugi natomiast tylko potrójne drzwi na osi ryzalitu. Zrealizowano wariant drugi, znacznie prostszy. Skasowane zostały pilastry, nadające niegdyś budynkowi podział wertykalny. Kondygnację górną pozo­stawiono gładką, dolną natomiast pokryto bo­niami. Oficyna otrzymała dach czterospadowy. Podziemny tunel łączył ją z pałacem. Przeno­szono tędy gotowe potrawy do kredensu, a stąd po podgrzaniu do sali jadalnej.
Oficyna druga, znacznie mniejsza, partero­wa, z dwukondygnacyjną wieżą po lewej stro­nie, stała dalej od pałacu, w pobliżu bramy wjazdowej. Mieściła ona biura administracji. Po obu stronach alei wjazdowej wznosiły się jeszcze mniejsze dworki oficjalistów. Aleja do­chodziła do murowanego, sklepionego łukowo mostu wysokości około 10 m, przerzuconego przez strumień czy też może sztucznie przez Kniaziewicza wykopany kilkumetrowej szero­kości kanał, rozszerzający się w prawo i lewo w spore malownicze stawy. Znad brzegu stawów i od strony mostu otwierał się szeroki wi­dok na pałac bielejący na tle ciemnej gęstwiny starych drzew i na jego najbliższe otoczenie. Pomiędzy mostem a pałacem rozciągał się wiel­ki owalny gazon tylko po bokach obsadzony zróżnicowanego kształtu i koloru liści krzewa­mi ozdobnymi. Po obu stronach łagodnym skłonem opadał on ku stawom.
Właściwy park założony przez Miklera czy też raczej przez niego przy czynnym współ­udziale Aleksandry Radziwiłłowej przekomponowany, obejmował powierzchnię ok. 20 ha. Porastał on głównie pas wysokiego, wschod­niego brzegu stawu poprzecinanego licznymi ścieżkami. Przeciwległy bowiem brzeg, niższy, przechodził stopniowo w rozległe łąki, bagna i rozlewiska. W ogrodzie szpanowskim rosły wyjątkowo piękne drzewa liściaste i szpilkowe ze znawstwem rozsadzone w pełnej harmonii z krajobrazem i uwzględnieniem miejscowych warunków klimatycznych. Po całym ogrodzie spotykało się też mnóstwo różnobarwnych klo­mbów. Szeroko słynęły szpanowskie strzyżone żywopłoty świerków i tui, które przetrwały do pierwszej wojny światowej, kiedy to zostały zniszczone. Wszyscy odwiedzający Szpanów w ciągu stu lat wyrażali się z zachwytem nie tylko o pałacu, ale i o parku. Najdosadniej mo­że podziw swój wyraził cytowany kilkakrotnie Aleksander Przezdziecki pisząc: „Ze wszyst­kich stron ten Szpanów widać, całą okolicę ozdabia. Cóż dopiero z lasku Pawłowszczyzną zwanego, pokrywającego wzgórek pobliski. To się za drzewami skryje, to bieleje wśród gęst­winy; to złocą go promienie słoneczne pomię­dzy jednym i drugim kryształem stawów; to go z wierzchołka góry, jak na talerzu widać, to w końcu jaru, jak cel pożądany podróży". Pa­łac zaś „jak czysty, jak wykończony, jak wspa­niały od dziedzińca jak wiejski od ogrodu! Jak te stare drzewa na plantowaną murawę mały cień rzucają; jak rozległy widok na klomby, ga­je na łące, na laski poza łąką!"
Do wzgórza Pawłowszczyzną, z laskiem zwanym Zwierzyńcem, wiodła aleja podziwia­na przez twórczynię Arkadii, gdy po raz pier­wszy przyjechała do Szpanowa. Był tam urzą­dzony niejako drugi park angielski, z alta­nami, dróżkami i wyciętymi wśród drzew per­spektywami dającymi najrozległejszy widok na pałac, właściwy otaczający go ogród i na dalszą okolicę. W środkowej części Zwierzyńca stała piętrowa altana, w której na górze podawano podwieczorki dla towarzystwa zjeżdżającego ze dworu wielkim krytym szarabanem.
Ostatni raz uroki Szpanowa uwiecznił na litografii zamieszczonej w albumie Henryk Peyer. Około 1870 r., za czasów ks. Karola Ra­dziwiłła pałac spłonął i nie został już odbudo­wany. Ruiny, pozbawione kolumnowego portyku, narysował Napoleon Orda. Radziwiłło­wie przenieśli się z czasem do Nieborowa, Szpanów odwiedzając głównie latem. Na swą rezydencję przeznaczyli dawną oficynę, sto­jącą najbliżej pałacu, ponownie odpowiednio wewnątrz przebudowaną.
Jak wielki urok miał Szpanów i tamte stro­ny, świadczą słowa ks. Heleny Radziwiłłowej, tak dumnej ze swej Arkadii, póki nie poznała Wołynia. Zrozumiała wówczas, że sztuka ni­gdy nie dorówna naturze. Warto więc przyto­czyć kilka jej zdań, wypowiedzianych na mar­ginesie Szpanowa: „Zwiedzałam siedemnaście przepysznych   ogrodów angielskich, każdy w pozycji malowniczej, nad brzegiem natural­nych  jezior  lub  krętego  pięknego Horynia. Wszędzie grabowe lub dębowe lasy na wzgó­rzach, roślinność pyszna, murawy jak ze szma­ragdów; trudno tam o piasek do posypania ka­rtki listowej [...] Kamyka nawet nie znajdziesz na drodze, tylko łany pszenicy bujnej, które od wiatru falują na wzgórzach jak morze. W la­sach ta flora, co u nas w ogrodach, a taka roz­maitość odmian i gatunków drzewa, a tak są cudownie pocieniowane, że o tym nawet wyo­brażenia mieć nie możecie. Toteż za powrotem tutaj wszystko mi się brzydkie wydało oprócz Nieborowskich pomarańcz i Arkadyjskich po­mników, lecz w samej mojej Arkadii, tak mi się roślinność pospolitą zdaje, murawy tak żółte, przestrzeń tak wąska, a okolica tak szkaradnie monotonna i płaska, że się smucę, iż szukałam innych widoków, aby postradać dawne iluzje”.

źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 487-497.

 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl