Pierwotnymi właścicielami, a może nawet założycielami Międzyrzecza Koreckiego mieli być książęta Koreccy. Następnie miasteczko to przeszło w posiadanie Ostrogskich, ale przypuszczalnie tylko na mocy zastawu. Ks. Konstanty Ostrogski (zm. w 1618 r.) wybudo­wał w Międzyrzeczu kościół katolicki, który je­dnak spłonął już w 1604 r. W tym czasie dobra międzyrzeckie były własnością ks. Joachima Koreckiego. Z rąk jego wnuka Samuela (zm. w 1651 r.), w r. 1650 dostały się w posiadanie ks. Aleksandra Lubomirskiego, wojewody kra­kowskiego. W 1702 r. ks. Jerzy Dominik Lu­bomirski, podkomorzy kor., ufundował w Międzyrzeczu kolegium oo. Pijarów, które z czasem uzyskało w kraju taki rozgłos, że o miano „wołyńskich Aten” rywalizować mog­ło nawet ze szkołami krzemienieckimi. Syn Je­rzego Dominika, ks. Franciszek Ferdynand Lubomirski (zm. w 1774 r.), miecznik koron­ny, sprzedał dobra międzyrzeckie liczące kilka­naście folwarków Janowi Kazimierzowi Steckiemu, chorążemu koronnemu (zm. w 1820 r.).
Jan Kazimierz Stecki, syn Kazimierza, wo­jewody kijowskiego, był człowiekiem bardzo zamożnym. Oprócz Kustyna na Wołyniu o- dziedziczył jeszcze po ojcu wielkie obszary po­łożone nad Dnieprem i w powiecie owruckim. Choć w oczach współczesnych i potomnych niezbyt sympatyczny, prowadząc na wielką skalę handel drzewem i zbożem, wysyłanym do Gdańska, potrafił zebrać ponoć tyle duka­tów holenderskich, że co roku dokupić mógł nową wioskę. Hodował też słynne w owym czasie stada koni krwi polskiej i arabskiej.
Za czasów Jana Kazimierza Steckiego, któ­ry w Międzyrzeczu wybudował „pałac okazały choć sztywny”, jak go określił Kajetan Koźmian, miejscowość ta przeżywała okres wiel­kiego rozkwitu, działalność chorążego nie ograniczała się bowiem w rzeczywistości do gromadzenia majątku i urządzenia wielkopańskiej rezydencji, lecz rozciągała się w pewnym stopniu także na okoliczną ludność. Jego nie­wątpliwą zasługą było osuszenie ciągnących się wokół Międzyrzecza błot i trzęsawisk, z czego powstały uprawne łąki i błonia, dalej założenie szpitala dla ubogich i uporządkowanie rynku miasteczka. Mimo osławionego skąpstwa, w swym „sztywnym” pałacu urządzał bale i reduty dla okolicznej szlachty, która go wprawdzie nie lubiła, nie mogąc jednak bagatelizować zaproszenia wielkiego pana zjeżdżała na nie tłumie.
Chorąży Jan Kazimierz Stecki miał trzy żony. Międzyrzecz odziedziczył po nim syn pochodzący z pierwszego małżeństwa z Teresą Małachowską, Józef Stecki (1767-1832), żo­naty z Teklą Wilżanką, marszałek szlachty po­wiatu rówieńskiego i członek honorowy Uni­wersytetu Wileńskiego. Michał Czajkowski pi­sze o nim wprawdzie, iż „nie odznaczał się oczytaniem ani uczonością”, charakteryzuje go jednak z sympatią. W przeciwieństwie do oj­ca, który stale wadził się z zakonnikami, „mi­łości do nauki” dowiódł opiekując się gorliwie szkołami oo. pijarów, którym dla utworzenia nienaruszalnego kapitału zapisał wielką wieś Harucze, a poza tym 300000 złp. na instrume­nty do gabinetu fizycznego i chemicznego oraz 100000 na bibliotekę. Dzięki jego poparciu kolegium podniesione zostało do stopnia peł­nego gimnazjum o sześciu klasach. Na własny koszt dobierał też chorąży nauczycieli, z osobi­stych funduszów łożąc na utrzymanie uboższej młodzieży. Urządził w końcu pierwszy na Wo­łyniu ogród botaniczny.
Największą pasją chorążego Józefa Steckiego było wprawdzie polowanie, ale równie chęt­nie całymi dniami przesiadywał w klasztorze, interesując się wszystkimi problemami szkoły. Prowadził poza tym ożywione życie towarzy­skie, dając podobnie jak za czasów ojca tłumnie odwiedzane bale, choć teraz miały one nieco inny charakter. W niedziele i święta salony pa­łacu międzyrzeckiego otwarte były także dla uczniów kolegium. Wszystkich „uprzejmie i doskonale ugaszczano”. Oprócz kamerdyne­rów, służba ubrana była po kozacku. W czasie balów przygrywała orkiestra złożona z 24 osób, którą dyrygował Antoni Lipiński, brat słynne­go skrzypka Karola. W chórze śpiewali wyłą­cznie kozacy. Posiadał chorąży wiele koni, psów i powozów.
Trzecim z rodziny dziedzicem Międzyrze­cza był Ludwik Stecki (1795-1859), któremu za udział w powstaniu listopadowym dobra te w 1837 r. rząd carski skonfiskował, urządzając w ogołoconym ze sprzętów pałacu szkółkę podstawową dla leśników i pisarzy gminnych. Ludwik Stecki, który musiał wyjechać za gra­nicę, podobnie jak jego dziad żenił się trzykro­tnie. Pierwszą jego żoną była Julia Czacka, drugą Amelia Ponińska, a trzecią, poślubioną już na uchodźstwie w Galicji - Olimpia Uznańska.
Po długotrwałym procesie synowi Ludwi­ka, Henrykowi Steckiemu, udało się w 1859 r. odzyskać dobra międzyrzeckie. Będąc właści­cielem pięknego Romanowa po I lińskich, od­stąpił on Międzyrzecz swemu bratu Witoldo­wi, pochodzącemu z małżeństwa ojca z Olim­pią Uznańską. Po Witoldzie Steckim (ur. w 1846 r.), żonatym z Józefiną Ledóchowską, objął majątek jego syn Józef (ur. w 1881 r. - aresztowany i zaginiony we wrześniu 1939 r.), żonaty z Marią Mikulską. Był on piątym z ro­du i ostatnim dziedzicem Międzyrzecza.
Wśród zabytków tej miejscowości, które w postaci stosunkowo mało zmienionej prze­trwały do wybuchu drugiej wojny światowej, znajdowały się pałac i kościół pijarski. Nieste­ty, ani dokładna data wzniesienia pałacu, ani nazwisko architekta, który tę rozległą budowlę projektował, nie są właściwie znane. Istnieją raczej tylko hipotezy. Według jednej z nich, podanej ks. J. Woyszwiłłę, „dziedzic Jan Ste­cki [...] przyozdobił Międzyrzecz murowa­nym, gustownym pałacem w 1773 r. i przy nim dworkami”. Relacja ta, spisana na miejscu na podstawie lokalnej tradycji, nie podaje jednak nazwiska architekta ani żadnego z rzemieślników, czynnych przy dekoracji wnętrz. Poza tym wątpliwa wydaje się zbyt wczesna data po­wstania pałacu, gdyż w tym czasie Stecki do­piero został właścicielem majątku. Nazwisko autora projektu sugeruje natomiast Kajetan Koźmian, który w początkach XIX w. często bywał w Międzyrzeczu. Pisze on, iż „to, co architekt Merlini własnym swoim smakiem i porządkiem wystawił, było piękne i propor­cjonalne, lecz co dodał JW chorąży swoją głową, było dziwaczne i śmieszne”. Według jesz­cze innej wersji podanej przez T. J. Steckiego, pałac wybudowany został na gruzach dawnego obronnego zamku Lubomirskich dopiero oko­ło 1800 r.
Autorstwo Merliniego podważone zostało na skutek opublikowania przez Marka Kwiat­kowskiego listu Heleny Radziwiłłowej z 12 czerwca 1815 r., w którym pisze ona, że pałac międzyrzecki był „przez Cuga y Mańkowskie­go zrobiony”. Ponieważ brak na razie bar­dziej - niż przekazy gości chorążego - przekonywających dokumentów, sprawy autorstwa projektu nie możemy uznać za przesądzoną ostatecznie. Należy jednak podkreślić, iż także analiza architektoniczna przeprowadzona przez Kwiatkowskiego przemawia za Zugiem. Inne wątpliwości budzi natomiast podany przez niego rok 1789 jako data data wzniesie­nia czy też ukończenia pałacu. Na przechowy­wanym w zbiorach Czartoryskich w Krakowie rysunku fasady pałacu z końca XVIII w., ma­lowanym tuszem i akwarelą, nad głównymi drzwiami wejściowymi widnieje bowiem data 1793, najbliższa sugerowanej przez Steckiego.
Pałac międzyrzecki składał się z trzech członów, to jest z głównego korpusu mieszkal­nego i dwóch oficyn, połączonych z sobą w har­monijną całość. Piętnastoosiowa elewacja fron­towa korpusu środkowego, założonego na rzu­cie prostokąta, otrzymała trzy akcenty. Domi­nował środkowy, pięcioosiowy pseudoryzalit utworzony przez sześć przyściennych kolumn jońskich wielkiego porządku. Ryzalit ów po­przedzał płytki, czterokolumnowy portyk, dźwigający belkowanie ze słabo zarysowanym gzymsem oraz trójkątny fronton, otoczony gzymsem profilowanym i kostkowym. Jak wy­kazuje rycina osiemnastowieczna, jego pole wypełniały panoplia z tarczą herbową Radwan. Później fronton był gładki. Jako dwa dalsze mocne akcenty fasady występowały na osiach skrajnych ryzality, mające okna także w ścia­nach bocznych, nakryte dachami wydzielony­mi. Nawiązywały więc one kształtem do daw­nych staropolskich alkierzy. W początkowej postaci dachy ryzalitów miały być schowane za ściankami attykowymi, dekorowanymi wyko­nanym w sztukaterii fryzem. Kondygnację do­lną ryzalitów pokrywały bonie, podczas gdy pozostałe płaszczyzny elewacji były gładkie. Wszystkie okna, zarówno niższego parteru jak znacznie wyższego piętra, miały od strony pod­jazdu kształt prostokątny.
W elewacji ogrodowej wyeksponowany zo­stał jedynie pięcioosiowy ryzalit środkowy, po­przedzony sześciokolumnowym portykiem także w wielkim porządku, ale z kapitelami korynckimi. Dolna część portyku ogrodowego tworzyła taras, górna natomiast balkon otoczo­ny balustradą tralkową. Trójkątny fronton ukształtowany został podobnie jak w portyku od strony podjazdu. Po bokach tarczy herbo­wej występowały tu jednak nie panoplie, lecz dwa wypełnione kwiatami i owocami rogi ob­fitości, dalsze motywy roślinne i wstęgi. Wszy­stkie okna fasady parkowej na boniowanym w całości parterze miały kształt prostokątny, natomiast kondygnacja górna ryzalitu przebita została pięcioma wielkimi, sięgającymi sufitu porte-fenetrami o zamknięciu półkolistym. Dekoracje obu elewacji dłuższych i obu krót­szych ograniczały się do kluczy umieszczonych nad oknami parteru i wyrobionych w tynku, z ławami wspartymi na konsolkach obramień okien kondygnacji górnej. Kondygnacje od­dzielała od siebie opaska, łącząca klucze okien dolnych. Elewacje wieńczył wąski gzyms pro­filowany oraz szeroki podokapowy. Pałac miał tynki zewnętrzne utrzymane w kolorze ciem­nożółtym, wszelkie zaś szczegóły dekoracyjne, w tym kapitele kolumn, obramienia okien i drzwi oraz gzymsy - w kolorze białym. Pa­łac nakrywał gładki dach czterospadowy z bel­wederem o trzech półkolistych oknach, zaopa­trzonych w mnóstwo cienkich promieniście rozchodzących się szczeblin, umieszczonym nad frontową częścią portykową.
Od obu bocznych ryzalitów głównego kor­pusu wychodziły stosunkowo krótkie, ćwierćkoliste, kryte galerie, łączące pałac z dwiema stojącymi po bokach dużymi oficynami. Dach galerii od strony dziedzińca schowany był za wysoką ścianką. Galerie miały elewacje boniowane i po trzy szerokie otwory flankowane po bokach kolumienkami. Oficyny wzniesiono w stosunku do korpusu głównego nie pod ką­tem prostym, lecz do niego równolegle. Obie miały także dwie kondygnacje, ale - przeciw­nie niż w przypadku pałacu - dolna była zna­cznie wyższa od górnej, zaopatrzonej tylko w niewielkie okna kwadratowe. Parter oficyn także pokrywały bonie, kondygnacje zaś dzieli­ła szeroka, gładka opaska. Obie te budowle na­krywał wysoki, gładki dach czterospadowy. W początkach XIX w. jedna z oficyn mieściła kuchnie, dwie ogromne izby marszałka dworu i inne pokoje gospodarcze, a na górze miesz­kania służby i muzykantów. Druga służyła jako „hotel” z korytarzami i pokojami gościnnymi. Znajdowała się tam ponadto garderoba i kom­naty „panieńskie”.
Dzięki notatkom pamiętnikarskim Henryka Steckiego, który opisuje pałac międzyrzecki z okresu przed 1831 r., oraz nielicznym foto­grafiom wykonanym po 1921 r., możemy mieć także pewne wyobrażenie o tym, jak wyglądały wnętrza tej pięknej siedziby ziemiańskiej. Obie kondygnacje miały więc bardzo podobny, amfiladowy układ dwutraktowy. Główne drzwi wejściowe prowadziły do wielkiej okrągłej sie­ni. Po jej prawej stronie mieściła się klatka schodowa łącząca parter z piętrem, po lewej natomiast duży pokój bilardowy z głęboką sza­fą w murze, kryjącą ołtarz. Po jej otwarciu po­mieszczenie to stawało się domową kaplicą. In­ne pokoje traktu frontowego służyły jako mie­szkalne. Środek traktu ogrodowego zajmowała wysunięta ryzalitem wielka sala jadalna, obok zaś mieścił się jeden z salonów. Pozostałe po­koje służyły jako apartamenty mieszkalne. Par­ter pałacu używany był na co dzień i do mniej­szych przyjęć.
Do wielkich przyjęć przeznaczone było piętro. Od strony podjazdu mieściła się tu gór­na część sieni oraz klatka schodowa, od strony parku zaś ogromna, wyższa od innych pomie­szczeń sala balowa z pięcioma portefenetrami i wielką półkolistą wnęką naprzeciw okien, przeznaczoną dla orkiestry. Aby uchronić bia­łe, gładko polerowane ściany sali od monoto­nii, otrzymała ona dwa zasadnicze podziały: horyzontalny, wyodrębniający część dolną od górnej, i wertykalny, dzielący obie części na mniejsze pola. Dolna rozczłonkowana została pilastrami gładkimi, z głowicami korynckimi oraz płycinowymi, wypełnionymi sztukateria­mi o motywach roślinnych, które tworzyły oprawę dla osadzonych w profilowanych ra­mach drzwi. W sali balowej miały one rozmiar niewielki i celowo ograniczony do roli funkcjo­nalnej. Po bokach wnęki środkowej występo­wały dwie wąskie, półkoliście sklepione nisze, z podniebiem dekorowanym kasetonami, prze­znaczone na prostokątne, zwieńczone gzym­sem piece. Wielkie pola wnęki na orkiestrę, jak też po obu stronach drzwi wiodących do dal­szych apartamentów dolnej części sali, pokry­wały niegdyś malowidła lub adamaszek, o czym świadczyły wykonane w sztukaterii ra­my. Część górna, dzielona płycinami poziomy­mi, przeznaczona została wyłącznie na sztuka­terie. W supraportach w ramach półkolistych gzymsów, na tle skrzyżowanych gałązek wid­niały tam stylizowane liry, co oznaczało, że sa­la służyła m.in. do muzykowania. Sztukaterie w innych prostokątach wyobrażały odwrócone od siebie maski oraz rogi obfitości, obejmujące skrzyżowanymi końcami muszle. Poniżej fase­ty biegł gzyms kroksztynowy skomponowany z elementów roślinnych, a powyżej fryz podo­bny, nieco jednak węższy. Środek sufitu zaj­mowała rozeta duża, a rogi - mniejsze. Zwi­sały z nich niegdyś żyrandole. Sala balowa oraz salony wyposażone były we wzorzyste po­sadzki, które jednak do okresu międzywojennego nie przetrwały.
W trakcie ogrodowym pierwszego piętra znajdowały się także dalsze salony, dekorowa­ne sztukateriami lub malowidłami ściennymi, wykonanymi przez Józefa Mańkowskiego. Bardzo bogatą oprawę miały niektóre drzwi, umieszczone w grubych murach. Wyposażono je np. w dwie supraporty. Jako motywy mniej­szej, wieńczącej dwuskrzydłowe drzwi wewnątrz wnęki, wykonanej w sztukaterii, wystę­powały atrybuty myślistwa [?] w postaci łuku, kołczanu ze strzałami etc., przeplecionych przez okrągły wieniec ze wstęgami. Ponad wspartym na konsolach nadprożem, w szerokich, gład­kich ramach sztukaterii umieszczona druga supraporta, malowana na tynku, miała charakter romantycznego obrazu. Przedstawiona na nim została kobieta na huśtawce wprawianej w ruch przez dwóch mężczyzn. Obok, w cieniu drzew ustawiło się dalsze towarzystwo. Bardzo bogato wyposażony też został jeden z pokoi gościnnych, w którym goszczono biskupów lub inne, równie wysokiej rangi osoby. Na jego dekorację sztukatorską, obok groteski, składały się owalne medaliony z postaciami niewieści­mi, podtrzymywane przez putta, oraz antykizujące sceny rodzajowe. Malowidła, którymi Józef Mańkowski pokrył ściany dalszych po­koi, w tym sali jadalnej, przedstawiały głównie pejzaże romantyczne z rzeką na pierwszym planie, drzewami i ruinami ogromnych zam­czysk.
W okresie poprzedzającym konfiskatę Hen­ryk Stecki wywiózł wszystkie cenniejsze meble i dzieła sztuki do Romanowa. Później, gdy pa­łac służył jako szkoła, wystrój sal i pokoi uległ poważnemu uszkodzeniu. Po odzyskaniu Mię­dzyrzecza przez właścicieli został on wpraw­dzie odremontowany, ale następne, jeszcze po­ważniejsze zniszczenia przyniosła ze sobą pier­wsza wojna światowa. W latach 1921-1939 pałac odzyskał swój pierwotny wygląd od stro­ny zewnętrznej, wewnątrz urządzony był jed­nak tylko częściowo i nie było tam już przed­miotów o większej wartości.
Równocześnie z pałacem powstały w Mię­dzyrzeczu także inne budowle dworskie, a wśród nich teatr, mogący pomieścić kilkuset widzów. Jego wygląd nie jest znany. Wiemy natomiast o niektórych granych tam sztukach. Należała do nich tragedia Kreon, napisana przez nauczyciela szkół pijarskich Emanuela Sztemberga oraz Krakowiacy i Górale. W scenach zbiorowych brały udział uczennice pensji żeńskiej i uczniowie gimnazjum pijarskiego. Teatr, przeważnie amatorski, dawał przedsta­wienia przy różnych okazjach, jak imieniny czy śluby, czasem w połączeniu z ogniami sztucz­nymi. Występowały też w Międzyrzeczu trupy przejezdne.
Już poza obrębem parku, w niedalekim las­ku, urządzona została łazienka. Był to mały domek, przystawiony do wzgórza i z tego powo­du z jednej strony parterowy, z drugiej pięt­rowy. Oprócz wanien mieścił kilka gościnnych pokoi dekorowanych w stylu „pompejańskim”, jak je określa Henryk Stecki, robiąc przy tym uwagę, iż „nawet oficjaliści i wyższa służba mogli się kąpać, ile razy chcieli”.
Z tego samego źródła oraz wypowiedzi Koźmiana wynika, że przy pałacu założone były trzy ogrody. Jeden z nich miał postać dużej „murawy”, rozciągającej się na stoku wzgórza, na którym stał pałac, z sadzawką poniżej i da­lekim widokiem na miasteczko, kościół i klasz­tor ze szkołami pijarskimi, aż po rysujące się na horyzoncie okoliczne lasy i pola. Po drugiej stronie „murawy” leżał ogród kwiatowy „z niemal królewskimi oranżeriami, których było pięć czy sześć”. Przestrzeń za teatrem zajmo­wał ogród trzeci - warzywny i owocowy. Były też we dworze międzyrzeckim trzy wielkie dziedzińce przedzielone sztachetami. Na jed­nym z nich stały stajnie na przeszło sto koni, rozmaite wozownie, ujeżdżalnia i tzw. „ogiernia”, czyli gabinet z meblami, parkietami, po­rtierami i firankami, gdzie dziedzic, oglądając konie, popijał poranną kawę lub wieczorne herbaty. Z wyjątkiem pałacu niemal wszystkie inne budowle chorążego Jana Steckiego uległy rozsypce jeszcze w XIX w. Ocalały tylko nie­które oranżerie i stajnie na konie. Po teatrze ślad nawet zaginął, a łazienkę przypominała tylko kupa gruzów.
Do 1939 r. przetrwał natomiast park kraj­obrazowy, założony na łagodnym stoku wzgó­rza opadającym w stronę leżącego w dole nie­wielkiego stawu i miasteczka. Wśród gęstwiny drzew pozostawiono szeroką wolną przestrzeń, ową „murawę”, aby nic nie przesłaniało wido­ku z okien i tarasu pałacu. Park z miasteczkiem połączono skierowaną na oś pałacu aleją, ob­sadzoną niegdyś włoskimi topolami. Przecho­dziła ona przez zabagnione dawniej, później osuszone stawy. Kręte ścieżki przecinały oba masywy ogrodu w różnych kierunkach. Aleje lipowe oddzielały park od sadów owocowych ciągnących się po obu stronach ogrodu. Wiel­kie skupiska drzew, głównie liściastych, rosły też w pobliżu bocznych elewacji pałacu i ofi­cyn. Przed frontowym portykiem rozciągał się drugi otwarty gazon kształtu owalnego, oto­czony dokoła żywopłotem. Tuż przy bramie wjazdowej, usytuowanej na osi portyku, malo­wniczy akcent tworzyły dwie grupy jesionów.
źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 236-246.
 
 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl