Krzewin, zwany także Krzywinem, leży na piaszczystej, mało przez naturę urozmaiconej równinie, w pobliżu lewego brzegu Horynia i miasta Ostroga. Wieś ta w XVI w. była dziedzictwem Ostrogskich, a w sto lat później Jabłonowskich z linii słynnego hetmana wielkiego koronnego, Stanisława. Podanie miejscowe głosiło, że właśnie hetman pierwszy upiększył tę nieciekawą majętność, rozkazując jeń­com tatarskim kopać kanały, otaczające dzie­dziniec zamkowy i przecinające w różnych kie­runkach założony później park.
W latach następnych nic jednak o Krze­winie nie słychać. Dopiero w pierwszej połowie XIX w., za czasów ks. Maksymiliana Jabłonowskiego (1785-1846), senatora-woje­wody Królestwa Polskiego, syna Antoniego Barnaby i Tekli Czaplicówny, żonatego z Dorotą ks. Lubomirską z linii dubieriskiej (zm. w 1847 r.), miejscowość ta stała się głośna na całą Polskę. Ów rozgłos zyskał Krzewin głównie dzięki urządzeniu przez księżnę wspa­niałego parku, podziwianego, opisywanego i rysowanego przez wiele osób, które się tam znalazły.
Ale ta świetność Krzewina trwała właściwie tylko w ciągu jednego pokolenia, to jest za ży­cia ks. Maksymiliana Jabłonowskiego i jego żony. Ich syn bowiem, ks. Władysław (zm. w 1875 r.), żonaty z Ludgardą Tyszkiewiczówną (1826-1904), uwielbiany przez współ­czesnych za swoje zalety towarzyskie, na sku­tek życia ponad stan doprowadził w końcu du­żą odziedziczoną po ojcu fortunę do takiej rui­ny, że nawet sam Krzewin zmuszony był sprzedać z licytacji. W 1856 r. dobra te nabyła więc hr. Zubowa, która już w 1864 r. odsprze­dała je kupcowi żydowskiemu Izajaszowi Her­manowi. Od tej chwili zaczął się całkowity upadek tej tak do niedawna podziwianej wielkopariskiej rezydencji. Ziemie rozparcelowano, a po jakimś czasie przestały istnieć zarówno pałac jak park. W okresie międzywojennym pozostały po nich tylko nikłe ślady.
Wiele wskazuje na to, że urządzanie nowej rezydencji rozpoczął jeszcze zmarły w 1799 r. ks. Antoni Barnaba Jabłonowski, wykorzystu­jąc w tym celu zachowany fragment zameczku swego przodka hetmana oraz otaczające ruiny fosy. Pierwsze prace dotyczyły prawdopodob­nie ogrodu. Rozplanowanie jego powierzono działającemu w okolicy słynnemu ogrodnikowi Dionizemu Miklerowi, który następnie park krzewiński przy współudziale ks. Doroty Jab­łonowskiej stale upiększał, przyjeżdżając tam niemal co roku. Poświęcił on na ten cel całą swoją inwencję i kawał życia. W końcu, w nie sprzyjających okolicznościach terenowych, mi­mo niemal całkowicie płaskiego piaszczystego podłoża, dobierając odpowiednio drzewa, krzewy, kwiaty rzucone na rozległe trawniki, stworzył ogród uważany powszechnie za jeden z najpiękniejszych na Wołyniu. Do Krzewina przywiązał się też Mikler najbardziej i tam osiadł na starość, dorobiwszy się sporego ma­jątku.
Dwukondygnacyjny, „niewielki, ale bardzo elegancki, prawie kwadratowy, bez żadnej ar­chitektury ani kolumn”, jak go zwięźle schara­kteryzował Henryk Stecki, od strony zewnę­trznej pałac krzewiński istotnie nie przedsta­wiał się zbyt interesująco. Mimo istnienia wie­lu zapisów pamiętnikarskich i szeregu rycin ukazujących budynek ten z różnych stron, nie bardzo w końcu wiadomo, jak-wyglądał on w szczegółach. Wszystkie ryciny są bowiem mocno niedokładne, wszystkie miały na celu ukazanie raczej uroków parku, niż stojącego pośrodku dworu. Jego skromny wygląd da się usprawiedliwić tylko faktem wykorzystania murów budowli wcześniej już tam istniejącej.
Najwcześniejszy, wykonany przez Ludwiga Fuhrmanna rysunek przedstawia jedynie czteroosiową elewację boczną pałacu. Jeśli jest przynajmniej częściowo wierny, można by przyjąć, że cały opięty był pilastrami, że elewa­cje wieńczył szeroki gzyms profilowany, a na­krywał budynek dach gładki, czterospadowy. Na dwóch wykonanych nieco później litogra­fiach pillerowskich pokazana została zarówno elewacja frontowa, jak ogrodowa. Obie potwierdzają istnienie czterospadowego dachu, nie uwzględniają natomiast zupełnie pilastrów. W elewacji frontowej tylko porte-fenetre skraj­nej lewej osi górnej kondygnacji ujmują ramy, przypominające pilastry lub półkolumny. Par­ter ma inny układ niewielkich okien niż piętro. Kondygnacje dzieli od siebie gładka opaska. Główne drzwi wejściowe pozbawione są jakiej­kolwiek oprawy. Jest rzeczą zastanawiającą, że zupełnie inaczej ujęta została w tym samym albumie sylwetka pałacu od strony ogrodu i prawej bocznej elewacji. Według drugiej lito­grafii obie przebite są ogromnymi, sięgającymi od podłóg do sufitów prostokątnymi oknami. Być może, iż od strony wjazdu pozostawiono je w dawnym kształcie, a powiększono znacz­nie tylko od strony parku, aby bez przeszkód, w całej krasie można było podziwiać ogród także z wnętrza domu. Rysunek Ordy pokazu­jący elewację frontową pałacu za czasów, gdy Krzewin należał już do hr. Zubowej lub Her­mana, nie wnosi żadnych nowych elementów. Drzeworyt z 1875 r. jest tak prymitywny, że daje jedynie ogólne pojęcie o kształcie budyn­ku, sugerując przy tym istnienie nad wejściem balkonu, a przy bocznej elewacji lewej małej dobudówki. Od Steckiego dowiadujemy się je­szcze, że pałac otaczał dokoła taras z ciosowego kamienia, szerszy od strony ogrodu, gdyż tam pijano wieczorną herbatę.
Informacje dotyczące wnętrz są również bardzo skąpe i ogólnikowe. Mówią one bo­wiem tylko, że apartamenty mieszkalne księst­wa znajdowały się na parterze, natomiast salo­ny, sala jadalna i biblioteczna na piętrze. Wszystkie okna sporządzone miały być z jed­nej tafli czeskiego szkła. Henrietta Błędowska pisze, że mahoniowe gładkie drzwi odbijały przy lakierowanych ścianach(7), Helena z Przezdzieckich Radziwiłłowa zaś, wspominając jesz­cze o wzorzystych posadzkach układanych z różnokolorowego drewna, wyraziła żal, że były one niszczone przez „ciżby” gości, prze­wijających się przez gościnne salony. Dodała przy tym, że „architekt Ittar, którego brat rzeźbi, tyle wykończył na Wołyniu stiukowych salonów w różnych marmurowych odcie­niach”, iż za otrzymane honoraria mógł sobie kupić kilka wiosek. Słowa jej wskazują więc wyraźnie, że obaj bracia zajęci byli także przy upiększaniu wnętrz pałacu w Krzewinie.
Prócz stylowych mebli w pałacu zgroma­dzono zbiory numizmatyczne, kolekcję różno­rodnych kamieni i doborowy księgozbiór. Du­żą wartość dla historyków miałoby zapewne archiwum krzewińskie, które zawierało m.in. dawne genealogie ks. Ostrogskich, dokumenty stwierdzające działy rodzinne i transakcje majątkowe, lustracje zamku ostrogskiego, a w końcu oryginalne listy królów i innych znakomitych w kraju osobistości. W dziale ko­respondencji najwięcej było listów pisanych do Stanisława Lubomirskiego, marszałka wielkie­go koronnego, a wśród nich listy Wespazjana Kochowskiego.
Urodę parku, wśród którego na niewiel­kim wzniesieniu stał pałac, dokumentują nie tylko liczne opisy, ale przede wszystkim trzy najwcześniejsze ryciny: miedzioryt Fuhrmanna i litografie Pillera. Wszystkie one wykonane zostały jednak w okresie, gdy ogród był jeszcze młody, w trakcie nieustannego upiększania przez samego jego twórcę i wspomagającą go własnymi pomysłami ks. Dorotę. Na teren parku wjeżdżało się przez duży kamienny most, przerzucony ponad kanałem, napełnio­nym stale czystą, z daleka sprowadzaną wodą. Za mostem wznosiła się brama, przy której stał mały domek dozorcy. Poza bramą rozciągał się ogromny trawnik, założony na lekkim stoku, według określenia Karwickiego „równy jak ak­samit” i zawsze świetnie utrzymany. Traw­nik ów przecinały w różnych kierunkach bieg­nące ścieżki, a ożywiały barwne plamy klom­bów kwiatowych i krzewów ozdobnych. Hodo­wane w ogromnej oranżerii rośliny egzotyczne wynoszono latem na zewnątrz i ustawiano w pobliżu pałacu.
Na prawo od pałacu stała, widoczna na ry­sunku Ordy, dwukondygnacyjna duża oficy­na z pokojami gościnnymi mieszczącymi się na piętrze, podobnie jak pałacowe wytwornie urządzonymi. Na dole znajdowały się salony z wychodzącymi na park oknami parapetowy­mi, przeznaczone dla mieszkających w tym budynku osób. Oficyna miała też swoją własną służbę i kredens. Pod sąsiednim niewielkim pagórkiem, nakrytym klombem, w głębi ziemi - aby nie psuły uroku i harmonii kraj­obrazu - schowane były kuchnie, do których światło dzienne dochodziło przez oszklone bu­dki, wystające ponad powierzchnię. Po prze­ciwległej stronie dziedzińca stał jeszcze drugi, maleńki domek gościnny o czterech pokoikach. Oficjaliści i liczni rezydenci dworu krzewińskiego mieszkali w domkach osobnych, z któ­rych każdy wybudowany był w innym stylu i tonął w powodzi ogrodowej zieleni. Tylko pałac był odsunięty od masywu drzew. Miało to na celu stworzenie szerokich perspektyw, zarówno od strony frontowej, jak i ogrodowej. Trawniki położone najbliżej domu obsadzone były na obrzeżach żwirowanych alejek sztamowymi różami. Część gazonów otaczały strzyżo­ne żywopłoty. Całe założenie ogrodowo-pałacowe nosiło wyraźnie zamierzone piętno no­woczesnych rezydencji angielskich.
Zapewne już po śmierci Miklera park krzewiński przekomponowany został przez innego sprowadzonego w tym celu ogrodnika, Józefa Stiche. Przypuszczalnie i tym razem ks. Doro­ta Jabłonowska nie pozostała chlebodawczynią bierną, lecz kazała zrealizować wiele swoich własnych pomysłów. Zbudowano wówczas nowe szklarnie i zasadzono nowy ogród owocowy.
Ostatnie wiadomości dotyczące Krzewina, mało stosunkowo zmienionego, pochodzą z 1875 r. Wyszły one spod pióra Edwarda Chłopickiego, który zwiedzając te strony zna­lazł park wciąż jeszcze niezwykle piękny, mi­mo że od dawna zabrakło mu właściwej opieki. Pisze on, iż ogród zadziwił go „swoją wspania­łością”. Mimo opuszczenia i zarośnięcia trawą szerokich ścieżek i dróg, „najrozmaitsze ga­tunki drzew i krzewów, ugrupowanie ich gus­towne oraz przecięcie drzewnych zarośli licz­nymi o murowanych mostach kanałami i wre­szcie świetna, niepospolitych rozmiarów oran­żeria” nadawały dawnej rezydencji Jabłonows­kich nadal „charakter wielkiej w kraju naszym rzadkości”. „Kościół za ogrodem, ładne oficyny w dziedzińcu oraz masa różnych ukrytych między drzewami domów i dworków”, były „wytwornie i po pańsku zbudowane”. Około 1890 r. Krzewin niczym już nie przypominał wyrafinowanej wielkopańskiej siedziby. Traw­niki straciły swą zieloność, oranżerie waliły się, woda w kanałach pokryła się pleśnią, a schlud­ne niegdyś dworki stały puste albo służyły za mieszkanie rodzinom żydowskim.
źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 184-189.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl