Najdawniejsze znane dzieje Horochowa sięgają 1450 r. Wówczas bowiem król Aleksan­der Jagiellończyk podarował okoliczne ziemie wraz z osadą Olizarowi Szyłowiczowi. Zdaje się, że w ręku Olizarów Horochów nie pozo­stawał zbyt długo, gdyż w 1545 r. dobra te należały już do Sanguszków, a w sto lat później podzielone były na dwie schedy, z których jed­na stanowiła własność Lwa Sapiehy, a druga Kiliana Wielhorskiego. W 1791 r. Michał Wielhorski, kuchmistrz wielki litewski, sprze­dał Horochów ks. Stanisławowi Poniatowskiemu, eks-podskarbiemu wielkiemu litewskie­mu. Nowy dziedzic zajął się wprawdzie podniesieniem dobrobytu miasteczka i zaprowa­dziwszy jarmarki uczynił je handlowym, ale emigrując za granicę już w 1795 r. odsprzedał je z kolei Walerianowi Stroynowskiemu, pod­komorzemu buskiemu, późniejszemu senato­rowi rosyjskiemu, żonatemu z Aleksandrą Tarnowską, zamężną poprzednio za Michałem Jełowickim, starostą bracławskim. W ostatnich latach XVIII w. klucz horochowski liczył sie­demnaście wsi, do których Stroynowski doku­pił jeszcze folwarki Rożyszcze i Żabcze, stając się w ten sposób panem poważnej fortuny. Kończąc też dzieło rozpoczęte przez ks. Poniatowskiego, uprzemysłowił miasteczko, wybu­dował w nim kościół katolicki, szpital oraz pałac.
Walerian Stroynowski, który umarł w 1834 r., aktem darowizny z 1821 r. przekazał Horo­chów swej jedynej córce Walerii (1782-1849), od 1800 r. zamężnej za Janem Feliksem Tar­nowskim (1777-1842), kasztelanem Króle­stwa Polskiego. Część folwarków należących do klucza podarował także swej drugiej żonie, mocno uszczuplając w ten sposób schedę Tar­nowskich, obciążoną w dodatku długami, a więc mało rentowną. Z kolei Horochów odziedziczył najmłodszy syn Walerii i Jana Fe­liksa Tarnowskich - Tadeusz (ur. w 1818 r.), żonaty z Marią Sobieszczańską h. Nałęcz. Po­nieważ wysokość zadłużenia majątku w 1844 r. osiągnęła kwotę 1.061.377 złp. przy szacunko­wej jego wartości 2.601.861 złp., spadek ten miał dla nowego dziedzica wartość raczej problematyczną. Tadeusz Tarnowski miał tylko jed­nego syna Jana Jacka (ur. w 1854 r.) oraz córkę Jadwigę, na których wymarła horochowska li­nia rodziny. Pod koniec XIX w. Tarnowscy sprzedali ocalały jeszcze dotąd ośrodek z pała­cem Rosjaninowi Świstunowowi, od którego dobra te przeszły do Ludersów.
Zaraz po nabyciu Horochowa, a więc na przełomie XVIII i XIX w., Walerian Stroy­nowski wybudował tam wielki pałac klasycystyczny, którego wygląd z owych czasów nie jest jednak znany. Pochodzący z lat dwudziestych XIX w. zewnętrzny jego opis, który wy­szedł spod pióra pamiętnikarza Franciszka Kowalskiego, ogranicza się do kilku niezbyt precyzyjnych określeń. Pisze on mianowicie, że pałac „stojący na krawędzi głębokiego wą­wozu” od podjazdu miał „wspaniały topolami obsadzony dziedziniec”, ale był „bez piętra” i tylko od ogrodu wydawał się „ogromnym gmachem o dwóch czy trzech piętrach”. Fron­tem zwrócony był w stronę miasteczka, a park tonąć miał w „głębokich wąwozach i wielkim dębowym lesie”. Nie ulega wątpliwości, zarówno w odniesieniu do owych wąwozów, jak też kilku pięter, które pałac miał posiadać od strony parku, że autor tego skromnego opisu mocno przesadził.
Niestety, również mało precyzyjny rysunek Napoleona Ordy, wykonany w Horochowie pięćdziesiąt lat później, przedstawia lekko tyl­ko naszkicowaną bryłę pałacu na tle szerokiej panoramy pięknie skomponowanego parku, na krańcach łączącego się istotnie z lasem. Dowo­dzi on też, iż budynek ów wzniesiony został na jednym z niewielkich wzgórz, wśród słabo sfa­lowanego krajobrazu.
Pałac horochowski, tak jak go przedstawił Orda, był budynkiem dwukondygnacyjnym na rzucie wydłużonego prostokąta, nakrytym wy­sokim, gładkim dachem czterospadowym. Na­rysowana przez Ordę fasada frontowa budyn­ku jako trzynastoosiowa miała jednakże w rze­czywistości osi piętnaście, czego dowodzi po­chodząca z ok. 1925 r. fotografia, wykonana już po odbudowie pałacu. W ostatnich latach XIX w. był on już bowiem w ruinie. Uważano nawet, że nie istnieje, o czym mówi m.in. taka właśnie wzmianka autora kryjącego się pod kryptonimem F. N., w jego szkicach pt. Wołyń i jego mieszkańcy w 1863 roku. Prawdopodob­nie dopiero w początkach XX w. rosyjscy wła­ściciele dawną siedzibę Stroynowskich odbu­dowali, choć z pewnymi zmianami. Nie zrekon­struowali lewego narożnika, który się zawalił, przy prawym boku zaś dodali skrzydło z wysu­niętą przed elewację czworoboczną wieżą z ga­leryjką na płaskim dachu. W tym samym też czasie dodany został portyk złożony z dwóch czworograniastych słupów dźwigających ob­szerny taras. Nie uwzględniając późniejszych naleciałości można więc stwierdzić, że w fasa­dzie głównej pałacu występowały trzy zasadni­cze akcenty: na trzech osiach środkowych wgłębny portyk o czterech kolumnach toskańskich, a na dwóch skrajnych podobne, ale tylko dwuosiowe portyki, każdy o trzech kolum­nach. W ten ściśle symetryczny sposób skomponowana elewacja nie miała przypuszczalnie wydatniejszych dekoracji poza międzykondygnacyjną opaską i rzadko rozmieszczonymi pod profilowanym gzymsem wieńczącym rozetami. Strona ogrodowa pałacu nie jest znana.
W zbiorach dzikowskich znajdowały się dwa widoki Horochowa z pierwszej ćwierci XIX w., które - być może - pozwoliłyby ustalić wygląd pałacu w jego pierwotnej posta­ci już bez żadnych domysłów i wątpliwości, zaginęły one jednak bądź w pożarze zamku z 1927 r., bądź też w czasie drugiej wojny światowej.
W odniesieniu do architektury wnętrz pa­łacowych wiadomo jedynie, że malarz Del Frate namalował fresk przedstawiający Jutrzenkę oraz dekorował plafon w bibliotece. Według pomysłu Walerii Tarnowskiej, opartego na pi­smach Jana Śniadeckiego przeciw Villersowi, przedstawił on na nim alegoryczną postać Pol­ski płaczącej. Pałac urządzony był meblami w jednolitym stylu empire.
Największa sala z oknami wychodzącymi do parku mieściła galerię rzeźb. Galeria ta, po­dobnie jak zbiór obrazów i innych dzieł sztuki, zainicjowana została przez Hieronima Stroynowskiego. Ze swej pierwszej podróży do Włoch w końcu XVIII w., przywiózł Walerian Stroynowski malarza Constantina Villaniego, któremu dla wznoszonego pałacu zlecił wyko­nanie scen z Iliady i Eneidy. Wyprawiwszy się do Italii po raz drugi wraz z córką w latach 1803-1804, prócz rzeźb, które cenił szczegól­nie, zakupił tam sporo innych dzieł sztuki. Stały się one fundamentem przyszłych zbio­rów horochowskich. Wiele rzeźb, waz antycz­nych, porcelany chińskiej i obrazów, częściowo za pieniądze ojca, nabyła też pani Waleria Tar­nowska, która do sztuk pięknych miała szcze­gólne upodobanie.
Wśród sprowadzonych do Horochowa rzeźb wyróżniała się kompozycja Canovy Perseusz, która na Wołyń nadeszła w 1806 r., a z innych Giuseppe Boschiego Merkuriusz, stojący na starożytnym trójnogu, kopia rzeź­by Berniniego jakoby z willi Hadriana; dalej brązowa grupa Miłosierdzia; płaskorzeźba z kości słoniowej, przedstawiająca św. Kata­rzynę Medycejską, utrzymana w stylu Berni­niego; rzeźby Franciszka Laboreur i in. Zain­stalowawszy córkę i zięcia w Horochowie, Stroynowski wyjechał wkrótce do Petersburga, gdzie ożenił się powtórnie i dokąd zabrał część swej kolekcji artystycznej. Do zabranych dzieł sztuki należała rzeźba Marochettiego Amor i Psyche, która później znalazła się w Ermitażu.
Lukę tę w pewnym stopniu uzupełnił zbiór brata Waleriana, biskupa wileńskiego Hieroni­ma Stroynowskiego, który po śmierci właści­ciela, około 1815 r., znalazł się w Horochowie. Była to kolekcja obrazów w przeważającej czę­ści treści religijnej lub o tematyce historycznej, pędzla artystów włoskich, francuskich, flaman­dzkich, holenderskich i polskich. Wśród nich znajdowała się m.in. kopia Guido Reniego Św. Hieronim zrobiona przez Smuglewicza oraz Je­rzego Eleutera Szymonowicza Siemionowicz przed królem Janem Sobieskim i Marią d'Arquien. Wśród malowideł zebranych  przez  biskupa Stroynowskiego najcenniejszą pozycję stano­wił oryginał Rembrandta Lisowczyk, pocho­dzący z galerii Stanisława Augusta. Zachowa­ny inwentarz wymienia też inne obrazy z tej samej kolekcji, głównie różnej wartości kopie znakomitych oryginałów, a więc: dwa widoki Wenecji szkoły Canaletta; Zaparcie się św. Pio­tra - Gerarda van Honthorst; Św. Franci­szek - Gigoliego; Kot z kogutem - Giacomo Victorsa; Trzej królowie - Bassano; Św. Piotr, Safira i Ananiasz - Piotra Testa; Widok miasta i burzy, malowany na drewnie przez Backhuysena; Pies i ptaki - Fragonarda; Niewiasta chananejska u stóp Chrystusa Pana - Palmy; Bóg Ojciec Wieczny - nieokreślonego artysty; Św. Jan Chrzciciel - Giulio Romano; Matka Boska, dziecię pieszczące się z gołąbkiem - Greuze'a; Widok skał, gór i wieży nad mo­rzem - Verneta; Obraz wysławiający góry, skały, wodospad - G. Poussinsa; Aniołek przygrywający na harfie - Van Dycka; Niedźwiedzie w puszczy - oznaczony jedynie jako „mierny”; Św. Helena z krzyżem w ręku, wie­dziona przez anioła, malowany na drzewie, przypisany Rafaelowi.
Obok obrazów do Horochowa dostała się też biblioteka biskupa Stroynowskiego w licz­bie 2500 tomów. Połączona z istniejącą już na miejscu, w 1806 r. liczącą ponad 2000 t., stworzyła poważny księgozbiór, który z czasem znacznie został powiększony.
Prócz książek w pomieszczeniach biblioteki zgromadzono także wiele edycji bibliofilskich, albumów i rycin. Albumy zawierały m.in. re­produkcje dzieł sztuki, znajdujących się w mu­zeach włoskich i francuskich. Posiadali też Tar­nowscy w Horochowie wydanie portretów Ra­dziwiłłowskich, rytowanych przez Lejbowicza, zbiór sztychów przedstawiających włoskie za­bytki architektoniczne, wykonanych przez Piranesiego, publikacje na temat zabytków sztuki egipskiej, etruskiej, greckiej, rzymskiej i Blis­kiego Wschodu, jak też obrazujące twórczość najwybitniejszych malarzy europejskich, głów­nie różnych szkół włoskich. Ta część zbiorów, zgodnie z jej zamiłowaniami i studiami, gro­madzona była zapewne głównie przez Walerię Tarnowską.
Pełnego stanu kolekcji dzieł sztuki, które znajdowały się w Horochowie w pierwszej ćwierci XIX w., nie da się dziś odtworzyć ani też stwierdzić bezbłędnie, przez kogo poszcze­gólne przedmioty zostały nabyte. Z pewnością była ona poważna, choć nierównej wartości, gdyż obok wspaniałych oryginałów, występo­wały tam kopie zarówno dobre, jak marne. Ga­leria liczyła zapewne ponad sto obrazów, skoro w samym tylko apartamencie pani Tarnowskiej wisiało ich przeszło pięćdziesiąt. Poza tym apartament jej zdobiło kilkadziesiąt rzeźb oraz wiele przedmiotów drobnych, antycznych lub współczesnych.
Tarnowscy prowadzili w Horochowie dom otwarty, toteż bywało tam wiele znanych wów­czas osobistości, m.in. Józef Karwicki, Alojzy Feliński i Podolak Emir Rzewuski. Niektórzy z bywalców podziw swój dla zbiorów utrwalili na kartach pamiętników. Należy do nich wspo­mniany już wyżej Kowalski, który zachwycał się przede wszystkim ogromną rzeźbą Perseusza z białego marmuru, następnie prawie natu­ralnej wielkości Śpiącą Wenerą z Kupidynem, zaglądającym jej w oczy „z figlarnym uśmie­chem” i wreszcie figurą Apolla, stojącego z lu­tnią w ręku, łukiem i kołczanem na plecach, przy czym struny łuku i lutni miały być tak misternie wykute w marmurze, że robiły wra­żenie prawdziwych. Podobny posąg Apolla znajdował się również w parku. Dalej mówi jeszcze Kowalski ogólnie o różnej wielkości posągach i posążkach oraz o niezliczonych po­piersiach „najznakomitszych w historii ludzi”.
Ogromne wrażenie na przybyszach robiły też „pokoje i sale gustownym ustrojone prze­pychem”, pełne rycin, miniatur i różnych dzieł sztuki, które zajmowały kilka sal i gabinetów. W pokoju pana domu stał mały stolik do pisa­nia, który należał poprzednio do Ignacego Krasickiego, z jego kałamarzem i piórami. W górze tego samego pokoju, na gzymsach, rozmieszczone były talerze, zapewne majolika włoska. Mówiono o nich, jakoby malował je Rafael. Wreszcie w tymże pokoju, w zaciem­nionym miejscu, stała ogromna szafa z wyma­lowanym na jej oszklonych drzwiach widokiem Neapolu i Wezuwiusza. Po ustawieniu we­wnątrz szafy w odpowiednim miejscu dwóch zapalonych świec, widzowie odnosili wrażenie, iż oglądają rzeczywisty wybuch wulkanu. Oszołomiony takim bogactwem urządzenia i zbiorów Kowalski wyznaje, że rezydencja Tarnowskich wydała mu się „jakimś zaczaro­wanym pałacem”.
Z równym zachwytem pisze o Horochowie Antoni Andrzejowski, który określił pałac jako „istne muzeum bogate i gustowne”. I on po­dziwiał tam „mnóstwo malowideł mistrzów pędzla” oraz „obifity zbiór starożytności z Herculanum i Pompei”, a w bibliotece kolekcję ry­cin „od wynalazku sztycharstwa do naszych czasów”. Poza tym zwrócił uwagę na kolekcję miniatur, między którymi odznaczały się „de­likatnością pędzla i wybornem wykończeniem kopie i własne utwory samej hrabiny”. Wresz­cie oglądał w Horochowie najrozmaitszą broń oraz zbroje i rzędy na konie. Mniej entuzjazmu wzbudził w nim posąg Perseusza, który przy­pominał mu wprawdzie Apolla Belwederskiego, ale uznał, iż brak w nim życia. Z innych rzeźb, podobnie jak Kowalski, zwrócił Andrzejowski uwagę na grupę przedstawiającą uśpionego amorka i siedzącą u jego wezgłowia Psyche „z zamiarem spłatania figla kochankowi” i na „zachwycającej piękności” niewielkie popier­sie kobiety z Herculanum.
Świetność Horochowa trwała jednak tylko do ok. 1830 r., gdyż w tym właśnie czasie Tar­nowscy zdecydowali się ostatecznie opuścić swą wołyńską rezydencję na rzecz rodowego Dzikowa. Zresztą już znacznie wcześniej, na­bywając za granicą dzieła sztuki jedne przezna­czali do Horochowa, inne kierowali prosto do Dzikowa. Do powzięcia zamiaru opuszczenia Horochowa przyczynił się wydany przez wła­dze carskie zakaz przebywania w granicach im­perium rosyjskiego Jana Feliksa Tarnowskiego i jego najstarszego syna. Przenosząc się do Dzikowa, Tarnowscy zabrali ze sobą najcen­niejsze dzieła sztuki, w tym Lisowczyka. Na miejscu pozostawili rzeczy na ogół mniejszej wartości, niezbędne dla utrzymania pałacu w stanie mieszkalnym. Obok znacznej jeszcze mimo wszystko liczby obrazów, w Horochowie pozostał m.in. Perseusz.
W drugiej połowie XIX w. ówczesny właści­ciel zadłużonego i okrojonego majątku, Ta­deusz Tarnowski, zdecydował się na wyprze­daż poszczególnych dzieł sztuki. W tym czasie został więc sprzedany do Ameryki Perseusz. Zapewne już przed zamierzonym wyzbyciem się także i Horochowa, pozostające dotąd w pa­łacu obrazy przeniesione zostały do Lwowa i zdeponowane chwilowo w tamtejszym ratu­szu. W 1865 r. Tarnowski zwrócił się do J. I. Kraszewskiego z prośbą o pomoc w ich spieniężeniu. Zachowany, dołączony do listu spis wymienia dzieła następujące: Guido Reni - „Matka Boska, popiersie w postaci mod­lącej się ze złożonymi rękami, w niebieskim szalu”, z galerii Cornarich w Wenecji; Dominichino - Chrystus nakazujący św. Piotrowi stąpać po wodzie, niewielki obrazek na alabast­rze; Honthorst vel Gerardo delie Notti - Za­parcie się św. Piotra; Madonna delia Seggiola - kopia Rafaela zrobiona według przypuszczeń przez jednego z jego uczniów; Rubens lub Pourbus - Sąd Salomona, malowany na drze­wie; Rubens i Snyders - Polowanie na tygrysy i lwa, wielki obraz na płótnie, postacie miały być pędzla Rubensa, zwierzęta zaś - Snydersa; Paul Brill (Bril) - pejzaż zielonej barwy, kupiony w Holandii; Carlo Cignani - Bachanalie dzieci, duży obraz nabyty w Neapolu; Daniel Crespi - Portret mężczyzny średniego wieku kupiony w Mediolanie; Palma Giovane - Trzy gracje, duży obraz na płótnie; J. M. Molenaer - Ślizgawka; Szkoła flaman­dzka - Narodzenie Chrystusa, mały obrazek i razem przypuszczalnie oprawne inne: Wido­czek zimy w Holandii oraz Wnętrze kościoła; Giacomo Victors - Indyki i kury, duży obraz na płótnie; Lanfranco - Ofiara Izaaka, duży obraz na płótnie; La Hire - Romulus i Remus odkryci przez pasterzy; Szkoła francuska - dwa małe obrazy przedstawiające pasące się i odpoczywające bydło; Caravaggio - Rzeź niewiniątek, duży obraz; Bassano - Hołd trzech króli; Luca Giordano - Ucieczka do Egiptu, duży obraz na płótnie; Vollerdt - ma­ły Pejzaż przy świetle księżyca, na desce; Tintoretto - N. Maria Panna, obraz prawie naturalnej wielkości; Spagnoletto - Człowiek wyglądający na żebraka, w białej koszuli, z ręką na piersi; J. C. Procaccini - N. Maria Panna, zabawiająca ptaszkiem Dziecię, duży obraz; Sebastiano Bombelli - Chrystus powołujący św. Mateusza, duży obraz; Corrado - Św. Hieronim z lwem i trupią głową; Detto - Po­dróż Anioła z Tobiaszem, mały obraz; Fr. Mo­la - Chrystus z Samarytanką; J. C. Bourguignon - Dwie bitwy; Caravaggio - Zaparcie się św. Piotra, dużych wymiarów. Przy każdej nie­mal pozycji wykazu podana została krótka charakterystyka obrazu, czasem jego cena i prawie zawsze miejsce nabycia. Wynika więc z tego, iż 6 z nich kupiono w Neapolu, 5 w Holandii i po kilka w Wenecji, Florencji, Paryżu, Rzymie i Mediolanie. Nie posiadamy informacji mó­wiących o dalszych losach obrazów i innych dzieł sztuki, które do końca pozostawały w Horochowie. Zapewne wyprzedano je poje­dynczo różnym nabywcom. Do drugiej wojny światowej w posiadaniu Tarnowskich prze­trwała część tych przedmiotów, które znalazły się w Dzikowie. W czasie wojny i po jej zakoń­czeniu także i one zostały rozproszone. Częś­ciowo znalazły się w muzeach polskich. W okresie międzywojennym w pałacu horochowskim mieściły się urzędy starostwa po­wiatowego. Rozległy park krajobrazowy za­mieniony był na miejski.

źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 125-130.
 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl