Ze względu na swe położenie nad malow­niczym jeziorem, wśród odwiecznych lasów, Dolsk uważany był za jedną z najpiękniejszych wielkich rezydencji Wołynia. Przeszłość tej miejscowości nie jest jednak całkowicie jasna. Przez niektórych historyków uważana ona była za gniazdo rodziny ks. Dolskich h. Kościesza. Twierdzenie to, oparte na brzmieniu nazwy, wydaje się jednak mylne. Istnieje bowiem tak­że Dolsk inny, zwany Starym, położony w po­wiecie pińskim, w niewielkiej odległości od Lubieszowa. Właśnie od tej wsi pisali się Dolscy „na Dolsku, Dąbrowicy i Komarnie”.
Dolsk wołyński był w początkach XVI w. własnością jakiegoś Łamana czy Łamanowicza, od którego w 1508 r. kupiony został przez ks. Andrzeja Aleksandrowicza Sanguszkę. W 1577 r. należał do syna ks. Aleksandra - ks. Romana Sanguszki, dziedzica także sąsied­niej rozległej włości Niesuchojeże. Ta linia Sanguszków tytułowała się więc książętami „na Niesuchojeżach i Łokaczach”. W 1650 r. Nie­suchojeże przeszły do Sapiehów. Jeszcze wcze­śniej wyszedł zapewne z rąk Sanguszków Dolsk. W ciągu XVII i XVIII w. prawdopo­dobnie kilkakrotnie zmieniał właścicieli. Jakiś czas należał do Hulewiczów.
W drugiej połowie XVIII w. pojawił się na Wołyniu Fryderyk Józef Moszyński h. Nałęcz (1738-1817), syn Jana Kantego i Fryderyki Augusty hr. Cosel, naturalnej córki króla Au­gusta II Sasa, poseł na sejmy, marszałek wielki kor., działacz polityczny i społeczny, znakomi­ty gospodarz. W 1778 r. nabył on klucz turzyski i chotiaczowski oraz w tym samym zapew­ne czasie także sąsiedni Dolsk. Odziedziczyw­szy po ojcu majątek wartości zaledwie 98569 złp., a po matce 180 000 talarów, stopniowo doszedł do fortuny iście magnackiej, jakich w początkach XIX w. niewiele spotykało się już w kraju. Od 1770 r. był bowiem właścicie­lem klucza wołoczyskiego i karabczyjowskiego, a w 1784 r. nabył jeszcze klucze berszadzki i nestoidzki na Podolu. Pod koniec życia Fryderyka Józefa Moszyńskiego majątek jego skła­dał się z 4 miasteczek oraz 54 wsi i obejmował powierzchnię 338792 morgów zamieszkanych przez 30682 „dusze” poddanych męskich, o wartości 15,5 milionów złp. Dochodziły do tego bardzo cenne klejnoty, sumy w różnych bankach, m.in. u Teppera i Prota Potockiego, kamienice w Odessie, składy zbożowe etc, co w efekcie końcowym dawało wartość około 30 milionów złp.
Ale marszałek Fryderyk Józef Moszyriski, uważany za człowieka oszczędnego, a nawet skąpego, nie szczędził grosza także i na cele publiczne. W Wołoczyskach, Turzysku i Berszadzie ufundował kościoły. W Dolsku zgromadził dużą bibliotekę, zgodnie ze swymi za­interesowaniami głównie z zakresu nauk ścis­łych i medalierstwa, którą podarował Liceum Krzemienieckiemu. Jako człowiek o szerokich zainteresowaniach mianowany został w 1804 r. członkiem Lipskiej Akademii Nauk i Kunsztu. Epoka Oświecenia nie pozostała więc bez wpływu także i na jego mentalność, choć w ciągu ostatnich kilkunastu lat życia odsunął się od życia publicznego i osiadł w Dolsku, swej najbardziej ulubionej rezydencji. Testa­ment Fryderyka Józefa Moszyńskiego sporzą­dzony w 1810 r., cytowany przez Rollego, sta­wia go pod niektórymi względami w jednym szeregu z Ignacym Potockim czy Pawłem Brzostowskim. Wprawdzie cały majątek zapi­sał rodzinie, niemniej spuścizna ta, poza fun­dacjami już wspomnianymi, roi się od najroz­maitszych legatów i zapisów na rzecz świątyń, szpitali w Żytomierzu, Łucku, Gródku, War­szawie, a nawet w Dreźnie, dalej zakładów do­broczynnych i klasztorów, seminariów itd. Najciekawszy ustęp testamentu dotyczy chyba służby i oficjalistów. Zgodnie z wolą testatora, spadkobiercy mieli wypłacać „tym, co służyli więcej lat dwudziestu pięciu całkowitą płacę i utrzymanie do końca życia, tym, co służyli lat dwadzieścia, trzy części, tym, co lat piętnaście, połowę”. Nie pominął także zasłużonych naj­mniej.
Fryderyk Józef Moszyński żonaty był dwu­krotnie: najpierw od 1782 r. z Barbarą Rudzieńską, wojewodzianką mazowiecką, a po­wtórnie z Salomeą Rzyszczewską, kasztelanką lubaczowską. Z obu nie pozostawił żadnego potomstwa. Pragnąc, by zebrany przez niego majątek pozostał przy tym samym nazwisku, zapisał go wnuczkom brata Augusta, córkom Jana Nepomucena, które zgodnie z jego życze­niem poślubiły swych dalekich krewnych. Fry­deryka wyszła więc w 1814 r. za mąż za Ig­nacego Hilarego Moszyńskiego, sekretarza królewskiego (1791), właściciela Łoniowa w pow. sandomierskim, Joanna zaś w 1818 r. za jego syna z pierwszego małżeństwa z Zofią Romiszewską - Piotra Moszyńskiego.
Ignacy Hilary hr. Moszyński (1763-1827), uznany przez testatora za przyszłą głowę ro­dziny, otrzymał rezydencję w Dolsku z klu­czem turzyskim oraz Chotiaczów. Jeszcze za swego życia oddał mu marszałek również dob­ra wołoczyskie i karabczyjowskie w bezpłatną dzierżawę. Wybudował mu poza tym w poło­żonym blisko Wołoczysk Fryderykowie pałac, urządził wokół park z oranżeriami i sprowadził tam nawet niektóre meble z pałacu dolskiego. Żona Ignacego Moszyńskiego, Fryderyka otrzymała dodatkowo schedę tarnowiecką, a jej siostra Joanna - dobra berszadzkie i nestoidzkie. Joachimowi Moszyńskiemu dostało się 100 000 złp. płatnych po śmierci testatora. Wprawdzie Ignacy Moszyriski zmuszony był część odziedziczonego majątku sprzedać, ale za to syn jego, Piotr, poślubiwszy siostrę swej macochy otrzymał wraz z jej ręką także klucze berszadzki i nestoidzki. W ten sposób skupił w swym ręku ponownie całą niemal spuściznę pozostawioną przez twórcę zamożności ro­dziny, marszałka Fryderyka Józefa Moszyń­skiego.
Piotr Moszyński (1800-1879), marszałek szlachty gub. wołyńskiej, spiskowiec, sybirak, kolekcjoner i filantrop, w Dolsku nigdy dłużej nie mieszkał. Jego siedzibą był początkowo Fryderyków, skąd w 1819 r. przeniósł się do Berszady, a w 1823 r. w związku z wyborem na marszałka - do Żytomierza. Za swą działal­ność patriotyczną i kontakty z wolnomularstwem został w 1826 r. aresztowany i skazany na 12 lat zesłania do Tobolska. W 1840 r. osiadł na stałe w Krakowie. Swe rozległe dob­ra, które udało mu się ocalić od konfiskaty, oddał pochodzącej z pierwszego małżeństwa z Joanną Moszyńską córce Józefie (1820-1897), od 1842 r. zamężnej za Józefem Szembekiem (1818-1889). Była ona spadkobier­czynią wszystkich majątków ojcowskich poło­żonych na Wołyniu i Podolu. Szembekowie, sprzedając jeden klucz za drugim, całą fortunę roztrwonili. Około połowy XIX w. opustosza­ły Dolsk nabyli Orzeszkowie, pochodzący z woj. brzesko-litewskiego. Połączywszy Dolsk ze swym rodowym Zakozielem oraz kilkoma innymi kluczami na Wołyniu, skupili oni także w swym ręku rozległy majątek o powierzchni około 167000 dziesięcin. W niedługim czasie jednak Zakoziel, a później także inne klucze zostały sprzedane. Przy Dolsku pozostał tylko klucz turzyski, co razem obejmowało jeszcze powierzchnię 20000 dziesięcin. Piotr Orzeszko, marszałek guberni grodzieńskiej, żonaty z Emilią ze Skirmunttów, miał tylko jedną cór­kę, także Emilię (1864-1937), która w 1892 r. poślubiła Fryderyka hr. Stadion-Rzyszczewskiego (1851-1920), wnosząc Dolsk i Turzysk w dom mężowski. W owym czasie majątki te zmniejszyły się do obszaru 12800 dziesięcin. Ostatnim właścicielem Dolska do 1939 r. był syn Fryderyka, Józef Stadion-Rzyszczewski (ur. w 1893 r.), żonaty z Rumunką Genowefą Ludwiką Bibesco (ur. 1893). Na przełomie XIX i XX w. dobra te obejmowały już tylko 8481 dziesięcin, a w okresie międzywojennym zmniejszyły się jeszcze bardziej.
Do 1939 r. zachował się w Dolsku olbrzymi pałac długości około 120 m. Pod całym tym budynkiem ciągnęły się wysokie i bardzo ob­szerne piwnice sklepione łukami gotyckimi, w niektórych miejscach dwukondygnacyjne. Dowodziło to, iż wzniesiony on został na miej­scu jakiegoś znacznie wcześniejszego zamku czy pałacu. Według miejscowych przekazów marszałek Fryderyk Józef Moszyński miał w piwnicach tych przechowywać beczułki ze złotem.
Istniejący ostatnio pałac pochodził częścio­wo z końca XVIII w., choć nie przetrwał w stanie pierwotnym. W połowie XIX w. jego górna kondygnacja spłonęła. Gmach ów został wprawdzie natychmiast odbudowany, ale w postaci znacznie uproszczonej. Dotyczyło to głównie dachów, niegdyś wysokich i spadzi­stych, po odbudowie zaś mocno spłaszczonych i sprawiających wrażenie tymczasowych. W 1939 r. cała bryła pałacu, imponująca swym ogromem, pod względem architektonicznym prezentowała się niejednolicie i pozbawiona była dawnej symetrii. Wynikać to miało z fak­tu, że ogień strawił częściowo także niektóre fragmenty kondygnacji dolnej, których nie zrekonstruowano już w wyglądzie poprze­dnim.
Jak wyglądał pałac dolski przed pożarem, możemy mieć tylko ograniczone wyobrażenie. Do pozostawionych w rękopisie pamiętników Józefy z Moszyńskich Szembekowej, wnuczki Fryderyka Józefa Moszyńskiego, dołączone były reprodukcje dwóch obrazów Miziewicza, przedstawiających dawny Dolsk, które nieste­ty zaginęły. Szkoda też wielka, że autorka wspomnień, opisująca swe dzieciństwo spę­dzone częściowo w rezydencji dziadka już po jego śmierci, pałacu zupełnie nie opisała. Ograniczyła się tylko do stwierdzenia, że dwór był „drewniany, ogromny, piętrowy, położony nad dużym stawem". Szerzej rozpisała się na­tomiast nad parkiem pełnym „odwiecznych dębów, buków, świerków, niewidzianych roz­miarów, rozścielających szeroko po trawniku konary grube jak pnie”. Ze stawem łączyły się przecinające park szerokie kanały z malowni­czymi mostkami. Po wielkich trawnikach roz­rzucone były klomby w kształcie ogromnych koszów drewnianych, naśladujących pias­kowiec, napełnionych roślinami egzotycznymi. Mnóstwo kwiatów tworzyło barwne plamy na tle ciemnych świerków. Po całym ogrodzie spotykało się charakterystyczne dla owej epoki altanki w kształcie świątyń greckich i sarkofa­gi. Jeden z nich postawiony został przez Fryderyka Józefa Moszyńskiego ku czci jego stare­go administratora, Niemca Greffego, którego syn zasłynąć miał później jako światowej sławy okulista.
Wśród jednej z grup niebotycznych świer­ków parku ukryta była romantyczna chata, zbudowana z surowych krąglaków, od strony zewnętrznej poobtykanych mchem, nakryta strzechą. Józefa Szembekowa pisze, że „różne w niej wymysły i ustronne zaciszne jej położe­nie, wskazywały na jej niekoniecznie cnotliwe przeznaczenie". Ściany wewnętrzne tej budo­wli pokryte były freskami „w pompęjańskie tanecznice, bardzo dobrze, zapewne przez zagra­nicznych malarzy malowanymi”. Na urządze­nie „chaty" składały się meble empirowe „bo­gate i ładne”. Wszystkie podłogi pokrywały dywany. Na parterze mieścił się przedpokój, salonik i drugi niewielki pokój, z którego stro­mymi schodami, przez podnoszoną klapę wychodziło się na górę. Na klapie leżał dywan. Z pociśnięciem guzika zamykała się ona tak szczelnie, że stawała się niewidoczna. Już jako osoba dorosła natrafiła Józefa Szembekowa w bibliotece dziadka na półkę z literaturą obsceniczną „z całym szeregiem małych tomików w cielęcą skórę oprawnych z odpowiednimi ry­cinami”.
W pobliżu pałacu stał także ogromny la­mus murowany, długi jak owczarnia. W jednej jego części mieścił się skład starych, zdezelo­wanych już mebli, w drugiej serwisy szkła i porcelany użytkowej, głównie saskiej i baranowieckiej. Oddział trzeci, otoczony dokoła sięgającymi od podłogi do sufitu półkami, słu­żył do przechowania porcelany starej, głównie saskiej, ale tym razem dekoracyjnej, w postaci m.in. figurynek ludzkich i zwierzęcych. W czasach Józefa Fryderyka Moszyńskiego do wielkich przyjęć wyjmowano stamtąd dekora­cję stołową złożoną z dużych luster, otoczoną galeryjką z brązu, na których ustawiano „mał­pią orkiestrę"(8). W tej części, będącej niejako muzeum porcelany, stały też pudła ze starymi koronkami, które jako „obrzydliwe łachmany” wymieniano w Łucku u Żydówek na nowomodne tiule.
Po drugiej stronie pałacu stał ogromny bu­dynek mieszczący teatr, mieszkania członków orkiestry nadwornej i maneż, a dalej zabudo­wania gospodarcze oraz dworki dla gracjalistów i oficjalistów.
Trochę szczegółów o wewnętrznym urządzeniu pałacu i jego zbiorach wiemy od samego Fryderyka Józefa Moszyńskiego. W odniesieniu do upatrzonego już głównego spadkobiercy Ig­nacego Hilarego Moszyńskiego pisze on bo­wiem: „Zostawuję mu dom, który był moim mieszkaniem z meblami, portretami, zwierciad­łami, obiciami, porcelaną, fajansem, naczyniem kuchennym, szkłem, bielizną stołową i moim zbiorem estampów oraz innych rzeczy rzadkich i ciekawych, równie i archiwa ze wszystkimi do­kumentami familijnymi, oprócz tyczących się klucza berszadzkiego i nestoidzkiego, bądź w moich szafach, biurach, szkatułkach; słowem wszystko, co się znajduje w domu moim w Dol­sku, równie w lochu moim wina a w stajni konie wierzchowe i powozowe; w wozowniach powo­zy, uprząż, siodła, wozy, ekwipaże, jednym sło­wem nic nie wykluczając". Do swego osobiste­go rozporządzenia do końca życia zastrzegł sobie tylko marszałek koronny bibliotekę, naczy­nia stołowe i klejnoty. Bibliotekę zawierającą przeważnie „dzieła o umiejętnościach ścisłych lub o nauce medalów i ekonomii", jak już była o tym mowa, ofiarował „pięknemu instytutowi gimnazjum krzemienieckiego". Miała ona być spisana natychmiast po jego zgonie i wraz z ka­talogiem odstawiona do Krzemieńca.
Uważając swe kosztowności również za pa­miątki rodzinne, pragnął marszałek, by je „za­chować na zawsze bez mocy alienowania się z familii". Przydzielił je głównie także Igna­cemu Moszyńskiemu. Do pamiątek tych nale­żała laska marszałkowska oprawna w złoto, krzyże Orderów Orła Białego i Św. Stanisława, jeden obsypany wielkimi rozetami, a drugi brylantami z wizerunkiem św. Stanisława pod jednym brylantem, dalej gwiazda z brylantem Orderu Orła Białego i dwa pierścienie z por­tretami króla Augusta II i Augusta III, rów­nież otoczone diamentami. Dochodziło do tego „wiele kamieni kolorowych, oprawnych i nieoprawnych, w pierścieniach i łańcuchach, tabakierach wszelkiego rodzaju".
Wielki zbiór „Stampów”, który zaliczyć można było do najcenniejszych w skali europej­skiej, powiększony później o kolekcję Augusta Fryderyka Moszyńskiego, odziedziczył z cza­sem Piotr Moszyński, a po nim syn jego z dru­giego małżeństwa z Anną z Malinowskich, Je­rzy (1847-1924), znany publicysta. Polecił on zbiórów, zawierający około 20000 pozycji, sprzedać, a uzyskane stąd fundusze przekazać na cele dobroczynne. Część zasadniczą kolekcji nabyła w 1929 r. Polska Akademia Umiejętno­ści. Przed tym jednak właściciel, przekonań bardzo konserwatywnych i purytańskich, do­konał surowej selekcji sztychów, niszcząc wszystkie te, które w jego pojęciu uwłaczały moralności(9). Pozostałe zbiory dolskie częścio­wo rozeszły się po rodzinie, a inne, w tym gobeliny, galeria obrazów, porcelana, sprzedane zostały wraz z majątkiem Orzeszkom.
Ogromny dwór wymagał starannej admini­stracji. Marszałkiem jego był wspomniany Niemiec Greffe, a sekretarzem Polak Rudzki, późniejszy członek Komisji Edukacyjnej w Krzemieńcu. Lekarz oraz ważniejsza służba rekrutowali się także spośród cudzoziemców. Nawet buchalteria dóbr musiała być właścicie­lowi Dolska przedstawiana w języku niemiec­kim, który na jego dworze był panującym.
Według stanu z 1939 r., nie zmienionego już od chwili odbudowy po pożarze, pałac dol­ski składał się z trzech podstawowych części, to jest z dwukondygnacyjnego o planie prosto­kąta korpusu głównego oraz dwóch, na rzucie podobnym, i również dwukondygnacyjnych skrzydeł bocznych. Były one mocno cofnięte do tyłu, a z korpusem głównym łączyły się je­dynie w połowie jego szerokości. Sprawiały też wrażenie dodanych później. Przy elewacji frontowej głównego korpusu pałacu, zwróconej na północ, mieścił się na osi także dwukondygnacyjny portyk. Jego część dolną tworzyły cztery dość masywne kolumny toskariskie, dźwigające balkon, część górną kolumny cienkie, drewnia­ne, wspierające trójkątny mocno spłaszczony szczyt. Odcinki elewacji po obu stronach por­tyku, na parterze nieco wyższym od piętra, dekorowały kolumny przyścienne, na których wspierał się gzyms międzykondygnacyjny. W części górnej elewacji występowały również kolumienki, ale podobnie jak w portyku, zna­cznie cieńsze. Na nich z kolei opierał się okap niskiego, dwuspadowego dachu. Oba skrzydła boczne miały podobną długość, zostały jednak ukształtowane inaczej. Dekorowały je wpraw­dzie również kolumny i kolumienki, inny był jednak układ otworów okiennych. Na osi skraj­nej lewego skrzydła znajdowała się też niewiel­ka, flankowana kolumienkami wnęka.
W elewacji południowej pałacu, na skutek spadku terenu ku jezioru z tej strony znacznie wyższego, występował pośrodku ryzalit czy też raczej trójosiowe skrzydło poprzeczne, zam­knięte trójkątnym frontonem przebitym okulusem. W kondygnacji dolnej zaopatrzone ono było w trzy wielkie, półkoliście zamknięte porte-fenetry umieszczone w ścianie czołowej i po dwa w ścianach bocznych, służących jako wyjście na duży taras. Na piętrze porte-fenetry miały jedynie ściany boczne ryzalitu, podczas gdy ściana frontowa przebita była trzema ok­nami prostokątnymi. Ze skrzydeł bocznych, zachodzących w znacznym stopniu na korpus główny, wschodnie miało galeryjkę na piętrze z dachem wspartym na kolumienkach identy­cznych jak północne, zachodnie natomiast otaczały także kolumny ustawione na wysokich czworograniastych cokołach. Kolumny i kolu­mienki z galeryjkami występowały również w częściach elewacji środkowych, ograniczo­nych skrzydłami. Przy skrzydle wschodnim wznosiła się kaplica domowa o rzucie kwa­dratu, z czterema trójkątnymi szczytami, na­kryta wysokim, spiczastym dachem czteropołaciowym. Okap dachu całego pałacu otaczał fryz wyrzeźbiony w drewnie.
Mimo swej mocno wydłużonej bryły, pałac mieścił wewnątrz stosunkowo niewiele pokoi. Sprawiał to fakt, że miał szerokość zaledwie kilkunastu metrów, a układ tylko częściowo dwutraktowy, z różnymi odchyleniami. Do ce­lów reprezentacyjnych służył parter. Wszy­stkie pomieszczenia miały tam ogólnie podziwiane posadzki parkietowe, układane z czarne­go i jasnego dębu oraz z innych gatunków dre­wna, w każdym pokoju w innym deseniu, sufi­ty na fasetach, piece kaflowe białe lub w in­nych kolorach. Było też kilka kominków. Ścia­ny pokrywały najczęściej wzorzyste dziewięt­nastowieczne tapety z fryzem ze sztukaterii u góry.
Środek głównego korpusu pałacu od frontu zajmował wielki hall z posadzką dębową, ukła­daną w duże kwadraty na przemian jasne i cie­mne, wielkim kominkiem murowanym i umie­szczonymi po prawej stronie jednobiegowymi, załamanymi w połowie wysokości schodami dębowymi z czarną poręczą, wiodącymi na piętro. Ściany hallu zawieszone były w całości trofeami myśliwskimi, wśród których wyróż­niały się głowy łosi, żubrów, a podobno także i turów. Okolica słynęła bowiem niegdyś z bo­gactwa tych zwierząt, czego dowodziły m.in. nazwy sąsiednich miejscowości - Turzysk czy Turyczany lub rzeka Turia.
Po prawej stronie hallu mieściły się dwa identycznego kształtu i wymiarów kwadratowe salony, jeden od południa, drugi od północy. Za nimi w amfiladzie znajdowała się wielka, kiedyś prostokątna sala „kolumnowa", z dwo­ma oknami na przestrzał od frontu i od jeziora. W połowie długości dzieliły ją na dwie równe części cztery ustawione w jednym rzędzie kanelowane kolumny. W czasach nowszych salę tę przedzielono wzdłuż kolumn cienką ścianką. Kolumny pozostały w części północnej, komi­nek zaś z różowego i czerwonego marmuru w części mniejszej, południowej. Oba uzy­skane w ten sposób pokoje służyły jako dalsze salony. Całe skrzydło zachodnie miało prze­znaczenie mieszkalne.
Środek głównego korpusu pałacu od połu­dnia zajmowała wielka kwadratowa sala balo­wa, wysunięta ryzalitem. Miała ona niegdyś ściany obite jedwabiem czy brokatem, ostatnio jednak tapetowane. W sali tej przetrwała piękna wzorzysta posadzka, fryz wieńczący obicia i wielka rozeta na suficie. Zwisał z niej niegdyś olbrzymi żyrandol z brązu i kryształów na kil­kadziesiąt świec. Przejście z sali balowej do usytuowanego przy niej po lewej stronie małe­go saloniku „kawowego” z kominkiem z czer­wonego marmuru tworzyły trzy kolumny w tonacji kości słoniowej, spięte u góry półkoli­stymi arkadami. Ten jednookienny salonik w taki sam sposób, jak z salą balową, łączył się z sąsiednią małą jadalnią, znów z oknami na przestrzał, trzema od południa i trzema od pół­nocy. Do 1914 r. ściany jej pokrywało obicie z jasnoszmaragdowego brokatu, sufit zaś ota­czały dokoła sztukaterie. Wzorzysta posadzka utrzymana była w podstawowym kolorze bur­sztynu. W stojących tu ogromnych jesiono­wych oszklonych kredensach przechowywano stare srebra, kolekcję starych polskich koloro­wych kryształów stołowych, serwis miśnieński na 48 osób z epoki Bóttgera, podobno dar Au­gusta III, porcelanę francuską, a z polskiej Korzec i Baranówkę.
Z jadalni małej było przejście do sali jadal­nej wielkiej, usytuowanej już w skrzydle wschodnim i zajmującej także całą jego szero­kość. Sufit tej sali wspierał się na ośmiu kolumnach, ustawionych rzędem po cztery w odległości dwóch i pół metra od okien, identycz­nych jak w saloniku „kawowym”, połączonych u góry także półkolistymi łukami arkadowymi. Ściany sali tej obite były starymi tkaninami ge­nueńskimi w kolorowe desenie. Na urządzenie ruchome składały się meble w stylu „gdańs­kim”. Na końcu skrzydła wschodniego mieści­ły się jeszcze dwa pokoiki, jeden od frontu z oddzielnym wejściem przez wnękę z dzie­dzińca, drugi od tyłu, oba służące jako kreden­sowe.
Wznosząca się przy skrzydle wschodnim obszerna kaplica o skromnym wystroju zewnę­trznym, wewnątrz utrzymana była w stylu neogotyckim. Wszystkie jej ściany pokrywała bardzo bogato rzeźbiona w dębie boazeria. Po bokach jedynego ołtarza stały również dębowe, rzeźbione stalle. Umieszczone na pięterku sta­re organy odznaczały się niezwykle pięknym dźwiękiem. Wśród wyposażenia liturgicznego znajdowały się zabytkowe ornaty i naczynia.
Niemal całkowicie odmienny układ miało piętro pałacu z obydwoma skrzydłami. Tylko nad salą balową mieściła się druga podobna, choć nieco niższa i skromniej dekorowana. Służyła ona jako salon i punkt zborny dla od­wiedzających Dolsk gości. Lokowano ich m.in. w siedmiu pokojach uszeregowanych wzdłuż ściany południowej pałacu, podczas gdy wzdłuż północnej biegł korytarz. Także prawa strona pałacu łącznie ze skrzydłem, o układzie głównie dwutraktowym z korytarzykami, słu­żyła jako mieszkalna. Wielkie pomieszczenie na końcu skrzydła zachodniego z trzema ścia­nami oszklonymi przeznaczone było na ogród zimowy.
Szembekowie sprzedali Dolsk z całym jego urządzeniem, a nawet z dużą częścią zbiorów artystycznych. Do 1914 r. pałac urządzony był w całości meblami zabytkowymi, głównie w stylu Ludwika XVI, empire i Ludwika Fili­pa. Prócz wspomnianej porcelany, sreber i szkła było w Dolsku wiele obrazów, w tym Canaletta dwa widoki Wenecji i jakieś widoki Warszawy, trzy portrety pędzla Bacciarellego i dwa pędzla Winterhaltera. Dwa ostatnie przedstawiały Józefa Adama Rzyszczewskiego (1813-1884) i jego żonę Zofię Izabellę ze Stadion-Thannhausenów (1816-1875) w trzech czwartych wysokości. Była też spora biblio­teka, gromadzona już w ciągu XIX w., ale z wieloma cennymi starymi drukami oraz ar­chiwum dotyczące wszystkich rodzin, do któ­rych Dolsk należał w ciągu XVIII i XIX w.
W wozowni stała kolekcja najrozmaitszych pojazdów z XVIII i początków XIX w. na kołach i saniach, w tym karety i ogromne „Berliny” przeznaczone do dalekich podróży. Do pojazdów takich zaprzęgano 6-8 koni. Część ich przetrwała na miejscu pierwszą wojnę światową i znajdowała się w Dolsku do 1939 r. Przytłaczająca większość zabytkowego urzą­dzenia i wszystkie kolekcje dzieł sztuki łącznie ze zbiorem myśliwskim wywiezione zostały w czasie pierwszej wojny pod naporem wojsk niemieckich na wschód, skąd już nie powróciły. W okresie międzywojennym pałac dolski urządzony był więc tylko resztkami dawnych mebli i dokupionymi. Nie było tam już jednak żadnych godnych uwagi dzieł sztuki.
Do dworu w Dolsku wiodła aleja wysadzana starymi drzewami w różnych gatunkach, długo­ści ok. 8 km, poprowadzona osiowo do portyku pałacu. W odległości około 200 m przed dzie­dzińcem pałacowym przecinała ją droga po­przeczna. Prostopadle do niej rozciągały się za­budowania gospodarcze, a także oficyny, ciep­larnie, kuchnia długości ok. 80 m z mnóstwem różnych spiżarni i schowków w podziemiach oraz wysoką wieżą służącą jako wędzarnia, da­lej lodownia, wozownia i stajnie, łącznie około 30 budynków, przeważnie pochodzących z XVIII w., a nawet starszych.
Pomiędzy zabudowaniami gospodarczo-administracyjnymi a bryłą pałacu rozciągał się ol­brzymi kolisty gazon, przecięty przez środek szeroką ścieżką spacerową, obrzeżoną rabatami kwiatów i niskopiennych krzewów, łączącą portyk pałacu z paradną, klasycystyczną bramą wjazdową, która w okresie międzywojennym już nie istniała. Przy ścieżce pośrodku gazonu stał stary zegar słoneczny. Po stronie południo­wej pałacu leżał drugi wielki, nie zadrzewiony gazon, podniesiony do poziomu tarasu przyle­gającego do sali balowej. Roztaczał się stamtąd malowniczy widok na pobliskie jezioro, ku któ­remu trawnik opadał łagodnym stokiem, i na leżącą na przeciwległym brzegu wieś.
Po zachodniej stronie gazonu, w odległości około 150 m od pałacu, wznosił się wielki, dwu­kondygnacyjny, o rzucie długiego prostokąta piętnastoosiowy budynek zwany Wielkim Pawilonem. Najprawdopodobniej był to wspomniany przez Józefę Szembekową dawny teatr, który jednak w ciągu XIX w. uległ zna­cznym przeobrażeniom. Wszystkie okna otrzymały bowiem w obu kondygnacjach zamknię­cie ostrołukowe. Pawilon ten nakrywał wysoki, gładki dach dwuspadowy, od strony zachod­niej zakończony attyką schodkową. Przy boku wschodnim, czyli od strony dziedzińca, stała potężna, wielopiętrowa wieża, wysokości ok. 40 m. W połowie wysokości tworzyła ona uskok z rozległym tarasem, otoczonym krenelażem. Dolna część wieży miała w ten sposób rzut prostokąta, górna zaś kwadratu. Dach tej części, płaski i także otoczony krenelażem, słu­żył jako najwyższa platforma widokowa. Wy­rastała z niej kilkunastometrowej wysokości ig­lica. Wielki Pawilon służył ostatnio jako dalsze mieszkania gości i administracji. Na jego par­terze, w układzie dwutraktowym mieściło się prócz hallu siedem pokoi mieszkalnych i zaj­mująca przeszło połowę traktu południowego oranżeria z sufitem wspartym na kolumnach szeregiem pośrodku ustawionych. Była to mo­że dawna sala teatralna i koncertowa. Na pięt­rze od strony północnej ciągnął się korytarz. Pokoje usytuowane były wzdłuż niego od stro­ny południowej. Miejscowe przekazy utrzy­mywały, jakoby wieża była pozostałością po dawnym zamku. Służyć miała niegdyś jako ob­serwacyjna, gdyż widok z niej obejmował krąg kilkudziesięciu kilometrów. Dolsk zaś leżał na dawnym szlaku tatarskim. Budowla ta spłonęła w 1936 r. Ocalała jednakże wieża.
Dwór dolski ze wszystkimi zabudowaniami i ogrodami zajmował powierzchnię ok. 100 ha, z czego na park przypadało ok. 70 ha. Roz­ciągał się on głównie wzdłuż brzegu jeziora i po zachodniej stronie pałacu, podczas gdy wschodnią przeznaczono raczej na sady owo­cowe. Znajdował się tam obmurowany kurhanik, uważany za grób z okresu pogańskiego. Po stronie zachodniej, wśród wielowiekowych „świętych" dębów dopatrywano się resztek pogańskich ołtarzy. Dęby te, będące istotnie pozostałością prapuszczy, konserwowano bardzo pieczołowicie, spinając ich konary żelazny­mi klamrami. Miały one po 2-3 m grubości. Od chwili założenia cały park celowo utrzymy­wany był jako zabytkowy rezerwat w stanie na­turalnym. Tylko w pobliżu pałacu rosło trochę drzew sadzonych planowo. Należały do nich niemal równie jak dęby olbrzymie klony, jesio­ny, lipy i jawory. Jeden z jesionów, rosnący nad jeziorem w pobliżu kaplicy pałacowej, osiągnął grubość pnia o przekroju 3 m, a wyso­kość ok. 60 m. Naturalne położenie nad jezio­rem i ów wspaniały drzewostan parku dolskiego sprawiały, że słusznie uchodził on za naj­piękniejszy ogród na Wołyniu i jeden z najpię­kniejszych w kraju.

źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 97-104.

 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl