Leżąca nad górnym Horyniem wieś Cepce­wicze od dotychczasowych właścicieli ks. Ostrogskich w 1583 r. przeszła w posiadanie Mar­cina Mężyńskiego h. Kościesza, kasztelana wiskiego. Późniejsze dzieje tej miejscowości nie są znane. Okres jej świetności przypada dopie­ro na drugą połowę XVIII w. Obszerny klucz cepcewicki, obejmujący ponad 20 000 ha ziemi i lasów, należał wówczas do Michała Urba­nowskiego, żonatego z Jadwigą Słomczyń­ską. Po jego przedwczesnej śmierci wdowa po­ślubiła szambelana króla Stanisława Augusta, Serafina Płotnickiego, dobra zaś odziedziczył małoletni syn zmarłego - Teodor Urbanow­ski. Chłopiec wychowywał się początkowo pod opieką stryja Krzysztofa, jako młodzieniec zaś wysłany został na kilka lat do Paryża. Po po­wrocie z Francji i dojściu do pełnoletności stał się prawnym właścicielem Cepcewicz i zamie­szkał tam na stałe. Będąc zbyt młodo panem ogromnej fortuny, jak się wydaje już częściowo zadłużonej przez administratorów, w ciągu kil­ku czy kilkunastu lat stracił cały swój majątek, a na skutek hulaszczego trybu życia, także i zdrowie. Umarł bezżenny w młodym wieku, w nędzy Cały klucz przejęli więc za długi wierzycie­le. Największa część z Cepcewiczami o po­wierzchni jeszcze ponoć kilkunastu tysięcy he­ktarów przypadła Leonowi Poniatowskiemu h. Ciołek, żonatemu z Moszyńską. Następnym właścicielem tych dóbr był jego syn Adam Sta­nisław (1808-1872), późniejszy oficer korpu­su generała Dembińskiego, współorganizator powstania styczniowego na Wołyniu, żonaty z Zofią Felińską, córką Gerarda i Ewy z Wendorffów. Po upadku powstania i zesłaniu Ada­ma Stanisława Poniatowskiego na Sybir, Cep­cewicze zostały skonfiskowane. Zwrócono je ro­dzinie właściciela dopiero po kilku latach na podstawie dowodów, że w majątek zainwesto­wane były jakieś kapitały własne żony skazańca. Po Adamie Cepcewicze odziedziczył jego syn Szczęsny Poniatowski (1857-1936), żona­ty z Walentyną Marią Sokołowską h. Pomian, działacz społeczny i polityczny. Ostatnim dziedzicem majątku o bardzo już zredukowa­nej powierzchni był syn Szczęsnego Józef Po­niatowski (ur. w 1897 r.), żonaty ze Stefanią z Wieluńskich, po drugiej wojnie światowej zamieszkały w Anglii. Według bardzo lakonicznej, a w dodatku pozbawionej dat relacji pamiętnikarza Anto­niego Andrzejowskiego, w czasach Stanisława Augusta znajdował się w Cepcewiczach Wiel­kich wspaniały klasycystyczny pałac, zbliżony zapewne wyglądem do podobnego typu budo­wli w niezbyt odległym Tuczynie, Kustynie czy w Międzyrzeczu Koreckim. Niestety, żad­na notatka dotycząca tego pałacu nie podaje ani daty jego powstania, ani nazwiska architek­ta. Zapewne pałac pochodził z lat 1770-1780. Ten osiemnastowieczny pałac stał nad rzeczką, na pochyłości wyniosłego wzgórza, wskutek czego dziedziniec otoczony był od wyższej strony podziemiami. Od wsi oddziela­ła dwór szeroka fosa, zapewne pozostałość po dawniejszym fortalicjum. Przez fosę na dzie­dziniec wiódł długi most. Po obu stronach drogi wjazdowej wznosiły się dworki oficjalis­tów i służby. Według tegoż Andrzejowskiego zespół pa­łacowy składał się z korpusu głównego i dwóch pawilonów, za pomocą ćwierćkolistych kry­tych galerii połączonych ze sobą w jedną ca­łość. Pałac posiadał przypuszczalnie dwie kon­dygnacje, gdyż pisząc o galeriach pamiętnikarz wspomina, iż ułatwiały one „przejście górne” z pawilonów do pałacu. Głównym akcentem fasady był kolumnowy portyk. W odniesieniu do wnętrz pisze Andrzejowski tylko, że „poko­je były obszerne i, jak na owe czasy, paradnie umeblowane”. Po śmierci Michała Urbanowskiego pałac stał pustką, a ponownie zaludnił się dopiero na przełomie XVIII i XIX w., czyli po osiedleniu się w Cepcewiczach młodego Teodora Urbanowskiego. Po stryju Krzysztofie odziedziczył on bibliotekę, liczącą ok. 2000 tomów. Do jej uporządkowania zaangażował właśnie Andrzejowskiego. Księgozbiór otrzymał wówczas no­we szafy. Następnie Andrzejowski wyrysował projekty mebli, którymi miał być na nowo urządzony pałac, wzorując je na dobrze sobie znanych sprzętach pałacu Chodkiewiczów w Pękało wie. Otwarcie świeżo przystrojonych salonów nastąpiło w czasie uroczystego balu, wydanego przez pana domu w dniu imienin matki. Salon główny wyklejony został z tej okazji „paliowym gładkim obiciem”. Wokoło zawieszono draperie z białego muślinu „ze sutą frendzlą i sukna pąsowego, bramowanego szerokim szlakiem w guście starożytnym, podtrzymywa­nymi brązowymi kołami przez lwie paszcze przechodzącymi”. Pomiędzy trzema portefenetrami, wychodzącymi na park, zawieszono ogromne lustra, sięgające od gzymsów sufitu do posadzki. Jeszcze jedno wielkie lustro umieszczone zostało nad kominkiem. Lustrami wyłożono także niszę z posągiem Wenery Medycejskiej, obstawionym kwiatami. Na urzą­dzenie salonu złożyły się sofy „stopniowe” i krzesła wzorowane na greckich, pokryte bo­gatymi haftami. Urządzenie innych pokoi mia­ło być nieco skromniejsze, „z mniejszym może przepychem, ale zawsze gustowne” Park cepcewicki rozciągał się za pałacem. Miał on jeszcze w tym czasie założenie częś­ciowo starsze, zapewne od siedziby klasycystycznej, regularne, ze strzyżonymi szpalerami, a częściowo założenie nowsze, w charakte­rze wchodących w modę ogródków angielskich z „dziką promenadą”. Późniejsza o dziesięć czy nieco więcej lat notatka dotycząca Cepcewicz pochodzi od Ewy Felińskiej, która po ślubie przejeżdżała tędy do mężowskiego Wojutyna. Określa ona położe­nie tej miejscowości jako „prześliczne”. Uro­kowi okolicy dodawał, według jej słów, „ślicz­ny pałac, wzniesiony wśród wsi na wzgórzu panującym nad Horyniem. Trochę włoskich topoli, trochę ozdobnych mniejszych budowli, uzupełniały malowniczy obrazek” W Cepcewiczach mieszkał jeszcze wówczas Teodor Urbanowski. Zapewne pałac wyłączo­no mu jako dożywocie. Po śmierci ostatniego Urbanowskiego nowy dziedzic nie objął go w posiadanie. Pozostawiony własnemu losowi, beż żadnej opieki, budynek z wolna zamieniał się w ruinę. Związany blisko ze stryjem Teodora - Antonim Urbanowskim z Horodca - Józef Ignacy Kraszewski, który zwiedzał tę okolicę około 1838 r., pisze, że w owym czasie w Cep­cewiczach na wzgórzu znajdowały się już tylko „ruiny wielkiego i pięknego pałacu i pusty ogród”. Ubolewa, że nikt z nowych właścicieli nie chciał zaopiekować się tą budowlą i w ten sposób, choć nie stara, „opuszczeniem znisz­czała”. Ruiny pałacu stojące przy wjeździe do wsi notuje jeszcze w 1900 r. Słownik geografi­czny. Najprawdopodobniej ich część naziem­na zniknęła ostatecznie dopiero w czasie pier­wszej wojny światowej. W okresie międzywo­jennym istniały już tylko fundamenty rozebra­ne na cegły przez miejscowych chłopów. Nabywszy Cepcewicze Leon Poniatowski, pewnie jeszcze za życia Teodora Urbanow­skiego, w odległości ok. 150 m od pałacu na wysokich murowanych fundamentach jakiejś starszej stojącej w tym miejscu budowli wzniósł dla siebie nowy, skromny dwór parte­rowy, drewniany, utrzymany także w stylu kla­sycy stycznym. Dwór Poniatowskich od strony podjazdu akcentował tradycyjny portyk czterokolumnowy, a od tyłu taras. Wnętrze miało układ dwutraktowy z dużym kwadratowym sa­lonem na osi od strony ogrodu. W niektórych pokojach znajdowały się piękne posadzki, wy­rąbane i zniszczone w czasie pierwszej wojny światowej. Całe urządzenie stylowe przepadło już w okresie rekwizycji. Obie wojny przetrwał tylko portret króla Stanisława Augusta, przy­pisywany przez właścicieli Bacciarellemu. W myśl tradycji rodzinnej obraz ten pani Gra­bowska podarować miała Leonowi Poniatow­skiemu za jakieś pożyczone jej sumy Nowy dwór stał na skraju dawnego parku Urbanowskich, ścieśnionego nieco przez blis­kość wsi oraz stare fosy i wały poprzedniej re­zydencji. Na okrągłym gazonie przed domem rosły dwie bardzo stare brzozy. Cały ogród z wieloma sędziwymi drzewami utrzymywany był w bardzo dobrym stanie do 1939 r. Zosin. Może właśnie szczupłość miejsca i bliskość wsi spowodowały, że znacznie więk­szy i piękniejszy park krajobrazowy założył Leon Poniatowski w odległości 3 km od Cepcewicz. Miejsce to przez jego syna Adama na cześć żony nazwane zostało Zosinem. Adam Poniatowski wzniósł także przed 1831 r. w Zosinie niewielki dwór, również dre­wniany, z czterokolumnowym portykiem, któ­ry albo miał być letnią siedzibą właściciela, al­bo też od razu przeznaczony został dla które­goś z jego trojga dzieci. Ponieważ Szczęsny otrzymał Cepcewicze, a Kazimierz (1854-1934), skończywszy politechnikę petersburską dostał aptekę, za którą kupił majątek w Lubel­skiem, Jaszczów, Zosin przypadł córce Leo­nii, zamężnej za Marianem Jaxa-Chamcem z Andruhy, dawnego dziedzictwa Moszyń­skich. W działach rodzinnych z 1923 r. Zosin dostał się z kolei synowi Mariana - Antonie­mu Chamcowi (zmarłemu po drugiej wojnie we Wrocławiu), ożenionemu z Marią Krzyczkowską, który do 1939 r. był właścicielem tego majątku.

Antoni Chamiec w okresie międzywojen­nym rozszerzył nieco dwór i w doskonałym stanie utrzymywał - uważany powszechnie za bardzo piękny - park w Zosinie. Odznaczał się on zarówno walorami naturalnego położe­nia, jak kompozycją poszczególnych gatunków drzew i krzewów.

źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 69-72.

 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl