Antoniny, zwane początkowo Chołodki, były dziedzictwem Ostrogskich, dzieląc póź­niej częściowo losy ordynacji. Po ostatnim z rodu ks. Januszu Ostrogskim (zm. w 1620 r.), wraz z ordynacją przeszły one na syna jego siostry Eufrozyny Zasławskiej (zm. w 1628 r.), Dominika Zasławskiego (1618-1656), a nastę­pnie na zięcia tegoż, ks. Józefa Karola Lubomirskiego (zm. w 1702 r.), żonatego z Teofilą Lu­dwiką Zasławską-Ostrogską (zm. w  1709 r.).
Ponieważ syn Józefa Karola, Aleksander Do­minik Lubomirski (zm. w 1720 r.) nie pozo­stawił potomstwa, ordynacja ostrogska dostała się jego siostrze Mariannie (1693-1729), za­mężnej za ks. Pawłem Sanguszką (1682-1750), marszałkiem wielkim litewskim. Kolej­nym dziedzicem był ich jedyny syn Janusz Aleksander Sanguszko (zm. w 1755 r.). Następ­nie Chołodki oraz inne dobra, nie wchodzące do ordynacji, jako dożywocie otrzymała trzecia żona ks. Pawła Sanguszki, Barbara z Duninów (1718-1791). Po śmierci Barbary Sanguszkowej Chołodki, zwane już wówczas Antonina­mi, odziedziczył jej syn Hieronim Janusz San­guszko (zm. w 1812 r.), który zresztą jeszcze za swojego życia oddał je synowi Eustachemu (1768-1844), żonatemu z ks. Klementyną Czartoryską (1780-1852). Na skutek układów rodzinnych w połowie XIX w. klucz antoniński wraz z kluczami szarogrodzkim, szepetowieckim, piszczowskim i in. przypadł w dziale wnuczce ks. Eustachego, córce ks. Romana (1800-1881) „Sybiraka” i Natalii z Potoc­kich, Marii Sanguszkównie (1830-1903), któ­ra w 1851 r. poślubiła Alfreda hr. Potockiego (1817-1889), ordynata łańcuckiego. Ostatnim właścicielem Antonin do 1917 r. był ich młodszy syn Józef hr. Potocki (1862-1922), żonaty z ks. Heleną Radziwiłłówną (1874-1959), córką Antoniego i Marii z margrabiów Castellane.
Przed wybuchem rewolucji w Rosji dobra antonińskie składały się z 17 folwarków o łącz­nej powierzchni 21 000 morgów austriackich. Oprócz tego do Józefa Potockiego należały je­szcze wspomniane wyżej klucze: szepetowiecki, piszczowski, smołdyrowski, nowosielicki i inne. Ogólna przestrzeń „państwa antonińskiego” wynosiła więc 110 000 morgów. Przez całą długość majątku biegła kolej żelazna, wy­budowana przed pierwszą wojną światową sta­raniem dziedzica Antonin, która na przestrzeni dominium Potockich miała pięć przystanków. Osobne bocznice łączyły linię główną z cukrow­niami w Szepetówce i Kremienczukach. Na podstawie specjalnego zezwolenia cesarskiego z 1912 r. Józef Potocki utworzył ze swych roz­ległych dóbr dwie ordynacje, dzieląc całość mniej więcej na dwie równe części. Jedną, z re­zydencją w Antoninach, przeznaczył dla starszego syna Romana (1893-1971), żonatego z Anną ks. Czetwertyńską (ur. w 1902 r.), drugą zaś, obejmującą m.in. cały klucz i lasy piszczowskie z rezydencją w kupionej niedaw­no Nowosielicy, dla młodszego Józefa Alfreda (1895-1968), żonatego z Krystyną ks. Radzi­wiłłówną.
Antoniny nie były właściwie nigdy ani mia­steczkiem, ani wsią, lecz wielkim osiedlem skoncentrowanym wokół rezydencji właścicie­la. Dokoła niej grupowały się bowiem stajnie, nie mające sobie równych w kraju, z głośnym stadem wschodnim, hodowanym od kilku po­koleń, oranżerie, psiarnia, baza, hotel dla in­teresantów, szpital dla pracowników dóbr, elek­trownia, straż ogniowa, warsztaty samocho­dowe, zarząd dóbr oraz polskie gimnazjum czteroklasowe. Po obu brzegach wielkiego sta­wu wznosiły się schludne, większe i mniejsze dworki administracji i oficjalistów, tonące w zieleni i kwiatach.
Jako siedziba ziemiańska występują Anto­niny dopiero w drugiej połowie XVIII w. Ów­czesna właścicielka, Barbara z Duninów San­guszkowa, wdowa po ks. Pawle, wypuściła ten majątek w długoterminową dzierżawę, zastą­pioną później kontraktem zastawnym, Ignace­mu Malczewskiemu h. Tarnawa, żonatemu z jej siostrą Antoniną, dziadowi przyszłego po­ety. Ignacy Malczewski, piastujący w 1757 r. urząd regenta kancelarii mniejszej koronnej, a w 1764 elektora z woj. wołyńskiego, wybudo­wał w ówczesnych Chołodkach obszerny dwór, który z pewnymi zmianami przetrwał do 1919 r.
Dwór ten znany jest z trzech rycin. Jedna z nich, wykonaną w 1829 r. przez Józefa Richtera, nieco go chyba upiększa, podczas gdy dwa późniejsze rysunki N. Ordy, pochodzące z lat sześćdziesiątych XIX w., są bliższe praw­dy. Opierając się tylko na tej ikonografii moż­na jednak stwierdzić, iż wzniesiony przez Mal­czewskiego dwór założony był na planie szero­kiego prostokąta, wysoko podpiwniczony, w pięcioosiowej części środkowej piętrowy, na trójosiowych zaś częściach bocznych - parte­rowy. W części piętrowej, zwróconej do ogro­du, nie zmienionej lub niewiele zmienionej od chwili wybudowania domu do czasów Ordy, występował trój osiowy pozorny ryzalit, zwień­czony gładkim, trójkątnym przyczółkiem. W przeciwieństwie do wszystkich pozostałych okien prostokątnych, na osi ryzalitu ogrodowe­go i po jego bokach znajdowały się okna trój­dzielne, zbliżone kształtem do kwadratu. Wzdłuż całej tylnej strony dworu ciągnął się taras. Jedna z elewacji bocznych według Richtera miała dwa dwuosiowe ryzality, podczas gdy Orda narysował tylko jeden, trójosiowy. Główne wejście mieściło się pierwotnie prawdopodobnie pośrodku elewacji frontowej, zna­nej tylko ze stanu po przebudowie. W drugiej połowie XIX w., gdy front dworu rysował Orda, już ono nie istniało. Akwarela Richtera wy­kazuje także dość bogatą dekorację zewnętrzną dworu, zwłaszcza jego części parterowych, podczas gdy Orda ograniczył się do zaznacze­nia pilastrów, którymi rozczłonkowana była część piętrowa i ryzality boczne, do skromnych poziomych naczółków oraz kostkowego gzym­su wieńczącego. Według wszystkich trzech ry­cin środkową część dworu nakrywał gładki dach czterospadowy, a skrzydła parterowe-trójspadowy. Na temat wnętrz pierwotnego pałacu w Antoninach nie posiadamy żadnych przekazów.
Oprócz domu mieszkalnego miał też Mal­czewski wybudować obok murowany lamus. Wraz ze swą żoną był poza tym twórcą ogrodu, założonego na obydwóch brzegach rzeki Ikopeti, który z czasem stał się jednym z najpięk­niejszych parków Wołynia. Ponoć właśnie Bar­bara Sanguszkowa, zachwycona urządzonym przez siostrę ogrodem, zaproponowała nazwać Chołodki od jej imienia „Antoninami". Nazwa ta przyjęła się jednak ogólnie dopiero w dru­giej połowie XIX w.
Pod koniec XVIII w., a więc w kilka lat po śmierci Barbary Sanguszkowej i wygaśnięciu kontraktu, Malczewscy opuścili Antoniny i wrócili do swej dziedzicznej Tarnorudy. W Antoninach swą letnią rezydencję założył nowy właściciel ks. Eustachy Sanguszko. Roz­szerzył on najpierw znacznie i upiększył istnie­jący już ogród, a w 1803 r. wybudował wspa­niałą oranżerię. Data budowy z inicjałami księ­cia „E. S." umieszczona została nad wejściem do niej. Dawny lamus przerobił na kaplicę, którą nakrył kopułą, i tuż obok niej, po lewej stronie pałacu wzniósł parterową, dziewięcioosiową, wysoko podpiwniczoną oficynę z facjatką. Później wszystkie te budowle połączył w jedną całość, stawiając jeszcze między oficy­ną a pałacem zwrócony do nich pod kątem prostym piętrowy, podłużny budynek, prze­znaczony na bibliotekę. Przerobił poza tym elewację frontową pałacu, oszpecając ją zresztą dobudówkami. Główne wejście do całego kompleksu umieścił przy skrzydle, łączącym oficynę z biblioteką i pałacem, akcentując je portykiem o czterech kolumnach, zwieńczo­nym trójkątnym szczytem. Niewielki dziedzi­niec paradny, założony przed tym zespołem, otoczony został żeliwnymi sztachetami. Bramę wjazdową o dwóch murowanych czworograniastych słupach umieszczono z boku, w po­bliżu prawego narożnika pałacu. Po lewej stro­nie dziedzińca stanęły stajnie dla arabów, ho­dowanych w Chrestowie. Ks. Eustachy San­guszko przebudował również wnętrze domu mieszkalnego, dekorując niektóre pomieszcze­nia reprezentacyjne stiukami. W głębi parku wzniósł pawilon w modnym jeszcze wówczas guście „chińskim”.
Rozszerzony i przebogaty nawet w najrzad­szą roślinność egzotyczną ogród antoniński stał się z czasem tak sławny, że już w 1822 r. na­tchniony jego pięknem Ignacy Sławecki wy­drukował w Petersburgu na 16 stronach swe poezje ze szczególnie ciekawymi przypisami. Ogromne bogactwo botaniczne ogrodu, liczą­cego w połowie XIX w. przeszło 3500 gatun­ków kwiatów i krzewów, wykazywały nato­miast publikowane przez ówczesnego ogrodni­ka Sanguszków, Wincentego Zienkowskiego - w Kijowie i Warszawie - katalogi hand­lowe.
Traktując Antoniny głównie jako swą rezy­dencję letnią, Alfredowie Potoccy dbali jednak także o dalszy rozwój parku i ogrodu. Jedno­cześnie modernizowali i rozszerzali rezydencję. Najważniejsze prace w tym zakresie przepro­wadzone zostały wszakże dopiero w ostatniej dekadzie XIX w., już w czasach Józefa Potoc­kiego. Według projektów francuskiego archi­tekta Franciszka Arveufa, w 1897 r. powięk­szony został przede wszystkim cały zespół pa­łacowy przez wybudowanie po prawej stronie pałacu drugiej, organicznie z nim związanej, tym razem piętrowej, wysoko podpiwniczonej oficyny o dziewięciu szeroko rozstawionych osiach. Dla symetrii piętro dobudowano także nad oficyną lewą, jak też nad jednokondygna­cyjnymi dotąd częściami pałacu. Starą oficynę nakryto wysokim dachem czterospadowym, natomiast pałac i oficynę nową francuskim da­chem mansardowym. Nowa oficyna, o elewac­jach rozczłonkowanych pilastrami, zaakcento­wana została od frontu na osi pseudoryzalitem, mieszczącym główne wejście, ujętym także w ramy pilastrów i zwieńczonym ćwierćkolistym szczytem. W oficynie tej umieszczono kuchnie, mieszkania dla służby i pokoje goś­cinne. Oficynę starą niemal w całości przezna­czono na pokoje gościnne, wyposażając je w pełny tegoczesny komfort z oddzielną łazienką przy każdym apartamencie. W 1899 r. odrestaurowano też dawną salę biblioteczną, obijając jej ściany jedwabiem. Do jej ruchome­go wyposażenia sprowadzono meble z Anglii.
W tym samym czasie znacznie rozszerzony został także dziedziniec przedpałacowy, po­dzielony dotąd na dwie części. Przez jego śro­dek przebiegała bowiem publiczna droga. Przed stajniami, na środkowym gazonie znajdowała się studnia z pompą, przy której pojo­no pyszne araby sanguszkowskiego stada. Sce­nę tę lubili obserwować kolejni właściciele An­tonin, rozmiłowani w hodowli koni. Droga pu­bliczna została więc przesunięta, a obie części dziedzińca połączono w jedną ogromną całość. Przy stajniach wzniesiono też wspaniałą ujeż­dżalnię, połączoną z nimi krytym korytarzem.
W 1900 r., również według projektu Arveufa, otoczono powiększony dziedziniec no­wym ogrodzeniem złożonym z żeliwnych szta­chet, których przęsła wprawiono w niskie murowane słupy. Postawiono też nową monu­mentalną bramę wjazdową, o sześciu około 10-metrowej wysokości czworograniastych po­krytych rustyką filarach, wykonanych z szydłowieckiego piaskowca. Dwie pary filarów bo­cznych otrzymały zwieńczenie w postaci wazo­nów, natomiast dwa środkowe w postaci panoplii. Górna ich część ozdobiona została tarcza­mi herbowymi „en haut relief” Potockich, San­guszków i rodzin blisko z nimi spokrewnio­nych. Podobną bramą, ale tylko o dwóch wy­sokich, dekorowanych także herbami filarach środkowych i dwóch znacznie niższych i skromniejszych bocznych, zamknięto gładko pias­kiem wysypany dziedziniec z drugiej strony. W obie bramy wprawiono kute żelazne kraty, złożone z połączonych ze sobą pik. Kraty, skrzydła bram i furt wykonała fabryka W. Go­styńskiego w Warszawie.
Wreszcie na przełomie XIX i XX w. osu­szono dolną, zaciemnioną dotąd ogromnymi drzewami i bardzo z tego powodu wilgotną część parku. Przecięto ją kanałami i otwarto dla przejazdu powozów spacerowych. W części zachodniej według wzorów zagranicznych urządzono bażantarnię, a w niedalekiej dębince obszerny zwierzyniec, w którym swobodnie rozmnażały się daniele, sarny i hasały zwykle zające, przeznaczone do jesiennych polowań „par force”. Twórcą ogrodu antonińskiego miał być planista o nieznanym imieniu - Kaiser.
Około 1900 r. park zajmował powierzchnię 40 morgów. Wyglądał jak wielka oaza zieleni rzucona na wołyński czarnoziem, ujęta w klam­ry wyniosłości i łagodnych wzgórz. Był pełen wiekowych lip, klonów i białodrzewów. Uroz­maicenie wnosiły barwne plamy klombów kwiatowych. We wszystkich kierunkach biegły drogi i ścieżki. Poprzez kanały i sadzawki prze­rzucone były lekkie mostki o poręczach pokry­tych dębową lub brzozową korą. Bogate ciep­larnie i oranżerie wypełniały rzadkie krzewy i rośliny egzotyczne. Specjalnie ciekawie pre­zentowała się kolekcja orchidei. W parku nie brakowało też białych łabędzi, pływających swobodnie po wodach sadzawek i kanałów, egzotycznych wielbłądów, spacerujących wolno po polanach, a także prawdziwych amery­kańskich strusi, ofiarowanych właścicielowi Antonin przez Paryskie Towarzystwo Aklima­tyzacyjne. Ptaki te przebywały w specjalnym ogrodziericu. W pobliżu pałacu stał pomnik z lwami, ustawiony na pamiątkę wyprawy Jó­zefa hr. Potockiego do Sudanu. W innym znów miejscu wznosił się smukły obelisk, ufun­dowany w setną rocznicę założenia ogrodu.
W latach 1905-1908 pałac antoniński po­nownie został przebudowany, tym razem w stylu późnobarokowym. Prace te wykonał architekt wiedeński Ferdynand Fellner, które­go działalność w Antoninach omówił Tadeusz Jaroszewski. Gruntownej zmianie uległ wów­czas cały środkowy człon zespołu, dotąd skrom­ny, parterowy, klasycystyczny, z czterokolumnowym portykiem. Na jego miejscu stanął bo­wiem okazały, dwukondygnacyjny, opięty pi­lastrami nowy gmach, z trzema pseudoryzalitami w trzech elewacjach oraz krytym podjaz­dem arkadowym na osi lekko wygiętego ryzali­tu frontowego. Na piętrze, nad głównymi drzwiami wejściowymi, w konchowo sklepio­nej płytkiej niszy umieszczone zostały również szerokie oszklone drzwi, wiodące na taras nad podjazdem. Ryzalit środkowy otrzymał neobarokowe zwieńczenie z ustawionymi po bokach na cokołach uskrzydlonymi amorkami. Wnętrze zwieńczenia wypełniono sztukaterią z tar­czą herbową. Ryzality elewacji bocznych za­mknięto frontonami półkolistymi. Budynek nakryto dachem mansardowym, w narożach zaś i po bokach ryzalitów bocznych ustawiono wykute w kamieniu wazony. Podjazd ozdobio­ny został spiżowymi, naturalnej wielkości rzeź­bami dojeżdżaczy z psami. Zamiast dawnej ko­lumnowej, przebudowany korpus reprezenta­cyjny ze starym pałacem połączyła ćwierćkoliście wygięta galeria nowa, zaopatrzona w trzy duże okna, nakryta tarasem. Równocześnie gładki dotąd czterospadowy dach nad starym pałacem zmieniono również na mansardowy, a pusty fronton wzbogacono elementami neobarokowymi. Akcenty neobarokowe otrzymały także skrzydła. Nie zmieniona pozostała tylko dawna oficyna.
W tak przekształconej rezydencji zgroma­dzono cały szereg wybitnych dzieł sztuki, zaró­wno dawniejszej jak współczesnej. Niestety, nie znamy ani zbyt wielu szczegółów dotyczą­cych rozplanowania wnętrz pałacu w jego osta­tecznej postaci, ani też wyposażenia ruchome­go. Przekazy ikonograficzne ograniczają się tylko do widoku fragmentu hallu, galerii oraz sali jadalnej.
 Hall, w którym koncentrowało się życie do­mowników, usytuowany w części najnowszej pałacu, miał wysokość dwóch kondygnacji i był najobszerniejszym pomieszczeniem w tej części rezydencji. Wszystkie jego ściany i sufit pokrywały dębowe profilowane boazerie. Ob­ramienia okien i drzwi były bogato rzeźbione. W niektórych miejscach występowały także płaskorzeźby o tematyce heraldycznej. Ćwierć-koliście wygięte schody miały balustradę o rów­nie pięknym, rzeźbionym ornamencie. Hall oświetlał duży, kryształowy żyrandol oraz sto­jące w pobliżu ścian kandelabry, wysokości około 3 m. Posadzkę zaścielało kilkanaście róż­nej wielkości dywanów wschodnich. Dywany i orientalne makaty zwisały też z obiegającej część hallu galerii na piętrze. Wszystkie ściany dekorowały liczne portrety rodzinne oraz skó­ry lampartów i innych zwierząt, przywiezione przez Józefa Potockiego z jego podróży i polo­wań w Afryce. Kolekcję tę uzupełniały liczne trofea pochodzące z łowów w lasach miejsco­wych. Na czołowym miejscu wisiał w hallu wielki obraz Józefa Brandta zatytułowany Het­man wielki koronny Rewera Potocki pod Beresteczkiem, w innym miejscu Wyjazd na polowa­nie Wojciecha Kossaka, a na podeście schodów portret Marii z Sanguszków Alfredowej Potockiej pędzla Jana Matejki. Hall urządzony był głównie meblami w stylu „drugiego rokoka”, choć nie brakło także kilku sprzętów starszych.
Na wielkich stołach leżały tu wydawnictwa in folio z zakresu historii sztuki, a na mniejszych stały rzeźby w brązie lub w marmurze oraz wszelkiego rodzaju bibeloty.
Klasycystyczna sala jadalna, o kształcie zbliżonego do kwadratu prostokąta ze ściętymi narożami, miała ściany stiukowane na kolor biały. Ich prostokątne pola ujęte w wąskie ra­my wypełniały sztukaterie, wyobrażające m.in. panoplie. Górą biegł szeroki fryz ze scenami mitologicznymi. Z sufitu zwisały dwa wspa­niałe żyrandole kryształowe, przywiezione z zamku Zasławskiego. Przed dwoma lustrami, wprawionymi w stiukowe półkoliście zamknię­te ramy, stały wazy z białego marmuru prze­znaczone na kwiaty oraz rzeźby figuralne. W umieszczonej naprzeciw okien szerokiej wnęce flankowanej dwiema parami kanelowanych kolumn doryckich, nad marmurową kon­solą wisiał wielki pejzaż Huberta Roberta Kaskada w Tivoli. Posadzka złożona z du­żych kwadratów posiadała wstawki w postaci czteroramiennych gwiazd z jaśniejszych gatun­ków drewna. Prawie w całości nakrywał ją dy­wan nowszy. Sala jadalna urządzona była meb­lami angielskimi. Urządzenie starsze w róż­nych stylach, przeważnie z epoki, miały salo­ny, buduar, gabinet oraz apartamenty miesz­kalne. W pokojach tych rozmieszczono również dalsze dzieła sztuki i zabytkowe przed­mioty o wysokiej wartości.
Wśród najcenniejszych portretów znajdo­wały się w Antoninach m.in.: trzy stare obrazy z podobiznami książąt Ostrogskich, zaopatrzo­ne w napisy w języku staroruskim, sześć por­tretów trumiennych Sanguszków, podobnie jak żyrandole pochodzących z Zasławia, kolek­cja wizerunków Potockich różnej wartości ar­tystycznej, cztery autentyczne portrety pędzla Bacciarellego przedstawiające: Jerzego Mnisz-cha (pochodzący z Wiśniowca), prymasa Mi­chała Poniatowskiego, hetmanową Konstancję Małgorzatę Rzewuską z domu Lubomirską, matkę Emira, oraz kraj czego Józefa Potockie­go, przypisywany van Loo, dwa płótna Per Kraffta, wyobrażające paziów króla Stanisława Augusta oraz portret Marii z Czartoryskich Wirtemberskiej, nieznanego malarza, pocho­dzący z dworku w Sławucie. Do grupy now­szych należały portrety: duży konny Heleny z Radziwiłłów Józefowej Potockiej, malowa­ny przez Wojciecha Kossaka i drugi tejże da­my* wykonany przez węgierskiego artystę Fi­lipa Laszló, akwarelowy wizerunek Józefa Potockiego pędzla Juliana Fałata i drugi olejny roboty Pochwalskiego, Romana Sanguszki (Sybiraka) dzieło Horowitza, a w końcu uwa­żana za „przepiękną" miniatura przedstawiają­ca ks. Romana Sanguszkę w młodym wieku, wykonana przez Józefa Kriehubera, przechowywana w oryginalnej szkatule Boulle. Wśród obrazów o innej treści były jeszcze w Antoni­nach m.in.: pejzaż holenderski Kozy na ska­łach J. de Mompera, szereg pierwszorzędnych prac Juliusza Kossaka, Jana Chełmińskiego Napoleon ze sztabem pod Pułtuskiem i kilka ak­warel Juliana Fałata. W jednym z gabinetów wisiały oryginały ilustracji Piotra Stachiewicza do dzieła J. Potockiego Wyprawa myśliwska.
Poza tym zgromadzili Potoccy w swej wo­łyńskiej siedzibie kolekcje starych rzadkich sztychów angielskich, francuskich, włoskich i polskich. Pokaźnie przedstawiał się też zbiór miniatur rodzinnych, dywanów perskich i tu­reckich oraz makat. Szczególnie wysoko cenio­no makatę z herbami Lubomirskich. Ogromną wartość zabytkową przedstawiały meble i lust­ra z herbem „Pogoń", pochodzące z zamku koreckiego, oraz meble z zamku Zasławskiego. Z innych przedmiotów o historycznej i arty­stycznej wartości wymienić należy marmurowe popiersia Jana III, Stanisława Augusta i pry­masa Michała Poniatowskiego, pochodzą­ce z Wiśniowca, biały serwis porcelanowy Sta­nisława Augusta, zbiór porcelany koreckiej i miśnieńskiej, przechowywany w dwóch serwantkach w salonie, porcelanę stołową „Gatczyna”, dwa serwisy angielskie, stołowe srebra angielskie i robione na miejscu sławuckie, a także rozmieszczone we wszystkich niemal pokojach brązy i kryształy.
W archiwum rodzinnym znajdowały się m.in. mapy i rękopisy słynnego badacza Sarmacji Jana Potockiego, członka Sejmu Cztero­letniego, oraz rękopis pamiętnika ks. Romana Sanguszki i jego matki Klementyny z Czartoryskich. Biblioteka pałacowa, założona ok. 1886 r. staraniem Marii z Sanguszków Potoc­kiej, pochodziła w zasadzie ze Sławuty, skąd do Antonin dostała się drogą wiana. Składały się na nią na ogół druki nowsze. Około 1914 r. biblioteka antonińska liczyła do 20000 tomów i podzielona była na kilka odrębnych działów. Biblioteka główna zawierała 15000 tomów i mieściła się w dwóch salach. Istniała oprócz tego biblioteka osobista Józefa Potockiego, przechowywana w kilku szafach jego gabinetu, a poza tym księgozbiór pani domu i tzw. „bib­lioteka pałacowa”, mieszcząca się na stołach i w szafach ruchomych. Było tego ok. 1500 to­mów najwytworniejszych wydań bibliofil­skich, stanowiących jeden z największych zbiorów prywatnych tego typu w Polsce. Szczególnie bogato przedstawiał się tu dział podróży i wypraw łowieckich.
Pałac antoniński, broniony dzielnie przez administrację i służbę przed najrozmaitszymi napadami w czasie pierwszej wojny światowej, został w końcu spalony w sierpniu 1919 r. Po­żar, który szalał przez kilka dni, zniszczył do­kumentnie cały gmach. W czasie pożaru pra­cownicy i część mieszkańców osiedla przenieśli zbiory dzieł sztuki, meble, bibliotekę oraz ar­chiwum do pobliskich stajen i wozowni, skąd przedmioty te w 1920 r. przewiezione zostały do Warszawy, częściowo przed wyprawą kijow­ską, częściowo zaś po podpisaniu rozejmu.
Ocalałe zbiory umieszczono w Warszawie w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie wraz z nim spłonęły w 1944 r. w czasie powsta­nia. Uratowały się tylko niektóre obrazy, porce­lana korecka, lustra z herbami Sanguszków z zamku Zasławskiego i popiersie króla Jana III. Rzeczy te ocalały bądź dlatego, że złożone zo­stały przez Niemców w Muzeum Narodowym, bądź też nawet przez nich wywiezione, ale na­stępnie odnalezione i rewindykowane. Zarówno obrazy, jak porcelana przeszły na własność Mu­zeum drogą darowizny lub kupna. Popiersie Ja­na III oddane zostało na Wawel. Pastwą pło­mieni padła wszakże biblioteka, a także malowi­dła pędzla Matejki, Kossaków, Laszló i wiele innych. Obraz Brandta Rewera pod Beresteczkiem w ogóle nie trafił do Polski. Przepadła też ta część zbiorów antonińskich, które odziedzi­czył Roman Potocki i umieścił ją w swoim ma­jątku Derażne na Wołyniu.
W samych Antoninach osobliwym zrządze­niem losu, oprócz resztek zdziczałego parku, kilku budynków administracyjno-gospodarczych i dwóch bram wjazdowych, ocalał z po­żogi i do czasów współczesnych zachował się budynek stajen, usytuowany po lewej stronie dziedzińca przedpałacowego. Miał on kształt szerokiej podkowy. W środkowej części miesz­kalnej był piętrowy z elewacją rozczłonkowaną pilastrami, zamkniętą mocno ogzymsowanym trójkątnym szczytem, zwieńczony niewielką wieżyczką. Dostosowując ów pawilon do no­wej szaty pałacu, Fellner przebudował go rów­nież w stylu neobarokowym. Część dwukondygnacyjna wzbogacona została boniami, płycinami i kroksztynami. Okna otrzymały bogat­szą oprawę. Dawny gładki dach dwuspadowy zastąpiono mansardowym, otoczonym ścianką attykową z kamiennymi wazonami. Podniesio­no znacznie i powiększono przekrój wieży, którą otoczono pięknie kutą żelazną galeryjką widokową. W najwyższej części wieży umiesz­czono zegar. Na osi pawilonu stajennego pod galeryjką umieszczono kartusz herbowy z Pila­wą, a na jej szczycie iglicę z chorągwią, na której również widniał znak herbowy Potockich. Boga­tą dekorację m.in. w postaci pilastrów otrzymały także gładkie dotąd skrzydła parterowe.
Oto jak stajnie i otoczenie pałacu opisuje Stefan Bojanowski, który odwiedził Antoniny ok. 1901 r.: „Śliczne wielkie stajnie dla koni gościnnych, dalej w tej samej stronie na wzgó­rzu, w staroniemieckim stylu gustowna willa, mieszkanie gentlemana of the horse, pod któ­rego fachową opieką znajduje się stadnina antonińska. [...] Ogromny dziedziniec między stajniami i pałacem, utrzymany jak posadzka w sali balowej, park angielski, bogaty z natury, starannie i gustownie, fachowo prowadzony. Ekwipażowych, wierzchowych i rozgonnych koni umieszczonych we wspaniałych z luksu­sem urządzonych stajniach 157. Ogromne wo­zownie a w nich kilkadziesiąt eleganckich, za­bytkowych, najrozmaitszych pojazdów, bogate uprzęże do różnych dostosowane ekwipaży, li­czna pałacowa służba w liberiach, sfory kilku­set psów do polowań par force, piękne i wzoro­wo prowadzone bażantarnie, liczne dla zwie­rzyny remizy, magnacka fortuna, szyk angiel­ski, elegancja francuska, czystość holender­ska”

źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 13-27.

 
 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl