(1830-1863)

 

„Młodzież jest tym elementem, który daje hasła i idee przewodnie na lata całe naprzód, ona nie rozu­muje kategorjami politycznemi, ale idąc za popędem serca tworzy, stwa­rza fakta polityczne wielkiej wagi historycznej - fakta, które swą kon­sekwencją będą daleko, daleko wprzód wybiegały i będą drogowska­zem ludzkości całej”.
                                                                                                                                                                                                                                               M. Dubiecki.

 

Taką młodzieżą, dającą idee następcom, była młodzież uniwersytecka narodowości polskiej i ukraińskiej na uniwersytecie kijowskim w latach 1858-1863.
Młodzież ta, jak każda młodzież widząc czasy sobie współ­czesne, i osądziwszy je jako czasy „uścisku i niesprawiedliwości”, zaczęła się zastanawiać nad stosunkami społecznemi i politycznemi ówczesnej doby - zastanawiając się nad temi problemami, musiała myślą sięgnąć w przeszłość, niejedno­krotnie w daleką przeszłość, by z przeszłości tej wycią­gnąć naukę i wskazówki dla przyszłości.
Sięgnąwszy nawet w niezbyt odległą przeszłość przekona­ła się ta młodzież, że i przed nią była inna młodzież, która, równie jak ona sięgała myślą w głąb sobie współczesnych wa­runków życia, i zastanowiwszy się nad niemi, pewne wnioski wyciągnęła, pewne prawdy sobie i światu obwieszczała. Tymi, na których najpierw natrafili, byli t. zw. „dekabryści”, których jednem z głównych ognisk życia był właśnie Kijów. Dekabryści pozostawili po sobie, po swem nieszczęsnem istnieniu kilka wiekowych prawd: Państwo winno istnieć dla materjalnego, moralnego i politycznego dobra obywateli. Rząd istnieje dla dobra ludu (narodu) lud zaś istnieje dla własne­go dobra i wszyscy w państwie posiadają równe prawo do urzeczywistnienia go.
Już ci „dekabryści” porozumiewając się w 1824 roku z polskimi rewolucjonistami ówczesnymi, z „Polskiem Towarzystwem Patrjotycznem”, musieli wzajemnie wyjaśnić swój stosunek do ludów, które ongiś wchodziły w skład Rzeczypo­spolitej Polskiej, a później znalazły się w obrębie imperjum carów rosyjskich. Podczas jednej z rozmów, prowadzonych w lesie pod Łuckiem w jesieni 1825 r., przez Pestla - przed­stawiciela „dekabrystów” i pułkownika Łagowskiego - przedstawiciela Polsk. Tow. Patrjotycznego. Łagowski mó­wiąc o przyszłych granicach Polski, żąda zwrotu: „Ukrainy zadnieprzańskiej, zaborów od sejmu Ponińskiego, zaborów potargowickich i ostatni zabór po wzięciu Poniatowskiego oraz powrót Białostoku”, Pestel odpowiada: „To dużo. Te lu­dy tak dawno odpadłe, już się w nas przeistoczyły”, Łagow­ski zaś: „Prawda, że bez nich o nich mówimy, ale przyjdzie czas, kiedy i oni głos będą mieli, wtenczas przystaniemy, któ­rą stronę obiorą”. Pestel godzi się z tem powiedzeniem: „Prawdziwie, zostawmy to czasowi a pomówmy o związ­ku”....
Widzimy, że prócz spraw społecznych, siłą faktu, na terenach tamtejszych kwest ja polityczna, którą dzisiaj narodo­wościową nazywamy, wypływa na wierzch.
Jednak tych, którymi się teraz zajmiemy przedewszystkiem interesują sprawy społeczne - a nad niemi góruje sprawa chłopska. I w tej materji znajdują oni przewodni­ków, głównie w młodzieży uniwersyteckiej z Wilna i z pośród uczniów Liceum Krzemienieckiego. Ta młodzież założyła jeszcze w 1820 r. „Towarzystwo Szubrawców”, wydające pismo „Wiadomości Brukowe”, które bez miłosierdzia wytyka­ło wady narodowo-szlacheckie, a między innemi i uciemięże­nie włościan.
Wojna polsko-rosyjska 1831 r. i oficjalne enuncjacje ów­czesnego Rządu Narodowego poruszają też o sprawę chłopską na wschodnich połaciach dawnej Rzeczypospolitej. Oto gene­rał Dwernicki udający się z wyprawą na Wołyń otrzymuje instrukcję, w której ma zapewnić wiejską ludność Wołynia że lata służby wojskowej do 10-ciu będą zmniejszone (w armji rosyjskiej obowiązywała wówczas 25-letnia służba wojsk.), że „każdy występując do wojska (polskiego) mieć będzie zupełną wolność i własność ziemi, że będzie sądzony przez Sędziów, a nie (jak dotąd) przez swoich panów, że nastąpi ogól­ne zniżenie podatków”. Obietnice te zaś nie były obliczone tylko na złudzenie łatwowiernych, gdyż jak instrukcja wyrażała: „Każda rewolucja powinna zapowiadać i dotrzymywać dobrodziejstwa, jeśli nie, nikt do niej szczerem sercem nie przystąpi”. Dalej Rząd Narodowy nawołuje: „Sama szlachta pojmując całą okropność swojej tak długiej niewoli, powinna włościanom zapewnić wolność i dokonać spokojnie to, co inne kraje przez okropne wstrząśnienia zyskiwać umiały”. Je­den z wybitniejszych wodzów oddziałów powstańczych, pow­stałych na Wołyniu w czasie tejże wojny, Karol Różycki, szczerym był demokratą - co wielu napawało obawą tak da­lece, że „z powodu jego przekonań chłopskich i uwielbienia Ukrainy posądzano, że gotówby zostać drugim Chmielnickim”. Sam zaś Różycki w swym raporcie, po przejściu przez Bug na teren Królestwa tak pisze: „W liczbie 450 powstańców, ledwo dziesiąta część było szlachty. Mieszczanie, synowie księży unickich i greckich (myśli tu o prawosławnych), chłopi stanowili większość. Z liczby 6 krzyży, które wódz przy­znał za przejście do Zamościa, 4 krzyże chłopom ruskim były przeznaczone”. Walka 1831 jak wiadomo skończyła się klęską, a jej re­zultatem Wielka Emigracja na zachód. Część powstańców Wołynia, Podola i Ukrainy dostała się do Francji, część do Anglji (nie mówiąc o tych, którzy jako jeńcy dostali się na Syberję). Tam na obczyźnie wspominając dzieje wojny mi­nionej, a głównie rozmyślając o powodach upadku powstania, dochodzą do przekonania, że jedną z głównych win było to, że nie uwzględniono w należyty sposób potrzeb wsi, że nie załatwiono sprawy chłopskiej. Niecne zaś postępowanie co­fających się zagranicę oficerów-szlachty wobec żołnierzy-powstańców, chłopów z pochodzenia, doprowadziło do głębszych myśli nad sprawą chłopską. W Anglji tworzą się nawpół ko­munistyczne gminy pod nazwą „Lud Polski”, które organizu­ją się w poszczególne gminy, zależnie od swego pochodzenia.
Protokóły posiedzeń tych gmin, opublikowane przez Zeno­na Świętosławskiego, malują nam wiernie, jakiemi prądami, jakim duchem były te gminy ogarnięte. I tak gromada „Hu­mań” z Jeresey w manifeście swym między innemi opowiada: „Rozpamiętywanie błędów ojców naszych, za które dziś Oj­czyzna nasza i my srogą chłostę nieba ponosim kazało nam palec do najboleśniejszych ran przyłożyć. Dzieci Humania, szlachta, nam godziło się wziąć imię tego teatru okropności, aby przed niebem, Ojczyzną i ludźmi ekspijację za winy ojców spełnić. Nam godziło się przybrać nazwisko Humania, abyśmy z ludnością Ukrainy, z ludnością grecką (t. j. pra­wosławną) zawarli przymierze odrodzenia, sojusz przyszło­ści, abyśmy we wspólnej pamiątce zatarli wspólne cierpienia, abyśmy za prześladowania ludu Ukrainy, za wywołanie najstraszniejsze reakcje, tem samem nazwiskiem obmyli wspólną nienawiść, zmazali krwawe pamiątki”. Tak mówili ci ze szlachty, którzy tam daleko, na Emigracji rozmyślali nad tem, co było powodem klęski. Chłopi zaś, zebrani w gminie „Grudziąż”, w manifeście swym obwieszczali: ,,Szlachecka Polski Narodowość w trumnie na wieki spoczęła, bo szlachta sama własną domordowała ją dłonią. Teraz więc do Ludu Polskiego, do Kmieci, do Was należy pojęcie innej Ojczyzny wyrobić, nowy zakreślić cel, do którego wszystkie usiłowania dwudziesto miljonowego Ludu wymierzoneby nadal zostały. Za podstawę narodowości dla Polski nie położymy ani języ­ka, ani sławy, ni rzek, ni żelaznych Chrobrego słupów, bo to wszystko przemienne, i powierzchowne są znaki, ale jednym powiemy słowem, że podstawą Narodowości Polski jest zaprowadzenie pomiędzy wszystkiemi jej mieszkańcami Braterstwa. Jej powołaniem Apostolskiem uskutecznienie Chrystusowej nauki w całej Słowianszczyźnie i silna obrona Słowa Zbawienia prawdy wiecznej naprzeciw niechrześcijańskim Wschodu koczującym dziczom”. Odgłosy tych idei, tych pięknych prądów dostają się i na Wołyń.
W tym czasie przybywa na Wołyń Szymon Konarski.
Szymon Konarski prowadził robotę konspiracyjną i or­ganizował Stowarzyszenie Ludu Polskiego na Wołyniu. Dr. Michał Janik tak mówi o Wołyniakach tego okresu: „Jest to zapewne najchlubniejsza karta w życiu narodowem i polityczno-społecznem tej prowincji. Patrjotyzm Wołynia ude­rzył wtedy najżywszem tętnem. Był to - możnaby powiedzieć - okres jego romantyzmu. Rzucono najgorętsze hasła, snuto najśmielsze nadzieje”. Istotnie, jeśli weźmiemy pod uwagę statut Towarzystwa Filodemicznego (Przyjaciół Ludu), zało­żonego pod wpływem Węglarzy lwowskich jeszcze w 1835 (naturalnie tow. to było tajnem) przekonamy się, że Konar­ski natrafił na dobrze przygotowany grunt. Oto w jednym z artykułów (5) tego statutu czytamy: „W kraju naszym rol­niczym z natury ziemi włościanin stanowi główną siłę na­rodu. Zbliżamy się więc sercem i umysłem do tej poniżonej a najszacowniejszej i najliczniejszej jego części, na której ciążą wszystkie nasze w kraju potrzeby, a trafnie skierowa­ną do pojęcia rolnika rozmową wrażajmy mu przekonania jakiemi sami tchniemy, dowodźmy mu słowy i rzeczą, że wi­dzimy w nim równego nam człowieka, brata, syna przyszłej ojczyzny, że dążymy do wspólnego i najwyższego szczęścia ziemi, do wspólnej wolności. Przekonywajmy go, żeśmy na wieczną skazali niepamięć i obrzydzenie przesądy, które rol­nika haniebnem piętnem niewoli, a tego, który się panem je­go mienił, znamieniem dzikiej dumy oznaczały, że uznając w tem niesprawiediwość wyrzekamy się jej i obalić pragnie­my, że tylko obecny rząd jedyną stanowi chęciom naszym za­wadę”.
W artykule tym widzimy to wszystko, cośmy widzieli w manifestach gromad: Humania i Grudziąża, prawda, że nie tak mocno powiedziane, ale idea przewodnia ta sama. Ha­sła tego Stowarzyszenia musiały się daleko rozchodzić, o czem świadczą wyroki sądowe z lat. 1838. Wielu członków Stowa­rzyszenia powędrowało za te hasła na Sybir.
Mimo, że założyciele Stowarzyszenia Ludu Polskiego na Wołyniu zostali rozprószeni na dalekim Sybirze, jednak idee szerzone przez nich nie zamarły. Oto nadchodzi rok 1848, ów rok zwany „Wiosną ludów”. Rok ten nadaje nowe tętno Eu­ropie i życiu jej ludów. Między Polakami, a resztą ludów słowiańskichv nawiązuje się ściślejsza łączność, naturalnie przedewszystkiem na Emigracji. Tam powstają nowe hasła, nowe dążenia.
Zebrani w Pradze czeskiej przedstawiciele wszystkich narodów słowiańskich, oczywiście tylko odłamy demokratycz­ne, uchwalają manifest. Między innemi i przedstawiciele polscy w osobach Libelta, J. Moraczewskiego, L. Siemieńskiego (z Czechów: Szafarzik, Palacki, od Chorwatów: Kuslian i Prica) podpisują manifest, z którego wyjątek tak brzmi: „Podajemy wszystkim sąsiednim narodom bratnią rękę, któ­re jak my, gotowe są: uznać zupełną wszystkich narodowości równość bez względu na ich polityczną wielkość i potęgę i ta­kową popierać i bronić”. Hasła roku 1848 szerzą się bły­skawicznie daleko, daleko na wschód i docierają do młodzieży uniwersytetu kijowskiego.
W owym czasie kuratorem szkół generał-gubernatorstwa kijowskiego, obejmującego gubernie: wołyńską, podolską i ki­jowską, był generał-gubernator Bibikow. Jako zwierzchnik szkół tego okręgu, nie dbał wcale o wysoki poziom tych szkół, owszem zależało mu na tem, by młodzież, a zwłaszcza młodzież uniwersytecka jaknajmniej oddawała się naukom, natomiast więcej piła i hulała. Wychodził bowiem z tego założenia, że młodzież oddająca się pustej zabawie, nie będzie miała ani czasu, ani ochoty rozmyślać nad sprawami społeczno-politycznemi. Nastroje ówczesnej młodzieży, która pod wpływem ha­seł szerzonych z zachodu ocknęła się, wiernie oddaje poeta Juljan Belina Kędrzycki w swych wierszach głównie w wier­szu Anakreontyk II.
Przebudzenie to miało jeszcze inny skutek. Młodzież radykalizuje się niepomiernie. Hasła radykalne, głoszone przez Konarskiego, ukazują się zamało radykalnemi. Radykalizm idzie tak daleko, że odmawia się szlachcie wszelkiego prawa do dalszego życia, że uważa się za rzecz zupełnie słuszną wytępienie jej doszczętnie. W radykalizmie widzi ówczesna młodzież środek do zmiany dotychczasowego ustroju. I ten rys charakterystyczny oddaje nam wiernie Wołyniak Tade­usz Komar w wierszu „Uczta szaleńców”.
Objawy postępowości młodzieży można dojrzeć już wcze­śniej. Oto w latach 1846-49 młodzież postępowa wydaje pi­smo „Gwiazda”, skupiła wokół siebie ciekawy zespół młodzie­ży, z pośród której to gromady wysunął się na czoło, zapom­niany już dziś historyk, geograf, podróżnik, powieściopisarz i świetny publicysta Antoni Marcinkowski piszący pod pseu­donimem Albert Gryf. Grupa ta, jak ongiś wileńskie „Wiado­mości brukowe", piętnuje zarówno niski poziom zaintereso­wań umysłowych ziemiańskiego społeczeństwa zwłaszcza na Podolu, Wołyniu i Ukrainie, jak i przesądy szlacheckie. Wy­stępują oni przeciwko konserwatyzmowi, w sprawach religijno-kościelnych zabierają głos, występując w obronie autonomji badań naukowych, zaciekle zwalczając Jezuitów i t. zw. „jezuityzm”. Mimo, że nie odnosili się wrogo do religji, a na­wet pozyskali jako współpracownika księdza Jana Waszyńskiego (Chwaliboga), powołując się w swych publikacjach otwarcie na Hegla i Trentowskiego, narazili się ks. J. Hołowińskiemu, arcybiskupowi mohilewskiemu tak dalece, że jak Bobrowski twierdzi, miał Hołowiński spowodować ingerencję rządu rosyjskiego, który zabronił już wydanie piątego to­mu „Gwiazdy”. Dr. Fr. Bielak twierdzi, że ludzie grupujący się przy „Tygodniku Petersburskim” spowodowali zamknię­cie „Gwiazdy”, co nie przeszkadza uznaniu twierdzenia Bobrowskiego, gdyż ks. Hołowiński przyjaźnie odnosił się do „Tygodnika Petersburskiego”. Ze współpracowników „Gwiaz­dy”, należy wyróżnić: Zenona Fisza (pierwszy redaktor wy­dał tom I. w Petersburgu), Jakóba Jurkiewicza piszącego pod pseudonimem Benedykt Dołęga (redaktor następnych to­mów, wychodzących w Kijowie), - wymienionego już wyżej Marcinkowskiego, ks. Waszyńskiego, J. I. Kraszewskiego i Zofję Klimańską. Zlikwidowanie takiego pisma jak „Gwiaz­da” było niewątpliwie dużą stratą dla ziem południowo-wschodnich dawnej Rzp., gdyż pismo to było żywem i niewąt­pliwie, przy dalszem swem istnieniu mogło wywrzeć dodatni skutek w przekształceniu się pojęć społeczeństwa szlachec­kiego.
To porozumienie, jakie widzieliśmy u ludów słowiań­skich na zjeździe w Pradze czeskiej, nie wsmak było carowi, który, jako antidotum przeciwko hasłu porozumienia się i zgo­dy Słowian, zaczął propagować hasło panslawizmu. Hasło panslawizmu, szerzone przez cara i jego urzędników, zostało bardzo nieprzychylnie przyjęte przez Centralny Komitet De­mokratyczny, który w 1850 roku wydaje specjalną odezwę do Polaków. Na odezwie tej widzimy podpisy ówczesnych naj­tęższych umysłów demokratycznych, rewolucyjnych sfer ca­łej Europy, jak Francuza Aleks. Augusta Ledru-Rollin‘a, Włocha Giuseppe Mazzini’ego, Polaka Wojciecha Darasza, Niemca Arnolda Rugge’go. W odezwie tej tak mówią: „Czyliż Europa nie wie o tem, że wy przynieśliście światu wiel­ką myśl: federację ludów słowiańskich? Powtarzamy Federa­cja narodów słowiańskich, nie zaś panslawizm. Panslawizm, to nie wolność ludzkości, to jedność panslawistyczna. Pojęcie potworne, płód despotyzmu wojskowego. Europa cała ode­pchnęłaby go ze zgrozą... Panslawizm to car. Nie z nim lud polski może i powinien wejść w sojusz, ale z męczennikami moskiewskiej wolności, ale z następcami Pestla, Murawjowa, Bestużewa i ich towarzyszy. Polacy! Czemużby tak nie miało być? Czemużbyście nie mieli dać hasła słowiańskiemu światu? Czemużby Warszawa nie miała się stać Rzymem północnych plemion, jak Rzym był nim dla południowych i środkowych?... Chciejcie więc i postępujcie!”.
I te hasła dotarły do młodzieży uniwersyteckiej Kijowa i tam znalazły żywy oddźwięk. Wszak młodzież ta pamiętała poetę Bohdana Zaleskiego i jego zdanie napisane do jednego z Ukraińców: „Zowiesz mnie panie „sąsiadem” Waszym. Za­prawdę mylisz się. Jam brat Wasz, jeśli nie rodzony, to przy­rodni po matce, którą niemniej od Was miłuję. Ruś - toż moja matczyna. W imię tego braterstwa powtarzam jeszcze raz ku pokoleniom rusińskim Szczęść Boże”.
Młodzież, przejęta tą myślą, że są synami jednej matki Rusi, młodzież ta zakłada związki mające na celu ulżenie doli nieszczęsnego ludu, nękanego srogą pańszczyzną i pogrążo­nego w wielkiej ciemnocie. Zakładają Związek Trójnicki.
Niedługo jednak Związek ten utrzymał się, wkrótce prze­chodzi kryzys, a następnie na jego miejsce widzimy dwie no­we organizacje: jeden Chłopomanów, czyli „Hromada”, drugi „Ogół”. Do pierwszego weszli także dawni członkowie Związ­ku Trójnickiego, i nowi, między nimi widzimy takich ludzi jak: Włodzimierz Antonowicz, Tadeusz Rylski, Poznański, Święcicki, Nowicki i inni. Ci, idący za Antonowiczem nie chcieli nic wiedzieć o związkach państwowych, i tylko pracę nad ludem uważali za swój cel ostateczny, resztę, t. j. ustosunkowanie się polityczne, pozostawiając opatrzności. Co prawda, później zmienili się oni znacznie, i poszedłszy za Kuliszem, oparli się o Rosję i w tem oparciu widzieli zbawie­nie ludu ukraińskiego.
Tamci drudzy, „Ogół” stanowiący, wśród których widzi­my Izydora Kopernickiego, Marjana Dubieckiego, Aleksan­dra Jabłonowskiego i wielu innych, dzielą się na pięć gmin: Koronę. Litwę, Wołyń, Podole i Ukrainę, zależnie od swego terytorjalnego pochodzenia. Członkowie gmin Wołyńskiej, Po­dolskiej i Ukraińskiej zespoleni ściślej z ziemiami z których pochodzą, nazywają siebie Rusinami, nie zatracając swego poczucia polskości. Nie oddzielali się bynajmniej przez to od ludu i nazwali się reprezentantami interesów Rusi i myśleli zawsze o wyswobodzeniu się z pod władzy moskiewskiej, o fe­deracji z Litwą i Koroną. „Ogół” zajął się oświatą ludu, komitet zaś szkółkowy wypracował pierwszy elementarz ukraiń­ski, założył Towarzystwo przyjaciół ludu, które wypracowało kilka szkolnych książek ukraińskich. „Słowem - czyni ono wszystko, co przystało na obywateli państwa wogóle i swej ziemi w szczególe”. Praca i dążenia tej szlachetnej mło­dzieży nie ograniczały się tylko do spraw oświatowych. Mło­dzież ta doskonale rozumie, że chłop może być tylko wtedy oświeconym, gdy da mu się dobrobyt. Dobrobyt zaś chłopa był nieodłączny wówczas od zniesienia pańszczyzny i nadzielenia go najcenniejszym dla niego skarbem t. j. ziemią.
Młodzież ta stwarza przewrót w umysłowości ówczesnej - w ówczesnych pojęciach: wszak to oni, są tymi, którzy, idąc za postępem czasu, gwałtownie domagają się uwłaszcze­nia chłopów, oni są tymi faktycznymi następcami Konar­skiego, Stefana Bobrowskiego, Beaupre‘go i tych innych, któ­rzy, wybiegając myślą daleko wprzód, widzą w chłopach pod­stawę narodu. Mają ciężką walkę: starsze społeczeństwo nie myśli ustąpić ze swego uprzywilejowanego stanowiska, ani słyszeć nie chce a jakichś ustępstwach na rzecz chłopów. Ma jednak ta młodzież sprzymierzeńca. W tej walce z zacofaństwem przychodzi im w pomoc, mieszkający wówczas w Żyto­mierzu i znany już powszechnie, Józef Ignacy Kraszewski. On to żądając z nimi „nadania chłopom sadyb i gruntów z indemnizacją dla właścicieli wiosek”, taką burzę rozpętał, że jak pisze w liście „powaśniłem się z połową świata tutej­szego o włościańską przyszłość”.
Wierna swym hasłom, swemu wyznaniu wiary, młodzież ta w odpowiedniej chwili przygotowuje się do powstania. Zakładają „Wydział Rusi", któremu podlegały 3 komitety Rewolucyjne: Kijowski w Kijowie, Wołyński w Żytomierzu i Podolski w Kamieńcu. „Wydział Rusi” złożony z 3 człon­ków: Edmunda Różyckiego, Izydora Kopernickiego i Aleksandra Jabłońskiego, deleguje Marjana Dubieckiego do Warszawy, celem porozumienia się i ścisłego współdziałania z t zw. Komitetem Centralnym, który ogniskował w sobie prace przygotowawcze do powstania całej Polski. Wynikiem tego porozumienia był akt federacyjny, którego niżej wymienione 6 punktów przedstawiają najważniejsze postulaty tej mło­dzieży.
1. Ruś będzie miała odrębną autonomiczną władzę rewo­lucyjną, równą w sprawach na podległym sobie terenie z Ko­mitetem Centralnym w Warszawie.
2. Wszystkie fundusze, zebrane na terenie Rusi mają być oddane na potrzeby miejscowe.
3. Komitet Centralny nie będzie wysyłać swych agentów na Ruś.
4. Komitet rewolucyjny pod nazwą Wydziału Rusi ma na celu przygotować zbrojne powstanie i obowiązuje się we wszystkiem porozumiewać się z władzą naczelną.
5. Komitetowi Centralnemu przysługuje prawo inicjaty­wy przedsięwzięć i akcyj rewolucyjnych, Wydział Rusi nato­miast obowiązuje się ściśle współpracować z władzą naczelną.
6. Komitet Centralny obowiązuje się we wszystkich roz­porządzeniach liczyć się nietylko ze stosunkami Królestwa, ale i warunkami miejscowemi Rusi.
W konsekwencji tego porozumienia postanowiono, że przy Komitecie Centralnym będzie stały łącznik i rzeczoznawca stosunków kresowych. Takim stałym łącznikiem został przez Wydział Rusi zamianowany Marjan Dubiecki, który też 3 maja 1863 r. wyjechał z Żytomierza do Warszawy.
Dzięki inicjatywie Wydziału Rusi, Komitet Centralny upoważnił do wydrukowania t. zw. „Złotej hramoty“. Wy­drukował ją w drukarni Ławry Peczerskiej w Kijowie, To­masz Hoffman, b. uczeń szkoły pijarów w Dąbrowicy.
„Złota Hramota” zapewniała „ludowi ruskiemu” zupełne usamowolnienie i obdarowanie go ziemią. To postanowienie zawarła w 12 artykułach. Warowały one ludowi wolność, swo­bodę i równość, co do praw innym obywatelom służących; swobodę przenoszenia się z miejsca na miejsce, uczenia się we wszystkich szkołach, wybierania z pomiędzy siebie depu­towanych do sądów, rad i wszelkich urzędów publicznych, choćby najwyższych, zapewniały mu własność ziemi ornej, sianożęci, sadyb na których dotąd mieszkali, bez żadnej za nie zapłaty; obiecywały na. przyszłym sejmie państwa obda­rowanie ziemią włościan bezrolnych (budników, bobylów, chałupników i ludzi dworskich); zaręczały, że tak zwani jednodworcy i szlachta czynszowa otrzyma także kiedyś działy gruntów na własność; wiejskim popom prawosławnym, oprócz ziemi cerkiewnej naznaczały płacę pieniężną „aby nie potrze­bowali od ludu zapłaty za duchowne posługi”; udzielały każ­demu, kto chwyci za oręż przeciwko panowaniu moskiew­skiemu, sześć morgów gruntu i sadybę „w ziemiach koron­nych, albo dożywotnią płacę ze skarbu narodowego”, poręcza­ły swobodę praw wiary i języka własnego w szkołach, sądach i innych urzędach. Co wszystko - powiada w końcu „Złota Hramota” - wyżej wypisane, ogłaszając „ludowi Podola, Wołynia i Ukrainy, zachowanie i obronę praw tą Hramotą nadanych, zaprzysięgamy wobec narodu, całego świata i Boga Wszechmogącego. Bożej opiece poruczając dolę ludu, któ­remu wiecznie życzymy dobra, dajemy tę oto Hramotę do wołostnego urzędu na każdą wołość”.
Że na Wołyniu chętnie przyjmowano i słuchano Złotej Hramoty, oraz spodziewano się po jej ogłoszeniu poprawy stosunków, świadczy o tem fakt następujący: „Po opuszcze­niu Gizewszczyzny, widziały straże tylne oddziału Różyckie­go (Edmunda) pędzących dwóch chłopów na spienionych ko­niach. Wstrzymano dopędzających. Czego chcecie zapytano - My do pana jenerała, aby mu się poskarżyć, iż po dawne­mu u nas, pan nic nie zmienia”.
Młodzież „ruszyła do walki w imię odzyskania wolności sfederowanych trzech ziem, a dowodem łączności jej z ludem była ta „Złota Hramota”, w rozdziałach której warują ludo­wi wolność, swobodę i równość. Młodzież bohaterska, naj­większa kraju nadzieja, własną krwią zapłaciła zdrożności ojców. W miłości powstała, niosąc, serce ludowi - zemsta za krzywdy wiekowe - tak na Ukrainie, jak tam w Krakowskiem - nóż w niem utopiła” (16). O ile w Krakowskiem ruch chłopski z 1846 r. nie wytępił zupełnie porywów młodzień­czych i nie zgasił zupełnie ducha rewolucyjnego z 1848 i na­stępnych latach, tak tutaj na Wschodzie rzeź młodzieńców pod Sołowijówką, powoduje, że hasła jedności, federacji ustę­pują zrazu bólowi, a potem zupełnemu zobojętnieniu mło­dzieży w tych sprawach. Prawda, że nowe czasy przyniosły inne potrzeby, nowe, inne hasła. Chłop z woli rządu rosyj­skiego, nie panów polskich, jak o tem marzyli młodzieńcy, otrzymał ziemię. Dalsza walka o ziemię była zbędna. Nowe stosunki, wzrost kapitalizmu, powołał nową sprawę: sprawę robotniczą. W szeregach bojowników o lepsze jutro warstwy robotniczej spotkamy nową młodzież, która do nowego czynu rwać się będzie. A gdy przyjdzie czas, kiedy ruszą zastępy młodzieży do walk o wolność polityczną swych ludów, zobaczymy całe szeregi tej młodzieży, która z bronią w ręku bę­dzie walczyła o wolność i równość swych narodów.
Ideały młodzieży, które wyżej przedstawiłem, nie ogar­niały ogółu młodzieży, nie, ideały te opanowały tylko lepszą część tej młodzieży - reszta zaś, to samolubne istoty, które nie chciały się niczem zajmować, których sprawy ogółu nie interesowały zupełnie.
 
                                                                                                                                                                                                                              Jakób Hoffman

źródło : Biuletyn Polsko-Ukrański 1933.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl