Nie wiadomo dokładnie, kiedy dobra młynowskie stały się dziedzictwem senatorskiej rodziny Chodkiewiczów h. Gryf z mieczem z linii supraślskiej. W ogłoszonych drukiem nielicznych wzmiankach dotyczących przeszłości miasteczka mówi się tylko, że na przełomie XV і XVI w. okoliczne ziemie należały do jakiegoś Bobra Moskwicina, któremu nadane zostały przez króla Aleksandra Jagiellończyka. Ponie­waż Bóbr umarł nie pozostawiając ślubnej żo­ny ani legalnego potomka, król Zygmunt Stary w 1508 r. podarował z kolei włości młynowskie Jakubowi Michałowi Montowtowieżowi, syno­wi Michała, kasztelana trockiego, sprawującemu w latach 1508-1529 urząd namiestnika krze­mienieckiego. Nadanie to potwierdzone zosta­ło w 1511 r. Jakub Montowtowicz władał już zresztą częścią Młynowa wcześniej, nabywszy ją od Bobra jeszcze za jego życia. Z żony Margeryty Jakubówny, której nazwisko panieńskie nie jest znane, Jakub Montowtowicz miał dwóch synów, Andrzeja i Jana oraz dwie córki. W 1547 r. bracia dokonali działu rodzinnego, na mocy którego Andrzej otrzymał Soleczniki i Żyrmuny na Litwie oraz Biskupicze na Wo­łyniu, Jan natomiast dostał Koblin, Podhajce, Arszyczyn, Ozlijów, Młynów, Pekałów, Roba­ków, Chorupań i Lipę na Wołyniu.

Od Jana Montowtowicza Młynów, a praw­dopodobnie także i Pekałów oraz wiele innych folwarków, dostały się w posiadanie Wiśniowieckich, którzy już wcześniej mieli w okolicy posiadłości. Józef Dunin-Karwicki, który w swych szkicach wołyńskich opierał się raczej na miejscowych podaniach niż na istniejących wówczas i łatwo dostępnych archiwach znaj­dujących się niemal w każdym dworze, twier­dzi, iż są ślady, że już w 1566 r. Młynów prze­szedł w dom Grzegorza (Hrehorego) Chodkie­wicza (zm. w 1572), kasztelana wileńskiego i hetmana wielkiego litewskiego, jako posag żony Katarzyny z Wiśniowieckich. To samo mówią Baliński i Lipiński, choć tylko w odnie­sieniu do niedaleko od Młynowa leżącej Murawicy. Sprawa ta nie jest całkowicie jasna. Być może, iż Wiśniowieccy dołączyli świeżo nabyty Młynów do wcześniej będącej w ich posiada­niu Murawicy. O obecności ich na terenie póź­niejszego klucza młynowskiego świadczy fakt istnienia na wzgórku nad Ikwą między Młynowem a Murawicą resztek jakiejś starej budo­wli, które miejscowe podania określały jako ru­iny zamku Wiśniowieckich.

W ciągu XVII w. i później o Młynowie nic się nie mówiło, gdyż nie był on rezyden­cją właścicieli. Dopiero na przełomie XVIII і XIX w. stał się on głośny jako siedziba Ludwiki z Rzewuskich Chodkiewiczowej (1744-1816), wdowy po Janie Mikołaju (1738-1781), staroście żmudzkim. Fortuna chodkiewiczowska przedstawiała się w tym czasie imponująco. Prócz Młynowa, Murawi­cy, Pekałowa i Dorostajów położonych w pow. łuckim, Turca w pow. nowogródzkim i Petrykowa w pow. mozyrskim, posiadali jeszcze Chodkiewiczowie bardzo rozległe dobra Czar­nobyl z 36 folwarkami, położone nad rzekami Uszą i Prypecią, blisko jej ujścia do Dniepru. Czarnobyl otrzymał starosta żmudzki w spad­ku po babce Cecylii z Sapiehów, wdowie po Janie Karolu Chodkiewiczu, staroście błudeńskim. Ludwika Chodkiewiczowa dokupiła po­nadto w 1806 r. od Radziwiłłów spory klucz jampolski nad Horyniem i drugi antonowiecki, pięknie całość majątku zaokrąglając. Nie nale­żały już natomiast do Chodkiewiczów ich daw­ne dobra rodowe Szkłów nad Dnieprem i Mysz nad rzeczką Myszanką.

Po swej matce, starościnie żmudzkiej, ca­łość fortuny odziedziczył jej jedyny pozostały przy życiu syn Aleksander hr. Chodkiewicz (1776-1838), członek Rządu Tymczasowego Litwy w 1812 r., generał brygady, senator-kasztelan Królestwa Polskiego, a poza tym lite­rat, chemik, technolog, mecenas i kolekcjoner dzieł sztuki, członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie, członek honorowy Uni­wersytetu Wileńskiego, Towarzystwa Rolni­czego i Galwanicznego w Paryżu, towarzystw mineralogicznych w Jenie i Petersburgu, far­maceutycznych w Wilnie i Petersburgu etc. Był on żonaty dwukrotnie: najpierw z Teresą Karoliną Walewską, z którą się rozwiódł, a po raz drugi z Franciszką Ksawerą Szczeniowską (zm. w 1855 r.). Z pierwszą żoną miał Alek­sander Chodkiewicz synów, Jana Karola (zm. w 1855 r.), Mieczysława (ur. w 1807 r. w Pękałowie - zm. w 1851 r. w Dreźnie i tam po­chowanego), żonatego z Ludwiką Olizarówną, córką Gustawa, marszałka szlachty kijowskiej, oraz córkę Zofię (1803-1871), zamężną za Wiktorem hr. Ossolińskim. Z drugiego małżeń­stwa pochodził syn Bolesław (zm. w 1868 r.), ożeniony z Anną Lwowną bar. Wrangel, po owdowieniu zamężną za Michałem Małyńskim, marszałkiem dubieńskim. Bezżenny Jan Karol Chodkiewicz otrzymał po ojcu w dziale rodzinnym Jampol, Pańkowce i Waryłów, a Bolesław, który nie pozostawił potomstwa - Pekałów. Mieczysławowi, oficerowi 2 pułku ułanów wojsk polskich, przypadł klucz młynowski. Ranny w bitwie pod Olszynką Gro­chowską, był on zmuszony emigrować. Jego dobra nie uległy jednak konfiskacie i przeszły następnie na młodszego syna Władysława (ur. w 1845 r. w Dreźnie - zm. w 1905 r. w Młynowie), żonatego z Julią Ledóchowską (1853-1919). Prócz Młynowa otrzymał on także Czarnobyl, a po stryju Bolesławie Peka­łów. Starszemu bratu Władysława, Janowi Ka­rolowi Gustawowi (1841-1887), żonatemu najpierw z Oktawią Falkowską, która wniosła mu w posagu piękne dobra Nowomalin z za­mkiem, a po raz drugi z Marią Karwicką, przypadł Jampol na Wołyniu oraz Petryków w Mozyrskiem. Jan Karol Gustaw hr. Chod­kiewicz miał tylko dwie córki: Marię (ur. w 1868 r.), zamężną za Józefem hr. Kossakow­skim, która odziedziczyła Jampol i Święcice, oraz Annę (ur. w 1870 r.), zamężną za Domi­nikiem Dowgiałłą (1867-1931), której przy­padł Nowomalin i Rusywel na Wołyniu, a Petryków-Kurytycze w pow. mozyrskim. Włady­sław hr. Chodkiewicz miał troje dzieci: Jana Karola jun. (1876-1916), zmarłego bezżen- nie, Mieczysława (1876-1933), żonatego z Felicją Stecką h. Radwan (1888-1977), oraz córkę Zofię, niezamężną (1879-1919). Mieczysław hr. Chodkiewicz odziedziczył Mły­nów, Pekałów i Antonowce. Doszedł do tego jeszcze majątek posagowy żony Horodyszcze koło Łucka. Ostatnim właścicielem Młynowa i Pekałowa był starszy syn Mieczysława, Krzy­sztof Chodkiewicz (1912-1978), żonaty z Ma­rią Komarnicką h. Sas (1914-1993), podczas gdy dla młodszego Adama (ur. w 1919 r.) przewidziane były Antonowce, a dla córki Ale­ksandry (ur. w 1914 r.) - Horodyszcze.

Posiadając swą niewiele niestety znaną sie­dzibę w Czarnobylu w woj. kijowskim, gdzie urodziły się jego dzieci, starosta żmudzki, a najprawdopodobniej bardziej od niego ener­giczna starościna, zdecydowała się na założenie nowej, wspanialszej rezydencji. Wybrała na nią właśnie usytuowany nad rzeką Ikwą Mły­nów, położony w stosunkowo niewielkiej odle­głości od Dubna, słynącego podówczas z tłum­nie przez szlachtę odwiedzanych jarmarków i licznych urządzanych w czasie ich trwania bali. Można było wówczas wygrać lub prze­grać w karty fortunę. Ponieważ w sąsiednim Pękało wie mieszkał już jej młodszy syn Alek­sander, Młynów przeznaczony został dla star­szego Józefa. W 1789 r. starościna wystarała się też dla miasteczka o przywilej królewski, ustanawiający tam dwa jarmarki rocznie. Oczywiście miały one zupełnie inny niż dubieńskie charakter.

Rok 1785 nie jest wszakże rokiem rozpoczę­cia budowy młynowskiego pałacu. Starosta czy też starościna zaczęli bowiem prace od zakła­dania ogrodu. Zadania tego, jak też późniejsze­go wzniesienia pałacu, podjął się ogrodnik, a zarazem architekt nadworny Chodkiewiczów Leopold Schlegell, a według pisowni spolsz­czonej Szlegiel. Spora ilość uratowanych z pożogi pierwszej wojny światowej sumariuszów, inwentarzy, a także projektów architek­tonicznych i założeń ogrodowych, pozwala na dokładne poznanie zarówno owych ogrodów, jak pałacu w trakcie ich powstawania.

Rezydencja pierwotna, zaprojektowana około połowy XVIII w., miała nosić cechy sie­dziby późnobarokowej. Pałac ów pozostał jed­nak w sferze projektów. Zachował się tylko po­miar założenia ogrodowego, ale uwzględniają­cego również szereg budowli przyszłego zespo­łu architektonicznego. Został on sporządzony w 1785 r. i wyraźnie przez Szlegiela sygnowa­ny oraz datowany. Na rysunku tym syn fun­datorów, Aleksander Chodkiewicz napisał pó­źniej objaśnienie: „Plan zabudowań i ogrodu młynowskiego, założonych przez Ś. P. Jana Mikołaja Chodkiewicza, starostę X. Żmudzkiego a oyca moiego rysowany na lat dwadzieś­cia kilka przed murowaniem Pałacu podług planu P. Lud. Szlegiela. Domy na tym planie położone istniały za moiey pamięci. Pisano w Młynowie 1833 roku w miesiącu lutym dnia 15. [-] A. Chodkiewicz”.

Miejsce pod pałac wybrano na wysokim brzegu rzeki, skierowując jego fasadę na połu­dnie, z często w budownictwie siedzib ziemiań­skich stosowanym odchyleniem na „godzinę jedenastą”. Zabudowania powiązane z pałacem ustawiono po obu stronach osi poprowadzonej prostopadle do bryły pałacu. Po stronie wschodniej stanęła mocno wydłużona, partero­wa oficyna, zaakcentowana dwukondygnacyj­nym ryzalitem środkowym, mieszczącym salę wysoką „na dwa piętra” (dwukondygnacyjną). Jej części jednokondygnacyjne nakrywał gładki dach trój spadowy, część zaś zryzalitowaną dach, prawdopodobnie typu namiotowego. Naprzeciw oficyny prawej, po stronie zachod­niej, wzniesiono dwie równoległe do siebie ofi­cyny mniejsze, jako gościnną i kuchenną. Po tej samej stronie zachodniej, ale już poza ogro­dzonym „cour d’honneur’em”, zamkniętym z dwóch stron oficynami, a z trzeciej projek­towanym gmachem pałacu, usytuowano rozleg­ły, złożony z trzech skrzydeł budynek gospo­darczy, mieszczący stajnie i wozownie. Zamy­kały one dziedziniec gospodarczy, otwarty w stronę drogi wjazdowej. W pobliżu znajdo­wał się też dom ogrodnika, oranżeria, figarnia i warzywnik. Pierwotny ogród spacerowy „włoski” o charakterze regularnym rozciągał się po obu stronach bocznych pałacu, za nim i poza oficynami, dochodząc od zachodu do biegnącego równolegle do alei środkowej, sztu­cznie wykopanego kanału, od wschodu zaś do wału. Ogród tworzyły liczne kwatery kwiato­we, boskiety, jak też odpowiednio przystrzyżo­ne altany, „gabinety” i fontanny. Od strony północnej pałacu, pomiędzy drzewami, na skłonie zbocza, pozostawiono szeroki prześwit z widokiem na Ikwę, miasteczko i dalszą okoli­cę. Jak miał wyglądać pałac - nie wiadomo.

Na jego miejsce, już po śmierci starosty żmudzkiego, Leopold Szlegiel opracował wersję pałacu nowego. Nie został on wprawdzie rów­nież zrealizowany, niektóre jego elementy de­koracyjne wykorzystano jednak, gdy wreszcie doszło do budowy rezydencji. Według owego projektu pałac miał być budowlą dwukondyg­nacyjną, siedemnastoosiową, założoną na rzucie prostokąta, nakrytą wysokim dachem cztero­spadowym, otoczonym ścianką attykową. We­dług tegoż projektu w fasadzie frontowej, na trzech osiach środkowych, pałac zdobił cztero-kolumnowy portyk w wielkim porządku, z gło­wicami korynckimi, zamknięty trójkątnym fron­tonem, wypełnionym sztukateriami, z owal­nym kartuszem herbowym na tle panoplii. Aby rozładować monotonię zbyt długich od­cinków bocznych elewacji frontowej, przez rozczłonkowanie jej trzech osi skrajnych pilastrami o wydatnych cokołach utworzono po­zorne ryzality. W czternastoosiowej elewacji północnej zamiast środkowego portyku zapro­jektował Szlegiel w kondygnacji dolnej otwarty taras, w górnej natomiast ciągnący się wzdłuż czterech ujętych po bokach pilastrami joński- mi osi balkon, osadzony na masywnych kon­solach. Także na obu krańcach elewacji wyod­rębnił cztery osie jako ujęte w narożnikowe pilastry ryzality, zamknięte trójkątnymi spłasz­czonymi frontonami, przebitymi okulusami, otoczonymi wieńcami girlandowymi. Część środkową wieńczyć miała attyka z motywem plecionki, dekorowana rzeźbą z owalnym kar­tuszem i panopliami, części boczne zaś - ka­mienne wazony. Od południa dach ożywiać miały owalne lukarny, pseudoryzality zaś bo­czne - rzeźby figuralne. Jako główne motywy dekoracji wszystkich elewacji, oprócz obra­mień otworów okiennych i drzwiowych, jak też gzymsu międzykondygnacyjnego, zaprojekto­wał Szlegiel girlandy laurowe, umieszczone pod ławami okiennymi pierwszego piętra. We­wnątrz zastosować chciał układ dwutraktowy, ale z korytarzami i sionkami; inny na parterze, inny na piętrze. W sposób oryginalny rozwią­zać pragnął klatkę schodową o planie koła, ze spiralnie poprowadzonymi stopniami. Równo­cześnie z budową pałacu planowano przekomponowanie ogrodu.

Nie wiadomo, dlaczego starościna żmudzka zrezygnowała również z opracowanego już szczegółowo projektu Szlegiela. Może chodziło jej o uzyskanie większej monumentalności bu­dowli, choć przy realizacji projektu ostateczne­go zrezygnowano z wielu podnoszących ją szczegółów dekoracyjnych, jak lukarny, attyki, wazony czy rzeźby figuralne. Najnowsze bada­nia prof. J. Kowalczyka wykazały, że zachowu­jąc właściwie dawną bryłę pałacu „szlegielowskiego” i niektóre detale wystroju zewnętrzne­go, jak np. pilastry oddzielające trzy osie skraj­ne obu elewacji dłuższych, architekt warszaw­ski Karol Schiitz zastąpił portyk czterokolumnowy dużo głębszym sześciokolumnowym, od strony zaś Ikwy ustawił taką samą liczbę kolumn portyku ślepego. Pod kierunkiem Schiitza pałac wznoszony był w latach 1790-1791. Prace późniejsze powierzono architektowi innemu, Janowi Słoniewskiemu.

Z okresu zakładania rezydencji młynowskiej najciekawszy i najbardziej szczegółowy jest inwentarz całego klucza z 1798 r. Znajdu­jemy w nim bowiem opis nie tylko istniejących już wówczas, choć nie zawsze wykończonych zabudowań dworskich i parku, ale także dane dotyczące wszystkich folwarków wchodzących w skład dominium oraz szczegóły odnoszące się do sytuacji, jak też powinności włościan etc. Ponieważ pałac w owym czasie gotowy był zaledwie w stanie surowym, inwentarz ogranicza się jedynie do podania jego wymiarów, a więc długości 96 łokci i szerokości 33 łokci oraz zaznaczenia, iż wzniesiony on został z muru na wysokość dwóch kondygnacji, nie licząc suteren, a nakryty dachem gontowym. Bardzo szeroko natomiast inwentarz ów zajmuje się opisem parku.

Z inwentarza sporządzonego w 1798 r. i późniejszego, pochodzącego z 1830 r., oraz dotąd zachowanego planu wynika, że park młynowski składał się od początku z dwóch nierównych części, rozciągniętych po obu stronach bardzo obszernego dziedzińca paradnego i prostopadle do wiodącej do pałacu alei wjazdowej. Mniejsza część ogrodu znajdowała się po prawej stronie dziedzińca, znacznie zaś większa, z kanałem o nieregularnym wydłużonym kształcie, po lewej stronie gazonu i środkowej osi alei. Aby park młynowski, określany w inwentarzach stale jako „ogród włoski”, wypadł najwspanialej, starościna żmudzka wysta­rała się o spisy roślin i drzew hodowanych współcześnie w innych, znanych magnackich ogrodach, np. w Wołczynie Czartoryskich czy Białej Radziwiłłów. Charakter włoski nadać miały ogrodowi zarówno sposób jego ukształ­towania, jak też liczne posągi, a przede wszyst­kim ogromna liczba smukłych topoli. Opadają­cy z natury łagodnie teren od dziedzińca w stronę równolegle do niego wykopanego ka­nału, nazwany w inwentarzu „amfiteatrem le­wym”, splantowany został na szereg kondyg­nacji pokrytych darnią, z darniowymi schoda­mi i ławami. W tej lewej części ogrodu rosło w końcu XVIII w. samych tylko kilku i kil­kunastoletnich topoli włoskich ponad czterysta sztuk, topoli lombardzkich blisko sto pięćdzie­siąt sztuk, topoli balsamicznych sto piętnaście, a białych cztery. Wśród innych gatunków drzew wyróżniał się tam m.in. boskiet lipowy, złożony z osiemnastu kwater obsadzonych wiś­niami. Występowało też kilkanaście innych ga­tunków najróżnorodniejszych drzew krajo­wych i egzotycznych, dekoracyjnych i owoco­wych w liczbie od kilku do kilkudziesięciu sztuk z każdego gatunku. Po topolach najwię­cej było akacji żółtych i amerykańskich, bo około 70 sztuk, dalej sporo orzechów włoskich, lip wolno i grupami rosnących, jarzębiny, ka­sztanów, leszczyny, olszyny, brzóz, osik, jodeł, grabów, klonów, cisów i in. Wszystkie one w sposób zaplanowany rosły wymieszane z drzewami owocowymi, wśród których prze­ważały jabłonie, grusze, wiśnie i śliwy. Pomię­dzy drzewami było też zasadzonych kilkaset krzewów ozdobnych i owocujących, a więc li­czne jałowce, jaśminy, rodzynki, migdały, mor­wy, bzy białe i tureckie, kaprifolium, drzewka kamforowe, berberysy, ligustry, azalie, różne gatunki róż szlachetnych i dzikich, winna lato­rośl, sumaki, derenie i inne. Ponieważ inwen­tarz niektóre nazwy drzew i krzewów podaje w zniekształconym brzmieniu łacińskim, nie zawsze można się zorientować, o jakie chodziło dalsze gatunki.

W „amfiteatrze lewym” wytyczone też by­ły aleje: „prospektowa”, „promenada dzika” zwana również „szpiegiem”, dalej „brzozowa”, „leszczynowa”, „topolowa” oraz „szpa­ler laskowy”. Osobno wydzielony został ogród kwiatowy i „pagórek winnicy”. Pośród drzew, krzewów i kwiatów stały malowniczo rozmie­szczone, choć nie zawsze najlepszego wykona­nia, figury kamienne Flory, Temidy, Apolla i Adonisa, dalej pomnik ku czci hetmana Wac­ława Rzewuskiego w postaci kamiennej urny i jakiś obelisk. Do wypoczynku obok ław dar­niowych służyły także liczne ławy kamienne. Na łączącym się z Ikwą kanale urządzone były dwie kaskady. W pobliżu pałacu znajdował się jeden mostek łączący obie części „amfiteatru lewego”, rozdzielonego sadzawką, a nieco dalej jeszcze i drugi.

W tej stronie ogrodu stało również kilka budynków, w tym domek ogrodnika z oran­żerią. Mieszkanie jego składało się z trzech po­koi, przy czym w jednym z nich, obok pieca z białych kafli, był też kominek. Domek ów zajmował prawdopodobnie ogrodnik Szulc, który objął obowiązki po swych poprzednikach Deczu, Pogonowskim i Peierze. W pobliżu domku ogrodnika i oranżerii wznosił się jesz­cze inny murowany budynek, określony jako „trepauz”. Miał on parter wpuszczony w zie­mię i służył do przechowywania ananasów i in­nych owoców. Do zespołu należał również wzniesiony w pobliżu bramy wjazdowej, nad kanałem, już zupełnie wykończony „Domek filozoficzny”. Wreszcie w lewej części ogrodu znajdowała się jeszcze ośmiograniasta altana, zielono malowana, kryta gontowym dachem, zwieńczonym złoconym wazonem. W altanie stały drewniane kanapy i stolik, malowane tak­że na zielono. Do rozrywki przeznaczona była „camera obscura”, czyli murowana budowla o dwóch kondygnacjach, jeszcze podówczas nie wykończona i w końcu karuzela z dwoma krzesłami.

Przeciwległa, znacznie mniejsza strona ogrodu, zwana „amfiteatrem prawym”, ogra­niczona była z jednej strony przedpałacowym dziedzińcem, a z dwóch innych drogami wio­dącymi do Dubna i miasteczka Młynów. Z czwartej strony, od tyłu pałacu dochodziła do Ikwy i zbliżała się w tym miejscu do lewej części ogrodu. Obie części nadrzeczne rozdzielal otwarty trawnik z pozostawioną w środku pomiędzy dwiema grupami drzew perspekty­wą, dającą z okien pałacu widok na miasteczko. Ponieważ prawa strona ogrodu, również ze sztucznie wykopanymi skarpami, nie była tak rozległa jak lewa, rosło tam tylko 190 topoli włoskich, 17 lombardzkich, 12 balsamicznych i 5 amerykańskich. Topole te, znacznie już wy­rośnięte, widoczne są na najstarszej przedsta­wiającej pałac rycinie, wykonanej w 1842 r. Poza topolami po tej stronie parku spotykało się podobne gatunki drzew i krzewów jak po lewej, w tym boskiet lipowy, ale już tylko o dziesięciu kwaterach. Stało tu natomiast wię­cej posągów kamiennych, a więc Minerwy, Ledy, Fauna, cezara Antoniusza, leżącej na postumencie Kleopatry i w tej samej pozycji przedstawionej Latony. W tej też części ogro­du w pierwszej ćwierci XIX w. wzniesiony zo­stał najciekawszy z parkowych pawilonów, zwany „Templum”. Równocześnie z wykań­czaniem pałacu trwały też dalsze prace nad upiększaniem parku. Powstała w nim z czasem m.in. figarnia. Sprowadzono do Młynowa czy też na miejscu wyhodowano drzewa cytrynowe i pomarańczowe.

Parter pałacu, przynajmniej częściowo, wy­kończony został najprawdopodobniej w 1803 r. i wówczas to już na stałe osiedliła się w nim starościna żmudzka. Dowodzą tego zachowane rejestry sreber wypakowanych z kufrów, jak też wykazy szkła angielskiego, porcelany i róż­nego rodzaju kosztownych naczyń, kupionych w tym czasie w Dubnie u Gastla. Z tego same­go roku pochodzi też inwentarz urządzonego już buduaru. Rejestry z 1804 r. mówią o naby­tkach nowych wyrobów porcelanowych, srebr­nych i złotych, poczynionych w Korcu, we Lwowie i w Gdańsku. W 1805 r. sprowadzono do Młynowa dziesięć żyrandoli z opuszczane­go powoli pałacu w Turcu i sześć z Warszawy.

Mimo osiedlenia się Ludwiki Chodkiewiczowej w Młynowie na stałe, prace wykończe­niowe w pałacu trwały nadal, gdyż nawet w chwili jej śmierci, to jest w 1816 r., gotowy i całkowicie urządzony był tylko parter i wybudowana w pierwszym dziesięcioleciu XIX w. prawa oficyna. Ostatecznie wykoń­czył więc rezydencję dopiero następny dzie­dzic Młynowa, syn starościny, gen. Aleksander Chodkiewicz. O tym, jak wyglądał pałac, ofi­cyna oraz inne budowle należące do zespołu pałacowego w chwili objęcia majątku przez Aleksandra Chodkiewicza, wiemy dokładnie ze sporządzonego w tym czasie szczegółowego in­wentarza. Dowodzi on, iż ich wygląd zewnę­trzny prawie nie zmienił się aż do 1939 r.

Pałac młynowski był budowlą monumentalną, zbudowaną z cegły i otynkowaną, dwukondygnacyjną, z wysokimi zaopatrzonymi w okna suterenami, wzniesioną na rzucie wydłużonego prostokąta. Jak już wspomniano środek siedemnastoosiowej fasady, zwróconej na południe, akcentował głęboki, dwunastokolumnowy portyk w wielkim porządku. Sześć kolumn wysuniętych było daleko przed lico elewacji, sześć pozostałych rozmieszczono przy ścianie w płaszczyznach międzyokiennych. Pokryte gładkim tynkiem kolumny, wsparte na kwadratowych bazach, miały głowice korynckie. Portyk wieńczył trójkątny fronton, otoczony gzymsem kroksztynowym. Całe jego pole wypełniały sztukaterie. Kompozycja ta składała się z trzech wielkich owali. W środkowym, największym, otoczonym mocnym wieńcem z dziewięciopałkową koroną, widniały wykonane w złoconym brązie inicjały fundatorki pałacu L C. W nachylonych ku środkowemu owalach bocznych umieszczono herb Chodkiewiczów Gryf z mieczem, a po drugiej stronie Krzywdę Rzewuskich, na tle panoplii. Część portykowa fasady, zarówno na parterze jak na piętrze, wyposażona została wyłącznie w porte-fenetry, ujęte w gładkie obramienia i zwieńczone naczółkami na konsolkach. Porte-fenetry górne otrzymały też kute żelaz­ne balustradki o pięknym rysunku. Z dziedziń­ca pod portyk, na całej jego szerokości, wiodły jedenastostopniowe schody kamienne. Podjazd pod kolumnadę dla zaprzęgów ujęto w zakre­ślony lekkim łukiem murek oblicowany pias­kowcem. W obu bocznych częściach fasady, trzy osie skrajne wydzielone zostały za pomo­cą pilastrów międzyokiennych, także z gło­wicami korynckimi, wspartych na bazach i mocno w kondygnacji suterenowej występu­jących cokołach. Nieco bogatszą niż piętro oprawę otrzymały wszystkie prostokątne, ośmiokwaterowe okna parteru, ujęte w ramy profilowane. Pod ich parapetami umieszczo­ne zostały girlandy roślinno-kwiatowe, jako zwieńczeń zaś użyto naczółków trójkątnych. Girlandy, wypełniające płaszczyzny podokienne piętra, otrzymały wygląd nieco skromniej­szy, w zwieńczeniach zaś użyto esownic wpisa­nych w pola prostokątne.

Podobnie jak elewacja frontowa wyglądała też elewacja północna zwrócona w stronę Ikwy. W partiach bocznych była ona identycz­na z fasadą. Różnica zaznaczała się jedynie w potraktowaniu pięcioosiowej części środko­wej, w której zamiast portyku występował tyl­ko pseudoryzalit utworzony przez sześć przy­ściennych kolumn, zamknięty również fronto­nem trójkątnym. W jego polu, na tle panoplii, umieszczono wielką owalną tarczę herbową z wyobrażeniem Kościeszy w odmianie chodkiewiczowskiej, hrabiowskiej, dzielonej na pięć pól. Środek tarczy na całej jej długości zajmo­wał Gryf z mieczem, w górze zaś po lewej stro­nie Kościesza, po prawej Łabędź, u dołu zaś Pogoń i Trzy Wręby. Tarczę wieńczyła także dziewięciopałkowa korona. Do kolumnowego pseudoryzalitu przylegał niezbyt głęboki taras z dziewięcioma kamiennymi stopniami wiodą­cymi do parku. Pięcioosiowe elewacje boczne powtarzały wszystkie elementy wystroju obu elewacji dłuższych, ale bez pilastrów, które po­krywały tylko narożniki. Wszystkie elewacje wieńczył gzyms kroksztynowy, podobnie jak we frontonach portyków. Wysoki, gładki, czte­rospadowy, zawsze gontowy dach z czterema symetrycznie rozmieszczonymi, poprzecznie w stosunku do kalenicy wyprowadzonymi tynkowanymi kominami, w czasach fundatorki pałacu malowany był na kolor czerwony.

Wnętrze pałacu w obu kondygnacjach miało układ dwutraktowy z zachowaniem amfiladowego rozmieszczenia drzwi. Większość sal i pokoi już w czasach starościny żmudzkiej otrzymała bogaty wystrój, na który złożyły się głównie malowidła ścienne iluzjonistyczne o tematyce architektonicznej i krajobrazowej, utrzymanej w duchu romantyzmu, mające dać złudzenie trójwymiarowości. Sufity wspierały się na fasetach bądź gładkich, pokrytych malo­widłami w różne kompozycje, najczęściej anty-kizujące lub o motywach groteski czy wici roś­linnej, bądź z ornamentacją w całości stiukową. Ze stiuku wykonane też były najczęściej supraporty z wyobrażeniem scen figuralnych o tematyce zaczerpniętej przeważnie z historii starożytnej, umieszczone nad każdymi drzwia­mi. Środek sufitów zajmowały rozety, w każ­dym pokoju o innym rysunku, z których zwi­sały żyrandole. W pokojach, w których zamiast malowideł ściennych przewidziano obicia ma­teriałowe, występowały także stiukowe prosto­kątne ramy różnej wielkości. Piece różnego kształtu, ale najczęściej prostokątne, murowa­ne z cegły lub kaflowe, stały w półokrągło skle­pionych niszach, z podniebiem pokrytym ka­setonami lub o kształcie muszli, wykonanymi również w sztukaterii. W niektórych pokojach były też kominki murowane lub marmurowe. Lamperie, w kolorach dostosowanych do tona­cji danego pomieszczenia, posiadały różne pro­file. Autorami malowideł ściennych byli Win­centy Borkiewicz i nieznany z imienia Miodu­szewski, może ojciec lub dziad Jana Miodu­szewskiego (ur. w 1831 r.), bardziej głośnego portrecisty. Niestety, ze sformułowań użytych w inwentarzu nie zawsze w tematyce i rodzaju malowideł można orientować się bezbłędnie.

W 1816 r., podobnie zresztą jak i w 1939 r., od frontu na osi pałacu mieściła się obszerna sień, oświetlona dwoma oknami parapetowy­mi, złożonymi z dziesięciu kwater. Na wprost drzwi wejściowych usytuowane były dwubiegowe, załamane w połowie wysokości, wiodące na piętro schody z lakierowanymi na czarny kolor poręczami. Pod schodami mieściły się dwie izdebki służbowe z oszklonymi drzwiami. Ściany sieni, sufit i supraporta nad wejściem były „w sztukaterii malowane”, posadzka zaś ułożona z cegieł. Później zastąpiono je deska­mi. Urządzenie, składające się m.in. ze stolika z warcabnicą, dwóch „szlagbanów”, tapczanu i zegara z kurantami, wybijającego godziny i wygrywającego na dzwonkach jakąś melodię, wskazywało, iż sień za czasów starościny żmudzkiej służyła jako poczekalnia dla dyżurującej służby i tzw. „kozaków dworskich”.

O wiele bardziej reprezentacyjnie przedsta­wiał się w 1816 r. przedpokój prawy, jeden z dwóch przylegających do sieni z obu stron. Miał on obicia tapetowe z wzorem kwiatków na tle perłowym z niebieskim szlakiem, gzyms „Toscania w sztukaterii malowanej”, sufit ara­beskowy, supraporty z czarnymi sylwetami na tle białym i lamperie malowane na murze, imi­tujące kamień, ponad którymi biegła rama la­kierowana przytrzymująca obicie. Tylko pod oknami lamperie były drewniane, malowane olejno. Murowany oryginalny piec o trzech dolnych kolumnach większych i trzech gór­nych mniejszych wieńczył u góry wazon. Piec ten posiadał korbę żelazną z odpowiednim me­chanizmem służącym do zamykania luftu. Przedpokój prawy oświetlały dwa okna, z któ­rych jedno parapetowe wychodziło na część portykową pałacu, drugie mniejsze mieściło się już poza kolumnadą. Oba zamykano na noc okiennicami. Z pułapu zwisał żyrandol w brą­zowej oprawie. Urządzenie składało się z kilku stolików i szesnastu plecionych krzesełek.

Z przedpokoju prawego wchodziło się do pokoju bilardowego także o dwóch oknach, mającego sufit i supraporty pokryte ornamen­tem arabeskowym, gzyms „godzkiej sztukate­rii malowany”, lamperie z różowymi szlakami, a pod oknem znów drewniane lakierowane. Stał tu piec kaflowy, biały, polewany. Z sufitu zwisał żyrandol z brązu i czeskiego szkła. Na piecu stało, bliżej w inwentarzu nie określone, gipsowe popiersie. Urządzenie składało się ze stołu bilardowego ozdobionego brązami i dzie­sięciu krzesełek.

Następny pokój, narożny, południowo-wscho­dni, określony jako „paradny”, z trzema oknami wychodzącymi na dziedziniec i ściana­mi malowanymi „w strukturach rzymskich starożytnych” oraz sufitem „mitologicznym ze szlakiem arabesek”, miał także dokoła gzyms ze sztukaterii „rzymskiej malowany”. Między oknami widniały „figury w lanszaftach”. Sup- raporty wyobrażały białe postacie na tle nie­bieskim. Lamperie były podobne jak w pokoju poprzednim, tylko ze szlakami żółtymi. Podo­bny był też zapewne piec kaflowy. Urządzenie ruchome przedstawiało się nieco lepiej niż w pokojach wyżej opisanych, gdyż znajdowały się tu stoliki mahoniowe i dwadzieścia osiem krzesełek, a wśród osobliwości „camera obscura”, „bejcowana z galerią drewnianą z lustrem i szkłem optycznym o drzwiczkach zasuwa­nych z szufladką i zameczkiem”.

Z frontowego narożnego pokoju „paradne­go” było wejście do małych sionek z jednym oknem i schodami w dół oraz do góry, miesz­czących się pośrodku wschodniej strony pała­cu. Miały one podłogę ułożoną z tarcic i komi­nek „szafiasty”. Do sionek przylegał niewielki narożny północno-wschodni „gabinet para­dny”, który rozpoczynał ciąg amfiladowy po­koi traktu ogrodowego. Miał on ściany ze szla­kami zielonymi i ciemnymi dokoła kwiatkami, gzyms „godzkiej sztukaterii malowany” i biały polewany piec kaflowy, ogrzewający także po­mieszczenie sąsiednie. „Gabinet paradny” urządzony był meblami mahoniowymi lub bia­ło lakierowanymi i złoconymi. Wśród wyposa­żenia artystycznego wyróżniał się tam wielki obraz olejny i drugi mały, których jednak in­wentarz bliżej nie określa.

Następny w ogrodowym trakcie pałacu, idąc od strony prawej ku lewej, był salon o dwóch oknach, nazwany w inwentarzu z 1816 r. także pokojem „paradnym”, oddzie­lony od frontowego korytarzykiem gospodar­czym. Jego ściany i sufit pokrywały malowidła arabeskowe. Gzyms imitował sztukaterie. Lam­perie miały szlaki niebieskie. W supraportach i tu także występowały postacie białe na niebieskim tle. Piec był podobny do opisanych poprzednio. Urządzenie składało się z mebli mahoniowych z brązami. Niektóre krzesła i ka­napki miały na oparciach jakieś widoczki, zwa­ne w inwentarzu „lanszaftami”. Między okna­mi wisiał nieokreślonego pędzla portret gen. Aleksandra Chodkiewicza, oprawiony w biało lakierowane ramy, a pod nim lustro złożone z trzech części.

Sąsiedni w amfiladzie pokój „paradny czwarty”, o dwóch oknach i ścianach utrzyma­nych w kolorze niebieskim ze szlakami naśla­dującymi malarstwo etruskie(14) oraz sufitem „arabesk w sztukaterii”, miał lamperie ze szla­kami zielonymi i supraporty z motywami kraj­obrazowymi. Stał tu piec murowany okrągły, zielono malowany, o trzech kondygnacjach, z wazonem ze sztukaterii. W urządzeniu ru­chomym przeważały również mahonie, a więc cztery serwantki ze zbiorem porcelany i stoją­cym na osobnej kolumnie wazonem fabryki Wedgwood „z uchami w figurach «szamua» malowanych”, cztery biurka, kanapy, sofy i stoliki intarsjowane drewnem żółtym. Popiersia porcelanowe Platona oraz Demokryta, jak też kolorowane sztychy oprawne w mahoniowe ramy z brązowymi rozetami uzupełniały artys­tyczne wyposażenie pokoju.

Do pokoju „paradnego czwartego” przyle­gał następny w amfiladzie salonik nazwany po­kojem „niebieskim”. Nazwę uzasadniały takie­go właśnie koloru obicia ze szlakami z kwiatów różowych i gzymsem w „sztukaterii composito malowanym”. Supraporty miały jako motyw znów białe figury, ale tym razem malowane na tle czarnym. Białe lamperie na murze, podob­nie jak obicia, ożywiały szlaki niebieskie. Jed­no z dwóch okien, parapetowe o dwunastu taf­lach wychodziło na ogrodowy taras. I ten po­kój opalano piecem kaflowym białym. Między oknami wisiało lustro złożone z sześciu tafli, ujęte w ramy rzeźbione olejno malowane. W urządzeniu przeważały także meble maho­niowe. Stały tam więc biurko, kanapa, szesnaś­cie krzesełek oraz stolik z blatem marmuro­wym i brązami. Obok trzech zegarów dokład­nie określonych przy opisie saloniku „niebies­kiego” wymienia jeszcze inwentarz dwie urny alabastrowe, cztery figurki porcelanowe i inne drobiazgi.

Środek traktu od strony Ikwy zajmowała duża sala „mozaykowa”, najwspanialsza ze wszystkich, z trzema porte-fenetrami. Ściany jej były „w taflach zielonych mozaykowych z szlakami czerwonymi, podobnież mozaykowymi”. Zielono malowany sufit miał pośrodku rozetę i szlak ze sztukaterii. Dokoła sali biegł gzyms „w sztukaterii rzymskiej”. W owalnych wnękach, sklepionych u góry na kształt białych mozaikowych muszli, stały dwa piece murowa­ne, utrzymane także w tonie zielonym, zwień­czone białymi, mozaikowymi wazonami. Po­między oknami wisiały dwa lustra o trzech taflach każde, w ramach malowanych stolar­skiej roboty. Najbardziej okazałym sprzętem umieszczonym w sali „mozaykowej” był ma­honiowy fortepian, fornirowany zielonym i żół­tym drewnem, z pedałami i klawiszami z kości słoniowej. Dalsze urządzenie tworzyły: kanapa obita karmazynowym adamaszkiem w białe kwiaty oraz cztery kanapy inne różnych roz­miarów, dwie serwantki mahoniowe, cztery krzesełka, cztery taborety i stoliki. Przedmio­tów sztuki było tam raczej jeszcze niewiele. Stały one głównie na siedmiu białych, mozai­kowych kolumnach. Wśród nich wymienia in­wentarz specjalnie ciekawy zegar marmurowy biały, z także marmurowymi, leżącymi po obu jego stronach postaciami kobiecymi i brązo­wym kogucikiem na wierzchu, dalej cztery wa­zy fajansowe i trzy marmurowe z brązami, dwie marmurowe figury w „rzymskich kasz­kietach”, a w końcu popiersie króla Stanisława Augusta. Z sufitu sali „mozaykowej” zwisał żyrandol dwudziestoświecowy.

Następny pokój w amfiladzie, nazwany „przez Mioduszewskiego malowany”, miał ściany pokryte freskami „w pejzażach z szlaka­mi różnych instrumentów muzycznych” i gzyms imitujący sztukaterie, sufit błękitny z malowanym szlakiem i rozetą, okna zaś po­dobne jak w pokoju „niebieskim”. Murowany piec posiadał kształt okrągły i utrzymany był w kolorze zielonym z malowanym na różowo i ozdobionym sztukaterią wazonem na wierz­chu. I w tym pokoju przeważały meble maho­niowe, wśród których wymieniono w inwenta­rzu trzy biurka z brązowymi ozdobami, szezlong oraz szereg stolików i krzeseł. Z przed­miotów dekoracyjnych przeważały tu wyroby z porcelany, marmuru, alabastru i brązu. Było też popiersie cara Aleksandra I.

Kolejny pokój, dwuokienny „sypialny pa­radny”, przeznaczony może dla znakomitszych gości, utrzymany w tonacji zielonej, ze ściana­mi o „czterech lanszaftach w pejzażach z szla­kami arabesk i hitrusk malowanymi”, obiegał górą także gzyms iluzjonistyczny, naśladujący sztukaterie. Sufit pokrywał szlak arabeskowy, podokienne zaś lamperie miały pasy różowe. I tu stał najczęściej w pałacu młynowskim spo­tykany piec biały kaflowy polewany, zwieńczo­ny wazonem wykonanym z tego samego mate­riału, ale obok niego znajdował się również biały marmurowy kominek. Najbardziej zape­wne rzucającym się w oczy przedmiotem było w pokoju „sypialnym paradnym” żelazne sa­skie łóżko z firankami i baldachimem oraz dra- periami z cycu chińskiego, jedwabnymi frędz­lami i kutasami. Łóżko nakrywała kapa także z cycu chińskiego obramowana jedwabnymi frędzlami. Na dalsze urządzenie pokoju skła­dały się m.in.: dwa lustra, jedno wiszące mię­dzy oknami, drugie nad kominkiem, każde zło­żone z sześciu tafel, siedem różnych kształtów stolików, kantorek z brązami, mahoniowe biu­ro, serwantka, dwie szafki oraz... mebel o dys­kretnym przeznaczeniu, lecz nie mniej wy­tworny, to jest krzesło wybite pąsowym safia­nem „do basenu”. Wazony alabastrowe i por­celanowe, figura marmurowa przedstawiająca „postać ostrzącą nóż” i wiele innych drobiaz­gów uzupełniały wyposażenie pokoju „sypial­nego paradnego”.

Ostatnia w amfiladzie ogrodowej pałacu była sala biblioteczna, oświetlona dwoma ok­nami. Miała ona ściany malowane na kolor sza­firowy z białym szlakiem w kwiatki, występu­jącym także i na plafonie, pośrodku którego widniała postać Apolla. Jak w szeregu innych komnat, tak i tu był gzyms „w sztukaterii ma­lowany”, a lamperie ze szlakami paliowymi. Na supraportach przedstawiono biało malowa­ne „biusta na tle papierowym”. Zwykły muro­wany piec wieńczył u góry wazon. Pod ściana­mi stało sześć mahoniowych szaf. Niestety, in­wentarz zupełnie nie wspomina o książkach. Wymienia natomiast dalsze sprzęty, jak duże mahoniowe biurko z „antabami brązowymi”, cztery stoliki, cztery kanapki i trzy krzesła. Wyposażenie dekoracyjno-artystyczne biblio­teki przedstawiało się dość skromnie i ograni­czało do dużego zegara grającego jakąś melo­dię, dalej do lichtarzy, sześciu gipsowych po­piersi, dwóch wazoników i tyluż figurek porce­lanowych.

Lewy ogrodowy, północno-zachodni naro­żnik pałacu zajmował korytarz z jednym ok­nem umieszczonym w elewacji zwróconej w stronę Ikwy. Znajdujące się tu schody pro­wadziły do suteren. Pośrodku zachodniego bo­ku pałacu istniały znów sionki; podobnie jak w skrzydle wschodnim. Miały jedno okno oraz ściany „z szlakami pąsowymi, gzyms i sufit w imitacji sztukaterii malowany”. Niewielki, południowo-zachodni narożny pokój służył ja­ko buduar. Miał on jedno okno wychodzące na dziedziniec, ściany malowane w pasy kwieci­ste, sufit z rozetą i szlakiem zielonym, gzyms malowany jako sztukaterie oraz lamperie imitu­jące kamień. Urządzenie buduaru składało się z mahoniowego biurka i sekretarzyka, dalej z olchowego, bejcowanego i brązowanego kan­torka, stolika i kilku krzeseł oraz z przedmio­tów ozdobnych, jak popiersie gipsowe Rozalii z Chodkiewiczów Lubomirskiej, jedenaście sztychów i kilka drobniejszych dzieł sztuki.

Przylegający do buduaru duży pokój o dwóch oknach przeznaczony był na gardero­bę. Miał on ściany malowane w szlaki arabe­skowe, gzyms malowany „w sztukaterii rzym­skiej”, lamperie o szlakach ciemnych, rozetę na suficie, biały piec kaflowy z galeryjką u góry i kominek „szafiasty”. Stały tu przeważnie meble olchowe lub fornirowane orzechem, skromniejsze niż w innych pokojach.

Za garderobą, idąc nadal w stronę sieni, mieścił się także dwuokienny pokój sypialny z malowidłami o motywach arabeski na ścia­nach, suficie i w supraportach. Lamperie zdobiły szlaki zielone. Gzyms określa inwentarz jako „godzkiej sztukaterii”. W pokoju tym stał również malowany piec, a oprócz tego marmu­rowy kominek. Na bogate urządzenie ruchome składały się następujące meble i dzieła sztuki: biuro i biurko mahoniowe brązowane, kanto­rek olchowy bejcowany, kilka stolików, kanapa, dwanaście krzeseł, dwa lustra, trzy zegary, urny alabastrowe, wazony porcelanowe, „syl­weta cesarza Aleksandra na dnie szafirowym biała” i kilka drobniejszych przedmiotów. Najprawdopodobniej nie było jeszcze wówczas w pokoju sypialnym żadnych obrazów, gdyż inwentarz ich nie wymienia.

Ciekawie przedstawiał się też ostatni w le­wym odcinku traktu frontowego przedpokój drugi. Podobnie jak jego odpowiednik prawy, miał on jedno okno zwykle i jedno parapetowe umieszczone w ramach portyku, ale nieco inny wystrój. Ściany tego pomieszczenia utrzymane bowiem były w kolorze zielonym ze szlakami ciemnymi arabeskowymi, gzyms „composito w sztukaterii malowany”, sufit koloru „szamoa” z szlakiem niebieskim, także w stylu ara­beski, supraporty o motywach krajobrazo­wych, a lamperie ze szlakami zielonymi. Stała tam szafa mahoniowa, biurko, sekretarzyk for­nirowany kolorowym drewnem i ozdobiony brązami jesionowy kantorek i taki sam szezlong, dwie szafy inne, osiem krzesełek oraz mahoniowy składany stolik. Prócz lustra o sze­ściu taflach, przedpokój lewy zdobiły jeszcze 22 sztychy o tematyce krajobrazowej, dwa wa­zony fabryki Belweder, dwie porcelanowe fi­gurki i trzy zegary, bliżej nie określone.

Górną część sieni dekorowały malowidła w duchu romantycznym „w pejzażach i kolu­mnach czerwonych sztukaterii godzkiej z szla­kiem górnym na dnie czerwonym arabesk” i gzyms również „sztukaterii godzkiej”. Na wprost schodów, na ścianie frontowej widniały herby Chodkiewiczów i Rzewuskich, a powy­żej fresk przedstawiający króla Jana III Sobie­skiego siedzącego na koniu. Sufit obiegał do­koła zielony szlak „w harmaturach”. Pośrodku sufitu wymalowany był Jowisz na orle.

Rozplanowanie piętra odbiegało nieco od układu parteru. Drzwi umieszczone w sieni po prawej stronie wiodły do dużej sali o czterech oknach, usytuowanej bezpośrednio nad przedpokojem prawym i pokojem bilardowym. Ścia­ny tej sali, nie posiadającej w 1816 r. żadnej nazwy, ale - jak się wydaje - już całkowicie wówczas wykończonej, choć jeszcze nie urzą­dzonej, zdobne były w pejzaże ścienne. Białe figury między oknami jako tło miały barwę „szamua”. Sufit otaczał szeroki szlak o sześciu „lanszaftach” w figurach różnych kolorów i sześciu „na dnie niebieskim, w figurach bia­łych”. Pięć wymalowanych pośrodku plafonu kupidynków zdawało się unosić wstęgę od zwi­sającego stąd ogromnego żyrandola z dwudzie­stoma ośmioma lichtarzami i ozdobami ze szkła czeskiego. Lamperie „stolarskiej roboty” były lakierowane. Salę tę ogrzewały dwa zielo­ne piece kaflowe, na których stały gipsowe po­piersia. Żadnych sprzętów inwentarz tu nie wymienia.

Sąsiedni pokój narożny południowo-wscho­dni, odpowiadający usytuowaniem i rozmiara­mi pierwszemu pokojowi „paradnemu” na par­terze, miał już biały kaflowy piec, ale ściany, sufit i gzyms na razie jeszcze „bez żadnego malowania” i służył podówczas jako skład przypadkowo tu nagromadzonych różnych przedmiotów i mebli, także jeszcze nie wykoń­czonych.

Korytarzyk gospodarczy oraz sionki ze schodkami wiodącymi na parter i do suteren oddzielały tę salkę od podobnej narożnej pół­nocno-wschodniej, z trzema oknami wycho­dzącymi na ogród i rzekę, rozpoczynającej tylną amfiladę pokoi. Również i ta komnata, zaopa­trzona już wówczas także w biały kaflowy piec, ale „bez żadnego malowania”, podobnie jak następna trzyokienna, nie była za życia funda­torki pałacu wykończona, służąc na razie za skład mebli i obrazów.

W stanie surowym znajdowała się też sala określona jako „druga”, zajmująca środek tra­ktu ogrodowego, z trzema porte-fenetrami umieszczonymi pomiędzy kolumnadą portyku ogrodowego, oraz trzy następne w amfiladzie pokoje. Złożone tam były najrozmaitsze, częs­to już „zdezelowane” przedmioty. Pokój trze­ci, czyli narożny północno-zachodni, ze scho­dami prowadzącymi w dół, oddzielony był sionkami i korytarzem „gospodarczym” od identycznego pokoju narożnego południowo-za­chodniego ze ścianami bielonymi, gładkim su­fitem, białym kaflowym piecem i ciemnym marmurowym kominkiem. Pokój ten był już przypuszczalnie zamieszkany, choć „nie znać w nim było porządku”. Obok mahoniowego sekretarzyka z brązami znajdowało się tam ró­wnież mahoniowe łóżko na brązowych lwich łapach, okrągła serwantka, biurko bejcowane, stolik, krzesła, a jako dekoracja służyły cztery „kopersztychy papierowe sztychowane pryn­cypialnie j szych miast zagranicznych” oraz olejny portret ks. Stanisława Sapiehy.

Na pewną uwagę zasługiwał pokój nazwany „ostatnim”, sąsiadujący z narożnym i lewym przedpokojem. I on miał biały kaflowy piec oraz ciemny marmurowy kominek, a z wypo­sażenia ruchomego: dwa mahoniowe biurka, sekretarzyk, stoliki, serwantkę, kanapę i dwa­naście krzeseł. Najbardziej interesujące mogły być zebrane w tym pokoju portrety: olejny Ludwiki z Rzewuskich Chodkiewiczowej, sta­rościny żmudzkiej, oprawiony w ramy biało la­kierowane i wyzłacane, dalej Karola hr. Chod­kiewicza, Seweryna hr. Rzewuskiego, hetmana polnego, Aleksandra hr. Chodkiewicza, woje­wody brzeskiego, dwa wizerunki Jana hr. Cho­dkiewicza oraz jakiś nie oznaczony „za szkłem w ramach z brzegami wyzłacanymi, olejno ma­lowany”.

Przedpokój lewy górny, podobnie jak doiny, miał jedno okno zwykłe i drugie parapeto­we wychodzące na portyk. Jego ściany i sufit nie posiadały żadnego wystroju. Był tam biały piec kaflowy i podłoga z tarcic, podobnie jak w szeregu pomieszczeń wcześniej wymienio­nych. Urządzenie stanowiły dwie bejcowane kanapy, dwa stoliki i sześć krzesełek.

We wszystkich pokojach, które mieściły się na parterze pałacu, w 1816 r. już wykończo­nych, była dębowa posadzka, układana w wiel­kie kwadraty z płyt jednolitych, w pokojach zaś pozostałych - na razie z tarcic. Obie kon­dygnacje miały w zasadzie drzwi dwuskrzyd­łowe, lakierowane, ze środkową połacią kanelowaną, zaopatrzone w dwie mosiężne gałki. Prostokątne okna jednakowej wielkości, „z szufryglami, haczykami i antabami”, z lufcikami na zawiaskach, miały po dwie ramy zaopatrzo­ne w osiem kwadratowych tafli szklanych. Tylko w oknach parapetowych było szyb dwa­naście. Na parterze każde okno zaopatrzone zostało w zamykające się od środka biało lakie­rowane okiennice.

Niemal we wszystkich pokojach mieszkal­nych i salach reprezentacyjnych prócz kande­labrów stojących znajdowały się różnej wielko­ści żyrandole wiszące* przeważnie brązowe z ozdobami ze szkła czeskiego. Ich rozmiar oraz liczba lichtarzy na świece zależały od przestrzeni, którą miały oświetlać. Meble, głównie mahoniowe i, jak wynika z epoki, w której pałac został urządzony, a także z nie­których szczegółów podanych przez inwentarz, w większości w stylu empire, miały pokrycie z czarnej Włosienicy w paski, obitej złocony­mi ćwieczkami, czasem z karmazynowego ada­maszku, obszytego złoconymi galonami lub też po prostu z perkalu i płócienka w żółte, zielone lub inne kratki czy paski. Wśród stosunkowo nielicznych jeszcze w pałacu młynowskim na początku XIX w. dzieł sztuki najwięcej było porcelany polskiej i obcej, która zapoczątkowa­ła znaną później cenną kolekcję, dalej kilka­dziesiąt zegarów najczęściej w oprawie z mar­muru i złoconego brązu, czasem o bardzo wy­sokiej wartości artystycznej.

Podczas gdy na piętrze tylko dwie sale usy­tuowane w pobliżu sieni i klatki schodowej zo­stały ukończone i umeblowane przed 1816 r., sutereny pałacowe w chwili śmierci starościny żmudzkiej urządzone były całkowicie. Służyły one jako apartament mieszkalny któregoś z członków rodziny i jako pokoje gościnne. Ciągnęły się po obu stronach biegnącego wzdłuż całego pałacu korytarza, do którego ist­niały trzy zejścia: z sieni głównej oraz dwóch sionek mieszczących się na obu krańcach bu­dynku. Wszystkie pomieszczenia suteren były sklepione i zaopatrzone w małe, kwadratowe okna, okratowane od strony zewnętrznej, z okiennicami wewnętrznymi.

Idąc od lewego narożnego pokoju frontowego, zwanego „mieszkalnym”, całkowicie umeblowanego i ozdobionego portretem Jana hr. Chodkiewicza oraz dwunastoma „lanszaftami na szkle malowanymi” i dwoma czerwono sztychowanymi, wchodziło się bezpośrednio do pokoju drugiego, „bawialnego”, z wyposa­żeniem artystycznym, na które składały się: portret Aleksandra hr. Chodkiewicza, „biust Najjaśniejszego króla Stanisława snycerskiej roboty w ramkach okrągłych wyzłacanych, z cyfrą na drugiej stronie i berłem na wierzchu wyzłacanym”, dwanaście portretów malowanych suchymi farbami, oszklonych i oprawnych w wyzłacane ramy, dwa „lanszafty sztychowane” w ramach mahoniowych z brązami, „lanszafty czerwono sztychowane” oraz jakiś „lanszaft” inny, na którym przedstawione były sylwetki ks. Michała Lubomirskiego i jego żo­ny, w końcu zaś nie określona dokładniej figu­ra gipsowa. Trzeci w amfiladzie był pokój sy­pialny, w którym prócz kanapy, stolików i krzeseł oraz jakiegoś portretu olejnego zawie­szonego nad „szafiastym” kominkiem niczego ciekawszego nie było.

Urządzenie raczej skromne wykazywały też trzy dalsze pokoje, usytuowane po prawej stro­nie głównej sieni. W ostatnim z nich znajdował się m.in. portret Seweryna Rzewuskiego, het­mana polnego, jakiś obraz olejno malowany, bez bliższego oznaczenia i „lanszaft za szkłem w ramach wyzłacanych”.

Po przeciwnej stronie korytarza mieścił się szereg dalszych pokoi, przeważnie mniej re­prezentacyjnych niż frontowe. Jedne i drugie miały jednak podobne piece kaflowe i podłogę bądź z tarcic, bądź też po prostu z cegieł. Wie­le z tych pokoi służyło na razie jako składy uprzęży, przyborów podróżnych, materiału potrzebnego do wykończenia pałacu, jak mar­mury na kominki, naczynia stołowe itp.

Usytuowana w ciągu ogrodowym suteren kaplica pod względem architektonicznym nie różniła się niczym od pomieszczeń pozosta­łych. Jej wyposażenie w sprzęty ograniczało się aktualnie do „biura i ławki do siedzenia”. Zdobiły ją obrazy treści religijnej, jak też świe­ckie. Do grupy pierwszej należały: Chrystus na krzyżu, Wniebowstąpienie Pańskie i Św. Miko­łaj, malowane na drzewie, Pan Jezus, Św. Ka­tarzyna i Św. Mikołaj, wszystkie trzy wykona­ne na szkle, dwa jeszcze dalsze obrazy na szkle i jeden na drzewie, a w końcu Matka Boska, „sztychowana na materii żółtej za szkłem”. W grupie świeckiej były portrety: Stanisława Mateusza Rzewuskiego, hetmana wielkiego koronnego, Krzysztofa Chodkiewicza, woje­wody wileńskiego, Adama Chodkiewicza, wo­jewody brzeskiego, jakieś dwa portrety malo­wane przez Pawłowskiego(16) i jeszcze dwa inne, również nieokreślone, a w końcu krajobraz sztychowany w ramach okrągłych. Obok całej masy przedmiotów związanych ściśle z kultem religijnym był jeszcze w kaplicy pałacowej tak­że i „biust z kości słoniowej” ks. Anny Teresy z Przebendowskich Aleksandrowej Sułkow­skiej, wojewodzianki malborskiej.

Oficyna. Po prawej stronie pałacu, w dość dużej od niego odległości, stała całkowicie już w 1816 r. wykończona oficyna, której wy­gląd zewnętrzny nie zmienił się do 1939 r. Ta dwukondygnacyjna z widnymi suterenami, do­skonała w proporcjach budowla, mogąca być samodzielną siedzibą, wzniesiona na rzucie prostokąta, od strony podjazdu dziewięcio-osiowa, miała elewację frontową rozczłonkowa­ną pilastrami jońskimi. Przy jej trój osiowejczęści środkowej występował płytki portyk o czterech w jednakowej odległości ustawio­nych kolumnach, także jońskich. Dźwigały one pokryte słabo profilowanym gzymsem belko­wanie oraz trójkątny fronton, otoczony gzym­sem kroksztynowym. Pole frontonu, może pie­rwotnie wypełnione sztukaterią, było ostatnio całkowicie gładkie. Portyk poprzedzał kamien­ny taras, na który wiodło pięć również kamien­nych stopni na całej jego szerokości. Prostoką­tne okna kondygnacji dolnej oficyny, znacznie wyższej od górnej, każde złożone z ośmiu kwa­ter, jak też główne drzwi wejściowe miały bo­gate obramienia z wspartymi na konsolkach ła­wami oraz trójkątnymi, także na delikatnie modelowanych konsolkach ustawionymi na­czółkami. Nieco skromniejszą oprawę otrzy­mały sześciokwaterowe okna kondygnacji gór­nej.

Inny wygląd nadano elewacji ogrodowej, której trój osiowa część środkowa wysunięta została ujętym w ramy boni płytkim ryzalitem. Wieńczył go szczyt identyczny pod względem kształtu i wielkości jak frontowy, ale z bogatą dekoracją. Środek kompozycji sztukatorskiej zajmował tu wielki owalny wieniec, zamykają­cy wewnątrz ornamentację roślinną. Z wieńca spływały po bokach girlandy, z którymi krzy­żowały się dwa rogi obfitości pełne kwiatów. W części dolnej ryzalit wyposażony został w trzy porte-fenetry złożone każde z dwunastu kwater. I tu także znajdował się taras, ale zna­cznie wyższy, z siedmioma stopniami kamien­nymi umieszczonymi tylko na osi środkowej. Partie boczne elewacji ogrodowej, z pilastrami umieszczonymi jedynie w narożnikach, miały dwa okna. Wystrój elewacji ogrodowej oraz trójosiowych bocznych nie różnił się poza tym od wystroju elewacji frontowej. Oficynę wień­czył szeroki, wsparty na głowicach pilastrów gzyms profilowany oraz podokapowy kroksztynowy. I ten budynek, podobnie jak pałac, nakrywał gładki gontowy dach czterospadowy z połaciami lekko wygiętymi i dwoma otynko­wanymi kominami.

Wewnątrz oficyny mieściło się czternaście różnych wymiarów i kształtu pokoi o znacze­niu gospodarczym i mieszkalnym, a wśród nich izba kredensowa, kuchnia, izba „kuchmistrzowska”, spiżarnia, izba piekamiana, sie­dem pokoi bez nazwy oraz jedna duża sala na parterze w części ryzalitowej. Podłoga we wszystkich pomieszczeniach ułożona była z ce­gły albo z tarcic. Na razie więc oficyna od stro­ny wewnętrznej nie miała żadnych cech repre­zentacyjnych. Według projektu, naprzeciw ofi­cyny prawej stanąć miała identyczna lewa.Obie w harmonijną całość z pałacem połączyć miała galeria kolumnowa. Ani druga oficyna, ani galerie nie zostały jednak wybudowane.

Obszerny, owalny w kształcie dziedziniec, rozciągający się przed pałacem i oficyną, oto­czony był niewysokim murem, rozebranym już częściowo za życia gen. Aleksandra Chodkie­wicza, a częściowo dopiero po pierwszej woj­nie światowej. Na murze stały drewniane, czarno lakierowane sztachety. Słupy łączące poszczególne przęsła parkanu obite były gon­tami, pomalowanymi na ten sam kolor. Na wprost portyku stała brama wjazdowa o czte­rech masywnych murowanych filarach czwo­rograniastych, zwieńczonych gzymsami i ka­miennymi wazonami. Pośrodku, między dwo­ma filarami znacznie wyższymi od pozosta­łych, mieścił się główny wjazd, po bokach zaś furty dla pieszych, zawieszone na filarach niż­szych. W pobliżu bramy po lewej stronie drogi wjazdowej wznosiły się obszerne oranżerie.

Domek filozoficzny. Do okresu mię­dzywojennego przetrwał czteroosiowy pawi­lon, zwany „Domkiem filozoficznym”, usytu­owany nad kanałem, w kierunku południo­wo-zachodnim od pałacu. Zbudowany na rzu­cie prostokąta, miał on od strony dziedzińca wysokość półtorej kondygnacji, od tyłu zaś dwóch kondygnacji pełnych. Całą elewację frontową oraz części górne elewacji bocznych i tylnej tego budynku pokrywał tynk imitujący „kamień skalny”. Natomiast dolna część pa­wilonu, oddzielona od górnej szerokim oka­pem, była boniowana. „Domek filozoficzny” nakrywał gładki czterospadowy dach gontowy z dwoma kominami. Od strony kanału przesła­niała go częściowo ścianka attykowa, przebita szeregiem półkoliście zamkniętych otworów. Do prawego boku pawilonu przylegała grota, rzekomo kamienna, w rzeczywistości jednak wykonana przez Aleksandra Chodkiewicza z gliny i ziemi z dodatkiem jeszcze jakichś składników chemicznych. Składała się ona z kilku arkad na różnych poziomach i służyła generałowi do eksperymentów naukowych. W czasach późniejszych używano jej jako zej­ścia po stromym zboczu do biegnącej wzdłuż sadzawki ścieżki. Spoza kanału „Domek filo­zoficzny” prezentował się najbardziej okazale. Nad drzwiami wejściowymi „Domku” umie­szczona była kamienna tablica z jakimś nigdy nie rozszyfrowanym napisem w języku arab­skim.

Nie tylko grota, ale i cały pawilon służył Aleksandrowi Chodkiewiczowi jako jego pra­cownia głównie chemiczna. Wnętrze miało także charakter mieszkalny. Na parterze bu­dynku mieścił się przedpokój, sionki, dwa po­koje mieszkalne, pokój kredensowy oraz garde­roba. Przedpokój o jednym oknie miał ściany malowane w ornamenty arabeskowe, a lampe­rie w kostkę. Woskowana podłoga składała się z wielkich kwadratów dębowych. W pierw­szym pokoju mieszkalnym, oświetlonym dwo­ma oknami, lamperie oraz posadzka podobne były jak w przedpokoju Na dwóch ścianach widniały tam malowidła, z których jedno wyo­brażało Sąd Salomona między dwoma matkami o przysądzenie dziecka, drugie natomiast Sąd Heroda wynalezienia prawdziwego Mesjasza. Dalszymi elementami dekoracyjnymi były gzyms i supraporta „w sztukaterii malowa­nej”. Murowany piec miał kolor zielony. Z su­fitu zwisał ośmioświecowy żyrandol z brązu szkła czeskiego.

Pokój drugi, z oknem „dubeltowym” i bia­łym kaflowym piecem, pokrywały malowidła ścienne o charakterze pejzażowym. Lamperie i sufit ze szlakami zielonymi oraz gzyms „w sztukaterii malowany” podobne były jak w po­koju pierwszym. Izba kredensowa niczym szczególnym się nie odznaczała. Garderoba miała jednak ściany malowane „w szlakach cie­mnych i gzyms w sztukaterii”. Z garderoby poprzez korytarzyk wchodziło się do „miejsca potrzeby w kamień malowanego”. Z sieni, któ­rej część górna, podparta dwiema kolumnami, ze ścianami także „w kamień malowanymi” i z gzymsem ze sztukaterii wyglądała nawet okazale, było wejście do pięciu pokoi górnej kondygnacji.

Największą przestrzeń zajmowała tu sala o trzech oknach. Ściany jej pokrywały malowa­ne „al fresco” „lanszafty na dnie niebieskim w figurach białych”. Sufit posiadał rozetę z żyrandolem ośmioświecowym i arabeskowy szlak. Salę dekorował poza tym gzyms „w sztukaterii malowany” i lamperie ze szlakami zielonymi. Z sali można było wejść do dwóch pokoi jednookiennych. Pierwszy z nich miał również ściany malowane w pejzaże, a sufit, gzyms i supraportę „w sztukaterii malowany”. W pokoju drugim ściany i lamperie utrzymane były w kolorze niebieskim z szlakiem grotes­kowym i gzymsem ze sztukaterii. Pokój trzeci o jednym oknie służył jako kaplica. Znajdował się tam olejny obraz Chrystusa Ukrzyżowane­go, Matki Boskiej wykonany na blasze i nie określony bliżej w inwentarzu, trzeci, malowa­ny na blasze miedzianej. Pokój ostatni na pięt­rze, ze ścianami utrzymanymi w kolorze zielo­nym, ze szlakami w kwiaty i gzymsem jak w innych pomieszczeniach, służył jako sypial­ny. Umeblowanie „Domku filozoficznego”, złożone ze stołków, stolików i kanap, krytych przeważnie płócienkiem w kratki żółte, zielone i niebieskie, pochodziło prawdopodobnie z gar­niturów pałacowych lub przewiezione zostało z Pekałowa. Pawilon ten przez długie lata za życia matki był mieszkaniem Aleksandra Cho­dkiewicza, w którym najchętniej przyjmował on swych osobistych gości.

„Templum”. Najokazalszym od strony zewnętrznej pawilonem ogrodowym był budy­nek zwany „Templum”, istniejący także w do­brym stanie jeszcze w okresie międzywojen­nym. Został on wykończony dopiero po śmie­rci starościny żmudzkiej. Widać na nim było wyraźne piętno romantyzmu. Pawilon ten, zwany później z francuska „Tempie”, wznosił się w kierunku południowo-wschodnim od pa­łacu i oficyny, w niewielkiej kotlince. Otrzy­mał on rzut i kształt nieregularny, uzależniony również od rzeźby terenu. Składał się z kilku części połączonych w jedną całość. Najmniej­sza i najniższa była część frontowa, wejściowa, z elewacją północną zwróconą w stronę pałacu, zakreśloną półkoliście. Składała się ona z wy­sokich suteren i parteru. Podstawowa dwukon­dygnacyjna bryła pawilonu miała rzut wydłu­żonego prostokąta z wtopioną w jego dłuższą elewację południową rotundą. Wszystkie ele­wacje „Templum” pokrywały bonie, korpus główny zaś ujęty był ponadto w ramy pilast- rów. Na parterze miał on okna zamknięte pół­koliście, a pozostałe — prostokątne. Rotunda zaopatrzona była w okna o zamknięciu także półkolistym wyłącznie w kondygnacji górnej. Każda część budynku miała własny kształt da­chu, mocno spłaszczonego, częściowo ukryte­go poza ściankami attykowymi. Nad rotundą miał on wygląd niskiego stożka zbliżonego do płaskiej kopuły, zwieńczonej sylwetką Geniu­sza z pochodnią w ręku. Główne wejście znaj­dowało się w części północnej, przy której mie­ściła się wsparta na półkolistych arkadach oś- miokolumnowa galeryjka. Od strony zewnęt­rznej w stanie prawie nie zmienionym pokazuje „Templum” rysunek Napoleona Ordy z lat sześćdziesiątych XIX w. Później pawilon ten przeznaczony został na cele gospodarcze, teren wokół niego splantowano i podwyższono, w wyniku czego cała budowla została znacznie obniżona. Murowane kolumienki galerii zastą­pione zostały przez cienkie żeliwne.

W 1816 r. część przednia „Templum” mieściła sień i schody z okrągłym, dzielonym na dziesięć kwater oknem. W połowie schodów znajdowała się „kawiarnia” z oknem owalnym i kominkiem. Parter części środkowej zajmo­wała wielka prostokątna sala, jeszcze wówczas nie wykończona i o nieznanym przeznaczeniu. Z korytarza, biegnącego wzdłuż górnej kondy­gnacji tejże części budynku, wchodziło się do trzech pokoi uszeregowanych obok siebie. Kondygnacja dolna rotundy mieściła okrągłą salę „muzyczną”, zaopatrzoną jedynie w pięć niskich, poziomo ułożonych okienek. Jej sufit wspierał się na stojącym pośrodku filarze. W sali grywała orkiestra, której dźwięki po­przez umieszczone w suficie dwa „lufty” prze­dostawały się do sali górnej, tego samego kształtu, ale znacznie wyższej, gdzie gromadzi­li się słuchacze. Sala ta z pięcioma parapetowy­mi oknami otrzymała później piękną stiukową dekorację sufitu i służyła jako salon letni.

„Camera obscura”. Poza ocalałymi do pierwszej wojny światowej - kiedy to mocno zostały zdewastowane, ale po wojnie znów od­budowane - „Domkiem filozoficznym” i „Templum”, do czasów nowszych nie prze­trwał żaden inny pawilon ogrodowy, choć w początkach XIX w. było ich jeszcze w ob­rębie parku kilka. Nie wiadomo nawet, w któ­rym miejscu stały. Do grupy tej należała „Ca­mera obscura”, wspomniana już w inwentarzu z 1798 r. Pochodzenie jej nazwy nie jest jednak zrozumiałe. Była budowlą stojącą na rzucie ko­ła, murowaną, z kamiennymi ławeczkami i takimże okrągłym stołem w kondygnacji dolnej, drewnianą zaś, olejno malowaną w kondygna­cji górnej, nakrytą dachem gontowym. Wień­czyła ją blaszana chorągiewka, umocowana na żelaznym pręcie i na nim się obracająca. Cho­rągiewkę otaczało siedem wygiętych prętów z gałkami blaszanymi, polakierowanymi na ko­lor biały. Salka górna altany miała wyposaże­nie pokojowe. Ściany międzyokienne pokrywa­ły szlaki w różowe kwiaty i zielone listki. Po­dobny wieniec wymalowany był także na suficie, pośrodku którego widniały promienie wschodzącego słońca. Posadzka tu była dębo­wa, złożona z kwadratowych tafli, woskowana. Umeblowanie składało się z kilku stolików i krzeseł. Jedna urna alabastrowa z uchami, dwa wazoniki fabryki „Belweder” oraz dwie kolumny mozaikowe czarne z białymi postu­mentami dopełniały urządzenia altany pod względem artystycznym. Do rozrywki służyła warcabnica, której nie brakło zresztą także w „Domku filozoficznym”.

Inna niewielka altana nazwana została w inwentarzu z 1816 r. „Bramką o dwunastu znakach niebieskich”. Była ona murowana, na­kryta dachem gontowym, ze ściennym malowi­dłem wewnętrznym naśladującym kamień, su­fitem malowanym w arabeskę i kamienną po­sadzką. W „Bramce” znajdowały się tylko dwie olejno lakierowane kanapki.

Najodleglejsza część parku, leżąca w kie­runku południowo-zachodnim od pałacu, z powodu siedliska wielkiej ilości żmij, jakie tam każdego roku widywano, nosiła miano „Strasznego kąta”. Stały tam: ptaszarnia z da­chem gontowym, wspartym na ośmiu kolum­nach z kapitelami, zwieńczonym wyzłacanym orłem ze wzniesionymi skrzydłami, oraz dwie altany. Altana pierwsza, murowana, o planie kwadratu, „znadworu w kamień malowana”, ozdobiona była dwukolumnowym portykiem. Otaczał ją dokoła gzyms „ze sztukaterii”. Wnętrze miało kształt kolisty ze ścianami ma­lowanymi w pasy kwiatowe. Naprzeciw drzwi, pomiędzy dwiema czerwonymi kolumnami „sztukaterii godzkiej” umieszczony był pej­zaż. Gzyms wieńczący tylko imitował sztuka­terie. Salkę tę nakrywała „kopuła o czternastu taflach olejno malowanych” z rozetą pośrodku. Zwisał z niej czteroświecowy żyrandol brązo­wy z ozdobami ze szkła czeskiego. I tu posadz­ka składała się z dębowych, woskowanych tafli. Na urządzenie ruchome składały się stoliki, ka­napka, krzesła i „kraszuarka”, które poza tym spotykało się w każdym niemal pokoju pałaco­wym. Wejście do altany drugiej „w piramidę budowanej”, ujęte było również w ramy dwóch kolumienek. Wnętrze mieściło także salkę okrągłą ze „ścianami w drzewach malo­wanymi” i posadzką zwykłą, kamienną. Przy opisie tej altany inwentarz żadnego umeblowa­nia nie wymienia. W obrębie parku stał jeszcze w końcu Skarbiec murowany z podziemnym lochem, zawierający dwie izby. Budynek ten kryty był dachówką.

Do końca życia swej matki, starościny żmudzkiej, gen. Aleksander Chodkiewicz swą główną wiejską siedzibę posiadał w niezbyt od Młynowa oddalonym Pękałowie(17). Jak w swych pamiętnikach opowiada dobrze te strony zna­jący pamiętnikarz Antoni Andrzejowski(18), istniało tam małe muzeum, na które składała się m.in. bogata biblioteka i piękny zbiór obra­zów. Jako wielki miłośnik sztuki teatralnej, pi­sujący nawet krytyki i wystawiający własne lub tłumaczone z francuskiego utwory dramatycz­ne, miał też u siebie Aleksander Chodkiewicz „niewielki ale dobrze urządzony teatr” oraz orkiestrę pod batutą wirtuoza i równocześnie kompozytora Karschmidta. Aparatura astro­nomiczna i fizyczna, jak też zasobne laborato­rium chemiczne, pozwalały generałowi nawet na wsi zajmować się jego ulubioną dziedziną badań naukowych, mianowicie chemią, fizyką i meteorologią(19).

Do Pekałowa ściągnął też Aleksander Chod­kiewicz, a następnie się nim zaopiekował, znanego później malarza Józefa Oleszkiewicza, wysyłając go na własny koszt najpierw do Drezna, a następnie do Paryża, gdzie tenże kształcił się początkowo pod kierunkiem J. S. Berthélemy’ego, a później J. L. Davida. Do pekałowskiej galerii swego dobroczyńcy zrobił Oleszkiewicz m. in. doskonałą kopię Przemienienia pańskiego Rafaela, tych samych rozmiarów co oryginał, a dalej Achillesa opłakującego śmierć Patrokla według Davida, Porwanie Dejamiry według Guido Reniego i namalował swój własny obraz kompozycyjny, zatytułowany „Pożegnanie hetmana Chodkiewicza z młodą małżonką księżniczką Alojzą Ostrogską gdy się na wyprawę chocimską wybierał”(21). Andrzejowski wspomina też ogólnie o innych dziełach Oleszkiewicza, które widział w Pekałowie, w tym o Śmierci Katona i Nocnym obrazie z historii Harmodiosa. Prócz wymienionych przez niego były tam jeszcze inne prace tegoż artysty, a więc wielka kompozycja zatytułowana Olimp, za którą Chodkiewicz zapłacił 600 dukatów, Scena z życia Aristogejtona, pendant do Harmodiosa i Obrona Trembowli. Poczesne miejsce w kolekcji zajmowało w końcu wielkie płótno Franciszka Smuglewicza zatytułowane Śmierć Jana Karola Chodkiewicza pod Chocimem. Wszystko to mieściło się na piętrze pałacu w sali bibliotecznej.

W okresie między insurekcją kościuszkow­ską, w której brał udział w stopniu pułkowni­ka, a kampanią 1812 r., Aleksander Chodkie­wicz przebywał często w Wilnie i w Warsza­wie, gdzie przy ul. Miodowej miał własny pa­łac. W Pekałowie, wraz z obrazami i innymi dziełami sztuki od 1802 r. kompletować zaczął także bibliotekę, którą opiekował się sekretarz właściciela, Ludwik Ginet. Część tego księgo­zbioru liczącą kilka tysięcy tomów, głównie dzieł historycznych i pisarzy starożytnych, już w 1804 r. przewiózł do Warszawy. Następna partia wraz z kolekcją obrazów i „machinami fizycznymi” odeszła do stolicy w 1810 r. Za­chował się wprawdzie spis tych przedmiotów, jest on jednak tak ogólnikowy, że o wartości zbiorów mówi niewiele. Odnosi się to zwłasz­cza do obrazów, przy których z reguły brak danych dotyczących ich autorstwa. Tytuły: Narodzenie Chrystusa, Herody Mahomet, Św. Hieronim, Śmierć Sokratesa, Śmierć Medyterpe, Wojna Samsona, Zdjęcie z Krzyża, Fechtmistrz, Triumf Wenus czy Biczowanie Chrystu­sa mówią jedynie o treści malowideł.

W Warszawie Aleksander Chodkiewicz sy­stematycznie powiększał swój księgozbiór co­raz to nowymi nabytkami naukowymi. Uwzględniał w swych poszukiwaniach dzieła zarówno polskie, jak zagraniczne, przede wszystkim z zakresu fizyki, chemii, mineralo­gii, geografii, botaniki, historii, prawodaw­stwa, nauk politycznych, jak też teologii. Gro­madził encyklopedie i najrozmaitsze dykcjonarze. Do biblioteki jego weszło poza tym kilka tysięcy tomów innego charakteru, jakim był księgozbiór złożony przede wszystkim z roman­sów w języku francuskim i z niewielkiej liczby tekstów sztuk dramatycznych. Najcenniejszym wkładem do biblioteki Chodkiewicza był zespół jego wuja Józefa Rzewuskiego, staro­sty drohobyckiego, zmarłego bezpotomnie w 1816 r., nabyty zaraz po jego śmierci. Z listu napisanego przez generała w 1825 r. z Młyno­wa do Joachima Lelewela wynika, iż starosta drohobycki w ciągu 50 lat kupował „najrzad­sze dzieła”, głównie treści historycznej i numi­zmatycznej oraz „edycje zbytkowe i rzadkie”. Całość biblioteki Aleksandra Chodkiewicza w owym czasie sięgać miała, według jego włas­nych słów, 22-25 tysięcy „ksiąg najkomplet­niejszych, najrzadszych i najdroższych”. Ma­terialną wartość całych zbiorów, a więc zarów­no bibliotecznych jak i innych, już wówczas zresztą częściowo zlicytowanych, oceniał właś­ciciel na dwa miliony, zaznaczając, że ich „wartość wewnętrzna oceniona być nie mo­że”. Zapoczątkowana w Pekałowie biblioteka miała najpierw skromny drukowany exlibris z napisem: „Z ksiąg Aleksandra Chodkiewi­cza” w prostokątnej, kropkowanej ramce. W Warszawie książki ozdobione zostały pięk­nym, tłoczonym w złocie superexlibrisem her­bowym w kształcie koła z biegnącym takim sa­mym napisem. Oznakowanie jeszcze później­sze miało postać okrągłej pieczęci z herbowym Gryfem i napisem „Z biblioteki młynowskiej Chodkiewiczów Ru 1838”.

Wiele podróżując, wydając sporo pieniędzy na własne doświadczenia naukowe i kolekcjo­nowanie dzieł sztuki, a wreszcie ogłaszając ko­sztowne publikacje, w rodzaju odbitych na pierwszej przez niego do Polski sprowadzonej prasie litograficznej Portretów wsławionych Polaków, z przez niego samego napisanymi życiorysami, zrujnował Aleksander Chodkie­wicz swoją niemałą fortunę do tego stopnia, że w chwili śmierci matki długi jego wynosiły prawie 20 milionów złp. Prócz zaspokajania własnych ambicji naukowych i kolekcjoner­skich łożył przecież ogromne sumy także i na cele patriotyczne, narodowe i wojskowe. W 1812 r. wystawił własnym kosztem 18 wi­leński pułk piechoty, poważnymi kwotami wspierał szkolnictwo na Rusi, głównie Liceum Krzemienieckie, ufundował katedrę chemii itd.

Efektem tych wszystkich ogromnych wy­datków, a prawdopodobnie także i nie najlep­szej gospodarki, było wystawienie w 1824 r. pałacu warszawskiego wraz z jego zbiorami na licytację. Trwała ona całymi latami począwszy od 1823 r. Nie chcąc być bezpośrednim świad­kiem ruiny tego, czemu poświęcił całe swe dotychczasowe życie, Aleksander Chodkiewicz wyjechał w 1820 r. do Młynowa, który od 1818 r. stał się jego główną siedzibą. Oddał się tam swym umiłowanym doświadczeniom. Nie na długo wszakże, albowiem za kontakty z de­kabrystami i udział w lożach wolnomularskich został w 1826 r. aresztowany. Jakiś czas prze­bywał w Petersburgu i Żytomierzu, skąd z po­wodu braku dostatecznych dowodów „winy” już na stałe powrócił do Młynowa, gdzie pra­cując do końca naukowo, umarł w roku 1838 i został pochowany w miejscowym kościele.

Opuszczając Warszawę, zabrał ze sobą generał do Młynowa część biblioteki, głównie dzieła potrzebne mu do kontynuacji prac chemicznych, a obok nich także źródła history­czne i trochę cenniejszych rękopisów. Zamie­rzał bowiem opracować poszerzone życiorysy bohaterów narodowych XVIII i początków XIX w. oraz dzieje Stanisława Augusta. Około 75% księgozbioru, z najcenniejszym zbiorem należącym niegdyś do Józefa Rzewuskiego, pozostało jednak w Warszawie. Konieczność oddania na pastwę wierzycieli swych ukocha­nych zbiorów była dla Aleksandra Chodkiewi­cza z pewnością decyzją bardzo trudną. Innego sposobu na ratowanie resztek fortuny jednak już nie było. Nie wszystkie wystawione na li­cytację przedmioty, w tym książki, znalazły nabywców od razu. Po sprzedaniu pałacu księgozbiór liczył jeszcze 17 300 tomów, ulokowa­nych w domu przy ul. Leszno. Już po śmierci generała, na przełomie 1840/41 r. odbyła się ostatnia licytacja biblioteki. Część jej zakupio­no wówczas do Wilanowa, część nabyli spad­kobiercy generała i już w 1844 r. odesłali ją do Młynowa. Sporządzony w 1839 r. w języku francuskim katalog biblioteki młynowskiej wy­mieniał ok. 1400 tytułów w ok. 3600 tomach ułożonych działowo w 8 szafach „pod ściana­mi” i w szafie „angielskiej”, w której znalazły się głównie „stare księgi” i rękopisy. Przewa­żał dział powieściowy starościny żmudzkiej, której książki nosiły podpis „Louise Chodkiewiczowa”. W ciągu drugiej połowy XIX w. aż do pierwszej wojny światowej księgozbiór ten był stale wzbogacany przez kolejnych właści­cieli Młynowa. Pod koniec zawierał znów wie­le starych druków polskich i obcych, wśród których znajdował się m.in. bardzo rzadki eg­zemplarz biblii ostrogskiej z nie spotykaną w innych egzemplarzach przedmową-wstępem.

W czasie licytacji w pałacu warszawskim pozostało także archiwum zebrane przez Alek­sandra Chodkiewicza w latach 1807-1820, z aktami dotyczącymi głównie spraw wojsko­wych. Uległo ono wówczas również częściowe­mu rozproszeniu. Część jednak, dzięki stara­niom syna Jana Karola, znalazła się w końcu w Młynowie. Archiwum rodzinne, zapocząt­kowane przez Jana Mikołaja, starostę żmudzkiego, poszerzyła znacznie wdowa po nim. Na­zwano je wówczas „Archiwum Generalne Do­mu Chodkiewiczowskiego”. Po osiedleniu się w Młynowie, dokumenty gromadził nadal Ale­ksander Chodkiewicz, a po nim jego następcy. Archiwum objęło głównie dokumenty doty­czące linii supraślskiej, ale także, choć w stop­niu znacznie mniejszym, linii wygasłych: w 1578 r. brzostowickiej, a w 1621 r. bychowskiej, jak też rodzin z Chodkiewiczami spo­krewnionych, jak ks. Słuccy, Druccy-Horscy, Kiszkowie, Laccy, Tryznowie, Naruszewiczo­wie, Pacowie, Sapiehowie, Szczeniowscy, Olizarowie i in. Zgromadzone w Młynowie doku­menty oryginalne sięgały 1499 r., kończąc się na 1932 r.; najstarszy z odpisów pochodził z 1463 r. Przeważały akta z drugiej połowy XVIII w. i z początków XIX w., to jest z cza­sów najbardziej ożywionej działalności gen. Aleksandra Chodkiewicza. W drugiej połowie XIX w. archiwum młynowskie liczyło ponad 1000 tek, umieszczonych w 15 szafach. Było wśród nich wiele dokumentów pergamino­wych.

Aleksander Chodkiewicz osiadł w Młynowie na stałe wprawdzie dopiero w 1818 r., przebywając tam jednak niejednokrotnie czas dłuższy żywo interesował się pracami wykoń­czeniowymi budowanego przez matkę pałacu. Dowodzi tego m.in. notatka z 1805 r. zatytuło­wana „Informacja jak ma malarz malować sa­lę”(28). On też nadał rezydencji młynowskiej wygląd ostateczny. Julian Ursyn Niemcewicz, który odwiedził Młynów w niedługi czas po śmierci starościny żmudzkiej, z uznaniem pi­sze o „wspaniałym pałacu”, „porządnie umeb­lowanym”, okazałych ogrodach, oranżeriach i „trebhauzach”. Przyszła siedziba generała nie była jeszcze wówczas przez niego zamiesz­kana. Biblioteka znajdowała się nie rozpakowa­na w skrzyniach, a sprowadzone z Pekałowa obrazy, posągi, zegary i inne „kosztowne sprzęty” leżały po salach. Szczególną uwagę zwrócił Niemcewicz na wielką kompozycję pę­dzla Francesco Casanovy, wyobrażającą Burzę i napadniętych przez rozbójników podróżnych, która „mogłaby jaśnieć we wszystkich gale­riach”. W jednej z sal oglądał też „biusta” kró­la Stanisława Augusta, hetmana Jana Karola Chodkiewicza, Tadeusza Kościuszki i nieobec­nego gospodarza domu, gen. Aleksandra Cho­dkiewicza. Opuściwszy Młynów, odwiedził je­szcze Niemcewicz po drodze także nie zamiesz­kany, zniszczony w czasie działań wojennych Pękalów. Tamtejszy pałac określił jako „rów­nie okazały” jak młynowski, znacznym kosz­tem zbudowany i ozdobiony przez Aleksandra Chodkiewicza”.

Około 1820 r. zawitał do Młynowa, już wów­czas zamieszkanego przez Aleksandra Chod­kiewicza i w czasie jego obecności, Franciszek Kowalski, przyszły poeta i pedagog. Stwierdził on, iż pałac tamtejszy wywołał jego podziw „piękną architekturą, wykwintnym czołem i pysznymi sztukateriami”. W swym napisanym pod koniec życia pamiętniku wspomniał też o „kosztownej bibliotece, bogatym arsenale i drogim chemicznym gabinecie”. Niestety, obszerniejszego opisu rezydencji młynowskiej Kowalski nie pozostawił. Nieco więcej szcze­gółów na temat zbiorów młynowskich z czasów Aleksandra Chodkiewicza zawdzięczamy J. I. Kraszewskiemu, także gościnnie oprowadza­nemu po pałacu przez gospodarza. Znakomity W czasach późniejszych powieściopisarz robi na temat pana domu zabawną i pełną wyrozumiałosci uwagę, iż zapewne ze względu na znajomość jego z Czackim i innymi uczonymi, „mniej skrupulatnymi a zapalonymi miłośni­kami pamiątek krajowych”, pokazując mu swój cenny zbiór rękopisów, generał czynił to z niezmierną ostrożnością, jak gdyby w oba­wie, że gość może sobie jakiś ciekawszy doku­ment przywłaszczyć.

Spośród demonstrowanych mu manuskry­ptów wymienił Kraszewski statut z 1566 r. na­pisany po rusku i drugi, późniejszy, w języku polskim, dalej sporo przywilejów z podpisami królewskimi, listy osób historycznych, głównie z rodziny Chodkiewiczów, list Stefana Czar­nieckiego, raporty wojenne Tadeusza Kościu­szki, z których jeden dotyczył bitwy pod Szepetówką, oraz wyjątki z korespondencji Szczę­snego Potockiego. Rękopisy, jak to Kraszewski podkreśla, były już wówczas uporządkowane rzeczowo i alfabetycznie. Brakowało tylko zbiorowi układu chronologicznego. Prócz ar­chiwaliów pokazywał jeszcze generał Kraszew­skiemu wiele pamiątek innego rodzaju, jak że­lazna, złocona buława hetmana polnego Win­centego Gosiewskiego, z niezgrabnie wyrytym napisem „Pro Deo et Patria Gosiewski Palat.” i szabla, która należeć miała do Jana III, w no­wszej oprawie, na której głowni z jednej strony widniał herb „Janina” i słowa „Cave a falsis amicis, salvabo te ab inimicis”, z drugiej nato­miast krzyż i wyrazy „Haec meta laborum...”.

Połączywszy zbiory matki z resztkami swo­ich, stworzył Aleksander Chodkiewicz w Młynowie nową, znacznie już skromniejszą niż w Warszawie galerię obrazów, kolekcję dzieł sztuki i uporządkował bibliotekę i archiwum. Przez powinowactwo z Olizarami dostała się do Młynowa część ich słynnych zbiorów koro- steszowskich, wśród których wyróżniało się ogromne płótno pędzla Smuglewicza o przy­długim tytule Sesja Trybunału Lubelskiego pod laską Kajetana Olizara, stolnika koronnego, w przytomności króla Stanisława Augusta.

Po śmierci Mieczysława Chodkiewicza sporządzony został inwentarz ówczesnych zbio­rów młynowskich. Najciekawsza jego część dotyczy obrazów. Niestety i w tym przypadku tylko przy niektórych z nich widnieją nazwiska autorów. Do grupy tej należą portrety olejne: Franciszki Ksawery ze Szczeniowskich Chodkiewiczowej, pędzla Józefa Pitschmanna; Zofii Chodkiewiczówny, później szej Ossolińskiej, w wieku dziecięcym, z rozpuszczonymi włosa­mi, wykonany przez Józefa Oleszkiewicza i drugi wielki jej wizerunek, już jako kobiety zamężnej z okresu pobytu w Dreźnie, pędzla Ferdynanda Hartmanna; Jana Witkiewicza w mundurze, malowany przez Walentego Wań­kowicza; ks. Włodzimierza Golicyna i jego mat­ki Teresy Karoliny z Walewskich 1° voto Alek­sandrowej Chodkiewiczowej, oba wykonane na papierze przez Karola P. Briułłowa; Polidora Jankowskiego, pędzla Jakuba Procińskiego; wreszcie miniatura jakiegoś księdza, malowana przez Walerię Stroynowską. W tym czasie z pewnością znajdowały się też w Młynowie dwa duże portrety Aleksandra Chodkiewicza i jego drugiej żony, wykonane przez Oleszkie­wicza w Petersburgu w 1827 r.

Z sygnowanych obrazów innej treści wspo­mniany inwentarz notuje tylko wielkie malo­widło Horacego Verneta zatytułowane Dozorca stada na koniu oraz mały na blasze Benvenuta Tisi de Garofalo Najświętsza Panna z Dziecią­tkiem Jezus.

Jak we wszystkich ziemiańskich i magnac­kich galeriach obrazów, tak i w Młynowie najliczniejszą grupę stanowiły portrety rodzin­ne nie sygnowane, umieszczone w połowie XIX w. głównie w specjalnie na ten cel prze­znaczonym pokoju „szafirowym” i w przedpo­koju prawym. Szczególną wartość historyczną przedstawiają wizerunki olejne hetmana Jana Karola Chodkiewicza (1561-1622) z epoki, w tym jego portret „en pied” w zbroi, ponad- naturalnych wymiarów, zaopatrzony u dołu w podpis: „Jan Karol Hrabia na Bychowie у Szkłowie Chodkiewicz, wojewoda wileński, Hetman wielki koronny у Wielki W. X. Litew­skiego, zwycięzca nad Osmanem, sołtanem tu­reckim, zmarły w obozie pod Chocimem, cza­su traktatu zaczynaiącego się w roku 1621”. Na innym, małym portrecie przedstawione było tylko popiersie hetmana. Z epoki pocho­dził też portret żony Jana Karola, Anny z Ostrogskich.

Do grupy najstarszych i najcenniejszych portretów olejnych należały ponadto wizerun­ki Iwana Chodkiewicza (zm. w 1484 r.), Krzy­sztofa Chodkiewicza (zm. w 1652 r.) w stroju hiszpańskim oraz dwa wielkie płótna przedsta­wiające Hieronima Chodkiewicza (1550-1617), kasztelana wileńskiego i jego syna Krzysztofa (zm. w 1652 r.), wojewodę wileń­skiego. Z nowszej epoki pochodziły trzy por­trety Jana Mikołaja Chodkiewicza, starosty żmudzkiego i jego żony, Ludwiki z Rzewu­skich, dalej kilka portretów ich syna Aleksan­dra, dwa Zofii Chodkiewiczówny jako małej dziewczynki z piastunką Nowakową i jako Os­solińskiej, Teresy Karoliny Chodkiewiczowej, Wacława Chodkiewicza (zm. w 1784 r.), brata Aleksandra (pastel), a w końcu Mieczysława Chodkiewicza.

W pokoju „szafirowym” rozmieszczone też były portrety olejne różnych osób spokrewnio­nych z rodziną Chodkiewiczów, a więc: ks. Karola Radziwiłła „Panie Kochanku” i jego żony Teresy Karoliny z Rzewuskich; hetma­nów Mateusza, Wacława i Seweryna Rzewus­kich, jak również trzech innych przedstawicieli tego rodu: Anny z Lubomirskich Rzewuskiej, żony Wacława, reprezentowanej przez dwa płótna, jedno duże, drugie mniejsze, na któ­rym przedstawiona została z pieskiem; jej brata Stanisława Lubomirskiego (1720-1783), ma­rszałka wielkiego koronnego; trzech Czaps­kich, wojewodziców malborskich i dwóch ich sióstr; jeden duży portret kanclerza Lwa Sa­piehy i trzy mniejsze; dwa jego żony; wielkie portrety hetmanów Józefa Bogusława Słuszki i Grzegorza Antoniego Ogińskiego; Marii z Grabowskich ks. Radziwiłłowej, a w końcu wizerunki Ledóchowskich, Potockich, Walew­skich i in. W wielu przypadkach inwentarz nie podaje nawet nazwisk osób portretowanych. Wśród olejnych portretów panujących znajdo­wały się następujące: jeden Augusta II i dwa Augusta III, Marii Leszczyńskiej, królowej Francji oraz Stanisława Augusta Poniatows­kiego. Król August III reprezentowany był także przez swój portret sztychowany.

W pokoju jadalnym wisiało m.in. 12 szty­chów „staroświeckich”, a dalej sześć koloro­wanych i jeden określony jako „stary”. Podob­ne sztychy dekorowały też inne pokoje. Miały one ramy czarne lub złocone. Obok sztychów było też podówczas w Młynowie wiele lito­grafii, dagerotypów, miniatur, pasteli, rysunków ołówkiem o tematyce portretowej, jak np. wi­zerunek Karola Chodkiewicza wykonany przez Ksawerego Jana Kaniewskiego, i krajoznaw­czej, w tym widoki Pekałowa, Młynowa i in. W brzmieniu podanym przez inwentarz z 1851 r. należy też wymienić kilka nie okre­ślonych bliżej innych obrazów olejnych, jak Młoda dziewczyna pasterka, malowany na bla­sze, Krzyż z koroną cierniową, Głowa mężczy­zny szkoły weneckiej, Kozak na koniu, Mary- mondowitius Wódz czyli Książę z czasów daw­nych oraz Kaskada i pejzaże. Były też w końcu prace amatorskie uzdolnionej graficzki Zofii z Chodkiewiczów Ossolińskiej i „martwe na­tury z owocami” jej przyjaciółki Wirginii Jezierskiej.

Zbiory młynowskie wzbogacane niemal w ciągu całego XIX w. doznały jednak w tym czasie także i pewnych strat. Dotyczy to zwła­szcza okresu nieobecności w kraju Mieczysła­wa Chodkiewicza i jego żony z dziećmi, rezy­dujących w Dreźnie. Młynów pozostawał wówczas na łasce niezbyt sumiennego admini­stratora. Wówczas właśnie przepadło wiele cennych przedmiotów, głównie starego herbo­wego srebra i porcelany. Poszczególne sztuki srebra znaczone herbami oraz inicjałami Cho­dkiewiczów pojawiały się u handlarzy żydow­skich nawet po 1920 r. Po ponownym osied­leniu się właścicieli w Młynowie na stałe, ra­bunkowa gospodarka ustała, a zbiory znów znalazły się pod troskliwą opieką. Szczególną pieczołowitością otoczono archiwum. Bibliote­ka wzbogacona została wieloma nowszymi, pięknie ilustrowanymi wydawnictwami pol­skimi i obcymi. Galeria obrazów polskich i ob­cych mistrzów, głównie holenderskich i fran­cuskich, częściowo wyżej opisana, wraz z portretami liczyła kilkaset płócien. Do zbiorów szczególnie cennych należało też kil­kadziesiąt zegarów, głównie francuskich z dru­giej połowy XVIII w., w oprawie z marmuru i brązu złoconego i z podobnego materiału wy­konane kandelabry, jak też porcelana polska i francuska. Mimo poprzednich grabieży pozo­stawało też jeszcze bardzo dużo starego srebra. Do pamiątek innego rodzaju przechowywa­nych w pałacu, oprócz już wymienionych, na­leżał m.in. trójgraniasty kapelusz Napoleona i sukmana Kościuszki, który wieziony tędy do Rosji jakiś czas przebywał w gościnie u Chod­kiewiczów. Na pamiątkę jego pobytu usypano nawet obok parku niewielki kopiec.

Pałac, który w 1915 r. znalazł się na linii frontu austriacko-rosyjskiego, w ciągu dzie­więciu miesięcy walk trafiony był 138 pociska­mi artyleryjskimi. Zbiory wciąż jednak pozo­stawały prawie nietknięte. Przepadły wówczas tylko pojedyncze przedmioty, jak np. duży portret hetmana Seweryna Rzewuskiego, przy­pisywany Bacciarellemu, wycięty z ram przez jakiegoś oficera austriackiego i przez niego za­brany. Porcelanę, srebro, wyroby z brązu i marmuru zamurowano w dwóch pomieszczeniach w suterenach pałacu. Z obawy przed wil­gocią nie zostały w ten sam sposób zabezpie­czone obrazy.

Podczas nieobecności Mieczysława hr. Chodkiewicza, który przebywał w wojsku, w Młynowie na straży pamiątek rodzinnych i narodowych pozostały dwie kobiety: matka właściciela, Julia z Ledóchowskich Władysła­wowa Chodkiewiczowa i jej córka Zofia, które mimo grożącego im niebezpieczeństwa nie skorzystały z możliwości wyjazdu. Dnia 28 maja 1919 r. obie zginęły tragicznie zamordo­wane przez zrewolucjonizowane bandy. Pałac uległ wówczas splądrowaniu, jego urządzenie zaś oraz zbiory w dużym stopniu zniszczono lub rozgrabiono. Ocalały głównie przedmioty zamurowane, gdyż Żydzi z miasteczka, którzy kryjówkę wykonali, nie zdradzili jej istnienia. Powracający do rodzinnego gniazda Mieczy­sław Chodkiewicz zastał więc jedynie szczątki mebli, kilkadziesiąt obrazów i portretów prze­ważnie postrzelanych i porąbanych szablami, niedobitki biblioteki oraz sterty wprawdzie także zamurowanego, ale w innym miejscu i w konsekwencji odkrytego, porozrzucanego po całym pałacu i parku, archiwum.

W okresie międzywojennym z ogromnych zniszczeń podniesiono przede wszystkim gos­podarstwo. Pałac natomiast do 1939 r. pozostał nie zamieszkany. Aby tę piękną budowlę uchronić od ruiny ostatecznej, pokryto ją wszakże nowym dachem, całkowitą odbudowę przesuwając na czas późniejszy, korzystniejszy pod względem ekonomicznym. Do wybuchu drugiej wojny przetrwały jednak w pokojach i salach pałacowych w niezłym stanie malowid­ła ścienne, w tym największe z nich, przedsta­wiające króla Jana III Sobieskiego na koniu tratującym Turka, umieszczone na półpiętrze głównej sieni, naprzeciw wejścia. Ocalały też stiukowe dekoracje sufitów i ścian oraz supraporty.

W latach 1921-1939 siedzibą Chodkiewiczów w Młynowie była dawna oficyna, która odbudowana została z największą pieczoło­witością i dostosowana do nowego przeznacze­nia. Prócz pałacu i oficyny przetrwało też do 1939 r. kilka innych budowli, wzniesionych na przełomie XVIII і XIX w. Należały do nich przede wszystkim „Domek filozoficzny” i „Templum”. Ponadto cudem zniszczenia uniknęły dwie rzeźby figuralne ogrodowe, z których jedna, wykonana z brązu francuskie­go, przedstawiała Dianę, druga zaś, gorsza - Apolla. Wszystkie budowle oraz oba posągi stały wśród pięknie rozrośniętego i doskonale utrzymanego parku o powierzchni około 30 ha. W ciągu XIX w. charakter ogrodu młynowskiego z pierwotnego regularnego „włoskie­go”, zmienił się na naturalny, krajobrazowy, typu angielskiego. Spośród drzew sadzonych w czasach fundatorki pałacu ocalały tylko poje­dyncze egzemplarze.

Odbudowana oficyna z pięknym, umiesz­czonym na osi od strony ogrodu salonem o trzech oknach parapetowych, którego skle­pienie wspierało się na dwóch filarach, urzą­dzona została nielicznymi ocalałymi z pogro­mu pałacu meblami, stopniowo odnawianymi. Do najcenniejszych uratowanych sprzętów na­leżał stół empirowy średnicy około dwóch i pół metra, wsparty na lwich łapach. Jego blat po­krywała intarsja z różnokolorowego drewna, złożona według miejscowej tradycji z 3600 ele­mentów, otoczona niziutką galeryjką z brązu. Drugim cennym zabytkiem była oryginalna szafa gdańska, bogato rzeźbiona. Z dawnego urządzenia pałacowego udało się także odres­taurować jeden stół kształtu owalnego, kanapę, kilka foteli z oparciami niskimi i dwa z bardzo wysokimi, wszystkie mahoniowe w stylu em­pire. Pozostałe meble wykonane zostały przez miejscowych stolarzy już w okresie międzywo­jennym. W oficynie umieszczono też szereg portretów oraz ogromne kandelabry ze złoco­nego brązu wsparte na żabich łapach i odpo­wiednie do nich kinkiety ścienne. W jednym z pokoi znalazły schronienie resztki z tak boga­tej niegdyś biblioteki w liczbie kilkuset tomów.

Aby uchronić je przed następnymi niespo­dziankami losu, najcenniejsze z ocalałych zbio­rów wywiózł Mieczysław hr. Chodkiewicz, na­tychmiast po powrocie do domu, do Krakowa i Lwowa. Dla Krakowa przeznaczył większą część uratowanego archiwum oraz około 5000 tomów cenniejszych edycji z dawnego księgo­zbioru pałacowego. Wszystkie te materiały przekazał Muzeum Narodowemu. Do zespołu tego właściciele dołączyli jeszcze przechowy­wane na razie na Wołyniu akta gospodarcze. W okresie międzywojennym archiwalia zostały uporządkowane przez historyka Adama Wolariskiego. W 1951 r., w wyniku porozumienia Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych z Zarządem Muzeów, archiwum młynowskie przeniesiono do Archiwum Państwowego. W Muzeum pozostało jednak nadal ponad 80 dokumentów pergaminowych z lat 1496-1738 z oryginalnymi pieczęciami woskowymi, a tak­że część akt rodzinnych, korespondencji i akta obrony Modlina z 1813 r. Zarówno przed 1939 r., jak po drugiej wojnie światowej, mimo ogromnych poniesionych strat, archiwum mły­nowskie stało się jednym z najcenniejszych w kraju źródeł do badania historii polskiej, z którego stale korzysta wielu historyków.

Prócz archiwum i biblioteki wywiózł Mie­czysław hr. Chodkiewicz z Młynowa także ob­razy i inne cenniejsze dzieła sztuki. I tak wspa­niały, choć bardzo w czasie rabunku pałacu uszkodzony portret hetmana Jana Karola Cho­dkiewicza w zbroi, z buławą w ręku, oddany został na Wawel, pod warunkiem wykonania dla Młynowa identycznej kopii. Do Muzeum Narodowego w Krąkowie, prócz archiwum i biblioteki, przekazał właściciel jako depozyt ogromne płótno Smuglewicza Sesja Trybunału Lubelskiego.

Kilkadziesiąt obrazów, przeważnie bardzo uszkodzonych portretów rodzinnych, oddał Mieczysław hr. Chodkiewicz do konserwacji w Krakowie, skąd stopniowo wszystkie wrócić miały do Młynowa. Część z nich, starannie odnowiona, istotnie znalazła się w oficynie. Były to portrety olejne: hetmana Jana Karola Chodkiewicza w postaci niewielkiego po­piersia; przeszło dwumetrowej wysokości wizerunek „czarnej damy”, czyli Ludwiki z Olizarów Mieczysławowej Chodkiewiczowej (zm. w 1882 r.), namalowanej w czarnej sukni przy klęczniku z książką do nabożeństwa, zwróconej twarzą do widza, z opuszczoną jed­ną ręką trzymającą białą koronkową chustecz­kę, pędzla Rudolfa Lehmanna ze szkoły mona­chijskiej; jej męża Mieczysława Chodkiewicza na koniu w scenerii bitwy pod Olszynką Gro­chowską, malowany przez Januarego Sucho­dolskiego; Zofii z Chodkiewiczów Ossolińskiej ze sznurem grubych pereł na szyi i odbiciem w lustrze, pędzla Ferdynanda Hartmanna; dwa męskie portrety Antoniego Graffa z 1792 r., z których jeden przedstawiał mężczyznę z ro­dziny Olizarów, drugi zaś jego przyjaciela Francuza o niewiadomym nazwisku; wizeru­nek dwojga dzieci Olizarów, pędzla nieokre­ślonego, oraz Julii z Ledóchowskich Władysławowej Chodkiewiczowej, Wykonany pośmiertnie na podstawie fotografii przez Kazimierza Pochwalskiego. W 1939 r. przysłana została ponadto kopia w wymiarach oryginału podarowanego na Wawel portretu Jana Karola Chodkiewicza, wykonana bardzo starannie przez Annę Szymborską. Wszystkie te obrazy wraz z całym urządzeniem przepadły we wrześniu 1939 r.

Ocalały natomiast w czasie drugiej wojny światowej te malowidła, których nie zdołano odnowić i wskutek tego pozostały one w Kra­kowie w prywatnym mieszkaniu. W grupie tej były m.in. dwa cenne portrety pędzla Oleszkiewicza, przedstawiające Aleksandra Chod­kiewicza i jego drugą żonę Franciszkę Ksawerę ze Szczeniowskich; dalej dwa wielkie, pociem­niałe portrety Gustawa Olizara, jeden z lat jego młodości, drugi zaś z okresu dojrzałego; mały portrecik Zofii z Chodkiewiczów Ossolińskiej jako dziecka z piastunką Nowakową; niewielki obraz szkoły włoskiej Pralnia i Pocztylion Ho­racego Verneta. Część obrazów ocalałych z obu wojen, które nie doczekały się odnowie­nia przed 1939 r., w tym Smuglewicza Archimedes, spłonąć miały na strychu jednego z do­mów krakowskich po 1945 r.

Niemal wszystkie przedmioty, które urato­wały się dzięki zamurowaniu ich w piwnicach pałacu młynowskiego, w okresie międzywojen­nym przewiezione zostały do Lwowa i umiesz­czone w willi Chodkiewiczów przy ul. 29 Lis­topada. Były to przede wszystkim serwisy porcelanowe, w tym kilkaset talerzy, głównie Korzec, Baranówka, Belweder i Sevres. Obok porcelany użytkowej w kolekcji tej znajdowało się też wiele figurek porcelanowych, m.in. typy polskich szlachciców z fabryki miśnieńskiej, wykonanych na specjalne zamówienie. Do Lwowa zabrano też osiemnastowieczne wazo­ny chińskie, kilkanaście z tego samego okresu pochodzących zegarów francuskich i szereg kandelabrów z marmuru i złoconego brązu oraz kilkadziesiąt sztychów.

Wczesną wiosną 1940 r. całą młynowską porcelanę oddano jako depozyt do Muzeum Przemysłowego we Lwowie. W początkach 1944 r. kilkanaście skrzyń tej porcelany wy­wiózł prof. Ksawery Piwocki do Warszawy i ulokował tymczasowo w piwnicy jednego z domów na Starym Mieście. Uległy one zni­szczeniu w czasie powstania. Drugą część za­brał gubernator lwowski Otto Wachter i wy­wiózł ją poza granice Polski. Mimo czynionych po wojnie w ramach rewindykacji poszukiwań, porcelany tej nie odnaleziono. W ten sposób z ogromnego i bezcennego zbioru nie uratowa­ło się nic.

W tym samym czasie także jako depozyt do Muzeum Lubomirskich przekazano zegary, kandelabry i trochę obrazów. W tej części da­wnej kolekcji młynowskiej były: zegar stojący z białego marmuru, dekorowany plakietkami z biało-niebieskiej porcelany Wedgwood, ze scenami figuralnymi w obramowaniach ornamentalnych w złoconym brązie i emblematami muzycznymi, jak też dwiema postaciami sym­bolicznymi z podpisami „Thalie” i „Euterpe”, sygnowany Roąue a Paris; zegar stojący tej sa­mej firmy, również z białego marmuru, z na­kładanymi plakietkami w złoconym brązie i scenami figuralnymi, z kogutem stojącym nad tarczą i zwisającymi gałęźmi lauru oraz siedzącymi po obu stronach tarczy, wykonany­mi w marmurze, dwiema postaciami kobiecy­mi, alegoriami „Nauki” i „Sztuki”, oraz zegar stojący ze złoconego brązu o dekoracjach w płaskorzeźbie z siedzącą nad tarczą zegarową z napisem „Piolaine a Paris” alegoryczną po­stacią kobiecą ze snopem zboża, a po bokach ornamentalnie dekorowanej podstawy dwiema paszczami, z których tryskały „strumienie wo­dy”. Jeszcze jeden zegar stojący kominkowy miał postać świątyńki (tempietto) z białego marmuru o pięciu kolumnach z bazami i kapi­telami oraz dekoracjami w brązie, częściowo złoconym. Mechanizm jego ukryty był w ko­pule złożonej z pięciu żeber. Na pasku na ko­pule wypisane były liczby oznaczające godzi­nę. Siedzący na kuli amorek z lukiem w jednej ręce, w drugiej trzymał strzałę, którą pokazy­wał godziny. Między kolumnami stał posąg Diany, a obok wisiało wahadło. Wśród świecz­ników była para niskich lichtarzy dwuświecowych o podstawie z białego marmuru na czte­rech lwich łapach, ze stojącymi na cokołach brązowymi puttami z podniesionymi w górę rękami, trzymającymi wazę z wychodzącym z niej płomieniem i dwoma rozgałęzieniami lich­tarza, oraz cztery kandelabry trójramienne, wyobrażające stojące na cokołach z białego marmuru z dekoracjami z brązu złoconego po­stacie kobiece z brązu ciemnego, trzymające w ręku gałęzie z liśćmi i kwiatami, przekształ­conymi w ramiona lichtarza. W grupie odda­nych w depozyt przedmiotów znajdowała się też para chińskich wazonów z dekoracją kwia­tową i figuralną na białym tle o przeważają­cych barwach zielonej i czerwonej, na podsta­wach z jasnego brązu o czterech misternie, or­namentalnie wyrobionych nóżkach, adaptowane do lamp; obraz olejny, przedstawiający pejzaż górski z potokiem wśród lasu i domkiem szwajcarskim, sygnowany Roos; pięć gwaszy o motywach krajobrazowych, z czego cztery sygnowane: Prestel; trzy mezzotinty i 19 mie­dziorytów, przeważnie francuskich, a wśród nich cztery wykonane według obrazów Smuglewicza(43). Wszystkie oddane w depozyt zegary, brązy, ceramika i sztychy pozostały po 1945 r. w muzeach lwowskich.

Po 1939 r. pałac młynowski rozebrany został do fundamentów. W 1816 r. fortuna gen. Aleksandra Chodkiewicza obejmowała 70 folwarków z 8 miasteczkami i 50 wsiami. W 1939 r. dawne dobra rodzinne ograniczone były już tylko do Młynowa z folwarkami o po­wierzchni ok. 3000 ha i Antonowiec z obsza­rem ok. 1200 ha.


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 253-290.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl