26.06.1863. Salicha, Woi., p. zasławski; 26 km. zch.-płn. od Starego Konstan­tynowa.

 

Po starciu pod Laszkami przenocowawszy w Medwedówce Wielkiej, ruszył Różycki 26. maja traktem, prowadzącym ze Starego Konstantynowa do Jampola. Gdy po kilkugodzinnym marszu oddział znajdował się w Salisze Małej, widety tylnej straży dały znać o pojawieniu się kozaków, za którymi ujrzano pie­chotę moskiewska, pędzącą na wozach. Siły nieprzyjaciela wynosiły 3 loty pie­choty i 120 kozaków, wysianych ze Starego Konstantynowa, razem 720 ludzi. Pułkownik Różycki kazał oddziałowi kłusem przejść przez wieś.
Za wsią trakt jampolski zwracał się na prawo, wobec czego dowódzca zatrzymał konnicę na tym trakcie o 1500 kroków od wsi i uszykował w 2 linie z rezerwą, która jednocze­śnie bronić miała bagażów. Pierwsza linia stała w szyku rozwiniętym, 2-ga o 300 kroków za nią w kolumnach plutonowych. Cały oddział Różyckiego składał się z 5 szwadronów, z których tylko 1-szy i 2-gi były ostatecznie uformowane, t. j. składały się każdy z 4 plutonów, w każdym plutonie 15 szeregowców, 2 pod­oficerów i 1 oficer dowodzący. Szwadrony 3-ci i 5-ty składały się tylko z 3 plu­tonów, a 4-ty liczył nie więcej nad 20 ludzi uzbrojonych. Razem wziąwszy, wszystkie siły Różyckiego wynosiły 284 ludzi wraz z oficerami, że jednak każdy szwadron miał chorych ludzi i konie, przeto w dzień walki było tylko 260 ludzi na koniach, prócz 60 ludzi bezbronnych i bez koni, którzy siedzieli na wozach. Uzbrojenie oddziału było niewyśmienite: składało się z lanc, kilkunastu pałaszy, kilkudziesięciu pistoletów, dubeltówek i pojedynek. Palna broń zresztą nie była w użyciu ; podczas całego marszu dano tylko kilka strzałów, z czego 7 na widetach. Lance były bardzo złe, zrobione po większej części w kuźniach włościań­skich podczas noclegów oddziału; często w miejsce pik były zęby od bron itd., pałasze przeważnie były tępe, niekiedy bez pochew, broń palna nieraz powiązana sznurkami, zardzewiała.

W pierwszej linii bojowej stał І. і II. szwadron, а IIІ. і V. w drugiej; rezerwa składała się z jednego plutonu II. szwadronu i ze szwadronu IV., który później przyłączył się do III. szwadronu. Lewe skrzydło opierało się o wąwóz, któ­rego dno okazało się potem błotnistem, prawe zaś było zupełnie odkryte. Mo­skale w ślad za oddziałem wyszli ze wsi i rozsypali łańcuch tyralierów z jednej Kompanii, który zaczął obsypywać powstańców gradem kul; pod zasłoną tyralierów moskale zaczęli się ustawiać w szyku bojowym. Na lewem ich skrzyli stało 120 kozaków, na prawem zaczęli formować czworobok z piechoty; za kozakami znajdował się niewielki las. Trzy boki czworoboku nieprzyjacielskiego były już uformowane, czwarty przypierał do wsi, a kilkadziesiąt wozów, z których jeszcze nie powysiadała piechota, stało na
placu, gdy Różycki dał rozkaz pierwszej linii, złożonej ze 120 jazdy, aby poszła do ataku.

Jak stara regularna konnica, w największym porządku, trzymając się szeregu, z miejsca całym pędem ruszyły całe szwadrony; musiały przebiedz 1200 kroków pod morderczym ogniem tyralierów, nim uderzyły na czworobok, który o kilka­dziesiąt kroków spotkał ich ogniem rotowym. Lecz nic nie zdołało zatrzymać jazdy wołyńskiej. Kozacy uciekli do lasu, tyralierzy stratowani końmi, a czworobok zo­stał rozbity. Strzały ustały zupełnie, a lanca, ulubiona broń jazdy polskiej, zaczęła być czynną. Ci, którzy nie zaopatrzeni w lance, tępymi pałaszami rąbać musieli, aż płakali, bo tracili czas poprawiając kilkakrotnie razy zadawane nieprzyjacielowi. Strach paniczny ogarnął moskali, szczególnie gdy spostrzegli zbliżający się II-gi szwadron posłany dla podtrzymania pierwszej linii. Wszystko, co pozostało przy życiu, zaczęło uciekać do wsi i do lasu, rzucając broń, oficerowie moskiewscy, jak kapitan Michnów, dowodzący drugą kompanią, ocaleli, pochowawszy się pod mo­stem będącym we wsi. Plac boju literalnie zasłany był trupami. Powstańcy, roz­ochoceni powodzeniem, zsiadali z koni i w lance tylko uzbrojeni wdzierali się do wsi, gdzie jeszcze kłuli moskali. Chciał Różycki jeszcze obejść wieś z tyłu i w tym celu posłał trzeci szwadron, ale błotnista rzeka stanęła temu na przeszkodzie.

Tymczasem moskalom nadeszły posiłki w sile 3 rot piechoty orłowskiego pułku, wobec czego Różycki kazał atakującym szwadronom zebrać się, zabrał z placu boju rannych, cofnął ich na drugą linię i czekał, czyli nowoprzybyły nie­przyjaciel nie wyjdzie ze wsi. Atoli moskale po bezskutecznej próbie obejścia lewego skrzydła, nie śmieli już atakować powstańców, którzy teraz ruszyli w po­rządku ku Teofilpolowi i zatrzymali się na noc w Olejniku.

Straty moskali pod Salichą były wielkie. Poległo około 200 żołnierzy, 3 oficerów, między nimi kapitan Łomonosow i 1 podchorąży. Z tych wojsk do Starego Konstantynowa przywlokło się 53 ludzi w porządku, reszta przez kilka dni zbierała się, tak się byli rozpierzchli. W ręce powstańców dostało się niemało karabinów i innej broni, porzuconej przez moskali, ale nie było dosyć czasu, aby ją zbierać. Straty oddziału były bez porównania mniejsze: 12 zabitych i 21 ran­nych, wśród ostatnich Mażewski, rotmistrz I. szwadronu, składającego się z mło­dzieży zasławskiej. Polegli między innymi: Dobrzycki, dwaj Niepokojczyccy, z któ­rych jeden jako podoficer chlubnie się odznaczył, Hołubski, Pawłowski, Podgórski oraz ciężko ranni, którzy zmarli niebawem, Prewal i Stanisław Żółkiewski, młody akademik kijowski.

W pierwszej szarży odznaczyli się: rotmistrz Klukowski i podoficerowie: Czerwiński, Krzyżanowski, Monasterzyski, Stecki, Hartman i Niepokojczycki.

Krótka ta a zwycięska walka trwała tylko 2 godziny, od 9. do 11. rano. Okrążany ze wszystkich stron przez wojska nieprzyjacielskie Różycki łamaną linią szedł ku kordonowi i 28. maja w Szczasnówce pod Pałczyńcami wszedł na terytoryum austryackie idąc ku Koźlakom na Toki, lecz wprowadzony przez prze­wodnika znowu na terytoryum Wołynia w miejscu, gdzie siły moskiewskie właśnie były najliczniej skoncentrowane i otrzymawszy wiadomość, że nie może liczyć na wkroczenie Wysockiego na Wołyń, ujrzał się zmuszonym rozpuścić swój nieliczny już zastęp jazdy wołyńskiej.


źródło: Stanisław Zieliński, Bitwy i Potyczki 1863-64, Rapperswil 1913, s. 344-345.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl