Początków rodu Wiśniowieckich doszukują się heraldycy, w tym także Niesiecki, w księ­ciu nowogrodzko-siewierskim Dymitrze Korybucie (zm. po 1404 r.), synu wielkiego ks. Ol­gierda i jego drugiej żony ks. Julianny Twerskiej, wnuku wielkiego ks. Giedymina. Według tegoż Niesieckiego właśnie Dymitr Korybut założył zamki w Wiśniowcu i Zbarażu. Synem Dymitra Korybuta był Fiodor czy Fedko Nieświcki, protoplasta rodu Zbaraskich. Jego po­tomek, syn Bazylego, Michał Zbaraski (zm. po 1516 r.), namiestnik bracławski i pan na Wiś­niowcu, pierwszy zaczął pisać się Wiśniowiecki. Odtąd, aż do wygaśnięcia całej rodziny Korybut Wiśniowieckich, tytułowanych książę­tami we wszystkich aktach urzędowych i kon­stytucjach, Wiśniowiec pozostawał w ich ręku. Tylko na krótko, jako posag córki ks. Andrzeja, wojewody wołyńskiego (zm. w 1584 r.), Alek­sandry, która w 1575 r. poślubiła ks. Jerzego Iwanowicza Czartoryskiego, wyszły te dobra z rąk Wiśniowieckich. Powróciły jednak do nich już ok. 1596 r., to jest po rozwodzie ks. Aleksandry z jej pierwszym mężem.

Początkowo dobra wiśniowieckie należały do tzw. linii „królewskiej”. Z nich sławny ks. Jeremi Michał (1612-1651), wojewoda ruski, żonaty z Gryzeldą Zamoyską, w przeciwieńst­wie do swych przodków popierających jeszcze prawosławie, ufundował w miasteczku w 1645 r. okazały kościół i klasztor dla oo. karmelitów bosych. Około 1640 r. przebudował on także, powiększył i należycie obwarował istniejący tam już wcześniej zamek książęcy3. Po śmierci ks. Jeremiego i jego syna Michała (1640-1673), króla polskiego, w małżeństwie z Eleonorą Marią Józefą, arcyksiężniczką austriacką, bez­potomnym, Wiśniowiec przeszedł w posiada­nie ks. Dymitra Jerzego (1631-1682), woje­wody bełskiego, hetmana wielkiego koronne­go, przedstawiciela „młodszej” linii Wiśnio­wieckich, żonatego najpierw z Marianną Za­moyską, a po jej śmierci z Teofilą Ludwiką ks. Zasławską. Ponieważ miał on tylko dwie córki, Wiśniowiec odziedziczył jego młodszy brat ks. Konstanty Krzysztof, wojewoda podlaski, który żenił się także dwukrotnie: najpierw z Urszulą Teresą Mniszchówną, a po raz drugi z Anną Chodorowską.

Szeroki rozgłos zyskał Wiśniowiec dopiero w czasach syna ks. Konstantego Krzysztofa - ks. Michała Serwacego Wiśniowieckiego (1680-1744), hetmana wielkiego litewskiego, wojewody wileńskiego, etc. etc. Miał on kolej­no trzy żony: Katarzynę Dolską, Magdalenę Czartoryską i Teklę Różę Radziwiłłównę. Ks. Michał Serwacy był jednym z największych w dziejach Polski magnatów. Majątek jego ob­liczano na 14 milionów. Władał 9 miasteczka­mi i około 150 wsiami klucza wiśniowieckiego i innych sąsiednich, do czego dochodziły jesz­cze ogromne dobra litewskie, jak też rozległe posiadłości pierwszej żony, ostatniej z rodu ks. Dolskich. On też był fundatorem nowego wiś­niowieckiego pałacu, którego mury przetrwały do czasów współczesnych.

Złożony z 26 kluczy majątek, który pozos­tawił ks. Michał Serwacy, podzielony został po jego śmierci między potomków dwóch córek na schedy Ogińskich i Zamoyskich. Połowę spadku, to jest Wiśniowiec z 13 kluczami, war­tości sześciu milionów, dostał się Katarzynie z Zamoyskich Mniszchowej (zm. w 1771 r.) żonie Jana Karola (1716-1759), generała lejtn. wojsk koronnych, jedynej córce Elżbiety z Wiśniowieckich Zamoyskiej, wojewodziny smoleńskiej. Drugą połowę, także z 13 kluczy złożoną, podzielono między sześć osób, sukce­sorów Anny z Wiśniowieckich Ogińskiej.

Okres dalszego rozkwitu Wiśniowca przy­pada na czasy syna Jana Karola - Michała Jerzego Mniszcha (1748-1806), marszałka wielkiego koronnego, ożenionego najpierw z Pelagią Teresą Potocką (zm. w 1772 r.), wojewodzianką kijowską, a po jej przedwczesnej śmierci z siostrzenicą króla Stanisława Augus­ta, Urszulą Zamoyską (zm. w 1808 r.), wojewodzianką podolską, rozwiedzioną z Wincen­tym Potockim. Czasy Michała Jerzego Mnisz­cha to okres największej świetności Wiśniow­ca. Zamek stał się wówczas jednym z najważ­niejszych ośrodków życia kulturalnego nie tyl­ko Wołynia, ale i całego kraju. Poważnie wzbo­gaciły się też jego zbiory dzieł sztuki.

Z drugiego małżeństwa Michał Jerzy Mniszech miał troje dzieci, dwie córki oraz syna Karola Filipa (1794-1846), heraldyka i gene­aloga, członka Komisji Sądowo-Edukacyjnej krzemienieckiej, żonatego z Eleonorą Cetner (1796-1871), następnego dziedzica klucza wi­śniowieckiego i wszystkich pozostałych. Także i za jego czasów zbiory wzbogaciły się nowymi nabytkami, a zamek utrzymywany był z naj­większą pieczołowitością.

Wraz ze śmiercią Karola Filipa Mniszcha skończyła się jednak nagle świetność Wiśniow­ca, trwająca ponad stulecie. Synowie jego: Je­rzy (1822-1881), żonaty z Anną Hańską h. Korczak (1827-1915), córką Wacława, mar­szałka szlachty wołyńskiej i Eweliny z Rzewus­kich, córki Adama Wawrzyńca kasztelana wi­tebskiego, znaną z niezwykłej rozrzutności, oraz Andrzej Jerzy (1823-1905) obaj wycho­wani za granicą, głównie we Francji, aczkol­wiek wykształceni i wielkiej kultury, nastawie­ni kosmopolitycznie nie czuli związków z kra­jem, z którego wyszli, ani też nie cenili spuś­cizny po przodkach. Dobra, które odziedziczyli po ojcu, podzielone zostały na dwie części. Wi­śniowiec przypadł młodszemu Andrzejowi Je­rzemu, żonatemu najpierw z Anną Potocką (1827-1885), córką Leona i Elżbiety Gołowin, z którą miał syna Leona (1849-1901), a po raz drugi z Francuzką Izabellą La Gartinerie. Zaj­mował się on malarstwem, rysunkiem i kolek­cjonowaniem dzieł sztuki wysokiej klasy, szczególnie z zakresu malarstwa holenderskie­go i flamandzkiego z XVII w. Sam malował przeważnie portrety(5). Mieszkał początkowo zarówno w Wiśniowcu jak we Francji. Około 1852 r. zdecydował się jednak sprzedać dobra wiśniowieckie, obejmujące jeszcze wówczas 11 folwarków o powierzchni ok. 11 000 dziesięcin, wraz z zamkiem i jego urządzeniem księżnie gruzińskiej Marii(?) Abamelek. Dzieła sztuki, które uznał za najbardziej wartościowe, wy­wiózł do Paryża. Inne pozostawił na miejscu. Podobnie ze swoją schedą uczynił jego brat, któremu także dostała się część zbiorów zamku wiśniowieckiego. Od połowy XIX w. zaczął się więc trwający aż do pierwszej wojny światowej upadek tej wspaniałej niegdyś rezydencji i przechodzenie jej z rąk do rąk. Niemal każdy nowy właściciel, jeśli nie był Polakiem, nie ma­jąc możności utrzymania rodowego gniazda Wiśniowieckich czas dłuższy, czy też po prostu tylko spekulując, starał się wywieźć stamtąd jak najwięcej.za bezcen.

Dokonawszy w zbiorach wiśniowieckich bezprzykładnej dewastacji, po kilkunastolet­niej rabunkowej gospodarce Toll sprzedał Wi­śniowiec i wrócił do Kijowa. Następni właści­ciele coraz bardziej kurczących się dóbr i zam­ku, odzieranego z resztek urządzenia, zmieniali się niemal co kilka miesięcy. Dopiero w począ­tkach XX w. kupił Wiśniowiec Rosjanin Paweł Demidow, człowiek kulturalny i esteta. Jako niewątpliwy Europejczyk z ducha, szanował on pamiątki historyczne bez względu na to, z czyim były związane imieniem. Z niewiadomych powodów sprzedał on nowo nabyty i za­gospodarowany majątek już w 1913 r. Zygmun­towi Grocholskiemu. Nowy właściciel nie zdążył jeszcze dobrze zorientować się w sytua­cji, gdy wybuchła pierwsza wojna światowa. W czasie jej trwania zamek wprawdzie ocalał, ale ogołocony wewnątrz ze wszystkich obić i ruchomości, z zawalonym sklepieniem klatki schodowej i pozbawiony portyków kolumno­wych. Ostatni prywatny właściciel, nie mając żadnych możliwości doprowadzenia szacowne­go zabytku do stanu używalności, na co po­trzebne były ogromne sumy, sprzedał zamek i niewielki już ośrodek rolny Sejmikowi Krzemienieckiemu. Instytucja ta, zaangażowawszy architekta W. Horodeckiego, przywróciła daw­nej siedzibie Wiśniowieckich jej pierwotny wygląd zewnętrzny. Przeprowadzone też zo­stały prace konserwatorskie niektórych ocala­łych kominków i innych fragmentów dawnego wystroju. Ostatecznie w budynku znalazły po­mieszczenie szkoły, ochronka, szpital i inne za­kłady użyteczności publicznej. W czasie dru­giej wojny pałac ponownie został zrujnowany.

Jak na czasy saskie, fundator zamku ks. Michał Serwacy Wiśniowiecki był człowie­kiem wykształconym. Podróżował kilka razy po Europie, gdzie się wiele napatrzył i nauczył. Jednym z przykładów nabrania przez ostatnie­go męskiego przedstawiciela rodu dużej ogłady kulturalnej i wyrobienia estetycznego była właśnie jego nowo wzniesiona rezydencja w Wiśniowcu i zgromadzone tam przez niego bogate kolekcje artystyczne oraz archiwalne. Usunąwszy się z czasem od wojennej wrzawy i spraw publicznych, pod koniec życia miesz­kał ks. Michał Serwacy głównie w Karolinie pod Pińskiem, a później w Wiśniowcu, otacza­jąc się zawsze przepychem i przyjmując na swym dworze po królewsku roje szlachty, u której szukał poparcia, a która ze swej strony także chętnie trzymała się klamki pańskiej.

Styl zamku wiśniowieckiego, zbudowanego z ciosowego kamienia, zdaje się dowodzić, że najsilniejsze wrażenie wywarła na księciu kul­tura francuska. Nosi on bowiem wybitne pięt­no francuskich rezydencji tego czasu. Porów­nywano go np. z zamkami w Bevillier i Breteuil. Pewnego podobieństwa można by się doszukać także z rezydencjami duńskimi czy holender­skimi. Twórcy architektonicznego oblicza zamku wiśniowieckiego dopatrywano się więc w którymś z uczniów Francois Mansarta albo nawet w Piotrze Ricaud de Tirregaille, ale ta druga hipoteza dotyczyła już wyglądu zew­nętrznego, nadanego dawnej siedzibie Wiśnio­wieckich przez Michała Jerzego Mniszcha(7). W ostatnich czasach, na marginesie badań nad dziejami kościoła oo. Karmelitów w Wiśniowcu, wypłynęło nazwisko Francuza Jakuba Blangey Dapres, majora królewskiego, który był głównym architektem tej świątyni. Wiadomość zamieszczona w annałach klasztoru, dotycząca jego śmierci w 1724 r., wskazuje wyraźnie na to, że zanim objął on kierownictwo robót koś­cioła, przez łat kilka zajęty był w zamku. Czy był także autorem projektu tej budowli, nie wiadomo.

Ogólnie jako datę powstania nowego za­mku wiśniowieckiego przyjmuje się rok 1720. Fakt ten potwierdza także wspomniana notat­ka. Jest to jednak raczej data rozpoczęcia ro­bót, które trwały jeszcze następnie przez lat kilkanaście. W 1938 r. do zbiorów Wołyńskie­go Towarzystwa Przyjaciół Nauk nabyto we Lwowie akta, głównie gospodarcze, dotyczące Wiśniowca i Czajczyniec. Były wśród nich tak­że rachunki odnoszące się do budowy zamku wiśniowieckiego z lat 1732—1733. Dowodzą one, iż zamek istotnie wykańczany był dopiero po 1730 r., czyli po zawarciu przez ks. Michała Serwacego trzeciego małżeństwa z Teklą Różą Radziwiłłówną, dla której dekorowano sztuka­teriami o motywach heraldycznych specjalny gabinet.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa za­mek ks. Michała Serwacego Wiśniowieckiego nie był budowlą stawianą od podstaw, lecz wchłonął przynajmniej część murów budowli wcześniejszej, nadając całości styl jednolity. Jako zupełnie nowe można uznać tylko skrzyd­ła boczne i kordegardy. Zachował się ciekawy dokument, pochodzący z połowy XVIII w., przedstawiający plan dawnego założenia obron­nego zamku wiśniowieckiego, z zaznaczonym już na nim rzutem zamku, jego skrzydeł, a nawet rozkładem wewnętrznym całości. Plan obejmuje poza tym kościół i klasztor oo. Karmelitów oraz cerkiewkę zamkową. W zestawieniu z planem parku, wykonanym przez E. Ciołka w 1938 r.(11) widać wyraźnie, że podstawowy zarys zespołu rezydencjonalnego od czasów ks. Michała Ser­wacego nie zmienił się już do 1939 r. Dwie cenne akwarele z ok. 1796 r., nieznanego auto­ra, pokazują także elewacje zamku od frontu, od tyłu i z boków w postaci, jaką nadał im Michał Jerzy Mniszech. Poza drobnymi szczegółami, nie uległy one również zmianom do końca istnienia budowli jako rezydencji.

W rachunkach budowy zamku z lat 1732-1733, prócz pozycji dotyczących wypłat po­szczególnym rzemieślnikom, znajdujemy niestety prawie wyłącznie ich imiona. Dowiaduje­my się więc np., że sztukaterie o charakterze roślinnym z wyplecionymi w wicie powtarzają­cymi się motywami herbów Korybut oraz radziwiłłowskich Orłów z Trąbami, umiesz­czone na węgarach okien i drzwi, jak też na fasecie w jednym z narożnych pokoi traktu ogrodowego zamku, wykonał mistrz Piotr. Ró­wnie anonimowe pozostać muszą w większości nazwiska jego współpracowników i murarzy, a więc majstra Stanisława, Wojciecha, Szymo­na, Romana, Teodora, Franciszka, Ignacego i in. W rachunkach wymieniono wprawdzie także kilka nazwisk, ale za to bez imion. Brzmienie ich, Kucharski, Głowacki czy Me­dyński, dowodzi, że byli Polakami.

Nie wiemy też dokładnie, jak wyglądał za­mek w czasach ostatniego z Wiśniowieckich. Powołując się na inwentarz z tego okresu, za­tytułowany Opisanie rzeczy w pałacu wiszniowieckim, Aleksander Przezdziecki, który zwie­dzał Wiśniowiec przed 1841 r., daje taką jego charakterystykę: „Pałac wystrojony był we­wnątrz z przepychem wielkim. Wszędzie aksa­mitne, atłasowe, brokatelowe obicia; obrazy i zegary kosztowne; chińskie i tureckie sprzęty; srebrem nabijane herbowe stoliki; srebrne wanny i wazony”.

Najcenniejszą w zbiorach zamku wiśnio- wieckiego pozycją, zawdzięczającą swe po­wstanie ks. Michałowi Serwacemu, było zape­wne majątkowe archiwum rodzinne, które we­dług sumariusza sporządzonego w 1749 r. składało się z 12 wielkich fascykułów. Na pod­stawie tych papierów można było wyrobić so­bie dość dokładny sąd o stosunkach socjalnych i ekonomicznych na ówczesnych wschod­nich rubieżach Rzeczypospolitej. Mieściła się w nich także prywatna korespondencja poszcze­gólnych członków rodziny Wiśniowieckich. Zważywszy zaś, że ród ich w XVII i w począt­kach XVIII w. zajmował w Polsce jedno z czo­łowych miejsc i wziąwszy pod uwagę ich zwią­zki z innymi magnatami w kraju oraz z ogólną polityką państwa, trzeba przyznać, iż wartość tego archiwum miała znaczenie ogromne i że mogło się ono stać nieocenionym źródłem do badań nad historią rodzimą w najszerszym za­kresie.

Książę zgromadził też dość znaczną biblio­tekę, obliczaną na 1400 wol., co we współczes­nych mu warunkach było księgozbiorem po­ważnym. Michał Serwacy Wiśniowiecki dał się ponadto poznać jako autor kilku prac literac­kich treści nabożnej. Szczególną wszakże war­tość miał jego własny pamiętnik, będący wpra­wdzie jedynie suchym, biograficznym stresz­czeniem ważniejszych wydarzeń w jego życiu, niemniej pozwalał na poznanie wielu cieka­wych bądź co bądź epizodów z działalności te­go magnata(14).Przypuszczalnie już w trakcie wykańczania rezydencji oddzielne sale przeznaczone zostały na pomieszczenie odrębnych działów muzeal­nych. Wśród nich czołowe miejsce otrzymała sala portretowa, nazwana „salą Korybutów”, w której umieszczono wielkie, prostokątne por­trety przodków fundatora nowego zamku wiśniowieckiego, dalej sala zawierająca wizerunki królów, zarówno stare, jak nowsze, sala „chiń­ska” i inne.

Czy jednak ks. Michał Serwacy Wiśniowie­cki zdołał pałac wykończyć ostatecznie, pozo­stać musi kwestią nie rozstrzygniętą. W Archi­wum Młynowskim Chodkiewiczów znajduje się wypis z ksiąg grodzkich krzemienieckich, dotyczący „Regestru pozostałych rzeczy ru­chomych i nieruchomych post fata JO Xięcia Pana Michała Serwacego Korybuta Wiszniowieckiego...” wniesionego „ad Acta Castrensia Cremenensis...”, „dla tym większej bez­pieczności umniejszenia lub dołożenia arku­sza”, dnia 11 października 1745 r. przez wdo­wę, Teklę z Radziwiłłów. Rejestr ów dotyczy zarówno mebli, jak dzieł sztuki, biblioteki itp.

Wśród „mobiliów” na pierwszym miejscu wymienione zostały wielkie ilości najróżniej­szych obić ściennych i meblowych, co potwier­dzałoby przypuszczenie o niewykończeniu za­mku, lub że tkaniny owe zgromadzono na za­pas. Znajdowały się więc podówczas w zamku wiśniowieckim materiały aksamitne czerwone, bogato haftowane srebrem i złotem, materiały na zielonym tle, białe atlasowe, haftowane miejscami złotem i srebrem, atłasowe wyszy­wane „z kopersztychami” [?], adamaszkowe zielone, białe z kwiatkami złotymi, czerwone lub niebieskie, półatłasowe w czerwone paski i takież w paski niebieskie, karmazynowe szpa­lerowe, płócienne, a także niezupełnie zrozu­miałe „farfurowe”. Może chodziło po prostu o kafelki fajansowe. Wyliczenie materiałów da­je przynajmniej pewne pojęcie o tym, w jaki sposób obite były ściany zamku bezpośrednio po jego urządzeniu. Poza tym wymienia inwen­tarz „lanszafty” zawieszone nad drzwiami, ok­nami i kominkami, których w sumie na par­terze było kilkadziesiąt, portrety różnego kształtu, stoliki chińskie składane, krzesła obite materiałem haftowanym złotem i srebrem, sza­fy błękitne ze zwierciadłami i inne, a wśród łóżek adamaszkowe saskie czerwone ze srebr­nymi galonami, świeczniki zwierciadlane i sre­brne, także w liczbie kilkudziesięciu sztuk, farfury, zegary stojące w szafach błękitnych, rzeźby figuralne, „latarnię magika”, zawartość kredensów i garderobę. W innym miejscu wy­liczone zostały przedmioty umieszczone w sali na piętrze, za biblioteką, może właśnie w „sali Korybutów”, pomyślanej także jako galeria obrazów. Znajdowało się tam wówczas 19 por­tretów „familii Jaśnie Oświeconych Xiążąt Wiszniowieckich”, 17 płócien przedstawiają­cych Historię Aleksandra Wielkiego, 19 malo­wideł „różnych” i 100 „kopersztychów”. Oso­bno wymieniono Portret Pański, a więc wize­runek ks. Michała Serwacego za szkłem. Wiel­ka szkoda, że przy obrazach rejestr ogranicza się jedynie do podania ich liczby. Wykaz uwzględnia też w końcu uzbrojenie, włączając w to armaty z jedną żelazną „kolubryną”.

Dzięki dość bogatej dokumentacji ikono­graficznej najlepiej znany jest pałac wiśniowiecki od strony architektury zewnętrznej z cza­sów ostatnich Mniszchów i późniejszych. W drugiej połowie XVIII w., na skutek prze­prowadzonych przez Michała Jerzego Mniszcha robót, polegających na nieznacznej zresztą rozbudowie wszystkich członów zespołu, dawna siedziba Wiśniowieckich otrzymała wygląd ostateczny. Zmienił się też wówczas częściowo układ pomieszczeń. Niektóre z nich otrzymały prawdopodobnie nowy wystrój, a z pewnością świeże obicia. Przede wszystkim jednak pałac zapełnił się nowymi dziełami sztuki o charak­terze nie, jak dotąd, głównie sarmacko-polskim, lecz i ogólnoeuropejskim.

Wszechstronnie wykształcony, Michał Jerzy Mniszech w rozwoju Wiśniowca odegrał rolę najbardziej znaczącą16. Przebywając w otoczeniu Stanisława Augusta, którego nie opuścił aż do jego śmierci, Stał się wkrótce ulubieńcem króla, doradcą w sprawach naukowych ikulturalnych, uczestnikiem Obiadów czwartkowych oraz, podobnie jak monarcha, zapalonym kolekcjonerem. Ułożył też regula­min projektowanej Akademii Sztuk Pięknych. Jako młody człowiek podróżował wiele pod opieką uczonego Szwajcara E. Bertranda, w którego towarzystwie zwiedził szereg krajów europejskich. Nie ulega wątpliwości, że zapo­znał się też z tamtejszymi zbiorami muzealny­mi.

Gdy Michał Jerzy Mniszech odszedł od wielkiej polityki, osiadł w 1798 r. na stałe w Wiśniowcu. Brał tu udział w życiu kultural­nym i naukowym Wołynia, uczestniczył w 1805 r. w uroczystościach otwarcia Liceum Krzemienieckiego. W rozbudowanym i odno­wionym pałacu kompletując bibliotekę, jako polityk i prawnik zgromadził przede wszyst­kim wiele dzieł z zakresu prawa i pomnożył wydatnie istniejące już od czasów Wiśniowiec­kich archiwum. Obok zbiorów bibliotecznych i archiwalnych wzbogacał też równolegle inne kolekcje. Od króla otrzymał z jego galerii kilka płócien, a pośród nich dwa „раnnеаuх” dekora­cyjne Jana Baptysty Pillementa, przeznaczone pierwotnie dla Zamku Królewskiego w War­szawie(17). Spokrewniona ze Stanisławem Augu­stem Urszula Mniszchowa, żona Michała Je­rzego, z tejże galerii również niejeden cenny dar uzyskała dla Wiśniowca. Oprócz tego na­była jeszcze w 1795 r. 12 obrazów pochodzą­cych z tego źródła, wśród których był m.in. Taniec dzieci ze szkoły Rubensa, Bitwa Jana Piotra Norblina, pejzaże Adriaena van der Velde, Jana Hackerta i Giovanniego Battisty Cimarellego oraz trzy widoki Wenecji Antonio Canala(18). Wynikiem zbieractwa Michała Jerze­go Mniszcha była poza tym bogata kolekcja miniatur i dział przyrodniczy, z którego część podarował on zresztą Tadeuszowi Czackiemu do Krzemieńca.

Do spuścizny po ojcu Karol Filip Mniszech dołączył jeszcze swoje osobiste nabytki. Obejmowały one głównie jego własny księgo­zbiór z pokaźną liczbą starych druków i ręko­pisów. W manuskryptach pozostawił też sze­reg własnych rozpraw na tematy genealogiczne i historyczne. Uzupełniając zbiory bibliotecz­ne, nie zaniedbał także możliwości wzbogace­nia kolekcji innych, otrzymanych w spadku po przodkach.

Najcenniejszym nabytkiem Karola Filipa Mniszcha było kupno dla Wiśniowca w 1819 r. dalszych 48 obrazów, przeważnie portretów, a później, przy innych okazjach, jeszcze sześ­ciu płócien pochodzących również z galerii Stanisława Augusta, rozproszonej po detroni­zacji króla po świecie. Portrety wyobrażały przeważnie najwybitniejsze osobistości polskie XVIII w. i wcześniejsze. Znajdowały się wśród nich wizerunki pędzla Bacciarellego, przedsta­wiające: ks. Adama Czartoryskiego, Annę ze Scypionów Szaniawską, starościnę małogoską, Krystynę Józefową z Branickich Sapieżynę, Michała Jerzego Mniszcha i ks. Józefa Ponia­towskiego. Malarz Louis Marteau reprezento­wany był przez portrety osób następujących: kanclerza Jana Zamoyskiego, Michała Jerzego Mniszcha, związanego blisko z Wiśniowcem szambelana Feliksa Łoyki, marszałka Ignacego Potockiego, ks. Marianny z Lubomirskich Radziwiłłowej, podkomorzyny Ludwiki z Denhoffów Ledóchowskiej, Marii Teresy Geoffrin i pani Wittowej (Zofii?). Było też kilka portre­tów innego pędzla, w tym Józefa Grassiego: markizy Marucci, Per Kaffta: ks. Izabelli Cza­rtoryskiej, biskupa Ignacego Krasickiego i ks. Franciszki z Krasińskich Kurlandzkiej, Mi­chaele Keyla zaś: ks. Wilhelma Orańskiego.

Dwukrotnie Michała Jerzego Mniszcha od­wiedził w Wiśniowcu król Stanisław August. Po raz pierwszy w październiku 1781 r. Celem tej wizyty było spotkanie króla z następcą tro­nu wielkim ks. Pawłem, który pod przybranym nazwiskiem hr. du Nord wybrał się w podróż po Europie. Podobno to Katarzyna II, znając i ceniąc marszałka, kazała synowi wstąpić po drodze do jego rezydencji. Na spotkanie mo­narchy wyjechali obydwoje gospodarze do Krzemieńca, po czym wszyscy razem odbyli świetny wjazd do Wiśniowca. Król zabawił wówczas w pałacu Mniszchów przeszło trzy tygodnie. Równocześnie, czekając na przyby­cie carewicza, zjechało się do Wiśniowca mnó­stwo innych osób. Pragnąc umilić im czas, Mniszchowie urządzali przejażdżki po okolicy, zwiedzanie zamku i jego zbiorów, przedstawie­nia i koncerty, zabawy i bale. Goście rosyjscy, carewicz z małżonką, bawili w Wiśniowcu sześć dni. Z ich pobytem wiąże się też pewne podanie, powtarzane przez wszystkich niemal podróżników, którzy zahaczyli o pałac. Wed­ług niego, następca tronu odwiedzić mial kie­dyś króla w jego apartamencie, a nie zastawszy go, zamiast biletu wizytowego, zostawił swój podpis na wielkim zwierciadle, wiszącym nad kominkiem. Napis taki oglądać było można is­totnie, ale nie jest rzeczą wykluczoną, że po­chodził on z czasów późniejszych.

Ponownie zawitał Stanisław August do Wiś­niowca 6 marca 1787 r., gdy w asyście swego licznego orszaku udawał się do Kaniowa na spot­kanie z carycą, oraz 26 maja tegoż roku w drodze powrotnej do Warszawy. Przyjęcia, jakie urzą­dzał wówczas Michał Jerzy Mniszech, były rze­czywiście królewskie. Do obiadu siadało co­dziennie około 400 osób. Podobnie jak za pierw­szym pobytem, koncerty, przejażdżki do letniej rezydencji w Łozach, prezentacje monarsze oko­licznej wołyńskiej i podolskiej szlachty wypełnia­ły szczelnie czas licznych gości.

Rozbudowany i upiększony ostatecznie pa­łac prezentował się już w tym czasie tak okaza­le, że istotnie godzien był odwiedzin osób ko­ronowanych. Może stało się dobrze, że nie do­szła do skutku planowana przez Michała Jerze­go Mniszcha przebudowa jego w duchu klasycystycznym. Projekt taki wykonał Jakub Kubi­cki, który w 1781 r. na powitanie króla wybu­dował bramy triumfalne oraz przygotował ilu­minacje. Ostatecznie nie zmieniony od drugiej połowy XVIII w. pałac wznosił się nad urwis­tym, umocnionym skarpami brzegiem Horynia, od którego dzieliła go jednak dolina zabu­dowana domami miasteczka. W dolinie owej stała też dawna cerkiewka zamkowa.

Dwukondygnacyjny korpus środkowy pa­łacu miał rzut dość szerokiego prostokąta. W fasadzie główny akcent tworzył podwyższo­ny o pół piętra rozczłonkowany słabo zaryso­wanymi pilastrami pseudoryzalit, zamknięty trójkątnym frontonem. Wejście reprezentacyj­ne do pałacu poprzedzał głęboki portyk, złożo­ny z ośmiu toskańskich kolumn, pochodzący niewątpliwie już z czasów Michała Jerzego Mniszcha, tworzący niegdyś kryty podjazd dla zaprzęgów. Kolumny ustawiono w ten sposób, że dwie środkowe flankowały oś budynku, cztery stały parami po bokach, dwie zaś przy elewacji, na osiach kolumn skrajnych. Kolum­ny dźwigały obszerny balkon, otoczony delika­tnie kutą żelazną balustradą. Pola ryzalitu za­mknięte ramami okien pierwszego i drugiego piętra pokrywały sztukaterie o motywach roś­linnych, natomiast w zwieńczeniach kwadrato­wych okien kondygnacji drugiej występowały główki na tle ornamentalnym. Trójkątny fron­ton pozornego ryzalitu wypełniała w całości, także w sztukaterii wykonana, kolorowana i zło­cona kompozycja, wyobrażająca herby Korybut i Trąby na tle bogatych panoplii. Obie części boczne elewacji frontowej głównego korpusu otrzymały wystrój nieco skromniejszy. Ograni­czał się on jedynie do pilastrów rozmieszczo­nych w płaszczyznach międzyokiennych, sze­rokiego gzymsu międzykondygnacyjnego oraz naczółków, także w postaci profilowanych gzym­sów, wieńczących okna parteru. Korpus główny pałacu nakrywał wysoki gładki dach czterospa­dowy, pierwotnie z dachówki, w ciągu XIX w. z cynkowanych płytek żelaznych, później z łu­pku, a ostatnio pobity blachą.

Przy obu elewacjach bocznych korpusu głównego występowały założone na rzucie zbliżonym do kwadratu dwuosiowe narożnikowe pawilony, tej samej wysokości i z podob­nym układem okien jak środkowy pseudoryzalit. Na parterze miały one narożniki i płaszczy­zny międzyokienne dzielone pionowo boniami, w kondygnacjach zaś górnych pokryte pilastrami. Okna parteru pawilonów wieńczyły na­czółki także poziome. Pawilony nakrywał ła­many dach mansardowy z połacią dolną lekko wklęsłą.

Elewacja południowa ukształtowana była podobnie jak frontowa. Trójosiowa część środ­kowa otrzymała tu jednak postać ryzalitu rze­czywistego, oba zaś narożnikowe pawilony, za­ledwie jednoosiowe, wymiary znacznie skrom­niejsze. Umieszczona w tympanonie ryzalitu płaskorzeźba, utrzymana w stylu Ludwika XVI, jako motyw główny miała tarczę herbową ze strusimi piórami Mniszchów. Spływały z niej powiązane na chustach girlandy kwiatowe. Ry­zalit, tworzący z pawilonami bocznymi jedną linię, łączyła w dolnej kondygnacji galeria ar­kadowa z pięcioma po każdej stronie szeroki­mi, półkoliście zamkniętymi oknami, na całej swej długości nakryta tarasem. Jest już ona wi­doczna na akwareli z końca XVIII w. i naj­prawdopodobniej niewiele była starsza.

Usytuowane po obu stronach głównego kor­pusu pałacu pod kątem prostym do niego skrzydła były zapewne początkowo luźno stojącymi oficynami, a trójosiowe łączniki wiążące je w jedną całość z członem środkowym powstały także dopiero w drugiej połowie XVIII w. Oba łączniki wyposażono w drzwi wejściowe i portyki o czterech kolumnach, dwóch przy­ściennych i dwóch wysuniętych przed lico ele­wacji. I one dźwigały balkony otoczone kutą, żelazną kratą, podobną jak nad portykiem głównym. Łączniki miały dach gładki, dwu­spadowy.

Pawilony, identyczne jak przy korpusie głównym, występowały także po bokach obu skrzydeł pałacu, osie zaś środkowe elewacji frontowych akcentowały pseudoryzality z por­tykami o dwóch parach kolumn wysuniętych i dwóch pojedynczych przyściennych. W nie­wielkich trójkątnych szczytach ryzalitów wid­niały dalsze tarcze herbowe. W wystroju skrzydeł, łącznie z pawilonami, powtórzono wszystkie elementy wystroju pawilonów kor­pusu środkowego. Oba skrzydła boczne nakry­wał dach gładki, dwuspadowy jak na łączni­kach, pawilony zaś łamany, namiotowy. Ele­wacje tylne skrzydeł i powiązanych z nim pa­wilonów wyglądały podobnie jak frontowe, po­zbawione jednak były portyków. Podstawowe kondygnacje wszystkich członów zespołu pałacowego miały duże okna prostokątne, umieszczone w profilowanych ramach, drobnymi szczeblinami dzielone na 28 kwater, okna kwadratowe zaś na kwater 16.

Korpus główny pałacu z układem dwutraktowym w obu kondygnacjach wraz z pawilona­mi przeznaczony został głównie na cele repre­zentacyjne. Z licznych, ale nie zawsze całkowi­cie jasnych relacji, zarówno osiemnasto-, jak dziewiętnastowiecznych, tylko do pewnego stopnia zorientować się można, jakie przezna­czenie miały poszczególne sale i pokoje oraz w którym miejscu one się znajdowały. Aż do pierwszej wojny światowej przetrwały niemal wszystkie nieruchome części wspaniałego nie­gdyś wyposażenia wnętrz, jak marmurowe ko­minki barokowe i klasycystyczne, piece różne­go kształtu i także z różnych pochodzące epok, szereg żyrandoli przeważnie brązowych lub z brązu złoconego o niezwykle bogatym, nie powtarzającym się rysunku, z których każdy reprezentował najwyższej klasy dzieło sztuki, jedwabne i inne materiałowe oraz tapetowe obicia ścienne i posadzki układane w desenie geometryczne w pokojach „paradnych”. O prze­pychu dawnego urządzenia pałacu mogły też świadczyć nieliczne ocalałe sprzęty, jak choćby barokowe krzesła z sali „królewskiej”, bogato rzeźbione i ozdobione złoconymi koronami. Część mebli najcenniejszych wywiózł jednak z pewnością Jerzy Mniszech do Paryża, podo­bnie jak najbardziej wartościowe dzieła sztuki.

Według wspomnianych relacji, obszerna sień pałacu ze starą kamienną posadzką miała ściany niemal w całości pokryte czterdziestoma pięcioma tysiącami westfalskich czy może ra­czej holenderskich fajansowych kafelków. Na każdym z nich rysunek w kolorze błękitnym na tle białym wyobrażał inną scenę biblijną. Ra­zem przedstawiały one dzieje świata, począw­szy od scen w raju pod drzewem zakazanego owocu22. Duże pola, zajęte przez kafelki, dzie­lone były gładkimi białymi pilastrami w duchu klasycystycznym i zwieńczone dość wąskim i skromnym gzymsem podsufitowym. Górną część pilastrów tuż pod kapitelami zdobiły sztukaterie o motywach heraldycznych Korybuta, Pogoni i innych. W jedną ze ścian, w owalną białą wnękę, wmurował Michał Jerzy Mniszech w 1781 r. wielką tablicę z czarnego marmuru, poświęconą pamięci książąt Wiśniowieckich. Wyryty na niej długi złocony napis w języku łacińskim zawierał także dane z dziejów zamku i wspominał o pobycie w nim króla polskiego i rosyjskiego następcy tronu. Nad tablicą umieszczony został wykonany w sztukaterii orzeł z koroną.

Również ściany położonej na lewo od sieni klatki schodowej pokrywały kafelki ujęte w szersze białe ramy ścian. Jednobiegowe, dwukrotnie załamane kamienne schody posiadały według słów Eysymonta „piękną jak rozkoszne cacko żelazną balustradę w stylu rokoko, roboty początku XVIII w.” Górą klatki schodowej biegł szeroki fryz z owalnymi medalionami o motywach pełnych kwiatów waz i portretów, połączonymi roślinnymi girlandami. Z klatki schodowej wchodziło się do takiej samej wielkości i kształtu również dwuokiennego pokoju o nieznanym przeznaczeniu, a stamtąd do pawilonu, przedzielonego na dwa pomieszczenia. Mniejsze z nich, frontowe, miało kształt wąskiego prostokąta, tylne natomiast prostokąta szerszego z półkolistą ścianą zwróconą ku oknom. Oba łączyło ze sobą szerokie przejście.

Drzwi umieszczone w sieni po prawej stronie wiodły do pokoju służbowego, używanego później przez Demidowów jako mala jadalnia, dalej do pokoju nazwanego przez Łukomskich „generalskim” i do następnych, mieszczących się już w skrzydle. Wśród nich znajdowała się śliczna komnatka ze ścianami dekorowanymi ornamentacją stiukową i silnie występującym, ale nie dochodzącym do sufitu gzymsem. Na gzymsie w swawolnych pozach siedziały malu­tkie amorki, sięgające rękami do tarcz herbo­wych Korybutów i innych, umieszczonych na szerokim fryzie plafonowym. Jedno z pomiesz­czeń tegoż skrzydła nosiło miano „saloniku hr. Forgacha”. Nazwa ta pochodziła od imienia węgierskiego magnata, uczestnika spisku Mi­chała Telekyego, który, zmuszony emigrować z własnego kraju, na resztę swego życia znalazł schronienie u ks. Wiśniowieckich i zmarł w tym właśnie pokoju. Uwagę zwracał tu ko­minek z czarnego marmuru, będący darem ro­dziny węgierskiego gościa, przysłanym z jego zamku oraz powszechnie określany jako „pięk­ny” portret tegoż hr. Forgacha. Stojący w ką­cie piec w stylu włoskiego „barocco”, według zdania Eysymonta godzien był przeniesienia do każdego europejskiego muzeum. Plafon z wolnym polem pośrodku miał dokoła orna­mentację stiukową z herbami Radziwiłłów jako motywem przewodnim i girlandami roślinny­mi jako motywem wiążącym.

Część traktu ogrodowego na parterze pała­cu zajmowały ogromne sale zwierciadlane, łą­czące się z sobą nie za pomocą drzwi, lecz trzech dużych otwartych arkad, z których środ­kowa była najwyższa i najszersza. Zwierciadła sięgające początków XVIII w., składające się z małych, przeważnie prostokątnych rżniętych tafli, pokrywały około dwudziestu wielkich płaszczyzn ściennych, podobnie jak przejścia zamkniętych półkoliście i takiego samego kształtu drzwi. Łukomscy powołując się na plany z 1777 r. wyrażają przypuszczenie, że podobnymi taflami lustrzanymi pokryte były kiedyś także ściany przylegających do sal zwier­ciadlanych galerii. Z biegiem czasu połowa ga­lerii została wszakże przebudowana na kilka mniejszych pomieszczeń, druga zaś ocalała wprawdzie, ale już bez oprawy lustrzanej. Ściany sal nie zajęte przez zwierciadła wyłożo­ne zostały boazerią orzechową, dzieloną wgłę­bnymi pilastrami. Zdobiły ją misternie rzeź­bione złocone ornamenty w kształcie krat, utrzymanych w stylu Ludwika XV, girland li­ści i winnych gron wijących się wzdłuż pilastrów oraz artystycznie wypracowane rokokowe świeczniki ścienne. Nad lukami arkadowymi najszerszych przejść sali środkowej umieszczo­ne były wielkie, także w drewnie na tle boga­tych panoplii wykonane złocone płaskorzeźby, wyobrażające z jednej strony herb Korybut, z drugiej radziwiłłowskiego orła z Trąbami, obie zwieńczone mitrami. Mniejsze tarcze, także z mitrami lub koronami, przedstawiające herby rodzin spokrewnionych z Wiśniowieckimi, a więc Dolskich, Mniszchów, Ogińskich, Łukomskich, Tarłów, Brzostowskich, Plate­rów i innych, widniały nad pozostałymi, mniej­szymi arkadami. Artystycznym uzupełnieniem sal zwierciadlanych były gipsowe i marmurowe popiersia znakomitych osobistości pol­skich XVI, XVII і XVIII w., ustawione na specjalnych, utrzymanych w tym samym stylu co boazerie ścienne wysokich postumentach. Wyróżniało się wśród nich popiersie Jana III z kararyjskiego marmuru, wykonane przez Piotrowskiego, dalej popiersie Jerzego Ossoliń­skiego i biskupa Wielopolskiego oraz Jana Ko­chanowskiego, Lwa Sapiehy, Jerzego Mnisz- cha, Marcina [?] Poczobuta, Stanisława Ponia­towskiego, Stanisława Żółkiewskiego, Stanis­ława Jabłonowskiego, któregoś Paca i in. Po­piersia te dlatego miały pewną wartość, że sko­piowane zostały z oryginałów znajdujących się za czasów Stanisława Augusta w warszawskim Zamku Królewskim. Na temat pozostałych po­koi głównego korpusu pałacu nie posiadamy żadnych wiadomości. Całe lewe skrzydło prze­znaczone było na pokoje gościnne.

Na piętrze, bezpośrednio nad sienią, mieś­cił się takiej samej wielkości i kształtu przed­pokój, podwyższony jednak o pół piętra. Wnę­ki jego drzwi, wiodących na balkon, i okien, wysokich prostokątnych dolnych, jak też kwa­dratowych górnych, pokrywały sztukaterie o motywach roślinno-ornamentalnych. Ściany, podobnie jak w sieni dolnej wyłożone kafelka­mi biało-niebieskimi, dzielone były pionowo gładkimi pilastrami ze stylizowanymi kapitela­mi. Górą obiegał salę szeroki fryz także orna- mentalno-roślinny oraz gzyms częściowo pro­filowany, częściowo kostkowy, nie sięgający sufitu. Drzwi wiodące do dalszych apartamen­tów miały zwieńczenie w postaci trójkątnych frontonów, otoczonych również delikatnym gzymsem kostkowym.

Z przedpokoju górnego na wprost wcho­dziło się do wielkiej sali balowej, wysuniętej ryzalitem ogrodowym, tej samej co przedpokój wysokości, także z dwoma rzędami okien osa­dzonych w dekorowanych sztukateriami wnę­kach. Gładko polerowane ściany zdobiły pilastry, a górą biegł identyczny jak w przedpokoju fryz oraz gzyms wieńczący. Ten sam kształt miały też naczółki nad drzwiami. Przeciwległe oknom ścięte narożniki mieściły półkoliście sklepione nisze z piecami w postaci żłobkowa­nych kolumn, ustawionych na czworobocz­nych wysokich cokołach i zwieńczonych wazo­nami. Z sufitu otoczonego dokoła delikatnym gzymsem zwisał niegdyś wielki żyrandol ze szkła urzeckiego. Z powodu pozbawionych obicia ścian sala balowa nosiła miano „białej”.

Bezpośrednio z salą balową oraz przedpo­kojem łączyły się dwa wielkie salony, od tona­cji obić zwane „różowym” i „błękitnym”. Oba nosiły wyraźne cechy stylu Ludwika XVI. Miały one ściany dołem, nad drzwiami, okna­mi i kominkami wyłożone lakierowaną na kolor biały boazerią. Głównym elementem dekoracyj­nym supraport były w obu salonach płaskorzeź­bione i złocone wazony umieszczone w owal­nych wieńcach lub arabeski. Wyłożone białym marmurem klasycystyczne kominki wzbogaca­ły kolorystycznie wstawki z marmuru ciemne­go, żyłkowanego. Wysokie gładkie piece, nie­wątpliwie nowsze, wieńczyły gzymsy nawiązu­jące do rokoka. Duże, niemal kwadratowe lub mniejsze, wąskie pola ścienne nie zajęte przez boazerie zarówno w salonie „różowym”, jak „błękitnym”, a także w innych, pokrywały niezwykle cenne tkaniny w desenie wyobraża­jące bukiety kwiatów, rogi obfitości, rajskie ptaki, papugi i zwierzęta, szyte kolorowym je­dwabiem na białym lub innego koloru atłasie. Zachwycające smakiem, delikatnością pomys­łów i wykonaniem, obicia te nie płowiały mimo upływu czasu. Przypisywane były bez żadnych podstaw fraucymerowi Maryny Mniszchówny. Najprawdopodobniej jednak zostały one wy­konane w drugiej połowie XVIII w. przez fraucymer którejś Mniszchowej, jedna z tych pań figurowała bowiem z podobną robótką w ręku na portrecie. Prócz obić ściennych ta­kie same pokrycia miały też niektóre meble i ekrany do kominków.

Prawa strona pałacu mieściła jeszcze „salę Korybutów”, nazwaną tak od nagromadzonych w niej wizerunków tej rodziny, salę bibliotecz­ną ze zbiorami mineralogicznymi, apartamenty zajmowane kiedyś przez carewicza Pawła, z sa­lonikiem okrągłym, z kinkietami ściennymi w kształcie czerwono malowanych lampek ze złoconymi arabeskami i figurkami gracji, oraz paradnym, bogato złoconym łożem, obitym at­łasem haftowanym różnobarwnymi nićmi w piękne bukiety, z baldachimem z tego samego materiału. Parę pokoi nosiło miano „chińs­kich”. Wielkie zdobiące je kandelabry wyobra­żały Chińczyków w odlewie z ciemnego brązu, z kwiecistymi gałązkami w ręku, pochodzące z połowy XVIII w. W prawym skrzydle znaj­dowała się wspaniała ponoć łazienka, co w XVIII w. nawet w wielkich europejskich rezydencjach poza Anglią zdarzało się nieczęsto, a na końcu sala teatralna, mogąca pomieścić kilkaset osób, ze sceną oddzieloną od widowni wąskimi ściankami i dwiema kanelowanymi kolumnami.

Po stronie lewej głównych sal recepcyjnych ciągnęły się mniejsze saloniki i buduary, w tym „przedpokój Lubomirskich”, zawdzięczający swe miano zawieszonym tam ogromnym wize­runkom przedstawicieli tej właśnie rodziny z czasów Jana Kazimierza i Jana III Sobies­kiego, oraz pokoje „królewskie”, oddane swe­go czasu do dyspozycji Stanisławowi Augusto­wi. Część ścian gabinetu „królewskiego” wy­łożona była kafelkami o motywach francuskich lilii burbońskich. Jeden z pokoi sypialnych, bez obić, z alkową i kominkiem z czarnego mar­muru, utrzymany w tonacji jasnej, dekorowa­ny był białymi sztukateriami o motywach gro­teski. Inny pokój wyposażono w przepiękny, także biały barokowy kominek, niezwykle bo­gato ukształtowany, sięgający niemal sufitu, z dwoma puttami siedzącymi we wdzięcznych pozach u szczytu, podtrzymującymi mitrę. W niektórych pokojach, podobnie jak w sali balowej, piece w postaci kolumn z wazonami stały także w sklepionych niszach. Piece te, po­chodzące z drugiej połowy XVIII w., dosko­nale harmonizujące ze stylem Ludwika XVI, wstawiono po usunięciu stamtąd o wiele cen­niejszych i starszych, bardziej dostosowanych do pierwotnej dekoracji ścian z czasów Wiśniowieckich. Po lewej stronie mieściła się wre­szcie kaplica, ale na temat jej wystroju nie ma­my żadnych informacji.

Więcej niż architekturą oraz rozmieszcze­niem sal i pokoi - których w pałacu miało być około stu, co jednak wydaje się dużą przesadą - wszyscy odwiedzający zamek, którzy wraże­nia swe przekazali potomności drukiem, inte­resowali się zbiorami artystycznymi. Najstar­sze relacje pochodzą wprawdzie z drugiej poło­wy XVIII w., ale są one lakoniczne i dotyczą głównie uroczystości związanych z odwiedzina­mi króla Stanisława Augusta i carewicza Pawła. Znacznie ciekawsze mogłyby być informacje J. Ursyna Niemcewicza, który bawił w Wiśniowcu w 1816 r., a więc w okresie, gdy zbiory były najbogatsze i bez żadnych ubytków25. Niestety, podkreśla on tylko z wdzięcznością gościnność okazaną mu przez marszałkową Mniszchową i jej syna Karola, odnośnie do pa­łacu ogranicza się tylko do stwierdzenia, że „przez saskich budowniczych wystawiony, no­si na zewnątrz znamienną gustu ich cechę”. We­wnątrz zwrócił wprawdzie uwagę na „obszerne sale i komnaty, napełnione zbiorem wizerun­ków rodu Wiszniowieckich i Mniszchów”, ale większego wrażenia na nim nie zrobiły. Zainte­resowały go jedynie portrety Maryny Mnisz­chówny i jej męża Dymitra, które gospodarze obiecali dać „wysztychować” dla jego historii Zygmunta III, a z malowideł innej treści jedy­nie obraz Maria Magdalena, naturalnej wiel­kości, pędzla Greuze’a, zapewne dlatego, że artysta ten rzadko tworzył kompozycje tak wielkich rozmiarów. Wymienił też Niemce­wicz kilka rękopisów przechowywanych w bi­bliotece.

Spośród osób, które zwiedziły zamek wiśniowiecki w ciągu XIX w. i wrażenia swe na­stępnie opublikowały, najwięcej szczegółów na temat tamtejszej galerii obrazów zawdzięcza­my anonimowi, ukrywającemu się pod krypto­nimem „J.J....CZ”, a charakterystykę ogólną Aleksandrowi Przezdzieckiemu. Pierwszy z nich odwiedził rezydencję Mniszchów ok. 1836 r., drugi ok. 1840, obaj więc w tym sa­mym mniej więcej czasie.

W grupie portretów sygnowanych, oprócz niektórych wspomnianych już wyżej, wymie­nia J.J....cz. następujące: Marcello Bacciarelli: Stanisław August siedzący przy stole z koroną i klepsydrą, Stanisław August w stroju korona­cyjnym, prymas ks. Michał Poniatowski, Urszula z Zamoyskich Mniszchowa, żona Mi­chała Jerzego, marszałka wielkiego koronnego, Józef Mniszech, marszałek wielki koronny, żo­na Józefa Mniszcha, nie wiadomo jednak która, pierwsza czy druga; L. Marteau: ks. Franciszek Poniatowski, Pelagia z Potockich Mnisz­chowa i Marianna z Ossolińskich Mniszchowa; J. Grassi: [Tekla z Czapliców?] Jabłonowska, kasztelanowa krakowska; [Nicolas] Largilliere: Anna z Wiśniowieckich Ogińska, wojewodzina trocka, Konstancja z Czartoryskich Poniatow­ska, kasztelanowa krakowska; Elżbieta Vigee- Lebrun: Anna z Cetnerów ks. Sanguszkowa, późniejsza księżna Lotaryńska; Laurent: Elż­bieta z Mniszchów Radziwiłłowa i Paulina Ja­błonowska; Rosalba Carriera: król Stanisław August w młodym wieku; Angelika Kauffmann: Zofia Mniszchówna, córka marszałka w. koronnego; Rigaud: książę Orleanu; [Piętro Antonio] Rotari: August III król polski, jego żona, królowa Maria Józefa oraz nieokreślone „trzy głowy”; Holbein: Henryk VIII król An­glii i królowa Bona; [Antoine] Pesne: ks. Kazi­mierz Poniatowski; [Charles Robert] Leslie: dwa portrety nie określonych dokładniej Ang­lika i Angielki; oraz króla Michała Korybuta, pędzla także nieokreślonego „w guście Rembrandta”. Prócz sygnowanych wymienia także kilka wizerunków anonimowych, w tym Jana Mniszcha, podkomorzego wielkiego litewskie­go i Józefa Lubomirskiego, marszałka wielkie­go koronnego, a w grupie sygnowanych stu­diów portretowych: Norblina Hiszpan i Paste­rka oraz Rembrandta Staruszek. Studium Hi­szpana na desce określił jako „w guście Wandyka”, Staruszkę jako kopię Gerarda, a jeszcze jedną Staruszkę jako „piękną robotę nie znanej ręki”.

Z obrazów sygnowanych o tematyce religij­nej lub do niej zbliżonej, podobnie jak Niem­cewicz, zwrócił J.J....cz. uwagę na dzieło Greuze’a, które określił jednakże jako „św. Elżbietę”, podając przy tym wymiary obrazu 3x2 łokcie. Nie wiadomo więc, czy chodziło o to samo płótno. Z innych wyliczył: Albani: Wniebowzięcie Najświętszej Panny; Casanova: dwa pejzaże; [Giovanni Francesco] Romanelli: Narodzenie Chrystusa; Piętro de Cortona: Bogowie w Olimpie; Paolo Veronese: Trzejkrólowie oraz Wesele w Kanie Galilejskiej (przy pozycji drugiej zaznacza jednak, że mogła to być kopia Tokarskiego); Guido Reni: Najświętsza Panna; pędzla zaś nieokreślonego: Św. Hieronim, Ścięcie św. Jana szkoły niemieckiej; Nawiedzenie Chrystusa Pa­na, Widok wnętrza kościoła szkoły holender­skiej., na desce, określając ów obraz jako „arcy­dzieło sztuki, do wysokiego stopnia wypraco­wane” i Widok kaplicy w Dęblinie.

Z obrazów sygnowanych o tematyce innej wymienił: Palma: Trzy gracje, Luca Giordano [w oryginale Luca Jordano - R. A.]: Olind i Sofronia; Holbein: Judyta; Watteau: dwa „widoki”; Du Vivier: także dwa „widoki”; Fidanza: Wschód słońca; Van Loo: Koncert suł­tana; Van Huysum: Kwiaty, dwa obrazy; Die­trich: Uczniowie z Emaus; Wouwerman: Widok; Greuze: Bachantka; Canaletto: sześć widoków Wenecji, „wszystkie równej wielkości, przez obydwóch Kanalettych”, Julio Romano: Bata­lia na śniegu; Tokarski: Scena z Eneidy Wergiliusza; Wanderwerff: Józef i jego żona Putyfara, „celujący kolorytem i pięknością karnacji”.

Z malowideł nie sygnowanych o różnej te­matyce, wymienił jeszcze J.J....cz. „dziewięć sztuk rozmaitych, służących do pożywienia”, a więc zapewne martwych natur, „w guście Vanninx’a”, dalej trzy „batalie”, Pijaka szkoły flamandzkiej i Dawida „w połowie figury”. Wspomniał w końcu sumarycznie o osiemdzie­sięciu „różnych” miniaturach. Widział też w Wiśniowcu sto dwadzieścia „widoków War­szawy na papierze, przez Vogla”.

Mniej rzeczy zainteresowało w pałacu wiśniowieckim Aleksandra Przezdzieckiego. Zwró­cił jednak uwagę także na wiszące podówczas w sieni obrazy, przedstawiające wesele i koro­nację Maryny Mniszchówny w Moskwie oraz inne „dotyczące bajecznych triumfów przod­ków Mniszchowskiego domu za Karola Wiel­kiego i Ottona III cesarzów”. Na górze „przedpokój królewski” zdobiły portrety trzech ostatnich monarchów polskich natural­nej wielkości, a „salę Korybutów” wyłącznie portrety Wiśniowieckich. W niektórych poko­jach zwrócił też Przezdziecki uwagę na piękne obicia, a w pokojach zajmowanych niegdyś przez carewicza Pawła także na „ładne” por­trety Holbeina i „widoki malarza Canaletto”. Zbiór portretów rodzinnych „w dawnych stro­jach” określił jako „nieprzeliczony”, odnoto­wując równocześnie, iż pałac mieścił też jesz­cze sto kilkadziesiąt innych malowideł, prze­ważnie szkół włoskich, holenderskich, francuskich i niemieckich „przedniejszych malarzy”. Biblioteka liczyła aktualnie 15 000 tomów, w tym „wiele kosztownych wydań dawnych rzadkich książek polskich”, jak Panosza Pap­rockiego, Kronika całego świata Bielskiego czy Statut Łaskiego na pergaminie. Oglądał poza tym Przezdziecki wiele rękopisów, w tym oryginalne listy monarchów i innych sławnych ludzi oraz wiele materiałów do prac historycznych zgromadzonych przez Michała Jerzego Mniszcha.

Najpoważniejszą pozycją w zbiorach zam­ku wiśniowieckiego była niewątpliwie galeria obrazów. Niestety, zachował się tylko „Rejestr portretów w Zamku Wiśniowieckim znajdują­cych się dnia 10 sierpnia 1828 r.” Choć nie­które z nich, zwłaszcza nowsze, były zapewne sygnowane, rejestr ów nigdzie nie podaje na­zwisk autorów, co znacznie obniża jego war­tość. Niemniej, opierając się na nim, możemy przynajmniej stwierdzić, że na przełomie pier­wszej i drugiej ćwierci XIX w. było w Wiśniowcu 355 portretów, z czego 333 mieściły się w różnych salach reprezentacyjnych, reszta zaś, to znaczy wizerunki uczonych, zdobiła salę bib­lioteczną.

Portrety wiśniowieckie o dużej wartości dokumentacyjnej i historycznej, ale niezbyt wielkiej pod względem artystycznym, podzie­lić można było na szereg grup tematycznych. I tak np. grupa wizerunków królów polskich oraz ich rodzin obejmowała 60 portretów natu­ralnej wielkości, przedstawiających panujących od Leszka I do Aleksandra I cara rosyjskiego, robione po większej części na zamówienie Mniszchów. Druga grupa obejmowała portre­ty Przemysława, Bony, królowej Jadwigi, wiel­kiego ks. litewskiego Witolda, Zygmunta I i jego żony Barbary, Anny Jagiellonki, żony Zygmunta III królowej Konstancji, obu żon Władysława IV, Cecylii Renaty i Marii Lud­wiki, Jana Kazimierza, jego brata kardynała Karola Ferdynanda, Michała Korybuta Wiś­niowieckiego i królowej Eleonory, Jana III, Marii Kazimiery, Augusta III i jego żony Ma­rii Józefy, Stanisława Augusta i w końcu Fry­deryka Augusta ks. Warszawskiego.

Spośród panujących obcych i ich rodzin znajdowało się w Wiśniowcu ogółem 25 portre­tów, a wśród nich papieża Aleksandra VIII; osobistości francuskich: Ludwika XIV, królo­wej Marii Leszczyńskiej i kilku innych; królów angielskich: Henryka VIII, Karola I i Jaku­ba II; carów rosyjskich: Dymitra Samozwańca, Katarzyny II, Pawła I i jego żony; władców hiszpańskich: Karola III i jego żony Amelii; a ze szwedzkich Karola XII. Poza tym były jeszcze wizerunki książąt: Maurycego Saskie­go, Wilhelma Orańskiego oraz Jeremiego, hos­podara wołoskiego. Prawie wszystkie portrety starsze pochodziły z Laszek Murowanych.Portretów rodziny Wiśniowieckich było 30, w tym Dymitra, niedoszłego hospodara moł­dawskiego, Aleksandra, Konstantego, wojewo­dy ruskiego, Michała, kasztelana bracławskiego, Jeremiego Michała, wojewody ruskiego i jego żony Gryzeldy z Zamoyskich, rodziców króla, Konstantego, wojewody ruskiego i jego żony Urszuli z Mniszchów, Janusza, koniusze­go wielkiego koronnego, Dymitra Jerzego, het­mana wielkiego koronnego, Konstantego Krzy­sztofa, wojewody bełskiego i jego żony Urszuli Teresy z Mniszchów, Janusza Antoniego, ka­sztelana krakowskiego i jego żony Teofili z Le­szczyńskich, Michała Serwacego i jego trzech żon, Katarzyny z Dolskich, Magdaleny z Czar­toryskich i Tekli Róży z Radziwiłłów, córek Michała Serwacego, Anny Ogińskiej i Elżbiety Zamoyskiej oraz innych.

Najliczniej, bo 63 portretami reprezento­wani byli Mniszchowie, główni twórcy galerii. Do najciekawszych należały wizerunki Micha­ła, marszałka koronnego i jego żony Urszuli z Zamoyskich, Jerzego, wojewody sandomiers­kiego, ojca Maryny, samej Maryny Mniszchó­wny, Jerzego, wojewody wołyńskiego i dalsze. Grupa Tarłów obejmowała 25 portretów, po­cząwszy od ich domniemanego przodka Siecie­cha. Grupa Poniatowskich 11, w tym króla Stanisława Augusta, jego ojca Stanisława, ka­sztelana krakowskiego, matki Konstancji z Czartoryskich, braci: prymasa Michała, And­rzeja i Kazimierza, sióstr i bratanka ks. Józefa. Wśród 15 portretów Potockich były podobizny Józefa, hetmana w. koronnego, Stanisława, wojewody ruskiego, Ignacego, marszałka w. li­tewskiego, Franciszka, ostatniego wojewody kijowskiego i in., a wśród 6 Lubomirskich Je­rzego, rokoszanina. Sześć miejsc zajmowali także Zamoyscy z kanclerzem Janem na czele. Wśród pięciu wizerunków Radziwiłłów wyróż­niały się dwa: Karola „Panie Kochanku” oraz Michała, hetmana wielkiego litewskiego. Po­siadała też galeria portretów zamku wiśniowieckiego wizerunki Czartoryskich, Firlejów, Oleś­nickich, Sobieskich, Zbaraskich, a z osobisto­ści obcych Simona Forgacha, posła szwedzkie­go barona Schóffera, ministra angielskiego Williama Pitta, Marii Teresy Geoffrin, Miko­łaja Repnina i Bohdana Chmielnickiego.

Salę biblioteczną zdobiły m.in. 22 portrety uczonych i obcych mężów stanu, w tym Fran­ciszka M. Woltera, Karola Ludwika Monteskiusza, Jerzego L. Buffona, Jana Baptysty Ra­dna, a z polskich Jana Kochanowskiego i Ada­ma Naruszewicza. Malowidła te pokrywały drzwi szaf, którymi zabudowano całkowicie ściany. Prawdopodobnie nie istnieje inwen­tarz, który obejmowałby całość zbiorów wiśniowieckich przed ich rozproszeniem po świę­cie. Nie było zapewne także spisu przedmio­tów wywiezionych przez Jerzego Mniszcha do Paryża. Nie ma więc w konsekwencji także i możności pełnej rekonstrukcji i należytej oce­ny tych tak bogatych, choć nierównej wartości różnokierunkowych kolekcji.

Franciszek Eysymont, który wprawdzie in­formacje swe czerpał na miejscu, ale dopiero w ćwierć wieku po sprzedaniu Wiśniowca przez Mniszchów, pisze, że ostatni właściciel, wyjeżdżając na stałe do Francji, zabrał ze sobą najlepsze portrety Mniszchów, obrazy van Dycka, Rembrandta i Holbeina, dalej przed­mioty z marmuru i brązu, starą porcelanę, zło­te i srebrne serwisy, 2500 tomów z zamkowej biblioteki, przeważnie dzieła treści przyrodni­czej w języku francuskim oraz wiele prac heral­dycznych Karola Mniszcha.

Dość nieoczekiwanie na temat wywiezio­nych z Wiśniowca przez Jerzego Mniszcha je­go części obrazów dowiadujemy się z wydanej drukiem korespondencji Balzaka. W okresie dzielenia dóbr i dzieł sztuki między braćmi mieszkał on w Wierzchowni u swej przyszłej żony, pani Eweliny Hańskiej, skąd w paździer­niku 1848 r. przyjechał na czterodniowy pobyt do Wiśniowca. Opisu zamku wprawdzie nie pozostawił, ale nie bez afektacji nazwał go „polskim Wersalem”. Opierając się z pewnoś­cią na otrzymanych na miejscu informacjach, określił Balzak liczbę obrazów, zgromadzonych w Wiśniowcu w okresie największej świetności tej rezydencji, na 1800 sztuk. W wyniku trzy­krotnych działów rodzinnych w pierwszej po­łowie XIX w. było ich już wszakże znacznie mniej. Z grupy najcenniejszych, na podstawie umowy z bratem Andrzejem, 30 obrazów za­brał Jerzy Mniszech do Wierzchowni, gdzie po ślubie z Anną Hańską, który odbył się w 1847 r., najczęściej, aż do ostatecznego wyjazdu do Fran­cji, przebywał. Część z nich wymienił Balzak w pisanych z Wierzchowni do przyjaciół listach, nie zawsze jednak określając je precyzyjnie, cza­sem podając nawet tylko nazwisko artysty.

Wiele z przypadłych Jerzemu Mniszchowi w spadku malowideł wzbudziło niekłamany zachwyt pisarza, zarówno ze względu na ich walory artystyczne, jak też wartość materialną, której nie omieszkał dokładnie określić. Szcze­gólnie wysoko ocenił obraz J. B. Greuze’a Gło­wa przestraszonej dziewczyny, namalowany przez artystę dla pani Geoffrin i przez nią sprzedany królowi Stanisławowi Augustowi, „najpiękniejszy”, jaki zdarzyło mu się widzieć, i dwa dzieła Canaletta. Zdaniem Balzaka, ani Greuze’a ani Canaletta o podobnej sile wyrazu i w takim stanie zachowania nie posiadały na­wet muzea. Poza tym wymienił jeszcze dwa obrazy pędzla Watteau, bez określenia ich te­matów, namalowane także dla pani Geoffrin, Głowę van Dycka, portret pierwszej żony Ja­kuba II, który w jednym liście przypisał Gas- parowi Netcherowi, w innym Piotrowi Lely, portret Jakuba II, tegoż Lely (którego nazwis­ko przekręcił zresztą na Leslie), Judytę [Łukasza] Cranacha, dwa obrazy olejne na papierze, pędzla van Huysuma i w końcu nie określone Rotariego, „jeszcze piękniejsze od Greuze’a”, Mignarda i Rigauda. Jaki był dalszy los tej części galerii wiśniowieckiej - nie wiadomo.

W okresie przejściowym, gdy Wiśniowiec nie był jeszcze sprzedany, ale też i nie był za­mieszkany przez właścicieli, z powodu braku jakiejkolwiek opieki nad pozostałymi w zamku zbiorami przepadło wiele cennych dzieł z bib­lioteki, w tym pierwsze wydanie herbarza Niesieckiego i Statutu Łaskiego. W czasie swych krótkich stosunkowo rządów ks. Abamelek po­darowała dział beletrystyczny francuski swemu rządcy. Szereg innych książek, których prowe­niencję łatwo można było poznać po charakte­rystycznej oprawie skórzanej ze złoceniami i herbem Korybut, spotykało się w drugiej po­łowie XIX w. w różnych dworach wołyńskich i podolskich, najwięcej zaś w Białozórce Brzos­towskich i Czarnym Ostrowiu Przezdzieckich. Poza tym księżna wywiozła także w głąb Rosji na dwudziestu wozach pewną ilość starych dru­ków i część innych zbiorów, głównie najcenniejsze meble, pozostałą jeszcze na miejscu por­celanę i niemal wszystkie artystyczne brązy, a więc zegary, kandelabry, świeczniki, w zna­cznej części sygnowane przez najlepszych mis­trzów, jak Caffieri i Gauthier.

Następny właściciel, Włodzimierz hr. Broel-Plater ustosunkował się do zamku wiśniowieckiego jak do placówki kulturalnej, którą nale­żało jak najśpieszniej dźwignąć z chwilowego upadku. Zamieszkawszy w Wiśniowcu na sta­łe, zabrał się natychmiast do uporządkowania tych fragmentów zbiorów, które przetrwały na miejscu, i uzupełnienia ich własnymi. Przede wszystkim kazał więc sporządzić inwentarz mienia ruchomego pałacowego, który niestety zaginął. Bliższe dane z tego okresu znane są jedynie w odniesieniu do biblioteki, która w chwili objęcia Wiśniowca przez Platera li­czyła jeszcze 13 000 tomów razem z broszura­mi i periodykami. Do tego zbioru dołączył Pla­ter przywieziony z rodzinnego Worobina pod Dąbrowicą własny, w liczbie 8000 tomów, tre­ści przeważnie historycznej, stwarzając w ten sposób pokaźną całość, złożoną z 21200 to­mów, w czym jedną trzecią stanowiły wydaw­nictwa w języku polskim.

Główne działy zrekonstruowanej biblioteki wiśniowieckiej przedstawiały się następująco: dział historyczny obejmował 703 dzieła polskie w 1078 tomach oraz 540 panegiryków i mów pogrzebowych; dział literatury obcojęzycznej 915 dzieł w 1151 tomach; dział geograficzny 700 tomów; beletrystyczny 3000 tomów. W dziale teologicznym znalazły się książki pochodzące przeważnie z klasztoru oo. Karmelitów w Wiśniowcu, który uległ kasacie. W dziale rękopiś­miennym, liczącym 350 tomów, do pozycji waż­niejszych należały: indeks miejscowości wspo­mnianych w Metryce Litewskiej, cztery tomy in folio, herbarze, trochę poloników z archiwów zagranicznych, autograf pamiętnika metropo­lity mohylewskiego Stanisława Siestrzencewicza i autografy poezji Wacława Rzewuskiego „Emira”.

Archiwum, zawierające dokumenty rodzin­ne Wiśniowieckich, Mniszchów, Zamoyskich i innych rodów, składało się z 200 tomów folio. W końcu było też jeszcze wówczas ponad 20 000 listów z XVIII w., zebranych przez Michała Jerzego Mniszcha, jak też spora ilość inwentarzy rozdrobnionych już wtedy lub cał­kowicie nie istniejących archiwów innych, nie związanych z Wiśniowcem bezpośrednio.

Także i pokoje zamkowe zostały przez Włodzimierza Platera na nowo urządzone. Je­den ze zwiedzających w tym czasie Wiśniowiec - T. J. Stecki, opublikował na ten temat tro­chę szczegółów. W pokojach na parterze, za­mieszkanych przez właściciela, znalazł on jesz­cze sporo malowideł, wśród których szczegól­nie zainteresowały go portrety Mikołaja Poto­ckiego, starosty kaniowskiego i gen. Józefa Chłopickiego, jakiś portret pędzla Holbeina i widoki Canaletta. Czy obrazy Holbeina i Canaletta były oryginałami, czy raczej, skoro nie zostały zabrane przez Mniszcha do Paryża, ko­piami - Stecki nie precyzuje. O innych wyra­ził się ogólnie, że w czasie jego pobytu w Wiśniowcu, „oprócz nieprzeliczonego zbioru por­tretów familijnych, w dawnych strojach, wiel­kiej ilości panegirycznych, mniej niż miernych płócien, zapełniających wszystkie sieni i kory­tarze pałacowe, zachowało się do sta sztuk lep­szych obrazów, po większej części oryginalnych utworów holenderskich, francuskich i niemiec­kich”.

Niedługo trwała jednak ta do pewnego stop­nia odrodzona świetność. Po nabyciu Wiśniowca przez Tolla Platerowi udało się wprawdzie wycofać stamtąd własną bibliotekę, archiwum rodzinne, a może i zabrać także część archi­wum Wiśniowieckich z pewną liczbą starych rękopisów, cała reszta musiała jednak pozostać na miejscu. Pod „rządami” nowego właści­ciela zbiory zamkowe znów zaczęły rozpraszać się z zastraszającą szybkością. Urządzał on na­wet publiczne ich wyprzedaże, na które zjeż­dżały się całe rzesze spekulantów i przygod­nych znawców dzieł sztuki. Zdarzali się jednak wśród uczestników licytacji także i ludzie zna­jący się rzeczywiście na wartości sprzedawa­nych przedmiotów. Przyjeżdżali wysłannicy instytucji kulturalnych polskich i rosyjskich. Historyk Rusi Mikołaj Kostomarow projekto­wał nawet wysłanie specjalnej komisji, która zajęłaby się kupnem archiwaliów. Do realizacji tego planu jednak nie doszło. Podobnie wy­glądała także sprawa z lwowskim Ossolineum oraz krakowskim Muzeum Narodowym, które to instytucje nosiły się z zamiarem wykupienia z rąk Tolla szeregu cennych dla nauki polskiej zabytków. Pięć barokowych pieców kaflowych sprzedano aż do Petersburga, gdzie w 1907 r. nabyło je tamtejsze Katolickie Towarzystwo Dobroczynności, ofiarowując wszystkie do Muzeum Narodowego w Krakowie. Ostatecz­nie piece te ustawiono w salach Zamku na Wa­welu. Część biblioteki, głównie rzadkie poloni­ka nabył antykwariusz ze Lwowa Lejb Igieł.

Niezależnie od publicznych licytacji, Toll darował różne przedmioty muzeom i osobom prywatnym. Ks. Dondukow-Korsakow, generał-gubernator kijowski, otrzymał np. z galerii wiśniowieckiej pięć obrazów. Wszystkie one, podobnie jak duża część innych zbiorów, po­chodziły z głównego gniazda Mniszchów, to jest z Laszek Murowanych i dla tamtejszego zamku zostały namalowane. Były to portrety Dymitra Samozwańca do kolan, w zbroi, z od­krytą głową oraz Maryny Mniszchówny w stro­ju ślubnym, również do kolan, a poza tym trzy wielkie kompozycje historyczne, zatytułowane: Pochód koronacyjny orszaku Dymitra Samo­zwańca i Maryny Mniszchówny do Soboru Uspienskiego na uroczystość ślubu i koronacji Maryny w dniu 18 maja 1606 r. (podwójny), Zaślubiny Maryny Mniszchówny w Krakowie i Przywitanie Maryny Mniszchówny i jej orsza­ku pod Moskwą. W 1876 r. Dondukow-Korsakow wszystkie te malowidła podarował ówczesnemu następcy tronu, późniejszemu caro­wi Aleksandrowi II, a ten przekazał je do Mu­zeum Historycznego w Moskwie.

W 1877 r. odwiedził Wiśniowiec ówczesny kustosz Ossolineum Edward Pawłowicz. Pozo­stawił on następny, bardzo jednak lakoniczny opis tej dawnej magnackiej siedziby. Wspomi­na o popiersiach królów i hetmanów, nie przy­pisując im jednak większej wartości. Obrazy, których liczbę określa jeszcze na kilkaset, także jego zdaniem miały znaczenie głównie jako pa­miątki historyczne. Były to głównie portrety wybitnych polskich osobistości, ale najczęściej nie oryginały, lecz kopie. Jako dobry określił Pawłowicz wizerunek Zygmunta I, współczes­ny królowi, pędzla Szymona Boguszowicza. Szczególną uwagę zwrócił też na portret jakiejś angielskiej lady, przypisywany pędzlowi Van Dycka. Wspomniawszy krótko o sprzętach z XVII і XVIII w., poświęcił Pawłowicz kilka słów ciekawym brązom w stylu Ludwika XV i obiciowym haftom na atłasie, ciągle jeszcze niepospolitej wartości, choć główna ich część środkowa została już wycięta. Swe uwagi koń­czył Pawłowicz pesymistycznie: „Zewsząd zło­wroga pustka i ruina, świadcząca, że minął czas, kiedy właściciele mieli i chęć, i możność, a nadto poczuwali się do obowiązku podtrzy­mywać podobne gmachy”.

W tym samym roku w kwietniu bawił w Wiśniowcu cytowany już uprzednio F. Ey­symont, któremu zawdzięczamy najobszerniej­szy opis zbiorów będących na razie na miejscu. Zastał on jeszcze mimo wszystko „ogromną ilość sprzętów, sięgających Jana Kazimierza i Sobieskiego, ale pochodzących głównie z epoki Sasów i Stanisława Augusta”. Opisu­jąc niektóre bardzo dokładnie, wyróżnił wśród nich łoże ks. Pawła, stolik o czarnym blacie z inkrustacją imitującą srebro, ozdobiony mo­nogramami i herbami książęcymi Wiśniowieckich, stary kantorek o „odwiecznych kształ­tach” i drugi z rzeźbami i brązami oraz mitrą książęcą unoszoną przez dwa amorki, zamó­wiony już jakoby przez jakieś muzeum wiedeńskie, i parawany chińskie ze złoceniami i napi­sami z początków XVIII w.

Pokoje zamkowe, mimo spustoszeń poczy­nionych przez ks. Abamelek i Tolla, wciąż je­szcze zapełnione były ozdobnymi kinkietami, kandelabrami i żyrandolami ze złoconego brą­zu i kryształu. Wyróżniały się zdaniem Eysy­monta dwa chińskie kandelabry stołowe z po­łowy XVIII w., wyobrażające artystyczny od­lew z ciemnego brązu Chińczyków z kwiecis­tymi gałązkami w ręku, dwa kandelabry z po­srebrzanej miedzi w rodzaju świeczników ży­dowskich, brązowe, złocone w ogniu kandelab­ry ścienne w kształcie urn z trzema ramionami o znamionach późnego renesansu z XVII w. oraz 24 podobne kandelabry dwu- i trój- ramienne w stylu rokoko, roboty francuskiej z czasów Ludwika XIV albo Ludwika XV.

Oddzielną grupę przedmiotów o zarówno artystycznej, jak zabytkowej wartości tworzyły nadal piękne, stojące staroświeckie zegary ko­minkowe, połączenie marmuru z brązem, przypominające stylem wiek XVII i pierwszą połowę wieku XVIII, przeważnie pochodzenia francuskiego. Jeden z zegarów ozdobiony był trofeami rycerskimi i posążkiem Minerwy, inny miał kształt mitologicznego wozu z zaprzęgnię­tym do niego lwem i z amorem zamiast woź­nicy. Były też zegary „kątowe”, z których jeden miał tabliczkę z firmą fabryki Franciszka Fi­schera w Wiśniowcu, a drugi przypominał lon­dyńskie zegary Barbersona. Z innych przed­miotów, zdaniem Eysymonta, na obejrzenie za­sługiwały chińskie latarnie, mające wtedy około 150 lat, ze szkłami powleczonymi ładnym, cie­mnym malowidłem, oraz hebanowy pająk na osiem świec o staroświeckim półkolistym kszta­łcie, liczącym zapewne aktualnie paręset lat.

Największemu rozproszeniu uległy przed­mioty z porcelany. Do 1877 r. z dawnych zbio­rów wciąż jeszcze istniały dwie ogromne sewrskie wazy z wymalowanymi na nich scenami my­śliwskimi, jakiś zabytkowy kubek i filiżanka.

Z obrazów widział Eysymont około 600 sztuk, lecz trzecią ich część uznał za „straszne, przerażające bohomazy”, przedstawiające nie tylko wszystkich Piastów oraz ich następców, ale i Popielów, i Leszków oraz dwunastu woje­wodów. Z pozycji wartościowych z grupy pol­skiej wymienił malowidła następujące: Dawid grający na harfie, dzieło Urszuli Mniszchowej, tak podobno piękne, że nawet znawcy brali je za arcydzieło sztuki bolońskiej; ogromnych rozmiarów obraz z początku XVII w. Rokoszalbo facies Reipublicae sub rege Sigismundo Ter­tio...; dwa średniej wielkości płótna z czasów historycznego zjazdu w 1787 r. zatytułowane Obrazy Kaniowa, wyobrażające przybycie Ka­tarzyny II i sztuczny wulkan z zabaw królews­kich, Pole elekcyjne pod Warszawą w czasie obioru króla Stanisława Augusta, kompozycja będąca ścisłym przedstawieniem senatorów, koła rycerskiego, szlachty i wojska ze wszyst­kich ziem i województw, mająca u spodu sie­dem objaśnień, tłumaczących znaczenie szcze­gółów obrazu. Dalej ciekawym i cennym miało być średnich rozmiarów malowidło pt. Teatr zwycięstwa nad Turkami i Tatarami odniesione­go pod Chocimiem 1673 r. 11 października. Wi­dać na nim było miasto i jego okolice z roz­łożonymi na tym tle obozami polskim i turec­kim przed rozpoczęciem bitwy. Wartości obu tych kompozycji nie doceniano widocznie, skoro pierwszy z nich umieszczono między „bohomazami”, drugi zaś w korytarzyku wio­dącym do sali teatralnej. Były też jeszcze pod­ówczas w zamku inne obrazy, jak Posiedzenie senatu polskiego i czterdzieści kilka dalszych, ze scenami bitwy z Tatarami, polowań i pejzaży, będących często kopiami lub niezbyt udanym naśladownictwem różnych obcych szkół. Dalej obrazy pochodzące z kościoła pokarmelickiego o treści nabożnej, a w końcu oryginały prac Andrzeja Mniszcha na temat scen z Eneidy Wergiliusza czy ścięcia św. Jana.

W grupie portretów rozwiązał Eysymont zagadkę tajemniczej dla Pawłowicza damy an­gielskiej, określając ją jako lady Pembroche, a malowidło jako kopię van Dycka z galerii lon­dyńskiej. Za godne uwagi uznał też jeszcze inne portrety, a więc królewny francuskiej Wiktorii, córki Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej, Hen­ryki ks. Lotaryńskiej z rodziny polskiej Cetnerów, obraz będący tylko kopią oryginału wy­wiezionego przez ks. Abamelek, D-sse Roąuelore, kochanki Napoleona, oryginalne i ładne wizerunki ks. Karola „Panie Kochanku” i To­masza Zamoyskiego, dwa portrety Stanisława Augusta, jeden malowany przez Bacciarellego, drugi przez Rosalbę [oryginały czy kopie?], kil­ka wizerunków Mniszchów, dwanaście małych owalnych rodziny Burbonów z XVIII w., szkoły francuskiej i tyleż wykonanych na mie­dzianych blachach pisarzy francuskich, prze­ważnie z czasów Ludwika XVI, a w końcu stu­dium Henryka Rodakowskiego Starzec, obraz sprowadzony do Wiśniowca już przez hr. Wło­dzimierza Platera.

Z grupy obrazów artystycznych wylicza Eysymont następujące: Śpiący kupidyn przypi­sywany Cranachowi, lecz jego zdaniem należą­cy raczej do szkoły tego mistrza; dwie niewiel­kie olejne kopie Pawła Veronese, Trzej królo­wie i Wieczerza Pańska, wykonane przez ucznia Bacciarellego, Mateusza Tokarskiego, który reprezentowany był jeszcze przez swą pracę oryginalną W haremie sułtana, pełną jaskrawości barw; Hiob, obraz odznaczający się światłem rembrandtowskim, ale będący zapewne oryginałem jakiegoś innego mistrza, lecz według Eysymonta nie Holbeina, jak utrzymywali miejscowi; Piotr Skarga, przypisywany dowolnie Rubensowi; Trzy gracje, dzieło francuskiej szkoły Davida; dwa wielkie i piękne obrazy Zdobycie warowni, oryginały szkoły flamandzkiej; Noc na brzegu morskim, kopia Jose­pha Verneta, „zachwycająca cudnie natural­nym mgławym kolorytem sennego morza55, będąca zdaniem Eysymonta dziełem tak mist­rzowskim, że „można by je wziąć za oryginał, nie wiedząc, że ten się gdzie indziej znajduje; dalej Noc na morzu i Widok świątyni greckiej, na których temat nic autor relacji nie dodaje; cztery ogromne „malowidła chińskie z poło­wy XVIII w., szkoły francuskiej; kilka obra­zów szkoły Wouwermana, Roosa i Venixa; Ży­wa natura, szkoły holenderskiej; oraz oryginały dużej wartości: Żebracy J. Franka, szkoły nie­mieckiej, Poobiedzie niedzielne, przykład nie­mieckiego realizmu w sztuce i Włoszka Fran­ciszka Kostrzewskiego.

Jeśli chodzi o stan galerii portretów rodzin­nych i wybitniejszych historycznych osobisto­ści, to w 1877 r. nie różnił się on jeszcze zbyt­nio od stanu z początków XIX w. Z większych grup pozostawało więc w zamku nadal 30 portre­tów Wiśniowieckich i 72 Mniszchów. Oprócz trzech o dużej wartości artystycznej, inne określił Eysymont jako „szkaradne maszkary. Wizerun­ków Tarłów były jeszcze w zamku 34 sztuki, w tym błg. Jana Tarły, pogrzebanego w Jerozoli­mie w 1488 r. oraz drugiego o tym samym imie­niu, generała wojsk hiszpańskich.

Z galerii portretów Mniszchów, rozmiesz­czonej częściowo w salach lustrzanych, a częścio­wo po całym gmachu, wymienił Eysymont prze­de wszystkim wizerunki rodziny carycy, a więc ojca jej Jerzego Mniszcha, który namalowany zo­stał z medalionem na szyi przedstawiającym po­piersie królewskie, z napisem w okolu „Sigismu- ndus III D.C. Poloniae et Sweciae Rex55, jego żony, Jadwigi z Tarłów, wdowy po Stadnickim, braci, sióstr, stryja i innych. Niektóre osoby re­prezentowane były przez kilka podobizn. Portret Maryny znajdował się wówczas w Wiśniowcu tylko jeden, natomiast portretów Dymitra były jeszcze dwa oryginały.

W grupie portretów panujących wyróżnił Eysymont wizerunki wielkiego ks. Witolda oraz Zygmunta I, które określił jako znakomite, mają­ce wszelkie cechy autentyczności, robione z natury, oraz zdobiące ściany przedpokoju „królew­skiego” portrety obu Sasów, które uznał za nie­wątpliwe oryginały dobrych artystów. Portrety Stanisława Leszczyńskiego, jego córki Marii oraz Jana III ocenił natomiast jako bardzo liche. Wyraził też wątpliwość, czy były oryginałami wizerunki Pawła I i Aleksandra trzymającego w ręku Konstytucję Królestwa Polskiego, jak też Marii Józefy, królowej polskiej, żony Augusta III, a córki cesarza Józefa I.

Do autentycznych, stojących na pewnym artystycznym poziomie, zaliczył też Eysymont portrety Jeremiego Mohyły, hospodara woło­skiego, którego córka Regina zamężna była za Michałem Wiśniowieckim, starostą owruckim; Jana Zamoyskiego, przypuszczalnie dziecka Tomasza Zamoyskiego, jako upudrowanego malca z rodzajem niemieckiego „harzopfu” na głowie; Ludwiki z Poniatowskich Zamoyskiej, siostry Stanisława Augusta; akwarelowy wize­runek królewskiego synowca Stanisława Po­niatowskiego; olejne Bohdana Chmielnickiego, Mikołaja Potockiego, ks. Aleksandra Augusta Czartoryskiego, wojewody ruskiego; dwa olb­rzymie konterfekty Lubomirskich w stalowych zbrojach i togach, z przedpokoju noszącego od nich nazwę, dwa również kolosalne portrety dwóch opitych Mniszchów z epoki saskiej; Mi­kołaja Oleśnickiego, posła królewskiego do Moskwy i portret ks. Beauviller de Bethune.

Z rzeźb widział już Eysymont w Wiśniowcu niewiele, bo tylko 12 marmurowych po­piersi i posągów. Za najlepsze uznał popiersie Jana III, a niezłym wydało mu się popiersie prymasa Poniatowskiego, dłuta nieokreślo­nego, i jakiegoś kardynała z napisem: „Махіmilianus Laboureur Romanus fecit Anno MDCCLXXXX”. Z innych rzeźb wyróżnił Bachantkę z nieco nienaturalnymi lokami na głowie, Apolla oraz grupę przedstawiającą Ze­mstę miłości. Prócz wielu odlewów gipsowych znajdowało się w zamku w czasie odwiedzin Eysymonta sporo statuetek, kopii arcydzieł światowej sztuki rzeźbiarskiej. Spośród alabas­trowych i marmurowych kolumn, urn i wazo­nów, na większą uwagę zasługiwać miały dwa piękne wazony z piaskowca, „kształtami przy­pominające prostotę renesansu”.

O nabycie biblioteki, w której miały się je­szcze zachować tak rzadkie druki, jak biblia Budnego czy pierwsze wydanie Herbów rycers­twa polskiego Bartosza Paprockiego, petraktował właśnie Władysław Branicki z Suchej.\O dużym poczuciu piękna twórców rezyden­cji wiśniowieckiej chlubnie świadczy fakt, że zwracali oni uwagę nawet na takie szczegóły, jak sięgające początków XVIII w. drzwiczki u pieców, dbając o ich estetyczny wygląd. Spo­rządzone z żeliwa lub brązu, miały one ozdoby o motywach figur mitologicznych. Po całym gmachu, a głównie przy kominkach czy ok­nach, spotykało się także drobiazgi z brązu, jak np. lwia główka na zegarek w pokoju carewicza czy dłutowane urny w pokojach „chińskich”. Znaleźć też można było urny z lanego żelaza z ozdobami brązowymi w stylu odrodzenia.

Eysymont zajrzał także do wozowni, gdzie zobaczył doskonale jeszcze zachowaną kare­tę Maryny Mniszchówny, którą określił jako bardzo ciekawy zabytek z przełomu XVI na XVII W. Kareta owa, dwukołowa, W kształcie wielkiej oszklonej łodzi przymocowanej na czterech grubych pasach skórzanych do sań, wyłożona była wewnątrz białym aksamitem z ciemnoorzechowymi gwiazdkami, od strony zewnętrznej zaś obita czarną skórą z ozdobami w postaci drewnianych rzeźb w stylu Odrodze­nia. Na drzwiczkach karety widniały monogra­my carycy złożone z podwójnego „M”.

Oprócz tej karocy były jeszcze w Wiśniowcu dwie inne z przełomu XVIII і XIX w. Jed­na z nich, sądząc po widniejących na niej połą­czonych herbach rodzin Poniatowskich i Za­moyskich, należała przypuszczalnie do siostry króla, Ludwiki Zamoyskiej. Drzwiczki drugiej zdobiły wspaniałe herby i monogram Karola Mniszcha. W składach pałacowych przecho­wywano też dawną lektykę, jak wiele innych przedmiotów pochodzącą także najprawdopo­dobniej z Laszek39. Jest rzeczą zastanawiającą, że nikt ze zwiedzających zamek wiśniowiecki, łącznie z Eysymontem, nie uwzględnił wszyst­kich zasługujących na uwagę przedmiotów, które tam oglądał. Aby mieć nieco pełniejszy obraz zbiorów, trzeba poszczególne relacje ze­stawić razem.

Ostatnia wielka licytacja ruchomości zam­kowych odbyła się w 1884 r. Zjechał na nią m. in. także przedstawiciel muzeów kijowskich Gorlenko. Z jego notatek wynikało, że w tym czasie portretów Wiśniowieckich było w za­mku w dalszym ciągu 30 sztuk. Z innych wy­mienia on portret chana krymskiego Krym-Gireja, Jeremiego Mohyły, gen. Józefa Chłopickiego pędzla Rodakowskiego, także nabyty już z pewnością przez Platera i nie wiadomo, dlaczego przez niego nie zabrany, kilka wido­ków Vogla oraz wspomniany wyżej Chocim, a z malarstwa obcego Trzy gracje Palma Vecchio i cztery wspomniane przez Eysymonta, ale bez określenia autora, obrazy „chińskie”, które Gorlenko przypisał Franęois Boucherowi. Pierwszy z nich wyobrażał Chińczyków przed ogniskiem, drugi Koncert chiński, dwa zaś pozostałe — stylizowane ptaki.

Sprzedawszy Wiśniowiec wrócił Toll do Kijowa, wywożąc ze sobą znaczną część ocalałej dotąd galerii obrazów i biblioteki. Grupę malowideł, na którą złożyło się kilka portretów Wiśniowieckich, m. in. Jeremiego i jego żony Gryzeldy z Zamoyskich, Maryny Mniszchówny, Dymitra Samozwańca oraz dwie także przez Eysymonta wspomniane, ale bez podania autora, prace Jana Bogumiła Plerscha na temat pobytu króla Stanisława Augusta w Kaniowie, podarował Toll w 1898 r. Muzeum Sztuki w Kijowie.

Z wywiezionych przez Tolla przedmiotów niepoślednią wartość miała także biblioteka złożona z 5000 tomów, zawierająca druki sięga­jące do pierwszej połowy XIX w. w językach łacińskim, polskim, francuskim, niemieckim, angielskim, włoskim, hiszpańskim, rosyjskim i greckim. W grupie książek znajdowały się ta­kże i czasopisma, przeważnie osiemnastowiecz­ne i sporo rękopisów. Był wśród nich luźny zbiór akt odnoszących się do rodzin Zbaraskich, Radziwiłłów, Potockich, Sanguszków, Rzewus­kich, Branickich, Krasickich, Wapowskich, So­snowskich, Dzików, Kopciów, dalej komplet papierów rodzinnych Woroniczów z lat 1579-1794, kopie listów Augusta III i Stanisława Au­gusta, trzy foliały zawierające około 3000 kopii dokumentów dotyczących konfederacji barskiej, dziennik sądu „Królobójców” z 1773 r., dzien­nik Józefa Kopcia i wreszcie bardzo ciekawy latopis ruski z epoki „Smuty”, sporządzony na 197 kartach szesnastki42.

Po Tollu każdy z następnych przygodnych właścicieli urządzał stare polskie gniazdo rodo­we po swojemu, wyrzucając z zamku to, co mu się nie podobało, a na miejsce cennych zabyt­ków sprowadzając nowoczesną tandetę. Dopie­ro Paweł Demidow, chcąc choć w części przy­wrócić pałacowi jego pierwotny charakter, sku­pywał wszelkie rozproszone po okolicy, a nale­żące niegdyś do inwentarza zamkowego przed­mioty. Odzyskał też cały arsenał broni dawnej, którą ozdobił sień i klatkę schodową, dalej łóżka w stylu Ludwika XV, służące kiedyś Stanisławo­wi Augustowi i wielkiemu ks. Pawłowi, karetę z XVIII w., pozbierał starannie posągi świętych z dawnego kościoła oo. Karmelitów, zamienione­go na cerkiew i poumieszczał je w parku.

Wydobył też Paweł Demidow z kurzu i jmieścił na widocznym miejscu trzy stare ob­razy polskie: Posiedzenie senatu za Augusta 77, Elekcja Stanisława Augusta i Teatr zwycięst­wa... pod Chocimiem. Liczba portretów ograni­czała się już w tym czasie do 50 sztuk, roz­mieszczonych po całym zamku. W sali „króle­wskiej” ocalało zaledwie 35 płócien, i to naj­mniej wartościowych. Z ciekawszych pozostały tylko wizerunki: królowej Marii Leszczyńskiej (podobno kopia Van Loo), ks. Tekli Michałowej Wiśniowieckiej z dziećmi i gen. Chłopickiego, pędzla Rodakowskiego. W prawym skrzydle zamku znalazło schronienie jeszcze kilka portretów Mniszchów, Mikołaja Oleśnic­kiego, posła polskiego przy Dymitrze Samo­zwańcu i konny wizerunek Pawła I. Było też w Wiśniowcu za czasów Demidowa kilka wi­doków Warszawy Zygmunta Vogla.

Największa grupa portretów przetrwała w sali bibliotecznej. Obrazy te wmontowane były bowiem w drzwi szaf, a więc unierucho­mione. Ale nie były to już dawne podobizny uczonych, lecz wizerunki wybitniejszych na innym polu Polaków, dziedziców Wiśniowca i członków ich rodzin. W grupie tej znajdował się określany jako „piękny” portret kanclerza wielkiego litewskiego Krzysztofa Paca, jak też Anny z Jabłonowskich Leszczyńskiej, matki króla, ks. Michała Serwacego Wiśniowieckiego i jednej z jego żon, hetmana Marcina Kazanowskiego, marszałka Michała Jerzego Mniszcha, Ludwiki Czartoryskiej oraz kilka innych jeszcze w stylu szkoły Rigauda.

Do początków XX w. w sali „zwierciadlanej” zachowało się też parę odlewów gipso­wych, w „królewskiej” fotele z herbami Wiś­nio wieckich, w jednej zaś z innych komnat dy­wan flandryjski, przedstawiający Wesołe polo­wanie cesarza Maksymiliana. Pieczołowicie wyrestaurował też Demidow porzucone i zde­zelowane pozostałe resztki dawnego urządze­nia, wśród którego znajdowało się m.in. lustro ruchome, wprawione we wspaniale rzeźbioną, stojącą na ziemi ramę, pochodzącą z pewnością także z czasów Wiśniowieckich, a z czasów Mniszchów kilka szaf, kantorków, kanap, sto­łów, krzeseł przeważnie mahoniowych na zło­conych nogach, dekorowanych niekiedy artys­tycznymi brązami. Cudem ocalały poza tym dwa cenne zegary w oprawie ze złoconego brą­zu, w tym jeden ścienny, drugi kominkowy, dalej dwa ogromne „podłogowe” kandelabry, wyobrażające niewiasty w strojach greckich, trzymające na głowach amfory z wyrastającymi z nich lichtarzami o sześciu ramionach, jak też kilka przepięknych wielkich żyrandoli ze zło­conego brązu, z których każdy tworzył inną, bogatą, figuralno-roślinną kompozycję. Przed­mioty te w pewnym stopniu dać mogły pojęcie o pierwotnym wyposażeniu zamku.

Kilka sal, najciekawszych pod względem architektonicznym, urządził Paweł Demidow własnymi meblami przeważnie w stylu Ludwi­ka XV, Ludwika XVI i Ludwika Filipa, ob­wieszając ściany obrazami pochodzącymi także z jego własnych kolekcji. Ponieważ z biblioteki i archiwum nie ocalało dosłownie nic, chcąc zapełnić powstałą w ten sposób pustkę, spro­wadził do Wiśniowca również własny księgo­zbiór. Nie ustawał jednak w poszukiwaniach mających na celu odzyskanie przynajmniej czę­ści książek oraz materiałów archiwalnych, wywiezionych przez Tolla i przez niego ukry­tych.

Opuszczając Wiśniowiec, zabrał Demidow najprawdopodobniej tylko swoje własne zbiory rodzinne. Inne przekazał zapewne następnemu właścicielowi, który w czasie pierwszej wojny światowej, w obliczu zbliżającego się frontu, część ich ponoć wywiózł na wschód. Na miejs­ce już one nie wróciły. O tym, jak nieprzebra­ne bogactwa krył w sobie zamek wiśniowiecki świadczy fakt, że jeszcze nawet po wojnie sprzedawał Kazimierz Grocholski resztki zbio­rów w przygodne ręce prywatne. Były to m.in. portrety Mniszchów z epoki, wizerunek Mi­chała Serwacego Wiśniowieckiego datowany 1725, bardzo dobry pod względem artystycz­nym, z zatartym jednak podpisem malarza i charakterystycznym dla galerii wiśniowieckiej napisem oraz portret wojewody Jerzego Wandalina Mniszcha. Obrazy te uległy znisz­czeniu podczas powstania warszawskiego.

Przytoczone wyżej relacje dają przybliżony obraz zbiorów zamku wiśniowieckiego, głów­nie już po ogołoceniu ich z najcenniejszych przedmiotów przez Jerzego Mniszcha. Dzieła sztuki wywiezione do Francji w większości po­zostaną nieznane. Nie możemy bowiem mieć nawet pewności, które przedmioty wchodzące później do zbiorów Mniszchów we Francji pochodziły z Wiśniowca, a które zostały nabyte już po jego opuszczeniu. Część zbiorów nale­żąca do Leona Mniszcha (1849-1901), syna Andrzeja i Anny z Potockich, żonatego z Ma­rią Zofią de Montault, właściciela zamku La Forte-Frenel w dep. L’Orne, po jego bezpo­tomnej śmierci rozprzedana została w 1902 r. drogą licytacji w Paryżu w Galerie George Pe­tit w Hotel Drouot. Ponieważ katalog tej licy­tacji nie podaje proweniencji poszczególnych pozycji, możemy się tylko domyślać, które z wyprzedawanych wówczas dzieł sztuki po­chodziły ze zbiorów wołyńskich, w tym nie­które, jeszcze wcześniej, z galerii Stanisława Augusta. Należały do tej grupy portrety ks. Józefa Poniatowskiego pędzla Grassiego, Anny ze Scypionów Szaniawskiej, starościny małogoskiej, malowany przez Bacciarellego oraz Zachód słońca na morzu Verneta i Rozbiegane konie Casanovy.

W 1910 r. po śmierci wdowy po Andrzeju Mniszchu, Anny z Potockich, odbyła się w Pa­ryżu w Hotel Drouot druga licytacja, na której sprzedano dalszą część zbiorów wiśniowieckich, obejmującą również obrazy z galerii Sta­nisława Augusta. Dziewięć malowideł, naby­tych wówczas przez Władysława i Julię Branickich z Suchej, przeszło następnie jako ich dar do Muzeum Narodowego w Krakowie. Były między nimi portrety Stanisława Augusta, ks. Józefa Poniatowskiego i Ludwiki z Poniatow­skich Zamoyskiej, pędzla Bacciarellego; Kon­stancji z Czartoryskich Poniatowskiej, matki króla, oraz Izabelli z Poniatowskich 1° voto Branickiej, 2° voto Mokronowskiej, jego siost­ry, oba malowane przez Per Kraffta, tegoż ar­tysty wizerunek biskupa Ignacego Krasickie­go; portret pani Geoffrin, pędzla L. Marteau i in.

W latach sześćdziesiątych XX w. w zbio­rach Andre Lezarda w Paryżu znajdował się portret Stanisława Augusta jako młodego czło­wieka, pędzla Louisa Tocąue z 1758 r., należą­cy niegdyś również do galerii królewskiej i sprzedany także na licytacji w 1910 r. Portret ów usiłował wtedy kupić dla Muzeum Naro­dowego w Krakowie Feliks Kopera przy wspar­ciu finansowym Władysława hr. Branickiego, lecz przelicytowany został przez Guirauda, który zapłacił za niego 25 500 fr. i odsprzedał później Lezardowi. Inny portret króla, przed­stawiający Stanisława Augusta w stroju Hen­ryka IV, pędzla Elżbiety Vigee-Lebrun, zamó­wiony przez Urszulę z Zamoyskich Mniszchową i przechowywany początkowo w zbiorach wiśniowieckich, trafił stamtąd do Liceum Krzemienieckiego. Po jego likwidacji znalazł się w murach Uniwersytetu w Kijowie, a w koń­cu dostał się do tamtejszego Muzeum Sztuki Zachodniej i Wschodniej, gdzie dotąd się znaj­duje46. Poza tym, pędzla tej samej artystki był jeszcze w Wiśniowcu wizerunek Anny z Cetnerów 1° voto Sanguszkowej, 2° voto Sapieżyny, 3° voto Potockiej, 4° voto Lotaryńskiej (1758-1814), który później zdobił galerię ob­razów Karola hr. Lanckorońskiego w Wied­niu47. O losach innych obrazów i dzieł sztuki, wywiezionych do Francji przez obu braci Mniszchów, na razie niewiele wiadomo. Po drugiej wojnie światowej, jako własność pry­watna, wypłynął w Londynie duży zespół ry­sunków i planów architektonicznych pocho­dzący z dawnej kolekcji Mniszchów. Został on nabyty z pewnością na którejś z paryskich auk­cji. Część tego zespołu kupiło w 1975 r. Mu­zeum Narodowe w Warszawie, część druga pozostała w Londynie. W obu znajdują się m.in. projekty przebudowy zamku wiśniowieckiego z początków XIX w., nie sygnowane.

Z przechowywanej w Muzeum Historycz­nym w Kijowie części dawnej galerii portretów Wiśniowieckich i Mniszchów, cztery owalne przekazano w 1946 r. do Polski. Zostały one umieszczone w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Są to wizerunki trzech osób z rodu Wiśniowieckich: Andrzeja (zm. w 1584 r.), wojewody wołyńskiego, Konstantego (1564-1642), woj. bełskiego i królowej Eleonory (1653-1697) oraz Mikołaja Mniszcha, staro­sty jasielskiego, syna Jana. Wszystkie te por­trety zaopatrzone są w długie napisy objaśnia­jące. Nadal w zbiorach muzealnych w Kijowie pozostają m.in. wizerunki Wiśniowieckich: dwa Dymitra (z połowy XVII w.), Janusza (pocz. XVIII w.), Michała (połowa XVII w.), Jeremiego Michała (połowa XVII w.), Konstantego (XVII w.), Janusza Antoniego (pocz. XVIII w.), Konstantego Krzysztofa (pocz. XVIII w.) oraz Jerzego Korybuta Zbaraskiego (zm. w 1631 r.).

Przed pałacem rozciągał się ogromny „cour d’honneur” w kształcie szerokiego prostokąta, zamkniętego od strony południowej głównym korpusem pałacu, od strony wschodniej jego skrzydłem i skrzydłem pawilonu kordegardowego, od zachodniej tylko skrzydłem pałacu i murem, od strony północnej zaś dwoma pawilonami kordegardowymi. Kordegarda pół­nocno-wschodnia składała się z dwóch identy­cznie wyglądających korpusów, ustawionych do siebie pod kątem prostym i będących jak gdyby odpowiednikiem połowy głównego kor­pusu pałacu i jego lewego skrzydła. Gdyby do kordegardy północnej dodano jeszcze skrzydło zachodnie, wszystkie budowle zespołu pałaco­wego razem wzięte zamknęłyby dziedziniec z czterech stron, tworząc w ten sposób całość ściśle symetryczną. Skrzydło zachodnie korde­gardy północnej nie zostało jednak zrealizowa­ne. Postąpiono w ten sposób zapewne rozmyśl­nie, aby przynajmniej na jednym odcinku po­zostawić otwarty z dziedzińca widok na przyle­gający do pałacu od strony zachodniej, objęty jeszcze ramami fortyfikacji i dlatego niezbyt rozległy ogród „włoski”, bardzo wyraźnie za­znaczony na planie z połowy XVIII w.

Na „cour dhonneur” wiodły trzy bramy, wraz z krótkimi odcinkami ogrodzenia z muru i żelaznych sztachet, spinające ze sobą w jedną całość skrzydła pałacu z pawilonami kordegar­dowymi. Każdą bramę tworzyły dwa kilkume­trowej wysokości, murowane, lekkiej architek­tury, czworograniaste, otynkowane i opilastrowane filary, ujęte w narożnikach boniami. Wieńczył je wydatny profilowany gzyms i ka­mienne kule. Dwuskrzydłowe wrota bram wy­konane były z kutego żelaza. Oba filary łączyła ze sobą górą delikatna klamra z ornamentem arabeskowym, ozdobiona niewielką tarczą herbową i dziewięciopałkową koroną. Po obu stronach filarów wisiały także kute latar­nie. Sztachety miały kształt zwróconych do góry ostrzami włóczni. Jako wjazdowa służyła brama wschodnia, prowadząca od strony kościoła oo. Karmelitów i miasteczka. Brama zachodnia wiodła do parku, północna zaś, usta­wiona na osi pałacu, do zabudowań gospodar­czych.

Zamknięty trzema członami pałacu oraz pawilonami kordegardowymi „cour d’honneur” pokrywał owalny, nie zadrzewiony ga­zon, okolony szeroką, wysypaną piaskiem dro­gą. Pośrodku gazonu, na niewielkim podwyż­szeniu z kilku kamiennych stopni tworzących czworobok, stał postument w postaci niskiej żłobkowanej kolumny z rzeźbą figuralną z bia­łego marmuru. Kompozycję tę otaczały z dwóch stron półkoliste kamienne ławki, ca­łość zaś wbite w ziemię lufy armatnie, powią­zane ze sobą łańcuchami.

Pawilony kordegardowe, jednokondygna­cyjne, z bardzo wysokim, ukrytym za murem wiązaniem strychowym, dostosowane zostały stylem do pałacu. Elewacje ich za pomocą pa­sów boni otrzymały podobny podział pionowy. Aby rozładować monotonię części górnej pa­wilonów, niewiele niższej od dolnej, ozdobiono ją pozornymi tralkami, rozmieszczonymi w poziomych, prostokątnych płycinach. Gzy­msy wieńczące elewacje nakryto dachówką. Dach był całkowicie niewidoczny.

Poniżej wschodniej bramy wjazdowej na dziedziniec, w odległości kilkudziesięciu met­rów od niej, na tej samej osi stała główna bra­ma wjazdowa, umieszczona w ogrodzeniu za­mykającym całe założenie pałacowo-ogrodowe. Miała ona postać wysokiej, przebitej półkoliś­cie zamkniętym prześwitem ścianki, dekoro­wanej boniami i dwiema półkolumnami, opar­tymi да wysokich cokołach. Bramę tę wieńczy­ły profilowane gzymsy oraz półkolisty szczyt ze spływami. W płycinie szczytu mieściła się wykonana w mosiądzu lub w brązie tarcza her­bowa Mniszchów z koroną. Po obu jej bokach stały na gzymsach wazony kamienne symboli­zujące płomienie, a poniżej jeszcze dwa dalsze, znacznie większe, pokryte płaskorzeźbami. Że­liwne wrota bramy zrobione były z prętów na kształt włóczni, podobnie jak sztachety. Dwa wybrzuszone murki łączyły bramę z ogrodze­niem złożonym z niezliczonej liczby czworogra­niastych, murowanych, otynkowanych pokry­tych boniami słupów, osadzonych na wysokim murze, dostosowanym do rzeźby terenu. Każ­dy słup ogrodzenia wieńczył również gzyms i pięknie ukształtowany kamienny wazon. Wszystkie słupy łączyły ze sobą ażurowe szta­chety.

Ogród „włoski”, podzielony na niewielkie kwatery, ciągnął się od południowo-zachod­niego narożnika pałacu do północno-zachod­niego narożnika pawilonu kordegardowego. W 1939 r. nie było już w tej części parku posągów, ale wyraźnie jeszcze rysowały się cztery małe wnętrza, ujęte w szpalery, tzw. „gabineciki”, z placem centralnym i gwiaździstym układem dróżek. Na osiach głównych wznosiły się murowane altany. W kierunku zachodnim ciągnęły się rzędy starych lip, stronę zaś pół­nocną zamykała masa sadzonych w ukośne rzę­dy kasztanówBourguignon.

Najmniejsza część ogrodu, wyłącznie kwia­towego, ciągnęła się wzdłuż południowej ele­wacji pałacu zwróconej w stronę Horynia. Był to właściwie szeroki widokowy taras, opadają­cy w dół stromą skarpą, zamkniętą ażurowym ogrodzeniem z ustawionymi na jego słupach dalszymi kamiennymi wazonami dekoracyjny­mi i rzeźbami figuralnymi. Ramy boczne tara­su tworzyły zwarte masywy starych drzew, głównie liściastych, na całej zaś długości pała­cu pozostawiono otwartą przestrzeń niczym nie przesłoniętą. Rozlegał się stamtąd bowiem wspaniały i bardzo daleki, ogólnie podziwiany widok na nadhoryńskie łąki i daleką okolicę.

Altany miały kształt i rozmiar w obu częściach dolnych identyczny. Różniły się ze sobą jedynie dachem. Obie, a więc zarówno widoczna na obrazach z końca XVIII w., usy­tuowana po prawej stronie dziedzińca parad­nego, jak i stojąca w głębi ogrodu, wzniesione zostały na rzucie prostokąta, z trzema otwar­tymi arkadami w jednej z elewacji dłuższych i dwiema w obu krótszych. Altana pierwsza otrzymała dach spłaszczony, schowany poza ścianką attykową, podobny jak na kordegar­dach, druga natomiast wysoki, gładki dach czterospadowy, kryty starą polewaną dachów­ką. Obie rozczłonkowane były wydatnymi pilastrami z misternie wypracowanymi, stylizo­wanymi kapitelami jońskimi. Wieńczył je sze­roki, bardzo mocno zarysowany gzyms profilo­wany. Do altany z dachem spadzistym, z poło­żonego niżej placyku, wiodło kilkanaście ka­miennych stopni. Przy najniższym stały po bo­kach czworograniaste postumenty, z wykutymi w piaskowcu, pokrytymi płaskorzeźbami wa­zonami. Jako motyw dekoracyjny tak często w parku wiśniowieckim spotykanych wazonów występowały sceny bawiących się i obejmują­cych się nawzajem amorków. Budyneczek ten w miejscowych przekazach nosił miano „alta­ny Mniszchówny”, gdyż tam właśnie odbyć się miały jej zaręczyny z Dymitrem.

W drugiej połowie XIX w. założenie regu­larne ogrodu jeszcze tak bardzo rzucało się w oczy, że zwiedzający Wiśniowiec ok. 1870 r. T. J. Stecki, z powodu strzyżonych szpalerów, które tam oglądał, określił park jako „staro­świecki”, jakkolwiek „obszerny i piękny”, z „majestatycznymi drzewami, nawet w naj­większe skwary słońca nie przepuszczający­mi”. Majestatyczne drzewa rosły jednak nie w ogrodzie „włoskim”, lecz poniżej na stokach wzgórza, w części nowszej. Część ta, złożona z sześciu parterów i fontanny, datowała się już zapewne z przełomu XVIII na XIX w. Mogła ona być dziełem Dionizego Miklera, pracują­cego przecież w tym czasie w okolicy, a także dla Mniszchów w Dęblinie.

Z licznych, ustawionych niegdyś w obu częściach ogrodu rzeźb figuralnych, wykutych w marmurze lub w piaskowcu, do pierwszej wojny światowej w stanie nietkniętym zacho­wała się tylko rzeźba przedstawiająca Michała Archanioła, trzymającego w prawej ręce miecz, a w lewej wagę. Rzeźbę tę, przeniesioną niewą­tpliwie z otoczenia kościoła karmelickiego, ustawiono na gładkim, prostokątnym postu­mencie, otoczonym płotem złożonym z żeliw­nych pik połączonych delikatną ornamentacją. Inne ozdoby, o których wspominają zresztą ty­lko Łukomscy, rozsiane po całym parku, już w ciągu XIX w. uległy bądź całkowitemu, bądź częściowemu zniszczeniu. Zostały po nich jedynie szczątki fontanny, ławek kamien­nych i postumenty jakichś klasycystycznych pomników z czasów Mniszchów, z których da­wno poznikały popiersia. Na jednym z nich przetrwał napis:

 

„Dobrym byłeś Polakiem, cnym obywatelem.

Czułym mężem dla dzieci, wiernym przyjacielem.

Pociechą w moich troskach, w szczęściu uczestnikiem.

Ty dla mnie byłeś mężem, ojcem, przewodnikiem.

Mym żywiołem, dla ciebie stale żyłam cała,

I w twym grobie szczęśliwość moja pozostała”.

 

Park, którego powierzchnia wynosić miała 200 dziesięcin, łączył się bezpośrednio z lasem grabowym, będącym celem dalszych spacerów.

Ponieważ Wiśniowiec należał do miast typowo rezydencjonalnych wielkich rodów, ściśle z pałacem powiązane były jeszcze dwie budowle sakralne, dawna cerkiew zamko­wa oraz późniejszy kościół i klasztor oo. Kar­melitów Bosych. Najstarszym zabytkiem Wiśniowća była niewątpliwie bizantyńska cerkiew­ka zamkowa, później unicka, o trzech kopułach (Wozniesieńska), stojąca u podnóża pałacu. Ufundowana ona została jakoby już w XV w., a wykończona ostatecznie przez ks. Wiśniowieckich w 1530 r. Wewnątrz świątyni na uwagę zasługiwały dwa cenne obrazy, określa­ne jako „niezłego pędzla”, koloru ciemnego, przedstawiające św. Mikołaja i św. Barbarę, dalej kilka malowideł z polskimi napisami, a w jednym z ołtarzy kopia Chrystusa Milatyńskiego. Pierwszorzędną wartość zabytkową i artystyczną miał także krzyż w stylu bizan­tyńskim z epoki Zygmuntowskiej Jagiellonów lub Stefana Batorego, ozdobiony w kilku miej­scach drogimi kamieniami. Pochodził on naj­prawdopodobniej z daru pierwszych dziedzi­ców Wiśniowca.

Do rzeczy wyjątkowo cennych należały też dwa bizantynizujące tryptyki, z których pierw­szy, długości 20 cali, a szerokości 17 cali, przed­stawiał w głównym obrazie Matkę Boską z Dzieciątkiem Jezus. Było to malowidło ciem­ne, okryte srebrną rzeźbioną sukienką ze złoce­niami i emalią. Obraz zdobiły też szmaragdy, szafiry i nieco wątpliwe turkusy. Z obrazów bocznych jeden miał jako temat w górze Zwia­stowanie, w dole zaś mieścił wizerunek Alek­sego Bożego i błogosławionego Sergiusza Radoneskiego z odpowiednimi napisami w języku starocerkiewnym. Na drugim widniała u góry twarz Chrystusa z legendy o chuście św. We­roniki, a u dołu postacie Aleksego metropolity i św. Katarzyny męczennicy. Najciekawszy był może zewnętrzny napis w języku polskim: „Ten obraz r. 1704 przy regimencie moskiew­skim w wielkim zostający poszanowaniu, wzię­ty od Szwedów w Bataliey pod Krzyżborkiem 5 Augusta odebrany tegoż roku, od księcia Mi­chała Serwacego Korybuth Wiszniowieckiego, hetmana litewskiego w wygraney od niego bataliey pod Skudami 1-go Novembris, od­dany przez tego Xiążęcia do cerkwi Wiszniowieckiey w 1727”.

Drugi tryptyk mieścił ściemniały obraz Matki Boskiej ubranej w srebrną, złoconą szatę wypukłą, oprawiony w czarne ramy ze srebr­nymi narożnikami i rozetami z kamienia po­środku. Na tryptyku tym napis polski brzmiał: „Ten obraz cudowny dany jest do kościoła na­szego Wiszniowieckiego Karmelitów Bosych R. P. 1718 1 Augusta od J. O. Michała Koributha Wiszniowieckiego, Fundatora naszego, który jest malowany w mieście Kostromie za Wołgą rzeką a sprowadzony z Moskwy do Pol­ski cudownie przez Konstantego Koributha Wiszniowieckiego R. P. 1608 1 Januarii”.

W podziemiach cerkiewki spoczywały zwło­ki prawosławnych członków rodziny Wiśniowieckich, a wśród nich ks. Michała Wiśnio- wieckiego, starosty owruckiego, dziada króla, oraz jego żony Reginy Mohilanki. Z zamku do cerkwi istnieć miało kiedyś bezpośrednie pod­ziemne przejście, którego w czasach nowszych nie znaleziono. Znów, według miejscowego podania, w świątyni tej odbyć się miał religijny ceremoniał zaręczyn Maryny Mniszchówny z Dymitrem Samozwańcem.

Kościół i klasztor. Jeśli jednak cerkiew związana była ściśle z zamkiem pierwotnym, to kościół oo. Karmelitów Bosych, który stać się miał rodzinnym mauzoleum katolickich człon­ków rodziny Wiśniowieckich, należał już nie­mal organicznie do rezydencji wzniesionej przez ks. Michała Serwacego. Świątynię tę wraz z klasztorem ufundował wprawdzie ks. Jeremi Michał Wiśniowiecki w 1645 r., obie budowle nie doczekały się jednak ukończenia. Najpierw w 1655 r. zarówno miejscowa lud­ność polska, jak też zakonnicy wymordowani zostali w sposób okrutny przez zbuntowaną miejscową ludność prawosławną i kozaków. W 1672 r. na Wiśniowiec napadły oddziały tu­reckie, które zrabowały i spaliły kościół i za­mek wraz z broniącymi się w ich murach mni­chami i okolicznymi mieszkańcami. Po nasta­niu względnego spokoju zakonnicy wrócili jed­nak do Wiśniowca, gdzie zamieszkali tymcza­sowo w małym drewnianym domu. Rozwinęli też natychmiast gospodarstwo i hodowlę ryb. W 1718 r. Michał Serwacy Wiśniowiecki po­twierdził dawną fundację ks. Jeremiego, zapi­sując dodatkowo karmelitom kilka wsi. W 1720 r. na fundamentach zrujnowanego ko­ścioła rozpoczęto budowę świątyni nowej. Jako główny architekt zatrudniony został także Ja­kub Blangey Dapres. Prace wykończeniowe trwały do 1740 r., kiedy to kościół, oddany w opiekę św. Michałowi Archaniołowi, konse­krował biskup łucki Franciszek Antoni Kobielski.

Trzynawowy, z dwiema wieżami nad prez­biterium, kościół Karmelitów Bosych w Wiśniowcu miał rzut łacińskiego krzyża. Fasada jego typu II Gesu, zwrócona w stronę zamku, za pomocą pilastrów i lizen otrzymała podział wertykalny, za pomocą zaś potrójnego gzymsu - podział horyzontalny. Wejściowy portal z kartuszem w przyczółku i tablicą erekcyjną u góry wykonano z piaskowca. Na tablicy z ró­żowego marmuru dębnickiego, zwieńczonej mitrą książęcą, umieszczono długi napis łaciń­ski ku czci fundatorów świątyni, w którym ks. Michał Jeremi Wiśniowiecki określony został jako „Cosacorum domitor, barbarorum calcator, rutenis Patriae restaurator”. Po bokach osi środkowej fasady w półkoliście sklepionych niszach stanęły posągi św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Jezusa. Kondygnacja środko­wa fasady, dzielona czterema pilastrami jońskimi, otrzymała pośrodku duże okno, szczyt zaś najwyższej ozdobiono jakimś malowidłem al fresco. Fasadę zwieńczyła statua św. Micha­ła Archanioła. Po bokach spływów ustawiono kamienne wazony.

Podział wertykalny za pomocą pilastrów nadano także elewacjom bocznym oraz cztero­kondygnacyjnym wieżom, nakrytym hełmami z latarniami i krzyżami. Na jednej z wież umie­szczono zegar. Szczyt prezbiterium zamknął półkolisty naczółek. Na odcinku elewacji prezbiterialnej polecił Michał Serwacy Wiśniowie­cki umieścić cytat z psalmu:

 

„In conspectu angelorum psallam Tibi Deus meus et confitebor nomini Tuo Domine”.

 

Wnętrze kościoła, ze ścianami dekorowany­mi płycinowymi pilastrami z wydatnymi korynckimi kapitelami, wspierającymi potężne pro­filowane gzymsy i sklepieniem kolebkowo-krzyżowym, pokrywały sztukaterie i malo­widła ścienne. Niektóre z 15 późnobarokowych ołtarzy wykonali snycerze lwowscy, Kas­per Kolert i Krystian Seyner. Umieszczony na ścianie nad chórem napis, którego autorem miał być fundator świątyni Michał Serwacy Wiśniowiecki, głosił:

 

„Michał Hieremi ten kościół założył,

Michał król Polski, koszt na niego łożył.

Michał go kanclerz dokończył wspaniale,

Michale święty, miej go w straży cale.

Ten ci wdzięczności znak у dobrey woli

O Boże daie, ześ z wojen, z niewoli

Wyrwał go ręką świętego Michała,

Że życie, honor у fortuna cała”.

 

Ambona miała kształt łodzi. Na filarach mieś­ciły się nagrobki marszałka Jerzego Mniszcha i jego brata Józefa Jana, chorążego wielkiego koronnego, w kruchcie nagrobki Pelagii z Po­tockich Mniszchowej, a w kaplicy św. Tekli epitafium Tekli Róży z Radziwiłłów Wiśnio- wieckiej, żony fundatora, z herbami i jej por­tretem. Zarówno Wiśniowieccy, jak też inni dobroczyńcy dbali o należyte wyposażenie ko­ścioła w sprzęt liturgiczny, do czego przyczy­nił się również w 1730 r. gen. Szymon Forgach (Forgacz), ofiarowując cenny, przetykany zło­tem materiał, z którego karmelitanki uszyły komplet szat liturgicznych.

W 1726 r. rozpoczęli oo. karmelici budowę dwóch dwukondygnacyjnych skrzydeł klaszto­ru, południowego i wschodniego, zawierając umowę z budowniczym majstrem murarskim Stanisławem Szczupakiem, niewątpliwie tym samym, który pracował także na zamku, figu­rując tam w rachunkach jedynie pod imieniem. Objął on kierownictwo robót za 100 florenów rocznie. W 1736 r. zakonnicy weszli w posia­danie już ukończonego skrzydła południowe­go, a w 1758 r. także wschodniego. Korytarze wykończonego klasztoru przyozdobiono rów­nież freskami, obrazami i portretami, pocho­dzącymi m.in. z zamku w Zbarażu, podarowa­nymi oo. karmelitom przez ks. Hessen Homburga, wodza wojsk moskiewskich, po zdoby­ciu miasta i zamku w 1734 r. Do grupy tej należał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z kaplicy zamkowej, malowany na blasze mie­dzianej pozłacanej. W prezbiterium kościoła, kaplicach i korytarzach klasztoru wisiało kilka­naście portretów, przeważnie w całej postaci - cztery fundatora Michała Serwacego Wiśniowieckiego, dwa Tekli Róży z Radziwiłłów Wi­śniowieckiej, w tym jeden z murzynem, i po jednym: Janusza Wiśniowieckiego, kasztelana krakowskiego, Michała Mniszcha, marszałka wielkiego koronnego, jego małżonki Pelagii Teresy z Potockich, Jana Karola Mniszcha, podkomorzego Wielkiego Księstwa Litewskie­go i jego żony Katarzyny z Zamoyskich oraz inne. W 1816 r. biblioteka klasztorna liczyła 1327 tomów.

Podziemia kościelne przeznaczone zostały na groby fundatorów, dobrodziejów klasztoru i zakonników. Kryptę Wiśniowieckich i Mni­szchów umieszczono pod kaplicą św. Tekli. Spoczęli w niej następujący Wiśniowieccy: Michał Serwacy, Tekla Róża z Radziwiłłów, jego trzecia żona, Konstanty, najstarszy syn Michała Serwacego z pierwszej żony Katarzy­ny Dolskiej, Jeremiasz (1726-1727), drugi syn z drugiej żony Magdaleny z Czartoryskich, Ignacy trzeci syn, także urodzony z Czartorys­kiej (1726-1728), Józef, czwarty syn z trzeciej żony Tekli Róży z Radziwiłłów, urodzony w 1731 r., podobnie jak jego bracia zmarły w niemowlęctwie, Michał Jerzy Mniszech, je­go obie żony, Pelagia Teresa z Potockich i Urszula Maria z Zamoyskich, Stanisław Mniszech, brat Michała oraz gen. Szymon Forgach (zm. w 1730 r.).

Cały dziedziniec przed kościołem i klaszto­rem został w latach 1780-1786 ogrodzony ni­skim murem i sztachetami wprawionymi w murowane słupy z wazonami, identycznymi jak w ogrodzeniu pałacowym. Podobny kształt otrzymała także główna brama umieszczona na osi kościoła, niemal naprzeciw pałacowej. Ele­mentem nadającym jej charakter sakralny była tylko wieńcząca ją naturalnej wielkości statua Matki Boskiej depczącej węża, a w ręku trzy­mającej wiązankę pozłacanych lilii. Nie może ulegać wątpliwości, że zarówno ogrodzenie re­zydencji, jak klasztoru wykonane zostały w tym samym czasie i przez tych samych rzemieślników, według jednolitego projektu, wią­żącego w jedną całość zespół pałacowy i klasz­torny. Zabudowania klasztorne otoczono po­nadto murem z wplecionymi weń altanami, także nieomal identycznymi jak stojące w gór­nej części parku pałacowego. Wewnątrz mu­rów, na bardzo wysokim sztucznie usypanym tarasie ziemnym, obmurowanym cegłami, za­łożyli mnisi słynne sady owocowe z głośną kar­melicką miodosytnią. Prowadzili poza tym wzorowe gospodarstwo rolne, rozwijali działal­ność oświatową, opiekowali się chorymi. Naj­większy rozkwit klasztoru wiśniowieckiego przypadł na drugą połowę XVIII i pierwszą ćwierć XIX w.

Nadszedł jednak rok 1832, kasata zakonu i konfiskata ich dóbr. Kościół zamieniony zo­stał na cerkiew prawosławną. W 1863 r., na skutek zaprószenia ognia przez żonę popa, spłonął dach nad kościołem i klasztorem. Rzeź­bione ławy, obrazy i inne przedmioty kultu zo­stały wprawdzie wyniesione na zewnątrz, ale pozbawione opieki stopniowo niszczały. Zło­dzieje wtargnęli do podziemnych krypt, po­zdzierali z trumien cenne obicia, a z niebosz­czyków ich szaty, obcinając pierścienie wraz z palcami u rąk.

Opuszczone ruiny przetrwały do począt­ków XX w. W 1907 r. gen. Paweł Demidow zdecydował się je nabyć i przywrócić zespoło­wi klasztornemu jego dawny wygląd. Nie uzy­skał jednak na to zgody cerkwi prawosławnej, która dopiero wówczas odnowiła kościół i kla­sztor we własnym zakresie. Nabył tylko wspo­mnianą rzeźbę Michała Archanioła, którą prze­niósł do parku, wielki ołtarz oraz ambonę (zu­żyte przez żołnierzy w czasie pierwszej wojny światowej na opał). W trakcie odbudowy obie wieże drewnianą konstrukcją zostały połączone ze sobą w jedną całość. Pośrodku nałożono bi­zantyńską kopułę — banię. Wschodnie skrzyd­ło klasztoru rozebrano.

W 1910 r. do zakupionych przez Demidowa nowych trumien przełożone zostały sprofa­nowane ciała Wiśniowieckich i Mniszchów, jak też innych dobrodziejów oraz mnichów i w kondukcie pogrzebowym przeniesiono je na cmentarz w Nowym Wiśniowcu. Na czele konduktu wieziono trumnę ze szczątkami ks. Michała Serwacego Wiśniowieckiego. Gdy składano prochy dawnych panów na Wiśniow­cu do nowych, zwykłych grobów, Paweł De­midow polecił dać z dziedzińca zamkowego sa­lwy armatnie.

W 1931 r. oo. karmelici bosi objęli znów kościół i klasztor w posiadanie. Mury zostały odnowione, naleciałości obce usunięte. Ogród przyklasztorny zamienił się w park, pełen kra­jowych i egzotycznych drzew, krzewów i kwia­tów. Ojcowie podjęli od nowa swą pracę dusz­pasterską, oświatową i gospodarczą. W czasie drugiej wojny zakonnicy dzielili losy okolicz­nej ludności polskiej. W lutym 1944 r. zostali przez banderowców wymordowani. Kościół i klasztor spalono. Powtórzyła się sceneria z XVII w.


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 529-587.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl