Żukowce, położone malowniczo nad rzecz­ką Świniorojką, dopływem Horynia, należały do klucza wyżgródeckiego i dzieliły jego losy. Począwszy od XVI w. były więc one we włada­niu ks. Poryckich, Koniecpolskich, Wielopol­skich, Zahorowskich, Czackich, Potockich, aż wreszcie w 1758 r. stały się własnością Rzyszczewskich h. Pobóg. Pierwszym z rodziny dziedzicem klucza z siedzibą jeszcze w Wyżgródku, był Wojciech Rzyszczewski (1711-1786), kasztelan buski i lubaczowski, żonaty z Marianną Suską, fundator licznych kościo­łów i klasztorów. Po nim dziedziczył jego syn Adam (1748-1808), ożeniony z Honoratą Chołoniewską, po ojcu także kasztelan luba­czowski i poseł na Sejm Czteroletni. Przekazał on klucz żukowiecki, rodowy Rzyszczew w pow. włodzimierskim oraz klucze koszlacki i podwołoczyski swemu z kolei synowi Gabrie­lowi (1780-1857), generałowi wojsk polsko- -francuskich, późniejszemu marszałkowi szla­chty powiatu krzemienieckiego. Do odziedzi­czonych po ojcu dóbr dodał jeszcze generał klucz starooleksiniecki, który otrzymał po żo­nie, ks. Celestynie Czartoryskiej z Korca (1790-1850). Ostatnim właścicielem Żukowiec i klucza podwołoczyskiego był syn Gab­riela - Józef Adam Rzyszczewski (1813-1884), żonaty z Zofią hr. Stadion-Thaunhausen (1816-1875). Mieszkał on głównie w Wiedniu, gdzie piastował liczne urzędy dworskie. Żyjąc ponad stan, zrujnował majątek i w końcu sprzedał Żukowce w 1878 r. hr. Weimarn-Luders, który je w niedługim czasie od­sprzedał w dalsze ręce. Zmieniając jeszcze kil­kakrotnie właścicieli, znalazły się w końcu Żu­kowce w ręku Rosjanina Fedorowa, który wy­najął dwór na koszary wojskowe. W końcu - w 1896 r. dawna rezydencja Rzyszczewskich padła pastwą pożaru i nie została już odbudo­wana.

Murowany z cegły dwór w Żukowcach, znany wyłącznie z rysunku Napoleona Ordy z lat siedemdziesiątych XIX w. i relacji Józefa Dunin-Karwickiego, był budowlą niejednoli­tą, powstałą prawdopodobnie w dwóch epo­kach: za czasów Adama Rzyszczewskiego, a więc na przełomie XVIII і XIX w., a następ­nie po 1813 r., gdy w dobrach tych osiadł jego syn Gabriel. Początkowo był to prawdopodob­nie dziewięcioosiowy budynek parterowy z trójosiową częścią środkową podwyższoną o niższe piętro, zaakcentowaną na osi cztero-kolumnowym portykiem. Wsparte na kwadra­towych bazach kolumny z korynckimi kapite­lami dźwigały trójkątny fronton. Według wszelkiego prawdopodobieństwa w elewacji ogrodowej występował pośrodku półkolisty ry­zalit, czego dowodem była istniejąca w tylnym trakcie sala, nakryta sufitem w kształcie kopu­ły. Z czasem piętro poszerzone zostało z obu stron portyku o jeszcze jedną oś, pod kolum­nadą zaś dodano niewielki przedsionek z tara­sem w górnej części, otoczonym balustradą tralkową. Dobudowane też zostały dwa długie skrzydła boczne, w rezultacie czego dwór otrzymał kształt podkowy otwartej w stronę parku. Dla wygody mieszkańców służyło kilka tarasów, rozmieszczonych zarówno od strony podjazdu, jak przy skrzydłach i elewacji ogro­dowej .

Jedynie fragmentaryczne wiadomości doty­czą wnętrz. Z relacji Karwickiego wynika, że jedno ze skrzydeł, ze staroświeckimi meblami, portretami i miniaturami, służyło jako aparta­menty gospodarzy. W salonie pana domu znaj­dowało się też kilka cenniejszych dzieł sztuki. Nad kominkiem wisiał tam więc duży obraz olejny pędzla Bacciarełlego, przedstawiający ks. Józefa Poniatowskiego w otoczeniu swych ówczesnych towarzyszy broni z pułku Royal-Allemand, wspartych na koniach wierzcho­wych, a także kilka „pierwszorzędnych utwo­rów kredkowych” Aleksandra Orłowskiego. W trakcie ogrodowym mieścił się szereg pokoi recepcjonalnych, „wspaniale i bogato przyo­zdobionych”. Amfiladę rozpoczynał pokój bilardowy, urządzony wysokimi kanapami, spec­jalnie w ten sposób wykonanymi dla łatwiejszej obserwacji gry. Dalej wymienia Karwicki salę jadalną z dużymi weneckimi oknami i obszer­nym balkonem z żeliwną balustradą, ze ściana­mi zawieszonymi portretami rodzinnymi, oraz dwa ogromne salony, w tym jeden z plafonem w kształcie kopuły i białymi mozaikowymi ścianami w złote gwiazdy. Z sufitu zwisał tam ogromny żyrandol, „w którym Murzyni pod­trzymywali jarzące świeczniki”. Obok salonu mieściła się domowa kaplica, a jeszcze dalej sa­lonik pani domu.

Dziedziniec, na który wjeżdżało się przez ciosową bramę z wrotami z kutego żelaza, ozdobioną u góry kamienną tarczą z herbami Pobóg i Pogoń Litewska, otaczały dwie duże oficyny piętrowe i jedna mniejsza parterowa, przeznaczone na pokoje gościnne. W pobliżu stal murowany piętrowy lamus. Przed do­mem mieszkalnym rozciągał się gazon obsa­dzony dekoracyjnymi krzewami. Jedno ze skrzydeł domu łączyło się bezpośrednio z oran­żerią, traktowaną jako ogród zimowy. W roz­ległym, pokrytym trawnikami i kwietnymi ra­batami parku, szczególnie pielęgnowanym przez gen. Rzyszczewskiego i zaliczanym w połowie XIX w. do piękniejszych na Woły­niu, obok zwykłych rosło wiele bardzo rzad­kich w tych stronach drzew, jak tulipanowce, tuje drzewiaste, platany, drzewa cierniowe i in. Po sadzawce pływały łabędzie i jakieś zamors­kie kaczki. W ptaszarni mieściło się mnóstwo śpiewających ptaków, a przy wielkiej oranżerii była też kanarkarnia. Obok ananasami, figami i cieplarni stały jeszcze w parku rozmaite al­tany, a na końcu ogrodu pięknie urządzony mieszkalny domek, zwany „rustique”.


źródło: Roman Aftanazy "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Tom 5, Województwo wołyńskie", 1994, str. 632-634.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl