POWSTANIE STYCZNIOWE 1863 ROKU NA WOŁYNIU

 

Zbliża się kolejna rocznica Powstania Styczniowego l863 roku, ale jaka! Mija dokładnie 150 lat od jego rozpoczęcia. O Powstaniu Styczniowym przez tyle lat napisano już niemało, postawiono wiele krzyży i pomników upamiętniających walki i potyczki w różnych miejscach, a także na mogiłach poległych powstańców. Na wielu cmentarzach znajdują się także mogiły weteranów, zmarłych już w latach 20-30 XX wieku. Te miejsca są znane i otaczane szacunkiem miejscowej ludności. Tak się dzieje przynajmniej na terenie Polski. A przecież Powstanie Styczniowe miało swój zasięg również na terenach należących obecnie do Litwy, Białorusi i Ukrainy. Co my dziś wiemy o miejscach pamięci na tych ziemiach? Czy w ogóle zachowały się tam jakieś pamiątki związane z tym, tak tragicznym dla narodu polskiego okresem dziejów? Myślę jednak, że niewiele. Czas i źli ludzie, jak ktoś kiedyś powiedział, robią swoje. Po wrześniu 1939 roku ogromne połacie Kresów odeszły do ZSRR, a wiele lat później, już w nasze czasy, powstały tu odrębne państwa, rozwijające kulturę własnych narodów oraz czyniące próby poszukiwania w otchłani dziejów własnych korzeni. Mówiąc prawdę, w tożsamości narodowej Litwinów czy Ukraińców absolutnie nie ma miejsca dla polskości! A przecież przez wiele wieków te ziemie wchodziły do składu wspólnego państwa! Ale kto chce o tym teraz pamiętać? Było – minęło! W Powstaniu Styczniowym jednak brali udział nawet Ukraińcy i Rosjanie, ale takich oczywiście było niewielu. Większa część ludności terenów będących pod zaborem carskiej Rosji, pod wpływem ówczesnych władz była, szczególnie masy chłopskie,  wrogo nastawiona do powstańców. Zresztą działalność powstańcza od samego początku przybrała z różnych powodów formę wojny partyzanckiej. Wiele oddziałów było formowanych za granicami, szczególnie na terenach zaboru austriackiego. Takie oddziały wpadały do Kongresówki, na Wołyń czy Podole, staczały kilka potyczek i albo odchodziły po częściowym rozbiciu z powrotem dla reorganizacji, albo w całości trafiały do niewoli i powstańcy szli na Syberię, a dowódcy nawet na szubienicy czy byli rozstrzeliwani.
W tym miejscu wypada powiedzieć kilka słów o przyczynach, które spowodowały Powstanie Styczniowe i co nam, współczesnym Polakom trzeba o nim wiedzieć. Otóż ruch narodowy wywołany znanymi krwawymi wydarzeniami w latach 1861-1862, a zakończony rokiem 1863 nie był jakimś wypadkiem odosobnionym,  awanturniczym ruszeniem nawet, jak mówią niektórzy, lecz tkwił  w  głębiach potrzeb i poczuć narodowych, był wynikiem nie burzliwego temperamentu młodości, a pragnieniem pracy i życia. Tu trzeba przytoczyć kilka cytatów z wypowiedzi  znanych ludzi tego czasu, zebranych i umieszczonych przez historyka Franciszka Rawitę – Gawrońskiego, jako słowo wstępne do jego pracy  „Rok 1863 na Rusi. Ukraina, Wołyń, Podole”. Książka ta wyszła drukiem we Lwowie w 1903 roku i jest już oczywiście „białym krukiem”.  Oto niektóre z tych wypowiedzi:
L. Borkowski: „ Kiedy kierownicy narodu, jego mężowie Stanu, uważają płaszczenie się i obłudę wobec rządu za polityczną przebiegłość, to ludność przyzwyczaja się zwolna do tej obojętności , wskutek której więdną i usychają niepostrzeżenie jedne po drugich wszystkie patriotyczne uczucia. Zostają tylko pozory: mowa, ubiór, potrawy i martwe, pozbawione siły wewnętrznej wyrazy: ojczyzna, wolność i t. p., które w dnie uroczyste wynosimy jeszcze na widok publiczny, jak lampę bez płomienia. Powierzchowności te, tak zasuszona  forma po wygaśnięciu życia wewnętrznego, w które się rozsypią pod wpływem różnych pokus, popieranych przez kosmopolityczną roztropność i wtedy następuje zwykłe wynarodowienie… Polakami dzisiaj są jeszcze ci, w których idea całości politycznej przeżyła byt polityczny, jest ich wiarą, nadzieją i miłością. W kim tego nie ma, ten nie jest Polakiem, niech jakikolwiek nosi ubiór i nazwisko”.
Natomiast Stanisław Szczepanowski mówił tak: „Historiografia, prowadząca do opuszczania rąk i poddania się przemocy, jest największym bluźnierstwem , bo w dogmatyce dla całego rodu ludzkiego przetwarza niedołęstwo i nikczemność ludzi biernych i niewolniczych”.
A Marian Dubiecki, w czasie Powstania Styczniowego będący sekretarzem Wydziału Rusi Rządu Narodowego, oceniając skutki tego zrywu narodowego wysłowił się w ten oto sposób: „Przeszli i znikli dla potomnych, ale zniknąć dla historii, dla moralnego rozwoju narodu nie mogli i nie znikną”.
Cóż jeszcze można dodać do tych słów? - raczej nic, wszystko jest zrozumiałe, nawet dla nas, współczesnych. Więc obowiązkiem naszym jest nadal czcić pamięć o powstańcach, którzy polegli na naszych terenach, dbać o te nieliczne, szczególnie na Kresach, miejsca pamięci. Otóż na Wołyniu Powstanie Styczniowe 1863 roku miało zasięg dosyć ograniczony. Według danych zaczerpniętych z materiałów drukowanych  i rękopiśmiennych Muzeum Narodowego w Rapperswilu, zebranych i opublikowanych przez Stanisława Zielińskiego, bibliotekarza Muzeum w 1913 roku, na Wołyniu miały miejsce 23 potyczki powstańców z wojskami carskimi. W maju 1863 roku – l5, w czerwcu - 2, w lipcu - 2, w listopadzie -1 i w grudniu - 2. W roku 1864 była tylko jedna i to w miesiącu lutym.
Próbując dowiedzieć się czegoś więcej na temat walk i potyczek na Wołyniu, pragnę zaznaczyć, że literatura na ten temat wygląda bardzo ubogo. Oprócz wspomnianej wyżej pracy  Stanisława Zielińskiego  „Bitwy i Potyczki 1863-1864”, praktycznie nigdzie nie ma żadnych ściślejszych danych. W swoim „Ilustrowanym Przewodniku po Wołyniu” z 1929 roku, dr Mieczysław Orłowicz w ogóle nie podaje żadnych wzmianek o potyczkach w czasie Powstania Styczniowego, opisując poszczególne miejscowości. Trochę informacji możemy znaleźć w najnowszej książce o Wołyniu pióra Grzegorza Rąkowskiego „Przewodnik po Ukrainie Zachodniej. Część I Wołyń”, wydanej w 2005 roku w Pruszkowie. Otóż na str. 74 i 75 autor pisze: „W pobliżu (Horek A.S.) rozegrała się w 1863 r. jedna z największych bitew powstańczych na Polesiu. Były to właściwie trzy odrębne starcia, które stoczył z wojskiem rosyjskim Romuald Traugutt na czele  liczącego ok.160 ludzi oddziału z powiatu kobryńskiego”. Natomiast na str.195 jest opis bitwy pod Poryckiem stoczonej z Moskalami przez oddział Wojciecha Komorowskiego 2 listopada 1863 r. Dalej autor podaje, że „na mogile powstańców stał do II  wojny światowej drewniany krzyż”.
Znane są także dwie następne publikacje:  Tadeusza Swata „Mogiły poległych z okresu Powstania Styczniowego 1863-1864 roku na ziemiach polskich”, Pruszków 2004, a także artykuł Ewy Ziółkowskiej w Biuletynie „Przeszłość i Pamięć” nr 3-4(24-25) z 2002 roku, wydawanego przez Radę OPWiM w Warszawie, pod tytułem „Polscy więźniowie twierdzy kijowskiej”.
Tadeusz Swat na końcu swojej książki opublikował mapkę z nadrukiem „Rozmieszczenie mogił powstańców 1863-1864 roku poza granicami kraju”. Niestety na niej nie zaznaczono ani Horek ani Porycka, gdzie oczywiście obecnie nie ma żadnych śladów po takich mogiłach. Natomiast  Ewa Ziółkowska też publikuje mapkę (str. 35) z nadrukiem „Bitwy i potyczki powstania styczniowego na Ukrainie”,  ale na niej też nie ma ani Horek ani Porycka, więc trudno zrozumieć jakie kryteria stosowały  autorzy przy napisaniu swoich prac. Ale wróćmy na razie do opisanych 23 potyczek.  Większa część z nich miała miejsce w okolicach wschodniej części Wołynia, gdzie operowały duże oddziały pod dowództwem pułkownika , a później generała Edmunda Różyckiego. Te oddziały odniosły nawet w maju 1863 r. kilka zwycięskich potyczek pod Lubarem, Połonnem, Miropolem i później pod Salichą, skąd weszły do zaboru austriackiego. W powiatach żytomierskim, zwiahelskim, owruckim i zasławskim powstało kilka oddziałów, część powstańców dołączyła do Różyckiego, a część poległa w walkach i trafiła do niewoli. Te tereny odeszły po powstaniu II Rzeczypospolitej do Ukrainy Radzieckiej i na grobach poległych pewnie nikt już nie stawiał trwałych pomników.
Wybuch powstania na Rusi wyznaczony został na dzień 8 maja 1863 roku. Naczelnym wodzem Rząd Narodowy mianował generała Józefa Wysockiego, który jednocześnie był także naczelnym wodzem w woj. lubelskim. Miał on wkroczyć w tym  czasie na Wołyń z zaboru austriackiego, żeby podać rękę gen. Edmundowi Różyckiemu. Gen. Józef Wysocki formował kilka oddziałów pod Brodami w lasach berlińskich. Niestety z różnych powodów nie mógł przez jakiś czas ruszyć na Wołyń, a miał pod bronią już 800 piechoty i 200 jazdy. Dopiero pod koniec czerwca, gdy oddziały Różyckiego wkroczyli już do zaboru austriackiego, Wysocki wyruszył na Wołyń. Postanowiono uderzyć na miasto Radziwiłłów, znajdujące się w odległości kilku kilometrów od granicy. Uderzenie zaplanowano na 2 lipca. Załoga miasta stanowiła 500 ludzi. Wysocki postanowił rozdzielić oddział na trzy grupy, jedna była pod dowództwem pułkownika Horodyńskiego, a na czele drugiej stanął pułkownik Miniewski, pod Wysockim została reszta. Pod Radziwiłłów oddziały  podchodziły z różnych stron. W nocy jednak była burza, drogi rozmokły, a  grupa Wysockiego była przez to opóźniona. W każdym bądź razie pułkownik Horodyński o wyznaczonej godzinie, nie czekając już na wystrzały ze strony grupy Wysockiego, uderzył na miasto. Trzeba powiedzieć, że załoga była na to przygotowana, rosyjski konsul w Brodach ciągle przecież zbierał informację o organizacji i przemieszczeniu powstańczych oddziałów i przekazywał ją na stronę rosyjską. Walka była zażarta, powstańcy mężnie szli do przodu, ale wkrótce ginie pułkownik Horodyński, pada też kilku rannych oficerów i oddział idzie w rozsypkę. W tym czasie Wysocki uderza na przedmieście Lewiatyn i z trudem go opanowuje. Jednak po kilkugodzinnej walce powstańcy muszą odchodzić, miasto nie zostało przez nich zdobyte. Przerzedzone oddziały powoli zbierały się na południe od miasta. Moskale jednak nie zaatakowały obozowisko i zebrani wkrótce przeszli granicę z powrotem. Oddział Miniewskiego nie wziął udziału w walce i dopiero 4 lipca, ciągle niepokojony przez wojsko austriackie, też z trudem pokonał granicę zaboru. Tak się zakończyła ta wyprawa na Wołyń.
Radziwiłłów jest miastem leżącym na samym południu Wołynia i te tereny do 1939 roku należały do IIRP, a więc można przypuszczać, że na cmentarzu rzymskokatolickim w tym mieście mógł być pomnik na mogile poległych powstańców, ale czy się zachował do naszych dni – tego nie wiemy. Żadnych danych na ten temat nie ma. Co prawda kilka lat temu do Konsulatu Generalnego RP w Łucku nadeszła informacja, że podobno w latach 30-ch XX w. na cmentarzu miał być zbudowany pomnik na mogile poległych powstańców, nawet wmurowano kamień węgielny. Niestety poszukiwania nic nie dały. W niedalekich Brodach, na starym cmentarzu, w czasie inwentaryzacji odnaleziono tylko jeden grób, na płycie którego widnieje inskrypcja: „Antoni Sadowski / żył lat 80 / zm. 1908 r./ powstaniec”. Tak nikłe ślady mamy na tych terenach. W Dubnie, kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od  Radziwiłłowa, w latach 30-ch XX wieku była odsłonięta tablica ku czci Mariana  Dubieckiego z jego bareliefem, która oczywiście nie zachowała się do naszych dni. Natomiast całkiem niedawno na rzymskokatolickim cmentarzu w Równem znaleziono nagrobek w dosyć dobrym stanie, z następną inskrypcją: „Ś.+ P. / Julian / syn Antoniego / Sobolewski / zasnął w Bogu / w dniu 2 grudnia 1916 r. / przeżywszy lat 74 / WETERAN ROKU 1863 / cześć jego pamięci”.
Przechodzimy teraz jeszcze dalej, na tereny współczesnego obwodu wołyńskiego. Jest to skrajna zachodnia część Wołynia. W czasach Powstania Styczniowego graniczyła z Cesarstwem Austriackim, Królestwem Polskim i guberniami grodzieńską i mińską Imperium Rosyjskiego. W żadnej dostępnej publikacji nie ma danych o zorganizowaniu oddziałów powstańczych na tych terenach, walczyły tu oddziały wchodzące zza granic wymienionych wyżej terenów i tylko sporadycznie dołączali do nich niewielkie grupy miejscowej ludności. Więc zadziwiającym jest zamieszczenie na stronie internetowej „Archiwum allegro” ryciny pochodzącej z francuskiego „Le Monde Illustre” wydanego w 1863 roku, przedstawiającej „starcie polskich powstańców z Rosjanami w okolicy Kowla na Wołyniu podczas Powstania Styczniowego”. Albo Francuzi trochę przesadzili, albo po prostu zamieścili rycinę pochodzącą jeszcze z czasów Powstania Listopadowego 1831 roku, bo wtedy faktycznie w okolicy Kowla przemieszczał się oddział powstańczy pod dowództwem Karola Różyckiego, ojca Edmunda, późniejszego dowódcy w Powstaniu Styczniowym. Można tam obejrzeć także rycinę przedstawiającą „wejście powstańców do Drużkopola”, co też jest nieco intrygujące, ale może faktycznie  jakiś oddziałek tam się znalazł, o czym jednak w znanych publikacjach nie ma żadnej wzmianki. Zobaczmy więc jak opisuje działania powstańców na tej części Wołynia Stanisław Zieliński w podawanym na początku danego artykułu dziele. Zamieszczamy opisy poszczególnych potyczek w porządku chronologicznym.
11 maja 1863 r. przez granicę zaboru austriackiego, między wsiami Łuczyce a Samowola, wkroczył na Wołyń oddział w liczbie około 100 ludzi pod dowództwem Leszka Wiśniowskiego, zorganizowany w okolicach  Żółkwi. Na stronie wołyńskiej miało z nimi połączyć się 80 wołyniaków. Partia ta, jeszcze nie zorganizowana, została napadnięta w lesie pod Iwaniczami przez essauła  Jeżowa dowodzącego kozakami, którym pomagali okoliczni chłopi. 50 powstańców trafiło do niewoli, a z reszty pozostałych tyko siedmiu dołączyło do Wiśniowskiego, w tym trzech braci Cieszkowskich. Otoczony przez znaczne siły moskiewskie, postanowił Wiśniowski  przebijać się w lasy hrubieszowskie. Stąd rozbijając 12 maja pod Samowolą kilkunastu kozaków, ruszył forsownym marszem wzdłuż granicy, znosząc po drodze drobne komendy tak zwanych „objezczyków”, dotarł do Litowieża, przeszedł Bug i 18 maja rano dołączył do oddziału Żalpłachty-Zapałowicza i Czerwińskiego aż pod wsią Dzierzążnią.
17 maja 1863 r. na Polesiu, pod wsią Horki, w północnej części Wołynia, należącej wtedy do guberni  grodzieńskiej, doszło do potyczki z Moskalami oddziału powstańców dowodzonego przez byłego pułkownika saperów moskiewskich  Romualda Traugutta. Jego oddział składał się z obywateli ziemskich powiatu kobryńskiego, ich oficjalistów i służby, urzędników powiatowych i niewielkiej liczby włościan rządowych.  Razem było około 200 ludzi. Oddział zbierał się od 26 kwietnia w lasach pod Antopolem, a gdy został już podzielony na sekcje, pułkownik Traugutt powiódł powstańców przez wsie Derewnę i Bielin pod Horki. Tu w lasach,  przez dwa tygodnie ludzie uczyli się musztry, tyralierki dwójkami. Dowiedziawszy się o nadejściu Moskali, Traugutt marszem w ciągu nocy, osiągnął groblę pod wsią, która była otoczona z obu stron trzęsawiskami. Grobla była załamana w trzech miejscach. Rota Moskali jechała na furmankach pod eskortą 15 kozaków. Kazano przepuścić ich na środkowe załamanie. Swoich ludzi Traugutt rozstawił po lewej i prawej stronie grobli. Gdy Moskale już byli na środkowym załamaniu grobli, ich starszy spostrzegł naszych i począł krzyczeć: skariej, siuda, siuda!” „Nie gorącuj się panie rotmistrzu”, odpowiedział S…. i strzelił. Poszły strzały nasze po całej linii i w tym momencie na rozkaz pułkownika Traugutta powstańcy zamknęli drogę Moskalom. Dwie kompanię strzelców rzucono w poprzek grobli, nakazując dać ognia. Moskale rzucili się uciekać do tyłu, ale tu kosynierzy 1 plutonu wyskoczyli na groblę dając ognia z pojedynek, a potem rzucili się „w kosy!”. Moskale , jak kto mógł, uciekali w bagna i po grobli, a powstańcy  strzelali ich jak kaczki. Nieprzyjaciel tylko dwa razy zdołał dać ognia, według komendy „załpom”. Ich straty w tym dniu obliczono na 70 osób, ocalało nie więcej jak 47.  20 trupów leżało w jednej kupie, a inni leżeli skupieni po kilku w różnych miejscach. Powstańcy nie ponieśli żadnej straty.
Romuald Traugutt po tym boju odprowadził zebrany oddział na nowe stanowisko, kilka kilometrów dalej od poprzedniego. Tu, po pięciu dniach, oddział znów został zaatakowany przez większe siły Moskali. Walka wywiązała się zażarta i tylko dzięki desperackim rzucie na prawe skrzydło 14 dzielnych Kobryńczyków, udało się oddziałowi wyjść z tej sytuacji. Moskali poległo 12, a naszych 4 i rannych było 6. Powstańczy oddział jeszcze raz odszedł kilka kilometrów dalej, zmieniając miejsce postoju i zakładając obóz dla odpoczynku. Niedługo jednak Moskale znów zaatakowali naszych jeszcze większymi siłami w 4 roty piechoty i 200 kozaków.  Trzy razy rzucali się Moskale na powstańców i trzy razy byli odparci. Walka trwała trzy godziny w jednym miejscu, a potem nasi rozsypali się po lesie i pojedyncze strzały było słychać do wieczora. Powstańcy stracili 13 zabitych na miejscu i kilkunastu wziętych do niewoli, którzy byli przeważnie pochwyceni przez chłopów i wydani Moskalom. Powstańczy obóz złożony z 20 wozów i 50 koni też zagarnęli Moskale. Utracili oni w zabitych 73 i trzydziestu kilku rannych. Pułkownik Traugutt szczęśliwie odjechał z pobojowiska, chociaż Moskale upewniali, że został zabity i że nawet wbito mu okulary w oczy. Powstańcy z powrotem zaczęli się zbierać w lesie pod wsią Bielin, gdzie w końcu zeszło się ich 43. Udało się skomunikować z Trauguttem, który nakazał czekać i nie rozgłaszać że żyje. Dziesięć dni stały powstańcy w tym miejscu aż nadszedł do nich Wańkowicz (Leliwa) ze 101 ochotnikami z powiatu brzeskiego. Za jakiś czas połączony oddział ruszył w kierunku miasteczka Chomsk. Przechodząc blisko ostatniego pobojowiska pod Horkami wysłano powiesić leśnika, który naprowadził Moskali na oddział kobryński, lecz on uciekł i spalono tylko jego domostwo. Jakiś czas oddział przebywał na terenie powiatu pińskiego, a 26 czerwca doszedł do Dąbrowicy na Wołyniu, gdzie powstańcy zamierzali przeprawić się promem przez rzekę Horyń. Jednak okazało się, że Moskale prom zatopili i oddział był zmuszony iść dalej w górę rzeki do wsi Żadyń leżącej już w powiecie rówieńskim. Tu znów doszło do potyczki z Moskalami i powstańcy stracili 4 wozy, 8 koni wierzchowych i kilkunastu ludzi, a także zapas żywności. Pułkownikowi Trauguttowi udało się jednak szczęśliwie odejść z resztą oddziału do lasu. Za jakiś czas powstańcy przeprawili się przez Horyń powróciwszy znów pod Stolin, a 13 lipca pod Kołodnem w powiecie pińskim, oddział został rozbity przez Moskali. Traugutt podzielił resztki oddziału na dziesiątki i część ludzi przebiła się do Kongresówki, część w Puszczy Świsłockiej połączyła się z oddziałem Duchyńskiego.
08.07.1863 r. doszło do potyczki konnego oddziału Kazimierza Narbutta z Moskalami pod Mokranami, jest to nieco ponad 20 kilometrów od Ratna na Wołyniu. Oddziałek w liczbie 80 ludzi  przedostał się tu z pow. pińskiego po rozbiciu Traugutta, przechodząc częściowo przez teren Wołynia. Kazimierz Narbutt swoim zwyczajem rozdzielił oddział na szóstki i wymknął się z otoczenia. Nieco później znów połączywszy swoich ludzi, uszedł na teren Królestwa Kongresowego.
Dnia 27 lipca znany już nam Leszek Wiśniowski z oddziałem 193 ludzi przekracza ponownie granicę zaboru austriackiego pod Łuczycami i przez wsie Raczyn, Kołpytów, Korytnicę zamierza przejść dalej ku lasom poleskim. Za korytnickim lasem ujrzano rekonesans huzarów moskiewskich, którzy po kilku strzałach oddziału polskiego znikli z oczu. Wiśniowski zatrzymuje oddział celem przełożenia amunicji z fury na juki. I w tym momencie zauważono zbliżających się kozaków, a potem przednie szarże dragonów, którzy zszedłszy z koni zaatakowali powstańców. Wkrótce nadeszła moskiewska piechota i powstańcy musieli cofać się do lasu, dając możliwość dragonom zabrania juk z amunicją. Odejście oddziału, mimo wszelkich wysiłków dowódcy i kilku oficerów, przypominało jednak ucieczkę w bezładzie. Po bezładnym odejściu do środka lasu Wiśniowskiemu udało się jakoś zebrać z powrotem oddział i rozstawić pikiety. Moskale już nacierały ze wszystkich stron i w gęstym lesie załamał się wszelki porządek wśród powstańców. Wiśniowski, ciężko ranny, dostaje się w ręce Moskali. W jednym rogu lasu pozostał komisarz cywilny z porucznikiem Cieszkowskim i sierżantem Cieszkowskim oraz 5 żołnierzy piechoty i 4 jazdy, którzy celnym ogniem wstrzymywali nieprzyjaciela. Do nich powoli nadciągali pojedynczy żołnierze i w końcu zebrało się ich 47 ludzi. Oczyściwszy w krótkim czasie sobie ten róg lasu, powstańcy do samego wieczoru dzielnie odpierali atakujących z pola Moskali, którzy w końcu około godziny 9 wieczorem wreszcie się oddalili. Polski oddziałek przesiedział w lesie jeszcze z godzinę i pomału zaczął odchodzić przez Kołpytów z powrotem do granicy, wykorzystując przewodników i zarekwirowane furmanki. Przed samym kordonem jeszcze raz starli się z kozakami, a ubiwszy im 9 ludzi, a nie straciwszy nikogo ze swoich, o godzinie pól do dziewiątej rano przeszli kordon  i zostali rozbrojeni przez huzarów austriackich. W ogóle przedostało się na stronę austriacka 76 ludzi, a na wyprawie poległo 30 i kilkudziesięciu dostało się do niewoli. Niedobitki powrócili do Lwowa.
Tymczasem w Galicji dalej formowali nowe oddziały gen. Edmund Różycki i Struś, zorganizowawszy około 2000 ochotników. W wyniku różnych przyczyn formowanie oddziałów było utrudnione i w końcu z planowanych 8 pozostało tylko 3 pod dowództwem Sienkiewicza, Żalpłachty-Zapałowicza i Komorowskiego. Każdy oddział liczył po około 300 ludzi. W południe dnia 1 listopada ruszyła wyprawa pod dowództwem Wojciecha Komorowskiego na Poryck, w którym powstańcy stanęli następnego dnia o godzinie 2-j po południu. Natychmiast zostały rozesłane drobne podjazdy na wszystkie strony, celem zdobycia informacji co do zamiarów Moskali. Jeden z takich podjazdów zaatakowali kozacy, zabiwszy 5 powstańców, w tym zginął Ksawery Bolewski, stary żołnierz, uczestnik jeszcze Powstania Listopadowego. Otrzymawszy wiadomość o zbliżaniu się nieprzyjaciela, Komorowski postanowił zając stanowisko obronne na cmentarzach położonych na przedmieściu, po obie strony drogi. Powstańcy skutecznie odpierali ataki nieprzyjaciela aż do zapadającego zmroku, kiedy to Moskale się oddalili. Powstańczy oddział  pozostał w mieście. Jednak o godzinie 4 rano dnia 3 listopada, Komorowski opuszcza Poryck i przez Samowole cofa się w kierunku wsi Baranie Peretoki w zaborze austriackim. Moskale ciągle osaczali oddział, który musiał staczać z nimi drobne utarczki. Stanowczej walki z nacierającymi Komorowski już podjąć nie chciał. Za kordon przeszło 400 powstańców w większości rozbrojonych przez Austriaków.
12.12.1863 r. po starciu w okolicach Dubienki, oddziały Zaręby i Ponińskiego przeszły Bug i zatrzymali się w Kładniowie, gdzie ponownie zostali zaatakowani. Powstańcy musieli odejść dalej na południe. Następnego dnia, gdy byli we wsi Werba, przyłączył się do nich podobno oddział Kozłowskiego. Tu powstańcy znowu zostali zaatakowani przez moskiewskie oddziały. Natarcie nieprzyjaciela zostało jednak odparte, wzięto do niewoli nawet 9 Moskali i „zagwożdżono” jedno działo, a powstańczy oddział unikając dalszych walk odszedł w lasy hrubieszowskie za Bug. Takie wydarzenia miały miejsce na całym Wołyniu w 1863 roku.
14.02.1864 r. po starciu pod Dubienką ruszył przez Bug oddział Rokitnickiego. W okolicy Bindugi powstańcy napadli na patrol kozacki zmuszając go do ucieczki, a potem z powrotem cofnęły się w lubelskie. Prawdopodobnie była to już ostatnia utarczka z Moskalami na terenie Wołynia w Powstaniu Styczniowym.
Stanisław Kieniewicz, wybitny znawca danego tematu, tak określił skutki Powstania:  „Powstanie Styczniowe zakończyło się klęską polityczną, moralną i materialną. Tysiące ludzi zginęło na polach bitew, na szubienicach, w więzieniach i katorgach – w znacznej części był to element najbardziej wartościowy, ideowy, dalsze tysiące pozostały na emigracji.
Najboleśniejsze, nieodwracalne straty poniósł polski stan posiadania na Kresach”.
Stanisław Kieniewicz wiedział, co mówił, przecież też był urodzony na Polesiu! Cóż można dodać do tej wypowiedzi? Chyba tylko to, że w wielu miejscach „polski stan posiadania” tak się uszczuplił, że nie było nawet ludzi, którzy mogli  upamiętnić poległych, postawić krzyże, a tym bardziej trwałe pomniki. Z drugiej strony były by to też działania narażone na represje carskich władz na miejscu. Dopiero po powstaniu odrodzonej Rzeczypospolitej, w latach 20-30 XX wieku takie upamiętnienia były możliwe, zresztą żyło jeszcze wielu weteranów, ale pamięć ludzka nie jest doskonała. Czy udało się odnaleźć wszystkie mogiły poległych? Tego nikt nie wie.
Od wielu lat prowadząc prace inwentaryzacyjne na cmentarzach polskich na  Wołyniu, nie udało się na razie odnaleźć żadnego grobu poległych powstańców. Dokładnie zbadano już 83 cmentarze. Odnaleziono tylko pięć grobów weteranów Powstania Styczniowego, jeden w Brodach, o którym już była mowa, jeden w Równem  i trzy  we Włodzimierzu Wołyńskim. Oto inskrypcje na zachowanych nagrobkach: „Władysław Rogala /Lewicki / Em. Star. Oficjał. Kol. Państw./ powstaniec 63 roku / ur.1847 zm.1932” oraz „ś.+ p./ Mikołaj Terpiłowski / przeżył lat 87 / zm. 18 stycznia 1926 r. / weteran 63 r.”. Obok  jest pochowana jego żona Salomea. Nagrobek został rozbity na kilka dużych kawałków, był wykonany z betonu. Nagrobek Lewickiego ma formę ukośnie położonej płyty z lastriko i jest w stanie zadowalającym. Trzeci nagrobek wykonano w formie płyty z piaskowca, położonej na podstawie z cegły, na jej powierzchni wyryto inskrypcję: „Ś. + P. / Paweł Zwoliński / uczestnik Powstania 1863 roku / ur. 17 października 1844 r. / zmarł 1 kwietnia l917 r. / wdzięczne dzieci”. Tyle mamy miejsc pamięci powstańców, gdy chodzi o cmentarze, jeszcze gorzej jest z poszukiwaniem mogił w miejscach walk.
Pod Horkami nikt z miejscowych nie mógł nic konkretnego powiedzieć, można więc przypuszczać, że w okresie II RP to miejsce jednak nie było upamiętnione. Natomiast na południu Wołynia podobno były upamiętnione mogiły powstańców na cmentarzach, o czym mówiło mi kilku, niestety obecnie już nie żyjących Polaków, pochodzących z tych stron. Ale nigdzie już nie znaleziono żadnych płyt czy fragmentów nagrobków. Natomiast w Porycku takie miejsce zostało odnalezione. Prowadząc kilka lat temu poszukiwania w tym rejonie, udało się nawiązać kontakt z panem Piotrem Tymoszczukiem ze Starego Porycka, rocznik 1920. Pan Piotr wskazał miejsce, gdzie stał krzyż, o którym wspomina w swojej książce Grzegorz Rąkowski. Niestety to miejsce jest wyrównane spychaczami i za czasów ZSRR miejscowy kołchoz zbudował na nim suszarnię lnu. Pan Piotr opowiadał, że doskonale pamięta ten krzyż, był dosyć wysoki, dębowy i nieco pochylony na bok. Obok był folwark , a dookoła krzyża, który stał na dosyć szerokim, nieco spłaszczonym kopcu, rozciągały się pola należące do majątku Stanisława hrabiego Czackiego. Kopiec był co rok oborywany i jakoś trudno uwierzyć, że potomek tak sławnego rodu nic nie uczynił, żeby zadbać o to miejsce.
Natomiast inny mieszkaniec Porycka Zygmunt Stański, który jeszcze przed 1939 rokiem opublikował „Monografię gminy Poryck  pow. włodzimierskiego woj. wołyńskiego”, tak pisał w Rozdziale I, 6. o przeszłości gminy: „ Tu pozostały mogiły Rodaków,  którzy walczyli o wolność Polski: jedna widnieje na horyzoncie pod Starym Poryckiem, na której  samotny z dala widniejący duży krzyż drewniany mówi, że tu są pochowani cisi bohaterzy, którzy pod gen. Dwernickim polegli za Polskę. I druga mogiła na katolickim cmentarzu parafialnym z roku 1863.” Czyli jak wynika z tego opisu, pod Starym Poryckiem była tylko mogiła powstańców listopadowych, chociaż G.Rąkowski w swojej książce pisze, ze „w pobliżu tego folwarku znajdowała się także mogiła powstańców poległych w bitwie …2 listopada 1863 r.” Niestety Stański nie podał opisu mogiły na cmentarzu, nie udało się także odnaleźć jej zdjęcia. Cmentarz katolicki w Porycku obecnie jest zadbany i oczyszczony, ale nie odnaleziono już żadnych śladów po mogile powstańców. Można by było postawić tam chociaż symboliczny pomnik, ale kto tym może się zając dzisiaj na Wołyniu? Polaków w Porycku, który się nazywa po wojnie „Pawliwka”, już dawno nie ma, jak i w całej okolicy.
Co dotyczy pamięci powstańców poległych pod Korytnicą dnia 28 lipca 1863 r., to najpewniej byli pochowani we wspólnej mogile przez miejscowych chłopów albo przez Moskali. W najbliższej okolicy było dwa cmentarze rzymskokatolickie: w Szelwowie i w Koniuchach, jest to kilka kilometrów od lasu korytnickiego. Czy ktoś z miejscowych ziemian mógł organizować pogrzeb poległych na tych cmentarzach? Pytanie na razie jest bez odpowiedzi. Cisi bohaterowie nadal spoczywają w nieznanych nam miejscach, gdzie nikt nie stawia krzyży i nie zapala zniczy, taki już jest ten świat. Czy tak naprawdę „przeszli i znikli dla potomnych”, jak pisał Marian Dubiecki? A może jednak wypada w 150 rocznicę Powstania Styczniowego uczcić tych nieznanych,  którzy tak dużo uczynili dla moralnego rozwoju narodu? Wszak nadal pewnie jesteśmy Polakami, nie zważając na to, kto jaki nosi ubiór i nazwisko.
 
Anatol F. Sulik (Kowel) Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej
 
Autor wyraża podziękowanie dla pana Krzysztofa Gargasa, zbieracza i miłośnika Wołynia,  za udostępnienie rzadkich materiałów przy opracowywaniu danego artykułu.
 

 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl