WYPRAWA NA RADZIWIŁŁÓW JAKO PRÓBA ROZSZERZENIA POWSTANIA STYCZNIOWEGO NA TEREN WOŁYNIA
 
Powstanie styczniowe, podobnie jak listopadowe było zrywem narodowym, który w założeniach jego organizatorów nie miał być ograniczony wyłącznie do terytorium Królestwa Polskiego. Ważnym elementem powodzenia walki o niepodległość było bowiem rozszerzenie działań powstańczych na terytorium Galicji Wschodniej i tzw. Ziem Zabranych, w tym również na terytorium Wołynia. W konsekwencji obszar ten stanowił integralną część planów powstańczych, posiadając przy tym swą konspiracyjną administrację wojskową. Nadzór nad organizacją oddziałów zbrojnych w Galicji Wschodniej i na Wołyniu sprawował krakowski Wydział Wojny, jednakże w sposób pośredni, poprzez osobę gen. Jozefa Wysockiego, nowo mianowanego naczelnika wojskowego województwa lubelskiego i ziem ruskich.
W planach Rządu Narodowego gen. Jozef Wysocki, obok płk Edmunda Różyckiego, miał odegrać podstawową rolę, przede wszystkim jako dowódca wyprawy zbrojnej mającej poprzeć przyszłe powstanie na Rusi, w tym również na terytorium Wołynia. W świetle wstępnych ustaleń Wysocki miał wkroczyć na teren Rusi od południowego zachodu, Zygmunt Miłkowski od Mołdawii i Podola, zaś książę Ksawery Branicki miał podnieść Kozaczyznę na południu(1).
Rząd Narodowy myślał przy tym o współdziałaniu z płk E. Różyckim, zobowiązanym równolegle do wywołania powstania na terenie ziem ruskich. Pierwszym krokiem do urzeczywistnienia tego planu, było więc przeniesienie Wysockiego do Lwowa(2).
Na nowym terenie działania należało przede wszystkim zweryfikować wcześniejsze plany opracowane przez Miłkowskiego i dostosować je do aktualnych warunków istniejących w tej części kraju. Tym bardziej, że w Galicji Wschodniej tzw. Komitet Obywatelski, reprezentowany przez «białych», był początkowo przeciwny projektowi rozszerzania powstania na Wołyń, a tym samym nie chciał udzielić wsparcia tamtejszemu organizatorowi, płk E. Różyckiemu. Z kolei tamtejsza tzw. «partia ruchu», która po połączeniu się z innymi organizacjami młodzieżowymi, przybrała nazwę Komitetu Bratniej Pomocy, działała w tym względzie bardzo pochopnie. Chcąc bowiem przeciwdziałać chwiejnemu i niezdecydowanemu stanowisku «białych» wydała odezwę wzywającą wszystkich Polaków, aby każdy «zbrajał się i spieszył na plac boju do Kongresówki»(3).
W takiej sytuacji, nowy naczelnik wojskowy ziem ruskich przybywszy do Lwowa, zaczynał swą pracę właściwie od zera, a więc od zbierania funduszy na uzbrojenie, od wyszukiwania ochotników i formowania ich w nowe oddziały oraz od zahamowania wyjazdu młodzieży do Królestwa. W międzyczasie zmienił swe stanowisko również Komitet Obywatelski, który w obawie o utratę wpływów na rzecz Komitetu Bratniej Pomocy, postanowił wyjść z dotychczasowej bierności i ogłosił czynne poparcie dla przyszłego powstania na Rusi. W pozyskaniu Komitetu Obywatelskiego dla koncepcji wyprawy na Wołyń dużą rolę odegrali przede wszystkim Wysocki i Miłkowski, którzy zdołali przekonać jego członków o nielogiczności wcześniejszego stanowiska. Argumentowali to następującym stwierdzeniem: - «skoro upominamy się o całą Polskę, niepodobna wykluczyć części dawnego jej składowego ciała od współudziału w pracy wyzwolenia»(4).
Komitet Lwowski uznając powyższą propozycję za słuszną, przystąpił do prac przygotowawczych, organizując się w następujący sposób: ks. Adam Sapieha objął Wydział Wojny, Florian Ziemiałkowski – Wydział Skarbu, Karol Hubicki – Wydział Administracji oraz Alfred Młocki – Wydział Policji i Prasy. Komitet nie zgodził się jednak z koncepcją J. Wysockiego i Z. Miłkowskiego udziału całej Galicji Wschodniej w planowanej wyprawie na Ruś. W porozumieniu z generałem ustalono, iż w wyprawie wezmą udział jedynie obwody: lwowski, brzeżański, tarnopolski, czortkowski, stryjski, stanisławowski i kołomyjski wraz z całą Bukowiną. Pozostałe obwody miały zaś dostarczyć żołnierzy do Kongresówki(5).
Po formalnym przejęciu stanowiska i po zapoznaniu się z aktualną sytuacją na terenie Galicji Wschodniej, nowy dowódca wojskowy ziem ruskich uznał za konieczne porozumienie się z reprezentantami przyszłego powstania na Rusi. W tym celu udał się na potajemne spotkanie z głównym organizatorem tamtejszej insurekcji - płk. Edmundem Różyckim.
Spotkanie to odbyło się w dniach 8-10.04.1863 r. w Sidorowie (Sidorowce) nad Zbruczem - nadgranicznej wsi należącej do Adama Pajgerta(6). Ustalono tam, że na Ukrainie i Wołyniu powstanie, kierowane przez E. Różyckiego, rozpocznie się 8.05.1863 r. W tym samym czasie z Galicji na Wołyń miał wkroczyć Wysocki, w celu wsparcia tamtejszych działań i połączenia się z Różyckim. Na Podolu natomiast powstanie planowano rozpocząć nieco później, w momencie przyjścia z pomocą Z. Miłkowskiego, który po zorganizowaniu oddziałów zbrojnych w Tulczy, miał dołączyć na pole walki od strony Dobrudży(7).
Na spotkaniu przywódców przyszłego powstania na Rusi uzgodniono również ostateczne plany działania. Jak twierdzi W. Przyborowski, «fantazja, stanowiąca do pewnego stopnia naszą wadę narodową, grała tu [...] dominującą rolę»(8). Ustalając podany wyżej termin wybuchu insurekcji, zebrani mieli nadzieję, że z jednej strony Ruś zdoła należycie przygotować się do rozpoczęcia walki, dostarczając ogółem 6 tys. żołnierzy, z drugiej zaś liczono na poparcie owych planów przez Komitet Lwowski i emigrację. O skali zamierzeń i poniekąd ich fantastycznej wizji, świadczyć może również porozumienie zawarte między Jozefem Ordęgą a Giuseppe Garibaldim. Odnosiło się ono do planów wyprawy syna twórcy zjednoczonych Włoch, Menottiego na terytorium Ukrainy, w celu poparcia tamtejszego powstania. Wychodząc naprzeciw owej koncepcji, Wysocki, za pośrednictwem swego łącznika Zygmunta Sarneckiego, mianował nawet Menottiego Garibaldiego, naczelnym dowódcą tzw. wyprawy wschodniej, podporządkowując mu równocześnie płk Z. Miłkowskiego. Istotą owego pomysłu, również omawianego u Pajgerta w Sidorowie, było przerzucenie ekspedycji włoskich i polskich ochotników przez cieśniny czarnomorskie do Odessy, a po zdobyciu tego miasta, poprzez stepy uderzenie na Podole(9).
Pomimo obietnic dawanych przez działaczy lwowskich, organizowanie wyprawy postępowało z niesłychaną powolnością, świadczącą z jednej strony o ich negatywnym stosunku do planowanego przedsięwzięcia, a z drugiej o zupełnej niekompetencji. Wywołało to zniecierpliwienie i zdenerwowanie Rządu Narodowego, który ponaglał Komitet Obywatelski do przyspieszenia przygotowań. Nic więc dziwnego, że zaistniała sytuacja stała się nawet powodem ostrych starć przedstawiciela władz powstańczych z organizacją spiskową Galicji Wschodniej. Rezultatem takiego stanu rzeczy były «nieustanne skargi, niechęć obopólna i prawie nienawiść pomiędzy głównym dowódcą, a niektórymi członkami Komitetu»(10). Jednakże ze względu na trudności ze zdobyciem odpowiedniej sumy pieniędzy na zakup uzbrojenia i formowanie oddziałów, uniezależnienie się od organizacji lwowskiej było jednak niemożliwe.
W przygotowaniach do wyprawy wołyńskiej myślano także o współdziałaniu z województwem lubelskim, gdzie głównodowodzącym już w końcu marca został mianowany A. Jeziorański (w miejsce płk L. Czechowskiego(11).
Wysocki prosił o spotkanie z Jeziorańskim, w celu omówienia ewentualnego współdziałania. Doszło ono do skutku dopiero w połowie czerwca 1863 r. w Łosiaczu (u hr. A. Gołuchowskiego). Generał nakłaniał wówczas swego rozmówcę, aby ten szedł z nim na Ruś lub wkroczył tam od Lubelskiego(12).
Prace organizacyjne, niestety trudno było utrzymać w tajemnicy. Dlatego też doskonale wiedziały o wszystkim, nie tylko władze austriackie, ale i rosyjskie(13). W konsekwencji konsul carski w Brodach, Eberhard, systematycznie donosił o prowadzonych przygotowaniach najbliższemu komendantowi wojskowemu oraz generalnemu gubernatorowi w Kijowie, Annenkowowi. A z drugiej strony Austriacy, mimo, iż patrzyli przez palce na to, co się działo w Galicji Wschodniej, za pośrednictwem swego posła w Petersburgu, hr. Thuma, również informowali Rosjan o prowadzonych przygotowaniach(14).
Ostatecznie, zgodnie z planem dowódcy sił zbrojnych woj. lubelskiego i ziem ruskich, na granicy z cesarstwem rosyjskim, od Sokala do Wołoczysk, formowały się trzy oddziały mające wkroczyć na Wołyń pod jednolitym dowództwem gen. Wysockiego. Według tej koncepcji, lewym skrzydłem wyprawy miał dowodzić płk Jozef Miniewski, prawym płk Franciszek Horodyński, środkiem zaś sam generał. Poszczególne oddziały formowały się jednak w rożnych miejscach, w znacznej odległości od siebie i miały spotkać się dopiero na polu bitwy. Dokładny plan wspólnego działania zamierzano opracować dopiero po zakończeniu prac mobilizacyjnych.
Centralny, a zarazem największy oddział gen. Wysockiego, formował się między Łuczycami a Olejowem, w lasach niedaleko Brodów. Z kolei oddział płk Miniewskiego, organizował się na znacznej przestrzeni między Łuczycami a Sieńkowem. Natomiast prawe skrzydło płk Horodyńskiego, formowało się w lasach olejowskich. Liczebność owych trzech głównych oddziałów wynosiła w sumie około 2000 ludzi, z czego ok. 1000 było pod rozkazami Wysockiego (800 piechoty i 200 jazdy)(15).
Niestety formowanie poszczególnych jednostek oraz termin wkroczenia na Wołyń przedłużały się. Tymczasem E. Różycki, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, 8.05.1863 r. rozpoczął działania na Wołyniu, kierując się w stronę Galicji, skąd według umowy miał wkroczyć Wysocki. Nie wiedząc nic na temat stanu przygotowania swego kolegi, Różycki podjął nierówną walkę, chcąc poderwać miejscową ludność do powstania. W tym celu ogłosił też tzw. «Złotą Hramotę», będącą rodzajem manifestu Rządu Narodowego do społeczeństwa ziem ruskich. Na czele około 200 kawalerzystów, spod Żytomierza, przez Trojanów i Lubar, 12.05.1863 r. dotarł do Połonnego, gdzie daremnie czekał sygnału z Galicji(16). W ówczesnym stanie organizacyjnym formacji J. Wysockiego, jedynie mały oddzialik Leszka Wiśniowskiego otrzymał od generała zgodę na wkroczenie na terytorium Wołynia. Jednakże w obliczu przeważających sił zaborcy, wycofał się w okolice Hrubieszowa. Nie był więc w stanie pomoc płk Różyckiemu(17).
Edmund Różycki nie doczekawszy się Wysockiego, ruszył do Miropola, gdzie połączył się z oddziałem J. Chranieckiego. Stamtąd udał się na Podole, lecz nie mogąc poruszyć tamtejszej ludności do walki, powrócił na Wołyń, cały czas czekając na posiłki z Galicji. Chcąc mieć możliwość przetrwania do spodziewanego wkroczenia Wysockiego, skierował się w stronę granicy galicyjskiej licząc także, iż wiadomości z Wołynia przyspieszą wymarsz generała. Wreszcie po stoczeniu zwycięskiej bitwy pod Salichną (12.05.1863 r.) dotarł do samej granicy, gdzie ostatecznie dowiedział się, że planowana pomoc nie nadejdzie. W tej sytuacji zmuszony do przekroczenia kordonu, Różycki zakończył swój szlak bojowy i złożył broń(18). Tym samym powstanie na Rusi upadło, nie doczekawszy się wsparcia ani Wysockiego, ani tym bardziej Miłkowskiego i M. Garibaldiego, którego wyprawa morska pozostała w sferze planów.
Mimo niedotrzymania terminu i wycofania się E. Różyckiego, dowódca wojskowy woj. lubelskiego i ziem ruskich, kontynuował przygotowania i ostatecznie z początkiem lipca, tzn. po trzech miesiącach przygotowań i z 7-tygodniowym opóźnieniem, wyprawa wołyńska doszła do skutku. Nie oznacza to jednak, że prace organizacyjne doprowadzono do końca. Sam Wysocki podkreślił bowiem, iż «opinia publiczna zmusza go do wyjścia z oddziałem niedostatecznie uzbrojonym»(19).
Szczegółowy plan wyprawy sporządzony przez generała, prawdopodobnie przy współudziale komisarza Rządu Narodowego Jana Maykowskiego oraz zmieniony częściowo pod wpływem mjr. Michała Domagalskiego, szefa sztabu J. Wysockiego, zakładał uderzenie na rosyjską komorę graniczną Radziwiłłów. Tam bowiem, według informacji szpiegów, miały się znajdować jedynie dwie kompanie piechoty i kilkudziesięciu strażników celnych, dających ogólnie najwyżej 500 ludzi, pod ogólnym dowództwem gen. Krejtera. Dlatego też Wysocki, zakładając jednoczesne uderzenie na miasto z trzech stron, siłą ok. 2000 powstańców, liczył na łatwe opanowanie Radziwiłłowa, gdzie oprócz zdobycia magazynów wojskowych, mógłby założyć bazę operacyjną i doczekać się
ponownego wybuchu powstania na Rusi(20). Plan ten nie przewidywał natychmiastowego marszu w głąb kraju i zakładał raczej trzymanie się w pobliżu granicy, przy czym nadchodzące kolumny nieprzyjaciela zakładano rozbijać oddzielnie, pojedynczymi napadami. Był to oczywiście plan wyjątkowo asekurancki, w którym wyczuwało się brak wiary w ostateczny sukces(21).
Wysocki jednak ufny swojej koncepcji i wierzący w ostateczne zwycięstwo, nie dał się przekonać i 26.06.1863 r. rozesłał odpowiednie rozkazy płk. Horodyńskiemu i płk Miniewskiemu. Według relacji płk.«Strusia», przydzielonego do oddziału generała bezpośrednio przed wymarszem na pole bitwy, ostateczne ustalenia zakładały równoczesne uderzenie na Radziwiłłów z trzech stron. Główne siły Wysockiego miały zaatakować miasto jako pierwsze, od strony południowej (od Lewiatyna) następnie, po usłyszeniu pierwszych strzałów, oddział Horodyńskiego otrzymał rozkaz uderzenia od strony Krzemieńca, w celu przecięcia drogi Rosjanom, wreszcie Miniewski, zobowiązany był wkroczyć od północy i na drodze krzemienieckiej połączyć się z prawym skrzydłem Horodyńskiego. Poza tym miał równocześnie czuwać nad traktem dubieńskim, a część sił wysłać do wsi Siteńka, w celu zabezpieczenia powstańców przed możliwym atakiem od strony Beresteczka(22).
O ile pod względem taktycznym plan wyprawy był do przyjęcia, to ze strony praktycznej był zbyt skomplikowany i atak polegający na zgraniu sił, wyruszających z trzech znacznie oddalonych od siebie punktów, mógł się udać jedynie przy niezwykle sprzyjających warunkach. Rzeczywistość nie przedstawiała się jednak tak korzystnie, jak to widział Wysocki. Przede wszystkim nieprzyjaciel nie był tak słaby, ani też tak nieświadomy, jak sądził generał, «opierając się na kłamliwych, lub niedokładnych informacjach swoich szpiegów»(23). Odpadał więc jeden z najważniejszych elementów występujący we wcześniejszych rozważaniach, a mianowicie zaskoczenie. Jak wiadomo bowiem, konsul Eberhard był niemal w centrum formowania się oddziałów powstańczych i poprzez licznych, sowicie opłacanych informatorów, miał możność zdobycia stosunkowo dokładnych danych o aktualnym stanie przygotowań, a co najważniejsze o kierunkach planowanego wypadu. Na kilka dni przed spodziewanym atakiem, nieprzyjaciel wiedział nawet, iż główne uderzenie miało być skierowane na Radziwiłłów. Stąd Rosjanie mieli możliwość przygotowania się na przyjęcie powstańców, m.in. poprzez zwiększenie siły tamtejszego garnizonu(24). Przy tym żołnierze carscy byli ukryci za murami miasta, co wobec wyeliminowania momentu zaskoczenia, narażało niedoświadczonych Polaków na znaczne straty, mogące wywołać popłoch i ostateczny rozkład oddziałów.
Mimo to gen. Wysocki ufny w zwycięstwo przystąpił do realizacji długo przygotowywanego zadania. Na radzie wojennej, 1.07.1863 r. o godz. 6.00, wydał ostatnie polecenia, odrzucając jednocześnie krytykę celowości ataku na Radziwiłłów przedstawioną przez wspomnianego już wcześniej płk «Strusia». Tłumaczył się, że rozkazy zostały już rozesłane i w związku z tym nic zmienić nie można. Tego samego dnia o godz. 9.00, podczas nabożeństwa obozowego, nastąpiło poświęcenie broni i chorągwi, a po pełnych patriotyzmu przemówieniach Wysockiego i Maykowskiego, powstańcy odśpiewali pieśń «Boże coś Polskę»(25). O godz. 11.00 zaczęto zaś rozdawać broń i amunicję, której ilość i stan pozostawiały wiele do życzenia. Późne dostarczenie jej do poszczególnych obozów, «nie pozwoliło zrobić ani jednej musztry z uzbrojonym żołnierzem, aby go nauczyć jak nosić broń, jak nabijać, jak strzelać należy»(26). W obawie przed nadchodzącymi wojskami austriackimi, o godz. 15.00, ledwie po przystąpieniu do gotowania posiłku, Wysocki zarządził zwinięcie obozu i wymarsz w kierunku granicy.
Jednakże pod Radziwiłłów generał miał się stawić następnego dnia o świcie i aby zgrać swe działania z pozostałymi oddziałami, wybrał drogę okrężną, nie wkraczając przed wieczorem na terytorium Wołynia. Liczył przy tym, że nocą zdoła pokonać krotki odcinek dzielący go od miejsca walki. Krążąc cały czas wzdłuż granicy, dopiero o 22.00 zarządził postój, lecz panująca wówczas burza, nie pozwoliła skorzystać z odpoczynku i już o północy wyruszono w dalszą drogę. Idąc cały czas w strugach deszczu i po ciężkim terenie, na którym grzęzły liczne tabory, wyczerpani 15-godzinnym pochodem powstańcy, stanęli pod Radziwiłłowem z 3-godzinnym opóźnieniem, tzn. 2.07.1863 r. o godz. 7.00 (27).
Tymczasem oddział płk. Horodyńskiego, który miał najdalej na miejsce walki, wyruszył z Olejowa już 30.06.1863 r. wieczorem. Maszerowano całą noc i następny dzień, z krótkimi odpoczynkami w Podkamieniu i Newakszy. Ze względu na burzę Horodyński również był zmuszony do całonocnego marszu w niezwykle ciężkich warunkach. Oddział ten liczący znacznie mniej żołnierzy niż pozostałe (ok. 360), mimo kompletnego przemoczenia i wyczerpania długim marszem, zdołał dotrzeć pod Radziwiłłów zgodnie z planem(28). Już na miejscu dowódca rozesłał patrole dla odszukania Wysockiego i Miniewskiego, ale tych nigdzie nie było. Horodyński jednak, wbrew rozkazom i rozsądkowi, nakazującemu czekać na pozostałe oddziały, choćby ze względu na wyczerpanie ludzi i przemoknięcie całego sprzętu bojowego, postanowił uderzyć na miasto. Przekonany przez napotkanych mieszkańców o popłochu wśród miejscowego garnizonu, spodziewał się zgnieść przerażonych rzekomo Moskali i przygotować kwatery dla pozostałych dwóch formacji(29). Do miasta wkroczył więc bez obawy, z bronią na ramieniu. Jednakże gdy tylko oddział doszedł do rynku, zaskoczył go silny ogień karabinowy, który zdziesiątkował żołnierzy, a po śmierci Horodyńskiego doprowadził ich do bezładnej ucieczki. Uchodzących powstańców dobijali, bądź wyłapywali kozacy i gromady chłopów «polujących na buty i odzież» tak, że cało zdołała ujść jedynie część kawalerii(30).
Wówczas dopiero, w 3 godziny po rozbiciu Horydyńskiego, pod Radziwiłłowem zjawił się Wysocki. Nie wiedząc nic o losach swego kolegi, natychmiast kazał dwom kompaniom strzelców przeszukać okoliczny lasek, aby zasięgnąć języka i sprawdzić co się stało z Horodyńskim i Miniewskim. Schwytany przypadkowo major wojsk rosyjskich von Taube, tylko potwierdził wcześniejsze przypuszczenia o nielicznych siłach nieprzyjaciela, stacjonujących w mieście, nie mówiąc jednak nic o wcześniejszym rozbiciu oddziału Horodyńskiego. Zarządzono więc godzinny odpoczynek, w czasie którego żołnierze posilili się kawałkiem chleba i kieliszkiem wódki. Przez ten czas miano też nadzieję zdobycia jakichkolwiek informacji na temat pozostałych dwóch oddziałów(31).
Płk «Struś», jako przeciwnik samego pomysłu zdobywania miasta, jeszcze wówczas radził powrócić do planu skierowania oddziału na północ, w lasy poleskie. Wysocki jednakże nie posłuchał rady młodszego kolegi i rozkazał zaatakować Radziwiłłów, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, od południa. Powstańcy ledwo zdążyli wyjść z lasu, gdy zasypani zostali przez Rosjan gradem kul. Młodzi żołnierze mimo przerażenia ponoszonymi stratami, odstąpili od lasu i ponownie zaczęli się formować w tyralierę. Strzelcy zaś pod dowództwem samego Wysockiego «zaczęli wypędzać Moskali z zajętych domów i owładnęli mostem przerzuconym przez błotnistą rzeczkę, a częścią rozsypawszy się w łańcuch tyralierski w lewo, zawiązali ognistą rozmowę z Moskalami»(32). Przy dużych stratach zdołano jednak opanować przedmieście lewiatyńskie. W tym momencie generał otrzymał wiadomość, że Horodyński nie czekając na umówiony sygnału zaatakował miasto o czwartej rano, w konsekwencji został rozbity a sam zginął. Wysocki prowadził dalej rozpoczęte natarcie, chociaż piechota, mająca mu iść z pomocą, a składająca się z nie zaprawionych w boju nowicjuszy, stojąc w lesie i «widząc jak [...] kule ścinają gałęzie, tak się zdemoralizowała, że [...] iść naprzod nie chciała»(33). Do tego znowu zaczął padać deszcz, który jeszcze bardziej pogorszył nastroje, a co gorsza przemoczył ładunki karabinowe, przechowywane w płóciennych workach. W tej sytuacji oddział gen. Wysockiego zaczął ponosić coraz znaczniejsze straty, szczególnie wśród oficerów. Dlatego też nie mogąc liczyć na wsparcie innych oddziałów (nadal nie wiedziano co się stało z Miniewskim) oraz mając na uwadze zmęczenie żołnierzy, ok. godz. 14.00 nakazano strzelcom opuścić zajęte pozycje i schronić się do lasu. Mimo dużych strat zadanych oddziałowi Wysockiego, Rosjanie nie odważyli się jednak wyjść z miasta, oczekując widocznie na posiłki, ktore z Dubna i Krzemieńca zaczęły nadciągać przed 16.00. W tej sytuacji powstańcy nie będąc już w stanie przyjąć walki, wycofali się w «Radziwiłłowskie Gaje», wyznaczone na punkt zborny na wypadek niepowodzenia, cały czas mając nadzieję połączenia się z Miniewskim(34).
Prawdopodobnie dopiero wówczas doszedł do Wysockiego spóźniony meldunek, w którym płk Miniewski zapewniał, że ze względu na trudności organizacyjne będzie zdolny wkroczyć do walki nie wcześniej niż 3 lipca(35). Sytuacja więc o tyle się skomplikowała, że zdezorientowany generał, nie wiedział co robić, aby ocalić oddział. Czekać na posiłki, czy też wycofać się w stronę granicy?
O godz. 20.00, po zajęciu dogodnej pozycji obronnej, żołnierze byli już tak znużeni, że nie mieli siły iść ani stać. Zasypiali więc tam, gdzie się zatrzymali. Z tego względu, mimo bliskości nieprzyjaciela, zarządzono odpoczynek dla ocalałej garstki, liczącej zaledwie połowę stanu wyjściowego. Jednakże w obliczu zwiększania sił rosyjskich i niebezpieczeństwa zniszczenia wyczerpanego oddziału bez najmniejszego oporu, pozostanie do rana na zajętych pozycjach było zbyt niebezpieczne. Dlatego też «Wysocki zasięgnąwszy zdania wszystkich dowódców nakazał przejść granicę»(36). Równocześnie wysłał gońca do płk Miniewskiego, z wiadomością o podjętej decyzji wycofania się do Galicji oraz o rozbiciu i śmierci Horodyńskiego, zaznaczając równocześnie, że powinien się wstrzymać z wkroczeniem, gdyż w zaistniałej sytuacji byłaby to bezużyteczna strata ludzi(37).
Po przekroczeniu granicy koło Brodów, oddział gen. Wysockiego o godz. 2.00 dotarł do Klekotowa, gdzie złożono broń i zostawiono konie na przechowanie. Natomiast żołnierze rozjeżdżali się na wszystkie strony starając się dotrzeć do domów lub do nowo tworzących się oddziałów. Aby ułatwić powstańcom ową podroż, Wysocki przekazał płk «Strusiowi» ostatnie 600 rb., które rozdano między żołnierzy. Resztę kasy wojskowej zabrał od generała ks. A. Sapieha, jeszcze pod Radziwiłłowem, podczas odpoczynku w komorze celnej. Dowódca wyprawy z Klekotowa wysłał jeszcze jeden rozkaz do płk Miniewskiego, w którym uzasadniając bezcelowość wkroczenia jego oddziału na Wołyń polecił mu «broń, amunicję i ludzi [...] przechować w miejscach pewnych, aż do dalszego rozporządzenia ...»(38). Na drugi dzień, czyli 4 lipca, gen. Wysocki wyruszył do Podkamienia, gdzie w rozmowie z płk «Strusiem», prosił go, aby sporządził opis wyprawy na Radziwiłłów i podał go do prasy(39).
Następnie udał się do Lwowa. Tam po kilku dniach «zdradzony przez fałszywego przyjaciela, któremu w zupełności ufał, dostał się w ręce policji austriackiej i został zamknięty do więzienia»(40). Wcześniej jednak, obwiniony o nieudolność podczas wyprawy na Wołyń, został zdymisjonowany przez komisarza pełnomocnego Rządu Narodowego, J. Maykowskiego, który na miejsce Wysokiego, 11 lipca mianował E. Różyckiego, awansowanego równocześnie do stopnia gen. Brygady(41).
Powszechnie uważa się, iż bezpośrednią przyczyną klęski pod Radziwiłłowem był szereg niesprzyjających okoliczności i niedopatrzeń, takich jak np. niespodziewana burza, niedokładne rozeznanie sił przeciwnika, brak zgrania wszystkich oddziałów, słabe wyszkolenie żołnierzy oraz nieumiejętność dostosowania się do wojny partyzanckiej.
Wydaje się jednak, iż istota owego niepowodzenia leżała znacznie głębiej. Ukazały ją już przygotowania do wyprawy, kiedy to uwidoczniła się niechęć i opieszałość głównych organizatorów. Negatywny wpływ na ostateczny rezultat całego przedsięwzięcia miało też nieprzestrzeganie podstawowych warunków konspiracji, przez co umożliwiono zaborcom poznanie niemal całego planu działania powstańców. Również sama koncepcja rozpoczęcia wyprawy, z tak znacznym opóźnieniem, kiedy po wycofaniu się płk Różyckiego, nie można było liczyć na jakiekolwiek współdziałanie, także zapowiadała przyszłe niepowodzenie. Dlatego obarczanie winą za ową klęskę tylko jednej osoby byłoby krzywdzące dla spiskowców, biorących udział w przygotowaniu i realizacji owej wyprawy. Wydaje się więc, iż obok bezpośrednich sprawców klęski pod Radziwiłłowem, za których powszechnie uważano samego dowódcę oraz płk Horodyńskiego, do niepowodzenia całej akcji przyczynił się także płk Miniewski, jak również poszczególni członkowie Komitetu Obywatelskiego. Miniewski bowiem, mimo otrzymanego wcześniej polecenia, najwyraźniej nie miał zamiaru wkraczać na Ruś, tłumacząc się trudnościami w zorganizowaniu i uzbrojeniu swego oddziału. Wydaje się jednak, iż największa odpowiedzialność spoczywa właśnie na działaczach lwowskich, którzy podejmując się jej organizacji, od samego początku realizowali to zadanie wyjątkowo opornie.
 
autor: Andrzej Szmyt, Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie

(1) F. Rawita-Gawroński, Rok 1863 na Rusi, T. 1, Ruś Czerwona i Wschód, Lwow 1902, s. 80. Por. Z. Miłkowski, W Galicji i na Wschodzie. Przyczynek do dziejów powstania 1863, skreślił Zygmunt Miłkowski, Poznań 1880, s. 50-51.

(2) Z. Miłkowski, op.cit., s. 23, 45. Por. J. Stella-Sawicki, Udział Galicji w powstaniu 1863-1864. Wyjątki z pamiętnika płk Strusia, W: Wydawnictwo materiałów do historii powstania 1863–1864 (dalej: Wydawnictwo materiałów ...), T. 2, Lwow 1890, s. XXVII; W. Przyborowski, Dzieje 1863 roku, T. 3, Kraków 1919, s. 235-238.
(3) J. Stella-Sawicki], Ludzie i wypadki 1861–1865 r. Obrazki z powstania, zebrał i ułożył płk «Struś», Cz. 2, Lwow 1894, s. 172.
(4) F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 82
(5) Ibidem, s. 83. Por. J. Stella-Sawicki, Ludzie ..., Cz. 2, s. 174.
(6) S. Kieniewicz, Powstanie styczniowe, Warszawa 1983, s. 497–498; Z. Miłkowski, op.cit., s. 45–46; W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 238; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 88; idem, Rok 1863 na Rusi, T. 2, Ukraina, Wołyń, Podole, Lwow 1903, s. 254; J. Stella-Sawicki, Galicja ..., s. 58; idem, Ludzie ..., Cz. 2, s. 155-156; idem, Udział Galicji ..., s. 36.
(7) Z. Miłkowski miał się połączyć z A. Gołuchowskim, którego jazda miała wkroczyć na Podole od Pokucia. Zob. m.in. Biblioteka Ossolińskich we Wrocławiu (dalej: B. Ossol.), Notatki A. Boranieckiego, rkps 1884, s. 181–183; S. Kieniewicz, Powstanie ..., s. 498; Z. Miłkowski, Od kolebki przez życie. Wyd. A. Lewak, T. 3, Kraków 1937, s…..; W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 238–239.
(8) W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 238.
(9) Szerzej na ten temat – zob. m.in. Polska działalność dyplomatyczna 1863–1864. Zbiór dokumentów pod red. A. Lewaka, T. 1, Warszawa 1963, s. 115, pismo Rządu Narodowego do W. Czartoryskiego z 13.05.1863; W 40-rocznicę powstania styczniowego, Lwow 1903, dwa pisma J. Wysockiego do M. Garibaldiego z 10.05.1863; Z. Miłkowski, W Galicji ..., s. 75-77; K. Morawski, Polacy i sprawa polska w dziejach Italii, Warszawa 1937, s. 182; W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 239. Por. S. Kieniewicz, Powstanie ..., s. 475; W. Czartoryski, Pamiętnik 1860-1864 ..., Oprac. i wstępem opatrzył A. Wereszycki, Warszawa 1960, s. 373-376, pisze natomiast
o rozmowach na ten temat z Napoleonem III i ks. «Plon-Plon». Nominacja dla M. Garibaldiego - zob. Dokumenty Komitetu Centralnego Narodowego i Rządu Narodowego 1862-1864 (dalej: Dokumenty KCN i RN). Pod red. E. Halicza, S. Kieniewicza i I. Millera, Wrocław-Warszawa-Kraków 1968, s. 573. Por. Wydawnictwo materiałow ..., T. 3, s. 42.
(10) Patrz: Dokumenty KCN i RN ..., s. 569, RN do J. Majkowskiego z 27.05.1863. Por. J. Stella-Sawicki, Galicja ..., s. 64; idem, Ludzie ..., Cz. 2, s. 176.
(11) [A. Jeziorański], Pamiętniki jenerała Antoniego Jeziorańskiego. Powstanie roku 1863, Cz. 2, Lwow 1913, s. 12-13, 15–16.
(12) Ibidem, s. 80-83.
(13) W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 296; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 148.
(14) W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 241. To samo F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 148.
(15) W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 297; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 151. Por. A. Jeziorański, op. cit., Cz. 2, s. 99; S. Kieniewicz, Powstanie ..., s. 540.
(16) J. Stella-Sawicki, Rok 1863, napisał dr J. Stella-Sawicki, Lwow 1905, s. 144. Por. L. Czekoński (Gozdawa), Ruś przed i po powstaniu zbrojnym 1863 r., Bendlikon 1865, s. 19; S. Kieniewicz, Powstanie ..., s. 501; G. Marachow, Polskoje wosstanije 1863 g. na prawobiereżnoj Ukrainie, Kijew 1967, s. 192–193; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 2, s. 256-257.
(17) S. Kieniewicz, Powstanie ..., s. 501; J. Stella-Sawicki, Galicja ..., s. 58.
(18) S. Kieniewicz, Powstanie, s. 501-502; W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 260-261; J. Stella-Sawicki, Galicja ..., s. 11–12. Por. Rok 1863 na Ukrainie. Pamiętnik nieznanego autora. Oprac. przedm. i koment. opatrzył E. Kozłowski, Kraków 1979, s. 12; F. Rawita-Gawroński, o.c., T. 1, s. 147; L. Syroczyński, Z przed 50 lat. Wspomnienia byłego studenta Kijowskiego Uniwersytetu ..., Lwów 1914, s. 95.
(19) J. Miniewski, Nieczuja Józef, jego udział w powstaniu styczniowym. Notatki z lat minionych ..., Lwów 1918, s. 35.
(20) S. Kieniewicz, Powstanie ..., s. 540; W. Przyborowski, Dzieje..., T. 3, s. 298-299.
(21) W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 299-300.
(22) Szerzej – zob. J. Miniewski, Nieczuja Jozef, jego udział w powstaniu styczniowym. Notatki z lat minionych ..., Lwow 1918, s. 37–38; J. Stella-Sawicki, Udział Galicji ..., s. 10–11. Por. S. Zieliński, Bitwy i potyczki 1863-1864, Rappesvill 1913, s. 346.
(23) W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 301.
(24) Ibidem, s. 302–303. Por. Polska działalność dyplomatyczna 1863–1864 ..., T. 2, s. 56.
(25) J. Stella-Sawicki, Udział Galicji ..., s. 12.
(26) Ibidem, s. 12–13.
(27) Ibidem, s. 14. Por. W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 305–306; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 159; S. Zieliński, op.cit., s. 346.
(28) W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 303; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 155. Por. Biblioteka Narodowa w Warszawie (dalej: BN), F. Riedl, Wspomnienia z powstania 1863 r. i z drogi na zesłanie w 1864 r., rkps IV 6528, k. 17. To samo druk. W: Zapomniane wspomnienia. Oprac., opatrzył wst. i posł. E. Kozłowski, Warszawa 1981, s. 189.
(29) BN. rkps IV 6528, k. 17–18. To samo druk. W: Zapomniane wspomnienia ..., s. 189.
(30) Ibidem. Por. W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 304; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1., s.156–157; J. Białynia-Chołodecki, Lwów w czasie powstania styczniowego ..., Lwów 1922, s. 13.
(31) J. Stella-Sawicki, Udział Galicji ..., s. 15; idem, Szkice z powstania 1863 r., nakreślone prze J. Stellę-Sawickiego, Kraków 1889, s. 181–183. Por. W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 307–308; F. Rawita-Gawroński, o.c., T. 1, s. 158–160.
(32) J.Stella-Sawicki, Udział Galicji…, s. 15
(33) Ibidem.
(34) Ibidem, s. 17–18; idem, Szkice ..., s. 187–190; idem, Rok 1863 ..., s. 188. Por. W. Przyborowski,
Dzieje ..., T. 3, s. 310; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 162.
(35) J. Miniewski, op.cit., s. 39. Por. F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 165.
(36) J. Stella-Sawicki, Udział Galicji ..., s. 18. idem, Szkice ..., s. 190–192; idem, Rok 1863 ..., s. 189. Por. S. Kieniewicz, Powstanie ..., s. 540; W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3, s. 310; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 163; S. Zieliński, o.c., s. 347.
(37) BN, Fragment archiwum dowódcy ziem ruskich i Galicji, Komisja dla zbadania sprawy
płk. Miniewskiego, rkps IV. 6535, k. 105, odpis zawiadomienia J. Wysockiego z 2.07.1863. Por.
J. Miniewski, op.cit., s. 39; J. Stella-Sawicki, Dzieje ..., s. 18; W. Przyborowski, Dzieje ..., T. 3,
s. 310; F. Rawita-Gawroński, op.cit., T. 1, s. 163.
(38) BN, rkps IV. 6535, k. 106, kopia rozkazu J. Wysockiego do J. Miniewskiego z 2.07.1863.
(39) W czasie bitwy pod Radziwiłłowem, w oddziale gen. Wysockiego znajdował się też korespondent angielskiego pisma «Dailly News», który na bieżąco robił notatki o przebiegu wyprawy – zob. J. Stella-Sawicki, Udział Galicji ..., s. 19.
(40) Ibidem, s. 29.
(41) BN, Fragment archiwum ..., Korespondencja gen. E. Różyckiego naczelnego wodza ziem ruskich, rkps 6535, k. ..., Pismo Wydziału Wojny RN z 11.07.1863 o mianowaniu E. Różyckiego z dniem 10.07.1863 r. gen. brygady, z oddaniem naczelnego dowództwa ziem ruskich.
 

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl