DZIAŁANIA ZGRUPOWANIA KOP W OKOLICY TYNNEGO NA WOŁYNIU

 

Agresja 17 września zaskoczyła jednostki KOP strzegące granicy na Polesiu i północnym Wołyniu, które w myśl polskiego planu w razie wojny ze Związ­kiem Radzieckim miały siłami pułku KOP „Sarny" ubezpieczać południowe skrzy­dło tzw. bastionu poleskiego, uznawanego za oś polskiego frontu obrony. Bry­gada KOP „Polesie" wykorzystując teren bardzo trudny do działań zaczepnych miała osłaniać podejście, podczas gdy główne zadanie opóźniania miały przyjąć na siebie pułki KOP „Snów" i „Sarny". Wysiłek mobilizacyjny poniesiony przez KOP w trakcie przygotowań wojennych oraz mobilizacji powszechnej sprawił, że na całej długości granicy polsko-radzieckiej największą wartość przedstawiał baon forteczny KOP „Sarny".

Dowódca KOP gen. bryg. Wilhelm Orlik-Riickemann 17 września na wiado­mość o wkroczeniu Armii Czerwonej wydał w Dawidgródku rozkaz stawienia oporu i jednoczesnej koncentracji baonów (z którymi posiadał łączność) na za­pleczu fortyfikacji na rzece Słucz, w rejonie Moroczna, Lubieszowa i Siedliszcza. Koncentracja ta miała się odbywać pod osłoną fortyfikacji obsadzonych przez pułk KOP „Sarny". Pułk „Sarny", wyposażony w artylerię i broń maszynową, obsadził prawie 80-kilometrowy pas umocnień.
Pas umocnień na linii rzeki Słucz zgodnie z decyzją dowódcy Frontu Ukraiń­skiego miał zostać zaatakowany przez 60. DS płk. Odariuka z 15. KS z zada­niem wiązania sił broniących umocnień oraz podjęcia próby jego przełamania. Do wykonania tego zadania w dniu 17 września, jakkolwiek nie w pełni ukompletowania i uzbrojona, 60. DS liczyła 11 274 żołnierzy, 342 ręczne i 163 ciężkie karabiny maszynowe, 25 przeciwlotniczych karabinów maszynowych (pkm), 2 ar­maty kal. 37 mm, 38 armat kal. 45 mm (w tym prawdopodobnie 31 czołgowych), 29 armat kal. 76 mm, 14 armat kal. 122 mm, 11 armat kal. 152 mm, czołgów T-26 - 12, czołgów T-37 - 19, 2 samochody pancerne i 3 samoloty RB.
Wywiad radziecki w wyniku prowadzonych działań posiadał na tyle dokład­ne dane dotyczące Sarneńskiego Odcinka Umocnionego, że znał jeden z najsłabszych punktów tej linii obronnej - Tynne, obsadzony przez 4. kompanię baonu „Sarny".
Fortyfikacje rozciągały się po obu stronach rzeki Słucz, która przeciętnie miała od 5 do 10 m szerokości, głębokość 1,5-3 m i muliste dno. Głębokość fortyfika­cji, jakkolwiek zróżnicowana, sięgała w części umocnień do 5 km. Obiekty for­tyfikacyjne wyposażone były w ciężkie karabiny maszynowe oraz posiadały wieżyczki strzelnicze z otworami na ręczne karabiny maszynowe i wyrzutnie granatów. Załoga schronu piechoty wynosiła od 12 do 30 i więcej żołnierzy. Były również bojowe schrony artyleryjskie, wyposażone w armaty kal. 75 mm lub działka przeciwpancerne. Zarówno działa, jak i działka przeciwpancerne rozlo­kowane były tak, aby zabezpieczać swym ogniem możliwości zatarasowania otwo­rów strzelniczych przez czołgi lub inne pojazdy opancerzone.
Jeden z takich schronów bojowych piechoty koło miasteczka Tyszyca opisał jego dowódca, ówczesny plut. Józef Strączek (przeżył wojnę i zmarł w 1993 r. w Krakowie):
„Był on usytuowany około 3 km od m. Tyszyca, w kształcie sześcianu, żela-zobetonowy, w którym znajdowały się pomieszczenia: urządzeń elektrycznych (agregat), wodna studnia artezyjska, urządzeń filtrowentylacyjnych o napędzie elektrycznym bądź ręcznym, magazyn broni i amunicji, dwa małe pomieszcze­nia z łóżkami piętrowymi na 12 osób. Ponadto znajdowały się stanowiska strze­leckie (podesty) dla dwóch karabinów maszynowych (ckm), a w ścianach otwo­ry strzelnicze i obserwacyjne.
Pod względem taktycznym obiekt był dobrze usytuowany, gdyż dojście do niego od strony Tyszyca było możliwe tylko po kładce położonej na bagnie. Od strony rzeki Słucz (około 400 m) był również grunt bagnisty i tylko my wie­dzieliśmy, gdzie znajduje się przejście do obiektu. Obiekt był dodatkowo chro­niony przez wysunięte do 1200 metrów posterunki obserwacyjne i posiadał starannie przygotowane pole ostrzału oraz przestrzeń całkowitego rażenia do 800 metrów".
W założeniach obronnych przewidywano, że teren wokół umocnień będzie zalany wodą. W tym celu na niektórych odcinkach obrony od rzeki Słucz wybudowano około czterometrowej szerokości kanały. Pomiędzy wszystkimi obiek­tami istniała łączność telefoniczna, oparta na sieci kabli podziemnych umiesz­czonych na głębokości 2,5 m. Między dowódcą kompanii a ważniejszymi obiektami przewidywano łączność za pomocą sygnalizacji świetlnej. Ponadto dowództwo batalionu posiadało jeszcze z dowódcami kompanii łączność radio­wą. Jednak po obsadzeniu fortów 17 września i zainstalowaniu radiostacji okazało się, że fale radiowe nie docierają przez grube mury schronów bojowych i dla nawiązania łączności należało wynosić aparaturę na zewnątrz.
Pułk KOP „Sarny" w procesie mobilizacyjnym został znacznie osłabiony ze względu na sformowanie i odesłanie (podobnie jak inne jednostki) w pełni wyposażonych pododdziałów w rejon Osowca, Wizny i Mikołowa. Odeszła wraz z nimi także znaczna część doświadczonej kadry. Odszedł dowódca pułku płk dypl. Jerzy Płachta-Platowicz, w miejsce którego przyszedł ppłk Nikodem Sulik. Opustoszała większość pułkowych magazynów uzbrojenia i amunicji, których nie uzupełniono. W sumie pułk „Sarny" w przededniu 17 września składał się z dwóch baonów fortecznych („Sarny" i „Małyńsk"), dwóch baonów granicz­nych („Rokitno" i „Bereźne") i szwadronu kawalerii „Bystrzyce", licząc łącznie około 4000 żołnierzy. Biorąc jednak pod uwagę długość ochranianego odcinka granicy, wynoszącego 176,9 km oraz długość odcinka fortyfikacji, stan liczebny pułku był daleko niewystarczający do wykonania zadań tak ochrony granicy, jak i obsadzenia linii fortyfikacji odcinka „Sarny" w sektorach „Somino", „Straszów", „Czudel" „Tynne" i „Tyszyca", liczących łącznie długości 49 km.
Tymczasem wobec pogarszającej się sytuacji w zachodniej Polsce, którą pod koniec pierwszej dekady września prawie całkowicie opanował Wehrmacht, powstał „Plan skupienia sił w obszarze Małopolski Wschodniej". Na podstawie powyższego planu zostały wydane 11 września 1939 r. „Wytyczne do koncentra­cji sił własnych na południu", zgodnie z którymi na przedmoście rumuńskie pró­bowano ściągać oddziały wojskowe, skąd tylko było można, w tym także z zajmowanych fortyfikacji odcinka „Sarny".
Baony forteczne pułku KOP „Sarny" 14 września otrzymały więc rozkaz opuszczenia fortyfikacji, załadowania się wraz ze sprzętem na transporty kolejo­we i udania się na przedmoście rumuńskie. Po otrzymaniu rozkazu rozpoczął się demontaż broni maszynowej i artylerii w obiektach fortyfikacyjnych. Załadunek odbywał się na stacjach kolejowych Straszów, Sarny, Niemowicze, Małyńsk i trwał dwie doby. Wieczorem 16 września transporty były już gotowe do odjazdu. Tym­czasem 16 września samoloty niemieckie zbombardowały stację kolejową Rów­ne i ruch na linii kolejowej od Sarn na południe został sparaliżowany i zabloko­wany innymi transportami wojskowymi, które wcześniej wjechały na tę linię. Nim jednak podjęto jakiekolwiek działania mające na celu kontynuację rozkazu o przemieszczeniu się na przedmoście rumuńskie, w nocy 17 września nastąpiła agresja Związku Radzieckiego na wschodnie tereny II Rzeczypospolitej.
W zaistniałej sytuacji dowódca pułku ppłk N. Sulik podjął decyzję o powro­cie baonów fortecznych „Sarny" i „Małyńsk" na dotychczas zajmowane pozy­cje. Baony przystąpiły więc do wyładowania ludzi i sprzętu z wagonów. W trakcie ich rozładowywania z krążących nad Sarnami samolotów radzieckich posy­pały się bomby. Jedna z nich trafiła w pociąg z amunicją, której eksplozje trwały przez kilka godzin. Dopiero po tym ataku kolejne samoloty były witane ogniem broni maszynowej, co skutecznie przeszkadzało im w celnym bombardowaniu. Bombardowana była również stacja Niemowicze.
Mimo przeprowadzanych nalotów baony forteczne zdołały wyładować się bez większych strat i do godzin rannych 18 września obsadzić z powrotem opuszczone uprzednio pozycje. Ponowne zajęcie opuszczonych pozycji przez baony forteczne było możliwe w związku z niepodejściem 60. DS pod linię umocnień.
Także wycofujące się z dotychczas zajmowanych pozycji baony graniczne „Rokitno" i „Bereźne", mimo uszczuplonych stanów w związku z poniesionymi stratami w walkach na linii strażnic, zdołały dotrzeć na linię umocnień i zająć pozycje. Baon KOP „Bereźne" mjr. Antoniego Żurowskiego obsadził odcinek fortyfikacyjny „Polany" (prawoskrzydłowy linii umocnień sarneńskich). Nie wia­domo natomiast, jaki odcinek fortyfikacji zajął baon „Rokitno" mjr. Macieja Wojciechowskiego, żadna bowiem z relacji z baonów „Sarny", „Małyńsk" i „Be­reźne" nie wspomina o udziale baonu „Rokitno" w walkach pozycyjnych. Bio­rąc jednak pod uwagą kierunek wycofywania się baonu, jak również wynikający z planu działań wstępnych Armii „Polesie", mógł być to rejon m. Ładyna.
Stosunkowo skromne siły pułku KOP „Sarny" zostały wzmocnione w wyni­ku podporządkowania sobie przez ppłk. N. Sulika pododdziałów WP, które 17 września znalazły się w Sarnach. Były to między innymi batalion marszowy 76. pp z Grodna pod dowództwem mjr. Józefa Balcerzaka oraz dysponujący dwunastoma działami dywizjon marszowy 100 mm artylerii haubicznej z OZ artyle­rii lekkiej w Wilnie pod dowództwem mjr. Stefana Czernika, a także pociąg pan­cerny pod dowództwem kpt. Zdzisława Rokossowskiego.
60. DS, mająca za zadanie wiązanie sił zajmujących ufortyfikowane pozycje oraz podjęcie próby ich przełamania, ubezpieczając się niewielkimi pododdzia­łami na lewym i prawym skrzydle, główny kierunek natarcia podjęła po osi Sno-widowicze-Osniack-Rudna Lwa-Sarny, mając w pierwszym rzucie 224. i 358. pułki strzeleckie wzmocnione dwoma dywizjonami 83. pułku artylerii haubic, dwoma dywizjonami 54. pułku artylerii lekkiej oraz dywizjonem pociągów pan­cernych, który jednak nie mógł być wykorzystany z powodu mniejszego rozsta­wu torów. Dywizja, jak stwierdzają dokumenty radzieckie, poza starciami z za­łogami strażnic baonu „Rokitno" i krótkiej walce z wycofującymi się grupami jego żołnierzy w rejonie miejscowości Derć, gdzie 4. i 7. kompania strzelecka 358. ps stoczyła walkę z grupą 60 polskich żołnierzy, których 1/3 dostała się do niewoli, większego oporu Polaków 17 września na osi marszu nie zanotowa­ła. W sumie 60. DS weszła 17 września w głąb terytorium Polski na głębokość około 20-25 km osiągając rubieży Rudna Staryki-Rudna Lwa-Aleksandrówka. Następnego dnia, wobec rozciągnięcia swych sił, dywizja ześrodkowywała się w lasach na wschód od miejscowości Tynne i przygotowywała się do uderzenia na polską linię umocnień na odcinku Tynne-Berducha.
Po dokonanym ześrodkowaniu się w lasach na wschód od miejscowości Tyn­ne, dywizja miała przejść do ataku o godzinie 300 19 września. Dywizja do przeprowadzenia ataku została ugrupowana w dwa rzuty. Na lewym skrzydle natarcie miał prowadzić 194. ps z 83. pułku artylerii haubic w kierunku na folwark Berducha i południowy skraj Tynnego, na prawym skrzydle 358. ps z 1. i 2. dywizjonem artylerii 54. pułku artylerii lekkiej w kierunku na cerkiew w Tynnem. Miał go wzmacniać idący w drugim rzucie 224. ps z 3754. pułku artylerii lekkiej. Założono, że większość artylerii będzie działać bezpośrednio w szykach piechoty nawet pojedynczymi działami jako wsparcie bezpośrednie. Również w podobny sposób postępowano z dywizyjnym batalionem saperów. Do pułków pierwszorzutowych przydzielono po jednej kompanii saperów z materiałami wybuchowymi, organizując grupy saperskie, które miały za zadanie minować i wysadzać schrony bojowe odporne na ogień artylerii.
Dzień 18 września upłynął żołnierzom baonów fortecznych pułku KOP „Sar­ny" spokojnie, bez styczności z nieprzyjacielem, z wyjątkiem przedpola 4. kompanii kpt. Emila Markiewicza, obsadzającej umocnienia w rejonie miejscowości Tynne, gdzie pojawiły się czołgi, które po ostrzelaniu wycofały się. Również inne pododdziały pułku nie zanotowały tego dnia nacisku nieprzyjaciela na ob­sadzone przez nie pozycje. Do pułku dołączali jeszcze żołnierze z rozbitych straż­nic. Na przedpolu umocnień działały czujki i patrole żołnierzy polskich.
Wieczorem około godziny 1800 zatelefonował do ppłk. N. Sulika gen. bryg. W. Orlik-Riickemann i po zapytaniu o sytuację na odcinku pułku i otrzymaniu odpowiedzi, że brak kontaktu z nieprzyjacielem, miał powiedzieć: „Panie puł­kowniku, niech pan natychmiast wycofuje się na zachód w kierunku na Kowel, ja jestem teraz w Stolinie. Na co Sulik - Panie generale! wycofać się bez walki!? Na co gen. Riickemann: - Ze względu na warunki, jakie posiadacie, niech pan się broni, dokąd to będzie możliwe i niech się wycofa, kiedy pan uzna, za Styr i szuka łączności ze mną".
Nad ranem i rano 19 września w pasie obrony pułku KOP „Sarny" panowała gęsta mgła, ułatwiająca skryte podejście nieprzyjacielowi i utrudniająca obserwa­cję przedpola przez polskich żołnierzy. W tych warunkach 60. DS rozpoczęła atak na pozycje zajmowane przez baony forteczne pułku. Wyprzedzając główne uderzenie sił dywizji prowadzący rozpoznanie pozycji polskich na kierunku 4. kompanii kpt. E. Markiewicza 2. batalion 194. ps pod dowództwem mjr. Sawimowa zajął schron bojowy osłaniający podejście do rzeki Słucz i mostu na kana­le w Tynnem, co znacznie ułatwiło późniejszy atak. Trudno jest dziś poznać oko­liczności zajęcia tego ważnego z punktu widzenia obrony odcinka Tynne schronu bojowego, aczkolwiek istnieje domniemanie potwierdzone min. relacją A.S. Kotuły, żołnierza baonu fortecznego KOP „Sarny", że załoga schronu w bliżej nie­znanych okolicznościach zmusiła dowódcę tegoż schronu do poddania się.
19 września pomiędzy godziną 300-400 pododdziały 60. DS., wykorzystując warunki terenowe, mrok i gęstą mgłę, przypuściły atak na umocnione pozycje polskie. Główne uderzenie siłami 194. i 358. ps wyszło na odcinek Tynne-folwark Bierducha, broniony przez forty i schrony bojowe 4. kompanii baonu „Sarny" kpt. Emila Markiewicza. Atakujący południowy odcinek obrony 4. kom­panii, który był najsłabiej ufortyfikowany, posiadający nie w pełni wykończone obiekty fortyfikacyjne, pozbawione na przykład elektryczności, 358. ps z 12 dzia­łami przeprawił się przez most na kanale. Działa z odległości 600-700 m. otwo­rzyły ogień na wprost do otworów strzelniczych schronów bojowych. Pomimo to batalion, który przeprawił się na zachodni brzeg kanału, zaległ pod ogniem broni maszynowej prowadzonym z ostrzeliwanych schronów. Zdemaskowane prowadzonym ogniem schrony (przy cerkwi i na północno-wschodnim skraju miejscowości Tynne), stały się natychmiast celem baterii dział kal. 122 mm i jed­nego działa kal. 152 mm z 83. pułku artylerii haubic. Po ostrzale artyleryjskim ogień broni maszynowej ze schronów ustał, co umożliwiło dalszy ruch batalionu i przeprawę po moście pozostałych pododdziałów pułku.
O godzinie 540 jednostki radzieckie zajęły wschodni skraj miejscowości Tynne. Znajdujący się przy cerkwi schron bojowy od czasu do czasu prowadził ogień do kolumn maszerujących po drodze i przez most. Próba blokowania schronu przez dwa czołgi nie powiodła się, ugrzęzły one bowiem w bagnistym terenie, zanim do niego dotarły. Podciągnięte na odległość 250 m działo 76 mm oddało sześć strzałów do otworów strzelniczych, które nie spowodowały zniszczeń, ale oślepiły i ogłuszyły załogę schronu. Podciągnięto działo 152 mm, lecz i ono po oddaniu dwóch wystrzałów nie zniszczyło schronu, tylko zmusiło załogę do prze­rwania ognia. W tym czasie bataliony przenikały przez linię obrony polskiej. Ostatecznie schron został wysadzony przez saperów.
Kapitan E. Markiewicz około godziny 800 zameldował ppłk. Sulikowi, że Sowieci zaczęli ostrzeliwać jego schron bojowy z działek przeciwpancernych, jednak ostrzeliwanie nie czyni szkód, gdyż drzwi wytrzymują uderzenie poci­sków. Oznaczało to, że pododdziały radzieckie znalazły się już na tyłach 4. kom­panii. Wobec zagrożenia przełamania obrony kompanii, a tym samym wyjścia na tyły bronionych umocnień, ppłk Sulik, w celu zatrzymania natarcia nieprzyja­ciela, rzucił w kierunku Znosicz grupę złożoną z batalionu piechoty mjr. J. Balcerzaka, dywizjonu artylerii mjr. S. Czernika oraz dwóch działek przeciwpan­cernych kal. 37 mmm z 2. kompanii.
Działania wchodzącego w skład grupy dywizjonu artylerii tak relacjonuje pchor. rez. Tadeusz Jaszowski:
„Ponieważ byłem szefem zwiadu dywizjonu, wyruszyłem na czele kolumny dla rozpoznania stanowisk ogniowych, punktów obserwacyjnych dla artylerii i roz­poznania ugrupowań nieprzyjacielskich. Miałem ze sobą kaprala podchorążego o nazwisku Różański lub Rożycki ze szkoły podchorążych zawodowych artylerii z Torunia, trzyosobowy patrol telefoniczny i 2 kanonierów jako łączników kon­nych. Nie miałem mapy, nie znałem nazw miejscowości, jechałem zupełnie po omacku. Po przejechaniu kilku kilometrów na wschód od Sarn [północny wschód - wschód] znalazłem się na wzgórzu, z którego widać było przestrzeń na 3-4 kilometry, a pod wzgórzem dużą wieś wśród drzew. Kapral podchorąży (Różański, Rożycki) powiedział, że weźmie ze sobą jednego kanoniera, zjedzie w dół i dowie się o nazwę wsi oraz zbierze jakieś wiadomości. Rzeczywiście zjechał w dół i po chwili we wsi rozległy się strzały, i zobaczyłem przez lornetkę grupę jeźdźców, która galopem ruszyła w kierunku pola i lasu, a wśród nich kaprala podchorążego. Kanonier, który mu towarzyszył, jak się później okazało - zginął. Był to konny zwiad wojsk sowieckich, który zagarnął naszego podchorążego.
Ze wzgórza był dobry wgląd w teren, więc rozwinąłem przewód telefoniczny i na tym wzgórzu urządziłem punkt obserwacyjny. Z lasu zaczęły padać w naszym kierunku strzały z karabinów maszynowych, więc połączyłem się telefo­nicznie z dowództwem dywizjonu i po pewnym czasie zaczęliśmy ostrzeliwać las widoczny na widnokręgu, skąd padały strzały. Ostrzeliwanie było mało do­kładne, gdyż nie miałem mapy i rozkazy były podawane «na wyczucie», ale jednak był skutek, gdyż w lesie zrobił się ruch i mogłem dostrzec przez lornetkę pojazdy mechaniczne, głównie samochody pancerne, które zmieniały stanowiska i przegrupowywały się. Po godzinie podszedł do nas batalion piechoty mjr. Balcerzaka, który dwoma kompaniami postanowił zaatakować las. Ogień artyle­rii został więc przesunięty w głąb. Atak piechoty rzeczywiście wyszedł, ale w ogniu karabinów maszynowych strzelających z lasu załamał się i piechota za­legła na polu, a potem zaczęła się wycofywać.
Atak prowadził mjr Balcerzak, a towarzyszył mu mjr Czernik i pchor. Budzyński, które to osoby widziałem przez lornetkę ze swego punktu obserwacyj­nego ze wzgórza. Po wycofaniu się naszej piechoty dalej trwało ostrzeliwanie lasu pociskami artyleryjskimi, a piechota zgrupowana pod wzgórzem prowadziła ogień karabinowy.
Taka sytuacja trwała do godziny 1500. Ponieważ wyruszyliśmy z Sarn na wschód z rana, gdzieś koło godziny 6 rano, więc cała akcja trwała parę godzin.
Otrzymałem wiadomość telefoniczną, że wyjeżdża na spotkanie ACz [Armia Czerwona] starosta sarneński wraz z komisarzem policji dla poddania powiatu, zaś nasze wojsko ma się wycofać. Widziałem, jak niedaleko mego punktu obser­wacyjnego przejechał samochód osobowy, w którym siedział jakiś pan w kapeluszu i widać było czapkę oficera policji, ale czy był to starosta, czy jego zastępca, tego oczywiście nie wiem. Po przejechaniu tego samochodu zaczęliśmy likwido­wać swoje punkty i wycofywać się do Sarn. Strzały z lasu ciągle padały i było trochę strat, zwłaszcza w czasie ataku piechoty mjr. Balcerzaka przez otwarte pole. Wieczorem opuściliśmy Sarny i marszem konnym, ciągle w towarzystwie piechurów mjr. Balcerzaka, wycofaliśmy się w ogólnym kierunku na zachód"[24].
Natarcie baonu mjr. Balcerzaka i ogień dyonu mjr. Czernika mimo wszystko przyniosło jednak pewne rezultaty. Zatrzymało bowiem, jak wynika z dokumentów radzieckich, w miejscowości Zosicze dalsze posuwanie się 358. ps, a po­nadto, jak meldował kpt. E. Markiewicz dowódcy pułku KOP „Sarny", około godziny 1100 żołnierze sowieccy odstąpili od jego obiektu oraz pospiesznie wycofali się. Część schronów bojowych 4. kompanii, które otoczyły pododdzia­ły sowieckie, była znowu wolna, niemniej jednak kompania poniosła dotkliwe straty. Utracono bowiem jeden z ważniejszych obiektów obronnych, jakim był schron w Zosiczach, dowodzony przez ppor. rez. Jana Bołbota, o którym dowód­ca kompanii tak pisze w swej relacji:
„Ppor. Bołbot trzyma się bohatersko [19 września]. Pododcinek jego, chociaż opanowany przez npla z zewnątrz, dzięki umiejętności walki i woli walki uniemożliwia nplowi przejście do porządku nad nim i ruszenie w głąb naszego ugru­powania. Patrole npla - co prawda panują już na naszym zapleczu, lecz większość sił jest związana walką nie tylko w Berdusze, ale większa część w Tynnem [...]. Ppor. Bołbot jeszcze kilkakrotnie podaje mi grozę swojego położenia. Czu­je, że npl «obkłada» jego obiekty materiałem łatwopalnym, nie zważając na po­noszone przy tym straty. Obliczył, że na jego bezpośrednim przedpolu - w gra­nicach jego widoczności - leży ponad 100 zabitych. Pomimo to uważa, że sytuacja jego jest jeszcze gorzej niż krytyczna - ma też poczucie, że nie doczeka do wie­czora. Zapewnia mnie jednakże, że bez względu na to, co by się miało stać, będzie wykonywał powierzone mu zadanie. Duch obrońców jest w tej sytuacji tragicznej - wspaniały [...]. Najwięcej szkód wyrządzają czołgi. Zmieniają one kolejno swoje stanowiska, podchodzą na najbliższe odległości i prowadzą ogień z działek ppanc. [raczej amunicją ppanc] wprost w szczeliny. Oślepiają przez to obsługę, a najczęściej powodują niepowetowane straty. Wszyscy najodważniejsi już nie żyją. Ostatnie minuty przyniosły mu znowu 8 zabitych oraz 1 ckm znisz­czony. Amunicja jest faktycznie na wyczerpaniu. Rozumie, że zaopatrzenie w tej sytuacji jest niemożliwe, ale z uwagi na to, że jest dowódcą, melduje mi, że wystarczy jej jedynie na 3-4 godziny walki".
Ppor. Jan Bołbot zginął w swym schronie bojowym 19 września, wysadzo­nym przez sowieckich saperów, a wraz z nim blisko 50 żołnierzy. Za swą bohaterską postawę dopiero w 1989 r. otrzymał Krzyż Virtuti Militari (srebrny), nadany przez Prezydenta RP na Uchodźstwie.
A.XII.77.65. Z. Pruski (op. cit., s.121) podaje że wniosek rozpatrzono pozytywnie dopiero 1 czerwca 1989 r. na podstawie wniosku dowódcy kompanii „Tynne Wieś" kpt. Emila Markiewicza.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl