Z KART HISTORII KSIĘSTWA KLEWAŃSKIEGO KSIĄŻĄT CZARTORYSKICH

 

Księstwo klewańskie położone było na Wołyniu, w dorzeczu dolnego Stubła, na granicy dwóch wielkich regionów geograficznych Wołynia: Polesia Wołyńskie­go i Wołynia Właściwego. W północnej części dóbr dominowały obszary leśne, natomiast w południowej obszary żyznych ziem uprawnych. Przez ponad pięć wieków pozostawało nieprzerwanie w posiadaniu książąt Czartoryskich. Był to fakt nader rzadki i wyjątkowy, zwłaszcza w XVIII i XIX stuleciu, kiedy przechodzenie fortun z rąk do rąk było zjawiskiem częstym.
Pierwsze wzmianki o księstwie klewańskim wiążą się z osobą kniazia Michała Wasilewicza Czartoryjskiego, syna kniazia Wasyla, założyciela linii wołyńskiej na Czartorysku, Klewaniu i Żukowie. Kniaź Michał Wasilewicz Czartoryjski towarzy­szył królowi Władysławowi w jego wyprawie na Węgry. W 1442 r. przebywający w Budzie król Władysław wystawił Czartoryskim przywilej, w którym uznawał ich za krewnych pozwalając im używać pieczęci książęcej - zbrojnego jeźdźca trzyma­jącego w ręku wydobyty miecz. W autentyczność tego dokumentu wystawionego przez Władysława Warneńczyka w Budzie powątpiewało wielu bogaczy.
Prawdopodobnie dopiero po tragicznej śmierci króla w bitwie pod Warną, kniaź Michał powrócił do ojczyzny. Za przykładem starszego brata Iwana znalazł się na dworze Świdrygiełły, gdzie pełnił urząd marszałka nadwornego. W nagrodę za za­sługi kniaź Michał Wasylewicz otrzymał w 1446 r. od Świdrygiełły nadania na część majętności Żuków w powiecie łuckim: wieś Ałyszów (Holiszów) nad Stubłem, Derewiane na Rudce, Dekow (Dykowo, Dyków) nad Stubłem, dworzyszcze Suchowce nad Radochówką, Czrukowiec (Czarnków) na Połonnej, a także Klewania (w owym czasie znajdował się tam jedynie monaster św. Mikołaja), a w 1451 r. wieś Chołopy na Słuczy.
W 1463 r., kniaź Michał rozpoczął w Klewaniu, nieopodal monasteru św. Mikoła­ja, w miejscu zwanym Horodyszcze, które w owym czasie połączone było z resztą miasta, budowę zamku. W tym celu oddzielił ziemię zamkową od cerkiewnej głęboką fosą zasilaną wodą z płynącego w pobliżu Stubła. Jedyny dostęp do zamku prowadził przez zwodzony most od strony cerkwi św. Mikołaja.
Umarł prawdopodobnie przed końcem 1488 r., pozostawiając z żony Marii, córki starosty łuckiego Niemiry Rezanowicza, siostry Jakóba Wojny Niemirowicza sy­nów: Andrzeja, Teodora i córkę Hannę. Przed śmiercią zapisał żonie dożywocie na Klewaniu i nadanie na monaster Przeczystej Matki Boskiej w Peresopnicy. Po jej śmierci wszystko odziedziczył ich syn, starosta łucki kniaź Teodor. Prowadził on dalej budowę klewańskiego zamku, co doprowadziło do ciągnącego się kilkanaście lat sporu z Radziwiłłami. Gdy budowa zamku była zakończona, a wokół niego za­częła osiedlać się ludność, wtedy dopiero sąsiad z Ołyki pozwał Czartoryskich przed sąd, okazując przywileje dowodzące, że miejsce, na którym buduje się zamek i zie­mia, na której powstaje miasto, wchodzą w skład należący do niego włości smarzewskiej - Michowszczyzny. Dowody przedstawione przez Radziwiłła były poparte do­kumentami, a rzeczywiste nadanie Świdrygiełły zapewniało księciu Michałowi tylko monaster św. Mikołaja. Nie mogąc dokończyć budowy zamku w Klewaniu rozpo­czął budowę drugiego, w nabytym (ok. 1517 r.) od podskarbiego litewskiego Bohusza Bohowitynowicza - Bielowie. W 1529 r. otrzymał od Zygmunta Starego przy­wilej na założenie miasta, powstanie karczmy oraz organizowanie w nim targów.
W 1505 r. kniaź Teodor otrzymał przywilej na trzy dworzyszcza w Klewaniu, a trzy lata później matka jego, kniazini Maria Czartoryską otrzymała od króla Alek­sandra przywilej na monaster Przeczystej Matki Boskiej w Peresopnicy. Po jej śmierci, król przywilejem z 5 III 1505 r. przekazał prawa władania monasterem jej synowi, kniaziowi Teodorowi. Jednak kniazini Czartoryską nie spędziła reszty ży­cia w monasterze na modlitwie, a dobrami peresop9nickimi od momentu otrzymania przez nią przywileju zarządzał Teodor. Dobra te składały się z trzech okolicznych wsi: Grabowa, Markoterty i Dziadkowicz. Tylko z Grabowa otrzymywał kniaź Teo­dor 100 kóp gr daniny i jedną kołodę miodu(15). Wiodło się więc Teodorowi w dob rach peresopnickich dobrze, dochody musiały być niemałe, skoro pozwoliły mu wy­budować w ziemi monasterskiej zamek Bielow i osadzić wokół niego miasto.
W 1512 r. otrzymał miasto Litowiż w powiecie włodzimierskim, opiekę nad cerkwią św. Mikołaja oraz uzyskał zezwolenie królewskie na przeniesienie targów w Klewaniu z niedzieli na czwartek. Cztery lata później dokonał rozgraniczenia swoich posiadłości od włodzimierskich dóbr cerkiewnych. W 1519 r. król wezwał go listownie do zapłacenia wójtowi włodzimierskiemu 600 zł za wójtostwo litowiżskie. Król Zygmunt Stary mocą nowego przywileju wydanego w Niepołomicach 13 II 1526 r., potwierdził nadanie monasteru peresopnickiego kniaziowi Teodorowi oraz przywileje na Suśko i Kołniatycze, a dwa lata później zamianę Korszowa na Demianowo.
Z małżeństwa z Sanguszkówną kniaź Teodor miał: synów Aleksandra i Iwana (Jana) oraz córki Annę, Teodorę i Anastazję. Synowie Teodora - Aleksander i Iwan dokonali 19 VI 1547 r. podziału dóbr. Starszemu kniaziowi Aleksandrowi przypadł Czartorysk i Litowiż z przyległościami. Janowi zaś Klewań, Bielow, dwór Szeplej, majątki Sarny, Chołopy i folwark Charuków w Łucku ze wszystkimi do niego przy­ległościami. Jednocześnie kniaź Iwan dał bratu Aleksandrowi zapewnienie, co do majątków wysłużonych przez ich ojca. Bracia przysięgli sobie, że wspólnie wystę­pować będą w ich obronie, a utratę któregokolwiek zobowiązują sobie wzajemnie wynagrodzić.
W 1547 r. kniaź Iwan pojął za żonę córkę Kuźmy Zasławskiego i Anastazji Holszańsko-Dubrowickiej - Annę. Wniosła mu ona w posagu 1000 kóp gr w pieniądzu i 1000 kóp gr w klejnotach i szatach. Ze swej strony kniaź Iwan, aktem uczynionym w Zasławiu 18 września 1547 roku, zapisał jej 4000 kop groszy na trzeciej części swych majętności.
Zakończył też ciągnący się latami proces z Radziwiłłami, proponując zamianę Smorzewa i Michorszczyzny, obejmującej sporne terytorium Horodyszcza (na któ­rym była rozpoczęta budowa zamku klewańskiego) na inną majętność. Zapropono­waną majętnością było Silno leżące bliżej Ołyki, które otrzymał w wianie od żony Anny Kuźmianki księżniczki Zasławskiej. Książę Mikołaj Radziwiłł przystał na pro­ponowaną zamianę, do której Czartoryski dodał jeszcze brzeg klewański nad rzeczką Ołyką i 1000 zł polskich. W dokumencie z 5 I 1555 r. książę Radziwiłł zapewniał spokojne posiadanie zamku i ziemi wokół niego kniaziowi Iwanowi Czartoryskiemu. Spór załatwiono w sposób zadowalający obie strony, zaś w 1561 r. sąsiedzi przystąpili do ostatecznego rozgraniczenia dóbr klewańskich od ołyckich. Punktem granicznym stało się uroczysko o nazwie Babie, które swoją nazwę zawdzięczało wydarzeniom mającym miejsce w przeszłości, „.. .gdy przed laty ogromny mór przy­szedł od strony Klewania a wydusiwszy wszystko, co nie uciekło dostał się do wsi Derewianego i poczęli ludzie umierać. Dostrzegł ktoś z mieszkańców, że teraz jak i dawniej bywało, mór chodzi w postaci jakiejś baby alias wiedźmy. Zebrała się więc gromada i postanowiła babę żywcem zakopać, jako jedyny środek ocalenia Derewniaczan. Złapawszy ją, przeto, wyprowadzają w pole, gdzie dół już nad drogą i gra­nicą był przygotowany, zakopują i sypią mogiłę. Mór przestał zaraz i skutek okazał się to i starzy dawniej robili”(27).
Kniaź Iwan zmarł w 1567 r. pozostawiając z małżeństwa z księżniczką Zasławską trzy córki: Helenę (Olenę), Katarzynę i Annę oraz synów: Iwana (Janusza) i Jerzego. Po jego śmierci dobrami Klewań, Bielow, Sarny i Chołopy władała wdowa księżna Anna Zasławską. Zmarła w 1582 r., a władanie księstwem klewańskim przeszło na krótko w ręce jej syna - kniazia Iwana. Iwan będąc w ciężkiej sytuacji finansowej zastawił Poniatowskim majątek Bielow. Z opresji finansowej wybawił go jego młod­szy brat książę Jerzy. Po powrocie w 1583 r. z Włoch wykupił od Poniatowskich zastawiony przez brata majątek Bielow. W dniu 5 IV 1583 r. przejął od brata zarząd nad księstwem oddając mu w zamian za majątek Diaków(29). W 1590 r. wybudował w Klewaniu świątynię katolicką i hojnie ją obdarował. Pomimo tego w 1601 r. podpisał postanowienie szlachty wołyńskiej w obronie wyznania prawosławnego.
W 1595 r. kniaź Jerzy Czartoryski i jego żona Aleksandra Wiśniowiecka(32), po­zwalają wykupić za 200 kóp gr, Olenie księżnej Czartoryskiej (żonie wojewody no­wogrodzkiego Ostafieja Hornostaja), drugiej swojej siostrze, zastawiony poprzednio Katarzynie księżnej Czartoryskiej (żonie kasztelana bracławskiego Wasila Zahorow-skiego) monaster i włość peresopnicką. Jednocześnie zapisują jej prawo własności tych ziem i opiekę nad monasterem. Nabywszy monaster peresopnicki Olena uczy­niła nowe nadanie dla monasteru nadając mu Peresopnicę.
W 1604 r., kniaź Jerzy rozwiódł się z żoną Aleksandrą Wiśniowiecka, z którą miał synów: Mikołaja - Jerzego i Adriana. Książę Jerzy ożenił się powtórnie z Halszką Hołówińską, z którą miał syna Andrzeja i córkę Zofię. W latach 1616 i 1621 brał udział w obradach Trybunału Koronnego. W grudniu 1622 r. sejmik wo­łyński wysyłając posłów na sejm do Warszawy, zalecił im, aby kniaziowi Jerzemu Czartoryskiemu, który odznaczył się wielkimi zasługami pod Chocimiem, wyrobili przywilej na trzymanie przez pewien czas myt: kijowskiego, wołyńskiego i bracław­skiego. Kniaź Jerzy zmarł w na początku 1624 r.. Po nim zarząd nad księstwem przypadł jego synowi księciu Mikołajowi Jerzemu. Swoją działalność na terenie księstwa rozpoczął książę Mikołaj od wybudowania w Klewaniu, na miejscu drew­nianej świątyni, murowanego kościoła. W 1630 r. nowo wybudowany kościół otrzymał od fundatora nadanie na zwiększenie dziesięciny z łanów dworskich i 100 kóp zboża z nowo nabytego Żukowa oraz tyle samo z folwarku Hruszwicy. Ponadto książę Mikołaj uzyskał przywilej od króla Zygmunta III Wazy uznający za niepraw­ną i przeciwną chwale Bożej, sprzedaż monasteru peresopnickiego Hornostajowej, a przez nią innowiercom ruskim. Przywilej królewski wydany 20 VI 1630 r. naka­zywał zwrócenie Peresopnicy (monasteru i wsi) rodzinie książąt Czartoryskich oraz zezwalał na przyłączenie wsi Peresopnicy z przyległymi gruntami i budynkami do parafii klewańskiej, pod warunkiem odprawiania, co miesiąc mszy świętej za po­myślność królów polskich. Odtąd więc Peresopnica była własnością kościoła kle­wańskiego, a proboszczowie zgodnie z aktem nadania z 1630 r. płacili z niej po 300 zł dla szkółki parafialnej. W 1843 r. dopiero, jak wszystkie dobra kościelne, przeszła Peresopnica na własność rządu.
Jednak Peresopnica swoją sławę zawdzięczała tutejszemu monasterowi. Kto był pierwszym jego fundatorem i kiedy został założony trudno stwierdzić? Z zapisu króla Aleksandra z 1504 r., jak i wcześniejszego zapisu peresopnickiego ihumena Ilariona z 1490 r. widzimy, że już był. Założony pod wezwaniem Najświętszej Panny (Swiatoje Preczystoje), zapewne musiał posiadać jakiś obraz Zbawicielki cudami słynący. Nadto słynął on z księgi-tłumaczenia czterech Ewangelistów z cerkiewno-słowiańskiego na południowo-ruski dialekt, dokonanego przez archimandrytę tutej­szego Grzegorza, a przepisanego przez Michała Wasylewicza, syna protopopa sa-nockiego, miedzy 1556 a 1561 r. na 482 arkuszach pergaminu. Przepisywacz w koń­cowym dopisku wspomina, że dokonane to zostało „nakładom Kniahinie Kozminoy Iwanowicza Zesławskoy, Kniahinie Paraskeeji wzwannoy Nastasie Jurewny Holszanskoho; pry błahowiernom i chrystoliubiwom Kniaziu Iwanie Fedorowiczu Czartorysko, ziatiu Jey miłosti i pri błahowiernoy i chrystolubiwoy Kniahinie jeho Ewdokij”`. Jedyny egzemplarz tej Ewangelii, stanowiący niesłychaną rzadkość bi­bliograficzną, zabrany został stąd po upadku monasteru do biblioteki monasteru pe-rejesławskiego, gdzie ma się znajdować do dziś.
Z dawnej stolicy, ze starego obronnego gródka zeszła Peresopnica do roli nie­znacznej wioski z 23 chatami i liczbą 140 dusz. Ze starożytnego monasteru nie pozo­stało śladów, a stojąca na tym miejscu cerkiew św. Mikołaja, pomimo kilku staro­żytnych cech, jest znacznie młodsza. Przy renowacji w 1830 r., przeniesiono do niej, wkładając pod ołtarz, ciemny podłużny kamień, ze słowiańskim napisem: „Helena Hornostajowa weleła synu swojemu Aleksandru pohrebit tieło swoje koło muża”.
Książę Mikołaj znacznie rozsławił rodzinny Klewań, dzięki czemu znalazł się on w gronie naj zamożniej szych grodów wołyńskich. Dzięki jego staraniom udało się uzyskać nowe rozgraniczenie księstwa klewańskiego od dóbr ołyckich księcia Ra­dziwiła oraz uroczyste poświęcenie tutejszego kościoła, na które przybył sufragan łucki Stanisław Łoza i liczne zastępy braci szlacheckiej. Książę wyszukiwał różne okoliczności do organizowania festynów i uroczystości, mających na celu ściągnię­cie jak największej rzeszy ludzi do Klewania. W tym czasie Klewań pełen był przy­byszów z różnych stron świata, przybywających dla uświetnienia orszaku hojnego magnata. Handel znajdował się w rozkwicie, a sława jarmarków klewańskich zata­czała coraz szersze kręgi wybiegając poza granice, księstwa.
W 1642 r. z wielką okazałością odbyło się przeniesienie relikwii św. Bonifacego z kaplicy zamkowej do kościoła. Relikwie zostały przywiezione z Rzymu przez syna księcia Mikołaja - Floriana, późniejszego prymasa. Sąsiad z Ołyki dokładał wszel­kich starań by pomniejszyć wydźwięk i znaczenie uroczystości.
Niedługo cieszył się Klewań pomyślnością i spokojem, popierany przez dobro­czynnego magnata. W latach 1648-1653 w jego okolice zapuszczali się w łupież­czych wyprawach Kozacy i Tatarzy, pozostawiając po sobie ruiny i zgliszcza. Sytu ację pogorszyły jeszcze, powtarzająca się co roku plaga szarańczy, która doszczętnie zniszczyła plony. Z zawieruchy wojennej ocalały tylko kościół i zamek, mieszkańcy zaś rozpierzchli się po okolicznych puszczach lub zostali uprowadzeni w jasyr.
Król Jan Kazimierz, pamiętając o zasługach dziedzica Klewania, mianował go kasztelanem wołyńskim. By podźwignąć gospodarczo księstwo klewańskie z długie­go okresu zastoju i upadku, spowodowanego przez działania wojenne oraz ściągnąć rozproszoną po okolicy ludność nadał głównemu miastu księstwa - Klewaniowi w 1654 r. prawo magdeburskie(43). Przywilejem tym Jan Kazimierz ustanowił dwa jarmarki: jeden na Trzech Króli (w styczniu), a drugi na Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny (w sierpniu) i dwa targi w tygodniu - pierwszy w poniedziałek, drugi w piątek. Żydzi mieszkający w Klewaniu podlegali rozporządzeniom urzędu miejskie­go i jego jurysdykcji, na równi z innymi mieszczanami, płacąc podatki miejskie. Mieszczanie powinni posiadać ratusz, gdzie urzędowałyby władze miejskie, na dole powinny znajdować się sklepy.
Król nadał miastu za patrona św. Michała Archanioła, którego wizerunek stał się herbem miasta, widniejącym na pieczęciach, którym w urzędowej korespondencji polecił się posługiwać. Gdyby do Klewania przybyło wielu rzemieślników, pozwo­lił na spisanie statutów cechowych, które zatwierdzone przez burmistrza i rajców, winny być przedłożone do zatwierdzenia królowi. Pomimo nadań królewskich i starań księcia Mikołaja Klewań, a z nim całe księstwo, powoli dźwigał się z upad­ku i nigdy nie odzyskał dawnej świetności. Powodem takiego stanu rzeczy był po­wolny napływ ludności, spowodowany obawami przed kolejnymi najazdami i pla­gami, w których przyszłoby stracić ocalały lub już na nowo zgromadzony majątek.
Książę Mikołaj nie szczędził pieniędzy i zabiegów by gniazdu rodowemu przy­wrócić dawny blask. Zbudował ratusz, ustanowił nowe cechy: tkacki i piekarski, wy­remontował nadwerężony działaniami wojennymi zamek. Próbował ukrócić rozboje i grabieże dokonywane przez liczne bandy, których działalność odczuwano dotkliwie nie tylko na Wołyniu, ale w całej Rzeczpospolitej.
Książę Mikołaj zmarł 12 VII 1661 r. w Klewaniu. Pozostawił trzech synów: Flo­riana Kazimierza późniejszego prymasa Królestwa Polskiego oraz Jana Karola i Mi­chała Jerzego. Bracia nie przeprowadzili podziału dóbr. Zajęci sprawami publiczny­mi rzadko przebywali w Klewaniu. Na zamku sporadycznie widywano gości, handel miejscowy zamarł. W dokumentach miejscowych widzimy jednak, że kosztem ksią­żąt, w 1681 r., wybudowano drugą murowaną, cerkiew pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny(44). Obok ratusza mieszczanie klewańscy wznieśli kilka murowanych kamienic, a w mieście funkcjonowały dwa szpitale (chrześcijański i żydowski), trzy szkoły: przy cerkwi - ruska, przy synagodze - żydowska, przy kościele - katolicka.
Jednak największym problemem i zmartwieniem właścicieli i władz miejskich Klewania było widmo pożarów. Tym bardziej, że w głównym mieście księstwa Klewaniu przeważała zabudowa drewniana (luźna). W pożarach z grudnia 1679 i stycznia 1680 r. spłonęło 101 domostw, z ogólnej liczby 151. Z dymem poszły cer­kiew, szkoła ruska i żydowska oraz 3 dwory szlacheckie z 31 znajdujących się w Klewaniu. Kolejne pożary miasta w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XVII w. doprowadziły do upadku miasta. Zmniejszeniu uległa liczba ludności, po­woli, aczkolwiek systematycznie zmniejszała się liczba dworów szlacheckich w mie­ście. Próbowano temu przeciwdziałać wydając stosowne zarządzenia, jednak nie odnosiły one zamierzonego skutku.
Obaj bracia parokrotnie wstępowali w związki małżeńskie. Jednak z licznego po­tomstwa braci Czartoryskich, pełnoletniości doczekało tylko dwóch braci stryjecz­nych - Kazimierz i Józef. Książę Kazimierz, syn Michała wojewody sandomierskie­go i Joanny Oleckiej, urodził się w 1674 r. W 1693 r. pojął za żonę ambitną, ener­giczną i inteligentną, córkę Jana Andrzeja Morsztyna (Morstina) - Izabelę Elżbietę Morsztynównę. Dzięki wpływowemu stanowisku teścia w senacie i na dworze, książę Kazimierz wcześnie zaczął karierę polityczną. W 1701 r. dokonał podziału dóbr rodzinnych z Józefem, chorążym wielkim litewskim, synem Jana Karola podkomorzego krakowskiego. Kazimierzowi przypadło księstwo klewańskie, Józefowi - dobra koreckie. Od tej pory powstały dwie oddzielne linie rodu Czartoryskich, pierwsza pisała się na Klewaniu i Żukowie, druga na Korcu i Oleksicach.
Księstwo klewańskie należało do kompleksów majątkowych, jakich wiele można było spotkać na kresach wschodnich Rzeczypospolitej. Podzielone było na włość: klewańską i żukowską. W skład włości klewańskiej wchodziły trzy folwarki: ołyszowski, grabowski i oleszewski. Folwark ołyszowski składał się z miasteczka Klewania i wsi: Ołyszów, Derewiane, Smarzów oraz Rudy. Ta ostatnia z wymienionych wsi znajdowała się od 1691 r. w dzierżawie u panów Bachowskiego i Janiszewskie-go i dopiero na mocy wyroku sądowego w roku 1744 powróciła do folwarku.
W skład folwarku grabowskiego wchodziły wsie: Grabów. Orzów, Mszakwy, Suśko, Żylza i Czarne. Jednak na przestrzeni lat 1701-1744 liczba wsi tego folwarku zmalała do czterech - Grabowa, Orzowa, Suska, Żylzy. Nie można też stwierdzić, dlaczego od 1719 r. wieś Mszakwy podawana jest razem ze wsią Orzow, a kilka lat później słuch po niej całkowicie zanika. Natomiast folwark oleszewski został zało­żony dopiero w 1726 r. i składał się tylko ze wsi Oleszewa (Oleswa).
 
Tab. 1: Podział administracyjny włości klewańskiej książąt Czartoryskich w I. 1701-1744.
 
 
Na­zwa włości
Nazwa folwarku
Miasta i wsie
należące do folwarku
Uwagi
KLEWAŃSKA
Ołyszowski
m. Klewań
w. Derewiane
w. Kołdyrów
 
w. Ołyszów
w. Smarzów
 
 
 
 
w. Ruda
W roku 1704 uzyskał prawa miejskie
 
Od 1710 r. nie występuje w inwentarzach włości klewańskiej
 
Od 1691 r. w rękach P. Bachowskiego i P. Janiszewskiego, z powodu niezapłacenia czopowego sprawa znalazła, się w sądzie. Na mocy wyroku sądowego przyłączona w 1744 r. z powrotem do włości klewańskiej
Grabowski
w. Grabów,
w. Orzew
w. Mszakwy
 
w. Suśko
w. Żylza
w. Czarne
 
 
Od 1719 r. razem ze wsią Mszakwy, o któ­rych w późniejszym okresie słuch zanika
 
 
Od 1702 r. nie występuje w inwentarzach włości klewańskiej
Oleszew­ski
w. Oleszewa
Dopiero od 1726 r. występuje w inwenta­rzach włości klewańskiej
 
 
Źródło: BCz, rkps 4588 IV, Inwentarz miasta i wsi klewańskich z roku 1700; BCz, rkps 4590 IV, Inwentarz majętności klewańskich r. 1717, spisany i weryfikowany 6 VII 1717: BCz, rkps 1171 IV, Inwentarz X. Klewańskiego sporządzony in fudo przy podaniu kontraktem w dzier­żawę do wiernych ręką Imć Panu Wawrzeniowi Wigurze gubernatorowi Klewania, spisany w dniu 28 XII 1744.
 
Natomiast we włości żukowskiej w powyższym okresie były trzy folwarki: żukowski, dykowski i najmniejszy janiewicki. Folwark żukowski składał się z mia­steczka Żukowa (Nowego) wsi: Żukowa (Starego), Nowego Stawu i Nowosiółek. Natomiast w skład folwarku żukowskiego wchodziło miasteczko Bielów i wieś Dyków. Ostatnim trzecim folwarkiem we włości żukowskiej był folwark janiewicki, w jego skład wchodziła tylko wieś Janiewice. W latach 1709-1713 folwark doznał poważnych strat i zniszczeń od stacjonujących tu w latach 1709-1713 wojsk rosyjskich. Zapewne to wpłynęło, że znalazł się w dzierżawie i dopiero w 1744 r. został ponownie przyłączony do księstwa klewańskiego.
 
Tab. 2: Podział administracyjny włości żukowskiej książąt Czartoryskich w 1. 1701-1744.
 
 
Na­zwa włości
Nazwa folwarku
Miasta i wsie
należące do folwarku
Uwagi
ŻUKOWSKA
Żukowski
m. Nowy Żuków
 
w. Stary Żuków
w. Nowy Staw
w. Nowosiółki
Od 1630 r. należy do książąt Czartoryskich
Dykowski
m. Biełów
w. Dyków
 
Janiszewski
w. Janiewice
Od lat 1714-1744 w dzierżawie u P. Głuchowskiego, potem znów należy do Czartoryskich
 
 
Źródło: BCz, rkps 4590 IV, Inwentarz majętności klewańskich r. 1717, spisany i weryfiko­wany 6 VII 1717: BCz, rkps 1171 IV, Inwentarz X. Klewańskiego sporządzony in fudo przy podaniu kontraktem w dzierżawę do wiernych ręką Imć Panu Wawrzeniowi Wigurze guber­natorowi Klewania, spisany w dniu 28 XII 1744.
 
W tym miejscu kilka słów wypada poświęcić administracji księstwa. Admini­strowanie księstwa miało charakter wielotorowy. Z jednej strony istniał system za­rządzania włościami, z drugiej - kontroli. Na czele administracji stał właściciel księstwa, jednak z uwagi na liczne obowiązki państwowe wynikłe z zajmowania ważnych stanowisk państwowych nie zarządzał nim bezpośrednio, mając do tego celu wyznaczonych urzędników. Jednymi z nich byli plenipotenci, posiadający sta­łe lub okresowe pełnomocnictwa do reprezentowania interesów właściciela w są­dach, na kontraktach, czy też innych okazjach. Byli to ludzie cieszący się pełnym zaufaniem właściciela, wysoko wynagradzani, w rozbudowanym systemie admini­stracyjnym zajmujący miejsce tuż po nim.
Niemałą rolę odgrywali też komisarze sprawujący ogólną pieczę nad interesami gospodarczymi właściciela w ramach podporządkowanego jego opiece zespołu klu­czy. W zależności od potrzeby objeżdżał dobra, sprawując zwierzchnią kontrolę nad gospodarką produktami i pieniędzmi. Wynagrodzenie komisarza było bardzo wyso­kie. Zdarzało się, że zamiast wynagrodzenia w pieniądzu (oprócz ordynarii) właści­ciel wypuszczał mu w dzierżawę wsie położone na terenie administrowanych zespo­łów majątkowych. Miało to, oprócz zmniejszenia bezpośrednich wydatków w go­tówce, przeznaczonych na pensję dla oficjalisty, jeszcze jedną dodatnią stronę, a mianowicie wprowadzało moment osobistego zainteresowania. Wiadomo było prze­cież, że komisarz będzie się starał częściej nawet niż ma to przypisane, wizytować oddane mu pod opiekę dobra, mogąc przy okazji kontrolować gospodarkę oddanych mu w dzierżawę wsi.
Komisarz winien był więc przede wszystkim zbadać postępowanie gubernato­rów włości (guberni), czy spełniają oni swoje obowiązki, sprawdzić działalność pisarzy prowentowych, zlustrować folwarki, pasieki, młyny, stawy, gorzelnie, ma­gazyny, lasy, stada, obory i chlewy. Właściciel nakazywał swemu wysłannikowi, by ten lustrował również wsie znajdujące się w dzierżawie, „...aby folwarki, karczmy, groble, porządnie utrzymane zostały...”. O nieprawidłowościach wyni­kających zaś z niedbalstwa lub złej woli oficjalistów informował swego chlebodawcę, do którego należała ostateczna decyzja, czy ukarać winnych zaniedbań, czy też pozostawić mu jeszcze czas na poprawę.
Na czele każdej włości (guberni) stał gubernator zależny od komisarza sprawu­jącego nad nim kontrolę w imieniu właściciela. Sprawował on nadzór nad cało­kształtem gospodarki podległej mu włości i odpowiadał za stan jej dochodów. Z uwagi na zawieruchę wojenną pierwszego piętnastolecia XVIII w. gubernatorzy księstwa byli na ogół słabo kontrolowani i stosunkowo długo utrzymywali się na swoich stanowiskach. Sytuacja uległa zmianie w latach trzydziestych XVIII w. Dokonywane przez komisarza z polecenia właściciela księstwa kontrole powodo­wały częste zmiany na stanowisku gubernatora. Głównym powodem odwołań z zajmowanego stanowiska były najczęściej wykrywane podczas częstych kontroli -kradzieże i bezprawne zagarnięcie mienia.
Gubernatorowie włości (czasem i pisarze prowentowi) otrzymywali, co pewien czas nadzwyczajne instrukcje dotyczące sposobu prowadzenia gospodarki, wynika­jące z aktualnej oceny stanu gospodarczego, dokonanego przez lustratorów przysła­nych z rozkazu właściciela. Oprócz tego posiadali oni stale obowiązujące instrukcje, według których winni byli postępować w podporządkowanych sobie włościach. Po­chodzące z pierwszej połowy XVIII w. instrukcje i dyspozycje dla administracji księstwa klewańskiego określały obowiązki i zadania stojące przed poszczególnymi urzędnikami. Zalecały prawidłowe prowadzenie rachunkowości i księgowości, dba­łość o stan wszystkich budowli folwarcznych i przemysłowych, szczególnie o prze­strzeganie przepisów przeciwpożarowych w miasteczkach księstwa: Klewaniu, Bielowie, Nowym Żukowie. W myśl zaleceń właściciela wszyscy urzędnicy administra­cji księstwa bez względu na zajmowane stanowisko powinni szczególną opieką ota­czać handel (solny, natrafiający na liczne utrudnienia ze strony Radziwiłła z położo­nej niedaleko Klewania Ołyki) i przeciwdziałać kradzieży drzewa z lasów księstwa czynionych przez własnych jak i obcych poddanych.
 
Ryc. 3: Schemat administracyjny księstwa klewańskiego książąt Czartoryskich do roku 1713.
 
WŁAŚCICIEL
 
PLENIPOTENCI
 
KOMISARZ
 
                  GUBERNATOR ŻUKOWSKI                                                                         GUBERNATOR KLEWAŃSKI                                                                     
                Zarządzał folwarkiem żukowskim                                                                    Zarządzał folwarkiem ołyszowskim
 
PISARZ PROWENTOWY ŻUKOWSKI                                                                  PISARZ PROWENTOWY KLEWAŃSKI
 
Podstarości           Podstarości           Podstarości                                                                         Podstarości
Dykowski             janiewiecki           kruszwicki                                                                           grabowski
 
Źródło: BCz, rkps Ew. 185, Instrukcje i dyspozycje ekonomiczne 1716-1752.
 
Ich opiece powierzone były miasta, miasteczka i wioski znajdujące się na terenie podległej mu włości. To o ich rozbudowę i wzrost znaczenia gospodarczego po­winni zabiegać przez podległych mu burmistrzów, ławników i wójtów. Powinni oni dokładać wszelkich starań, by stawały się one prężnymi ośrodkami wymiany han­dlowej.
Również lasy księstwa klewańskiego powierzone były jego opiece. Co prawda były one oddane pod zarząd leśniczych, strzelców, bartników i ptaszników, lecz ich kontrola była obowiązkiem gubernatora. Musiał on przynajmniej „co dwa miesiące las smołowy objechać powinien, a dąbrowy jeszcze częściej, zobaczyć czy nie pustoszeją z powodu rabunkowego wywozu drzewa. W przypadku zatrzymania poddanego na kradzieży drzewa miał prawo ukarać go grzywną pieniężną lub kon­fiskatą zaprzęgu wykorzystywanego do kradzieży (pod warunkiem, że ten był zała­dowany kradzionym drzewem, na które wiozący nie mógł okazać kwitu)(57).
Poza całościowym nadzorem włości zarządzał jej głównym folwarkiem. Sam prowadził jego księgowość, a rachunek ze swojej działalności zdawał przed komi­sarzem. Księgi musiały być prowadzone szczegółowo z uwzględnieniem wszyst kich działów gospodarki. Nie wolno mu w nich było dokonywać poprawek (skre­śleń, zamazań), które utrudniałyby komisarzom ich odczytanie. Każde skreślenie powinno być tak zrobione, by skreśloną pozycję można było zawsze odczytać.
Do jego obowiązków należała kontrola podległych mu podstarościch (zarządców folwarków). W tym celu dwa razy w tygodniu, a jeśli zachodziła taka potrzeba to częściej, objeżdżał podległe sobie folwarki. Nasuwa się tu oczywiście uwaga, że w przypadku, gdy w guberni było kilka folwarków realizacja tego postanowienia nie zawsze była wykonalna. Gubernator miał prawo i obowiązek napominać niego­spodarnych podstarościch, a jeśli upomnienie nie odniosło skutku, wnosił skargę do komisarza. Dopiero w latach czterdziestych XVIII w., z chwilą przekazania dóbr w ręce księcia Augusta, gubernator został upoważniony do ustnego odwołania nie-stosującego się do jego poleceń podstarościego (zarządcy folwarku)(58).
Wizytując podległe sobie folwarki powinien przestrzegać, aby we wszystkich były jednakowe, oznaczone (cechowane) miary - tak na zboże jak i na gorzałkę. Obowiąz­kiem gubernatora było posiadanie miary handlowej (gdańskiej, lwowskiej, siedleckiej) „dla pewniejszej w miarach weryfikacji(59). W przypadku wykrycia miary, która nie spełniała powyższych wymogów - karał surowo jej właściciela(60).
W tym zasadniczym i prostym na pozór schemacie występowało szereg kompli­kujących go elementów. Do oficjalistów, zajmujących się w zasadzie tylko frag­mentem działalności produkcyjnej czy administracyjnej, należeli pisarze (prowentowi, miejscy, magazynowi). Ich rola ciągle wzrastała. Prowadzona przez nich księgowość finansowa i materiałowa, powinna być czytelna, rzetelna i zgodna z zaleceniami komisarza, zawartymi w dołączonym do ordynacji modelu (modelle-uszu)(61). By uniknąć niedociągnięć i zaniedbań w prowadzeniu ksiąg finansowych obowiązkiem pisarza prowentowego stało się zbieranie pieniędzy z czynszów miej­skich i wiejskich oraz rat arendowych(62). W przypadku, gdy gubernatorowi były potrzebne pieniądze na prowadzenie interesów pańskich brał je od pisarza prowen­towego okazując kwit na potrzebną kwotę, którą ten odnotowywał w księdze wy­datków. On też dysponował produktami rolnymi na zlecenie swych zwierzchników - od gubernatora wzwyż. Tylko w jego obecności gubernator mógł przebywać w spichlerzu, magazynie, odbierając przyznane mu uposażenie w naturze(63).
Schemat aparatu administracyjnego księstwa ustalił się z chwilą reorganizacji ad­ministracji w latach 1713-1715. Jej celem było usprawnienie działań administracji, zrównanie uposażeń i wynagrodzeń oraz złagodzenie waśni ambicjonalnych między gubernatorami. W jej wyniku gubernator żukowski (od tej pory administrator żu-kowski) został podporządkowany w pewnych kwestiach (finansowych i leśnych) gubernatorowi klewańskiemu. Nie przeszkadzało mu to jednak w zarządzaniu gu­bernią żukowską oraz folwarkiem dykowskim, a do pomocy w zarządzaniu miał przydzielonego pisarza prowentowego.
W sumie były to niewielkie zmiany wynikające z konieczności życiowej, bo­wiem zarządzanie księstwem w niespokojnych czasach pierwszego piętnastolecia XVIII w. nie należało do zadań łatwych. Rok 1701 podobnie jak wcześniejszy nie należał do najspokojniejszych. Strzelaniny były na porządku dziennym(64), a stacjo­nujący we włości klewańskiej dragoni dawali się mocno we znaki tutejszej ludno­ści(65). Oprócz kradzieży i gwałtów, ludność włości klewańskiej musiała płacić za lenonki umilające czas dragonom(66). Długi z tego tytułu wynosiły jeszcze w 1708 r. 137 zł 15 gr i zostały rozłożone na włość żukowską, doprowadzając do animozji między gubernatorami włości klewańskiej i żukowskiej(67). Następne lata nie przy­niosły poprawy sytuacji, pomimo starań ze strony księcia Kazimierza. W 1704 r., starając się poprawić fatalną sytuację gospodarczą-społeczną w księstwie klewań­skim i doprowadzić do ożywienia wymiany handlowej, nadaje książę Kazimierz swoim poddanym rozliczne przywileje(68). Jednak oczekiwana przez księcia Kazi­mierza poprawa sytuacji gospodarczo-społecznej i oczekiwane ożywienie wymiany handlowej nie nastąpiło. Jakby problemów i kłopotów było mało, latem 1706 r. na ziemie księstwa klewańskiego dotarły wojska szwedzkie. Doznał od nich książę Kazimierz wielu zniszczeń, grabieży i gwałtów, bowiem Szwedzi prowadzili sys­tematyczną akcję rabunkową mającą na celu nie tylko utrzymanie, ale i wzbogace­nie swych wojsk. Zaznawszy „ciężkiej ręki” szwedzkiej w swych dobrach, prze­szedł książę Kazimierz na stronę Leszczyńskiego, otrzymując w nagrodę i na wła­sne nieszczęście w 1707 r. podskarbiostwo wielkie litewskie po Benedykcie Sapie że, pod warunkiem zapłacenia jego synowi 30000 zł. Przeciwnicy polityczni nie wybaczyli mu tego posunięcia(69). Toteż z uwagi o własne bezpieczeństwo wyjechał z kraju do Insterburga (Wystruci) gdzie przebywał przez dwa lata w okresie od 1708 do 1710 r. Nieobecność księcia Kazimierza w kraju wykorzystali jego prze­ciwnicy polityczni, dokonując spustoszeń należących doń włości(70). Pod nieobec­ność księcia Kazimierza na terenie księstwa klewańskiego, niejako za karę rozlo­kowały się w 1709 r. wojska rosyjskie. Zniszczenia dokonane przez wojska szwedzkie okazały się niewielkie w porównaniu z tymi, których dokonały stacjonu­jące na terenie księstwa aż do 1715 r. wojska rosyjskie. Największe straty odnoto­wano w latach 1709-1711. Najdotkliwiej dotknęły one gubernię żukowską(71). Tylko w 1711 r. kwota pieniędzy na prowiant założonych za gromady włości żukowskiej wyniosła 1664 zł 9 gr(72), w sumie tej nie uwzględniono pieniędzy za zabrane na po­trzeby wojska zboża(73), słody, inwentarz żywy (drób, konie woły) i środki transpor­tu (wozy tak pańskie, jak i chłopskie). Sytuację pogorszyły w latach 1713-1714 ulewne deszcze, zarazy i epidemie, które nie ominęły badanych włości. Całe poła­cie zbóż zostały zalane lub wygniły w polu. Doprowadziło to do głodu wśród lud­ności księstwa, zmuszając ich właściciela do wydania dyspozycji nakazującej za­rządcom pożyczanie zboża ludności najbardziej poszkodowanych folwarków(74). Kłopoty z jego odebraniem trwały przez kilka następnych lat, będąc jednym z głównych obowiązków administracji księstwa.
Na przełomie lat 1715-1716 nastąpiła powolna normalizacja warunków życia oraz odbudowa księstwa ze zniszczeń wojennych - potwierdzają to licznie zachowane informacje(75). Tempo odbudowy księstwa uzależnione było jednak od wysokości nakładów finansowych ponoszonych przez właściciela oraz możliwości zgromadzenia materiałów, w ilościach umożliwiających szybkie przeprowadzenie nowych inwestycji, remontów i drobnych napraw. Poważnym problemem był rów­nież brak rąk do pracy. Dyspozycje i instrukcje gospodarcze badanych dóbr zawie­rają liczne sposoby rozwiązania tego problemu, jednak ich realizacja natrafiała na liczne przeszkody, skutecznie wypaczające zamierzone wcześniej zamiary.
Właściciel księstwa różnymi metodami dążył do zwiększenia nakładów finan­sowych. Jedną z metod oprócz zalecanej na każdym kroku oszczędności była pod­jęta w latach 1716-1723 próba powtórnego przeniesienia poddanych z czynszu na pańszczyznę. Gdy nie odniosło to skutku rozpoczęto w 1723 r. przeliczanie znajdu­jących się w posiadaniu poddanych gruntów z włók(76) na łokcie kwadratowe. Reali­zacja tego zamierzenia prowadziła do szeregu nadużyć finansowych przy przeli­czaniu i obliczaniu kwot za nie(77). Ostatecznie metody tej zaniechano w 1730 r.
Brak środków finansowych oraz konieczność uporządkowania praw własności do poszczególnych wsi, skłoniły księcia Kazimierza do podjęcia w 1723 r. działań sądowych, mających na celu uregulowanie powyższych spraw. Lata zawieruchy wojennej 1700-1714 spowodowały znaczne zmiany w stosunkach własnościowych. Wielu właścicieli i dzierżawców, z którymi były spisane umowy dzierżawne zginę­ła lub przeniosła się w bezpieczniejsze rejony. Na ich miejscu zjawiali się nowi dzierżawcy, którzy zajęli miejsce starych. Mocą wyroku sądowego zaktualizowano umowy dzierżawne oraz potwierdzono prawa spadkowe właścicielom wsi(78). Po­dobnie wyglądała sytuacja, jeśli chodzi o spadkobierców wsi dziedzicznych.
 
Tab. 3: Wsie dziedziczne będące w posiadaniu szlachty na terenie księstwa klewańskiego
 
 
Wieś
Właściciele
Boronik
Stanisław i Ludwik Suchodolscy, Kazimierz Czermiryski
Błudowa
Jan Hulewicz, Alexander Czaplic
Budziny
Kazimierz i Prankracy Skalmurowscy, Marcin Radowiec
Chirohoszcz
Andrzej Bożeniec Jałowiecki, Seweryn Dubicki
Doryt
Jan Boreyko
Dobruś
Aleksander Poholski, Stanisław Piaskowski
Kaszewka
Stanisław Kaszewski
Wielhora
Stanisław Wielhorski
Złoczowa
Stanisław Wilczpolski
 
 
Źródło: Archiwum Główne Akt Dawnych (AGAD), Zbiór Archiwum Potockich z Łańcuta 1389-1944, sygn. 203, Residua Documenta ad Klewań XVIII w.
 
Jednak dopiero w latach dwudziestych XVIII w. proces odbudowy przybrał na sile. Na terenie całego księstwa dokonywano szeregu napraw i remontów (głównie wymiany poszycia dachów) na istniejących już budynkach(79) oraz budowano no­we(80). Spowodowało to niespotykany do tej pory wzrost zapotrzebowania na drzewo budowlane. Zapotrzebowanie na drzewo ciągle wzrastało, a chętnych do jego ku­pienia nie brakowało. Z uwagi na zapaść, w jakiej znalazły się targi i jarmarki kle­wańskie, które przestali odwiedzać nawet swoi poddani, miejsce głównego ośrodka wymiany handlowej na tym terenie przejęła radziwiłłowska Ołyka. Organizowane w Ołyce targi i jarmarki przyciągały liczną rzeszę kupców hurtowników i detalistów oraz kupujących. Do niej wywozili swoje towary mieszkańcy księstwa klewańskie­go. Podstawowym towarem masowo wywożonym przez poddanych klewańskich było drewno budowlane i dębina. Wywóz drewna do atrakcyjniejszej pod względem cenowym Ołyki przybrał charakter rabunkowy. Próbując temu przeciwdziałać Czartoryscy sięgnęli po środki administracyjne. Jednak wydawane zarządzenia nie odno­siły oczekiwanych skutków, nasilając plagę kradzieży drzewa z lasów pańskich do niespotykanych do tej pory rozmiarów.
Podobnie wyglądała sytuacja z przypadku innych artykułów: zboża, warzyw, nabia­łu. Niewielki skutek odnosiły wydawane przez administrację księstwa rozporządzenia zmierzające do ukrócenia tego niekorzystnego dla Klewania zjawiska. Atrakcyjność cenowa Ołyki, wynikająca z wygrania przez nią rywalizacji o prymat pierwszeństwa na rynku lokalnym, prowadziła do powolnego obumierania targów i jarmarków kle­wańskich. Tym bardziej, że w latach trzydziestych XVIII w. znów na pierwsze miej­sce pod względem ważności wysunęły się sprawy polityczne, odciągając właściciela księstwa od problemów księstwa klewańskiego. Po śmierci Augusta II, książę Kazi­mierz opowiedział się wraz synem po stronie Stanisława Leszczyńskiego, walcząc po jego stronie podczas oblężenia Gdańska. Po upadku miasta wraz z synem dostał się do niewoli. Po jej opuszczeniu pogodził się z Augustem III, usuwając się powoli w cień życia społeczno-gospodarczego księstwa klewańskiego na rzecz swojego syna księcia Augusta, któremu w 1739 r. przekazał zarząd nad księstwem. Od tego momentu roz­poczyna się schyłek starej epoki gospodarowania dobrami, a jej definitywny koniec następuje w 1741 r. wraz ze śmiercią księcia Kazimierza. Nowa realizowana przez księcia Augusta cechować się będzie skrupulatnością i rzeczową analizą przyczyn, kosztów i potrzeb. Królować będzie w niej idea, że „wszystkie miasta fundują się naj-pryncypialniej na handlach i z tych do zysku i bogactw przychodzą(81).
Powyższa maksyma dotyczyła wszystkich miast w rozległych dobrach księcia Augusta. Wprowadzając ją w życie nie zapomniano o głównym mieście księstwa klewańskiego - Klewaniu. Skoncentrowano się podniesienia z zapaści targów i jarmarków klewańskich. Za główną przyczynę ich zaniku, książę uznał działalność kramarzy, którzy dokonywali zakupów różnych towarów na rynkach obcych miast - głównie Ołyce. Zakazał więc poddanym dokonywania zakupów nabiału i zbóż poza terenem księstwa klewańskiego. Oprócz tego rozpoczął działania mające na celu zmuszenie kramarzy do sprzedaży tylko soli zamkowej. W przypadku, gdyby sprzeciwiali się tej dyspozycji, mogli się od niej uwolnić płacąc po 200 zł rocznie oraz dokładając wszelkich starań, by kupcy solni jak najczęściej zajeżdżali do Klewania(82). Gdyby zaś kramarze chcieli sprzedawać sól zamkową, to administracja księstwa ma dołożyć wszelkich starań, a gubernator ma na ten cel nie żałować pieniędzy, by do Klewania sprowadzić hurtowników solnych (zwaryczów). W ten sposób starano się zagwarantować sobie kupno soli z pierwszej ręki, co gwaranto­wałoby jej niską cenę. Nabytą od nich sól, zamierzano z zyskiem rozprowadzać wśród szynkarzy, którzy mieli ją sprzedawać.
Realizacja powyższej maksymy musiała doprowadzić do zaognienia i tak już nadwerężonych stosunków międzysąsiedzkich. Rozwój Klewania jako prężnego ośrodka wymiany handlowej nie był na rękę Radziwiłłowi z pobliskiej Ołyki. Na efekty rywalizacji nie trzeba było długo czekać. W 1741 r. poddani księcia Radzi­wiłła rozkopali w miejscowości Dołkoszyja drogę z Drohostej do Klewania, chcąc w ten sposób „zatracić handel” Klewania oraz wprowadzili „podwójne myto” pła­cone w Ołyczce za Ołykę i Ołyczkę(83).
Książę August zalecił gubernatorowi, aby ten zaoraną w Dołkoszyjach drogę obejrzał ze szlachtą i woźnymi sądowymi, dokładnie po niej ich oprowadzając. Po tych zaś oględzinach udał się ze wszystkimi do grodu łuckiego, celem złożenia sto­sowanej skargi. Nakazał też podjąć starania, mające na celu dotarcie do osób, które zapłaciły „podwójne myto" w Ołyczce, aby manifestem uczynionym w grodzie łuckim „dali świadectwo nieprawości ołyckich exorbitanto”[84].
W przypadku, gdyby któryś z kupców mimo to chciał dojechać do Klewania (przez Ołyczkę po zapłaceniu podwójnego myta) musiał liczyć się z ewentualno­ścią aresztu w lochu ołyckim - na czas trwania jarmarku w Klewaniu. Ale na tym nie koniec, sąsiad z Ołyki, wydał rozporządzenie zabraniające jego poddanym o dwiedzania targów i jarmarków w sąsiednim Klewaniu. Dzięki takim metodom udało się Radziwiłłowi znacznie osłabić jarmarki i targi klewańskie.
Próbując temu przeciwdziałać książę August zalecił gubernatorowi klewańskie­mu przekazanie pieniędzy zaufanemu poddanemu, który udałby się na trakt do Ru­dy (poza rozkopaną drogę) i tam dokonawszy zakupu od kupców hurtowników, był im za przewodnika i do Klewania doprowadzał. Gdyby jednak kupcy ci nie chcieli jeździć do Klewania, to wyznaczeni poddani mieli wyjeżdżać im na przeciw i do­konawszy zakupów wracać do miasta. W tym celu ustalono specjalną zapłatę(85).
Podjął również działania przy użyciu metod administracyjnych. Manifestami czynionymi w Łucku i ich odpisami wysyłanymi do Warszawy starał się przeciw­działać zaistniałej sytuacji. W rozporządzeniach z roku 1743 książę August zabro­nił „pod karą szubienicy” jeździć ze zbożem do Ołyki. Natomiast Żydom klewań­skim nakazano, aby „wszelkie zboże od ludzi swoich kupowali”(86). Gdyby jednak Żydzi klewańscy nie chcieli się zastosować do powyższego rozporządzenia musieli się liczyć z ewentualnością cofnięcia bezterminowej pożyczki udzielonej Gutmanowi w wysokości 1000 zł rocznie(87).
Tak jak poprzednio zarządzenia nie odniosły skutku, bowiem chłopi klewańscy, nie zważając na zakazy i pogróżki o szubienicy, masowo wywozili zboże i inne produkty do Ołyki, gdzie łatwiej i zyskowniej mogli je sprzedawać.
Jednak Czartoryski nie zamierzał kapitulować, szukając metod i sposobów do powstrzymania własnych poddanych, zaostrzył w 1746 r. przymus handlowy na wła­snym terenie poprzez konfiskatę zboża wywożonego „do cudzego miasta na targi”(88). Jeżeli nawet chłopi nie przestrzegali nowych zakazów, to wymiana na granicy wła­snych dóbr nie mogła rokować odnowy rynku klewańskiego. Dlatego do obowiąz­ków gubernatora należało ściągnięcie z Ołyki na jarmarki klewańskie bywających tam kupców-hurtowników. Przeszkodą nie do pokonania było jednak podwójne my­to, pobierane przez księcia Radziwiłła w Ołyczce. Płacili je kupcy kierujący się na trakt klewański za Ołykę i Ołyczkę.
Dominium klewańskie zareagowało decyzją pozwania przed sąd dziedziców i za­rządców Ołyki, nie spodziewając się żadnych komplikacji, a tym bardziej niepo­myślnego werdyktu sądowego. Jednak tego typu sprawy rozpatrywały „roczki” w przypadku skargi kupca, a „tego żaden kupiec nie odważy się czynić i podobno żaden się nie odważył”(89). Niewiele pomogły nagrody ustanowione przez księcia Au­gusta dla kupców, którzy odważyliby się to uczynić(90).
Gdy zawiodły środki prawne, książę August podjął rozmowy z Radziwiłłem w sprawie „podwójnego myta”. W wyniku porozumienia stron Karol Radziwiłł naka­zał, by „nie pobierano podwójnego myta od kupca Czumak, gdyby ten chciał do Klewania iść”(91). Tego zarządzenia miał przestrzegać gubernator klewański, a gdy­by „podwójne myto” pobierano, miał interweniować - złożyć manifest w zamku ołyckim. Pomimo porozumienia w sprawie „podwójnego myta” nakładano je nadal na kupców solnych. Czyniono tak z uwagi na wydarzenia rozgrywające się na sce­nie politycznej, na której krzyżowały się interesy obu rodzin. Działania te leżały również w interesie mieszkańców włości ołyckiej, głównie Żydów arendarzy ołyckich wynajdujących szereg „niegodziwych sposobów by szkodzić Klewaniowi”(92).
Aby uniknąć podobnych sytuacji, Czartoryski znalazł pewniejszy sposób reak­tywowania handlu solnego w Klewaniu, nakazując wybudować most na Horyniu pod Korczynem, przez który kupcy solni (zwarycze i czumacy) dochodziliby aż do samego Klewania, idąc przez tereny księstwa klewańskiego. Pozwoliłoby to uniknąć płacenia „podwójnego myta” w radziwiłłowskiej Ołyczce. Na ten cel przezna­czył książę 5000 zł, które przekazano do dyspozycji panu Perkowskiego i jego po­mocnikowi Gutmanowi, zalecając dokładność i rzetelność w ich wydawaniu. Do­datkowo Gutman zobowiązany został do sporządzania wykazów kupieckich i wpływów z handlu solnego oraz dokładania wszelkich starań „ku ufundowaniu tego handlu”(93), o których informować powinien gubernatora guberni klewańskiej.
W celu odciągnięcia poddanych klewańskich od handlu z Ołyka i wobec niesku­teczności poprzednich zarządzeń oraz nieprzestrzegania przez Radziwiłła wcze­śniejszych uzgodnień w sprawie pobierania „podwójnego myta” zawarto w 1748 r. nowe porozumienie w tej sprawie(94). Przewidywało ono międzymiasteczkowe uzgadnianie cen na zboże. Zakaz wywożenia zboża chłopskiego z Klewania do Ołyki pozostawał na papierze, dopóki ceny na zboże w ośrodku konkurenta były wyższe. Toteż w 1749 r. starano się wprowadzić w życie następujący sposób: „mia­sto jednego z katolików, drugiego z Żydów, aby zawsze, co targ do Ołyki dla wia­domości cen zboża wysyłało i o tym ciż ludzie panu gubernatorowi raportowali, podług którego targu ołyckiego ma uczynić ustalenie ceny zboża proporcjonalnie do miary klewańskiej i to kazać, co targ słudze miejskiemu na mieście zawołać, jeżeli kiedy spadnie lub się cena onego podniesie”(95). Inna rzecz, że polityka ta chcąc nie chcąc prowadziła do pewnego wyrównywania cen na większym teryto­rium, co z kolei osłabiało wymianę handlową ze względu na jej opłacalność.
Jednak Augustowi nie było dane dopilnować wchodzenia w życie tych ustaleń. Opieka nad ich realizacją spadła na barki administracji księstwa, która w sytu­acjach wymagających osobistej interwencji właściciela zwracała się nie do pochło­niętego sprawami wagi państwowej księcia, lecz do jego małżonki. To ona wielo­krotnie wyręczała księcia Augusta w wielu ważnych sprawach gospodarczych, od­bierając korespondencję gospodarczą, analizując rachunki gospodarcze oraz zasą­dzając wyroki w sprawach kradzieży i nadużyć.
Począwszy od 1750 r., książę August bardzo rzadko przebywał na terenie księ­stwa, spędzając dużo czasu w Warszawie lub położonych w jej sąsiedztwie dobrach - Wilanowie i Puławach. Dzięki temu książę był zawsze blisko biegu najważniej­szych wydarzeń, umożliwiających mu oddziaływanie na politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej - nie zapominał przy tym o załatwieniu swoich spraw. W 1750 r. wysłała do Wiednia na ręce hrabiego Bernesa memoriał ostrzegawczy, że nie należy zaniedbywać sprawy polskiej, reprezentowanej przez „Familię” i zda­wać jej na los intryg pałacowych, bo na tym zyskują Prusy.
W latach 1753-1754 wziął na siebie cały szum wokół sprawy ostrogskiej, mimo że przyznany mu przez J. Sanguszkę udział w transakcji kolbuszowskiej był ni­czym w porównaniu z uprawnioną pretensją do całości ordynacji. Nagonkę na swo­ją osobę odczuł boleśnie, a kiedy w 1758 r. nie przyniósł „Familii" powrotu do wpływów, zdecydował się skończyć z rządami saskimi w Polsce i dać jej króla ro­daka. Na króla wychowywał starszego syna Adama Kazimierza, którego w roku 1757 wysłał do Anglii. Dla wzmocnienia potęgi rodowej, w 1761 r., ożenił syna z posażną Izabelą Flemminżanką.
Mimo niełaski dworu gwiazda księcia Augusta błyszczała najjaśniej w latach 1762-1763. Wtedy to jego syn książę Adam miał obiecane przez Petersburg popar­cie od Korony Polskiej, a w Końskowoli pod Puławami zbroiła się milicja mająca dokonać zamach stanu. Bezkrólewie lat 1763-1764 przyniosło mu srogi zawód. Choć posiadał wreszcie laskę generalnej konfederacji oraz generalne regimentarstwo w Koronie, choć kupił sobie posła rosyjskiego Kayserlinga, nie zdołał jednak nakłonić syna do kandydowania i musiał patrzeć, jak za jego pieniądze wstępuje na tron nielubiany przez niego siostrzeniec Stanisław Poniatowski.
Elekcję zrosił łzami, a następnego dnia ten spokojny i dystyngowany starzec, w przypływie żalu wyrzucił synowi: „Nie chciałeś durniu, korony, gdy mogłeś ją mieć; zobaczysz jak mu z nią będzie do twarzy. Teraz już za późno”(96). Lata 1764-1766 to okres pozornego sukcesu, kiedy książę August znajduje się w samym cen­trum wydarzeń, chowając w głębi serca gorycz niespełnionych nadziei.
Sławiony zawczasu reformator, angloman, wielbiciel nowoczesnej wolności i ciągłego sejmowania, naglił króla na tragicznej radzie familijnej 18 X 1766 r., by ten zawiesił reformy sejmowe dla uniknięcia wojny z Rosją i Prusami. Toteż przy­stał na rozwiązanie konfederacji, która była podstawą jego przewagi. Konfederację radomską i gwarancję rosyjską zwalczał za kulisami; jeżeli przy tym ocalił swe do­bra od zniszczenia, a brata kanclerza od prześladowania, to okupił to zgodą na mi­łostki synowej z Repninem. Konfederacji barskiej życzył dobrze, ale nie znalazł chwili, by ją skutecznie wesprzeć.
Mocą rozbioru stał się sujet mixte polsko-rosyjsko-austriackim i dlatego został pozbawiony udziału w ostatnim senatus consilium i sejmie Ponińskiego. Ponieważ w przypisanym terminie nie złożył hołdu Katarzynie II, skonfiskowano mu Szkłów, dający 300000 zł dochodu. Wówczas upoważnił syna, by w jego imieniu złożył przysięgę Katarzynie II. Ostatnim jego wystąpieniem politycznym była próba ofia­rowania korony polskiej arcyksięciu Maksymilianowi w lecie 1774 r., ponowiona w roku 1776, lecz za każdym razem bezskuteczna. W ten sposób pupil Starhem-bergów próbował przekreślić rozbiór i uratować Polskę ręką austriacką.
Po tej akcji politycznej wycofał się z czynnego życia politycznego, poświęcając się zabiegom na forum gospodarczym. „Miasteczka niektóre z gruntu wymurował, wszystkie zaś inne w dobrym utrzymywał stanie i w nich chrześcijan do handlu i rzemiosł zachęcał”(97). Stosował wzorem Zachodu nowoczesne na owe czasy metody uprawy roli, zakładał fabryki sukien, świec, porcelany i mydła. Działalność ta przynosiła wymierne korzyści właścicielowi jak i jego poddanym, zadowolonym z działalności księcia Augusta. Dochody pomimo rozlicznych wydatków były duże, a włości nie były obciążone długami. Zgodnie z maksymą księcia Augusta, że le­piej być panem pieniędzy niż ich sługą.
Książę August zmarł w 1782 r. Warszawa tłumnie odprowadziła zwłoki do pod­ziemi kościoła św. Krzyża - bo też było kogo żegnać. Spadek polityczny (program i przywództwo stronnictwa „Familii”) zostawił Stanisławowi Lubomirskiemu i Ignacemu Potockiemu, zaś dziedzictwo materialne księciu Adamowi (dobra war­tości 60 milionów zł) oraz księżnej Elżbiecie (z górą 25 milionów zł). Interesujące nas księstwo klewańskie przypadło księciu Adamowi Kazimierzowi. Wybitny znawca tej epoki Szymon Askenazy charakteryzuje go następująco: „W ojca ani w stryja się nie wdał. Nie miał „głowy ministerialnej” krewkiego kanclerza [...] nie­wiele miał powagi chłodnej i tęgości księcia wojewody. Dom prowadził wystawny; obsłużył niebawem ogromny majątek dziedziczny własny i posagowy żony. Zaw­sze był dobroduszny i mało domyślny, więcej miał zacności niż charakteru, w póź­niejszych latach nabył sztywności raczej niż powagi(98). W 1784 r. cudzoziemiec Foster scharakteryzował Adama Kazimierza tymi oto słowami: „Książę Czartoryski zna jedenaście języków, jest bardzo wykształcony, blase sur tous les plaisirs [zobojętniały na wszelkie rozkosze], obejmuje jednego i wobec otaczających go szydzi z drugiego, wystawiając język. Zaciąga pożyczki u swoich ludzi i potrafi dać kochance, która mu się podoba 100 tysięcy dukatów za jedna noc. W stosunku do całego towarzystwa ma ton szyderczy”(99). W zarządzaniu rozległymi dobrami, w tym księstwem klewańskim, korzystał z pomocy wyznaczonych urzędników i licznej administracji dóbr. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy u J. Kitowicza, który stwierdza, „że zarządcy dóbr Czartoryskich i innych magnatów tylko raz do roku odwiedzali swojego pana w stolicy, zdając mu raport ze swego szafarstwa”. Relację w podobnym stylu, odnoszącą się do drugiej połowy XVIII w. znajdujemy u F. Schultza, który pisał o Adamie Kazimierzu: „książę sam stanu swojego majątku nie rozpoznaje [...]. Wie tylko, że jest w stanie rocznie opłacić należne prowenta i że wydatki domu zaspokaja nie robiąc długów nowych. Resztę widzą już tylko jego zarządcy dóbr na wsi, a bankierowie w mieście”(101).
Niemniej jednak w 1780 r., na początku maja, gdy drogi nieco podeschły ruszył książę Adam Kazimierz z licznym dworem na Wołyń, Podole, Ukrainę oraz do dóbr ojcowskich na Czerwonej Rusi, odciętych od czasu rozbioru austriackim kor­donem. W trakcie tej podróży książę oglądał włości, przyjmował raporty zarząd­ców, wizytował szkoły publiczne, egzaminował uczniów i obywatelskie dawał na­uki, a gdziekolwiek stanął jednał sobie uprzejmą wesołością szlachtę. Przed oczy­ma podróżnych otwierał się kraj ojczysty. Po mazowieckich równinach, piaszczystych i sośnicą porosłych, ujrzeli bujne niwy, zielone dąbrowy, czyste strumienie Horynia, Styru, Słucza, skaliste brzegi Dniestru i nieprzejrzane okiem ukraińskie stepy. Książę Adam Kazimierz zakończył objazd późną jesienią, tuż przed zjazdem sejmowym. W czasie wojażu rosło w nim poczucie wagi własnej osoby: witano go wszędzie nie tylko jako przyszłego spadkobiercę księcia Augusta, ale jako jedyne­go dziedzica tradycji wielkiego domu. Jednak była to pierwsza i ostatnia tego typu wyprawa, bowiem będąc zaangażowany w sprawy polityczne „żył wedle zwyczaju w Warszawie albo za granicą, nigdy dóbr swych nie widząc, w których gospoda­rzyli się zmieniający się jedni po drugich komisarze i dzierżawcy”.
Książę Adam Kazimierz, starosta podolski, generał ziem podolskich i feldmar­szałek wojsk austriackich, żonaty z Izabelą Elżbietą Flemingówną, miał z nią sy­nów Adama i Konstantego. W 1812 r. małżonkowie dokonali podziału dóbr. Inte­resującemu nas młodszemu Konstantemu przypadły w udziale klucze: międzyrzecki, w którym czuł się najlepiej, terespolski, tarnogórski, miasto Jarosław, klucz pełkiński, klewański, starosieniawski, nowokostantynowski na Wołyniu, wołczyński i rzeczycki - razem 9 miast i 175 wsi, łącznie oszacowane na 15 milionów.
Urodzony w Warszawie 28 X 1773 r. książę Konstanty Czartoryski był przeci­wieństwem starszego brata Adama. Od dziecka wesoły, niefrasobliwy, garnący się do życia, znacznie mniej do książek. Kształcił się w Puławach, mając za nauczycie­li płka Ciesielskiego, Groddecka, Kniaźnina. Od nich otrzymał wstępną wojskową zaprawę, a pod kierunkiem Norblina nabrał nie tylko biegłości w rysunku, lecz również zamiłowań artystycznych. Nie posiadał zdolności starszego brata Adama, toteż ograniczył się do daleko skromniejszej sfery działalności. W wydarzeniach ostatnich lat Rzeczypospolitej nie brał udziału, będąc od 1795 r. wraz z bratem wy­słanym do Grodna i Petersburga gdzie zetknął się z „olimpem rosyjskim”. Tu wstą­pił na służbę imperatorowej jako oficer gwardii, a za cara Pawła I był brygadierem i adiutantem carewicza Konstantego, przy którym otrzaskał się z musztrą. Trakto­wany był przez księcia z serdecznym wylaniem, co nie nagradzało przykrych stron tej służby, płynących zarówno z wielkoksiążęcych dziwactw i dzikich wybryków, jak i z tyranii imperatora. W 1798 r. uzyskał, narażając się na gniew carski, zwol­nienie ze służby wojskowej i pozwolenie powrotu do kraju. Opuścił Petersburg przed bratem Adamem. Serdeczna ich zażyłość przetrwała rozłąkę i odmienne od­tąd koleje losów. Książę Konstanty raz po raz spieszył w chwilach krytycznych na pomoc bratu, ale nie towarzyszył mu już w jego politycznym zawodzie.
W 1802 r. w Nieborowie pojął za żonę wojewodziankę wileńską, księżnę Anielę Radziwiłłównę, z którą osiadł w Międzyrzeczu. Tutaj dwukrotnie przyjmował cara Aleksandra I: raz jako domniemanego króla polskiego jadącego do Puław, drugi raz pędzącego samotnie spod Austerlitz. Zgon żony po chorobie płuc wstrząsnął nim głęboko. Podróżował, później chciał zagrzebać się zupełnie w swej międzyrzeckiej samotni, ale wypadki wojenne 1809 r. zbudziły go z odrętwienia. Wła­snym kosztem wystawił pułk, późniejszy 16 p.p., którego został dowódcą i którego część uczestniczyła w ostatnich operacjach tej kampanii. Sam odżył duchowo; za­kochany w Marii Dzierżanowskiej, wychowance matki, zaślubił ją potajemnie 20 III 1810 r. bez wiedzy rodziców. Odbiło się to na stosunkach rodzinnych i stało powodem jego długich podróży zagranicznych, a w dobie pokongresowej zupełnej ekspatriacji. Niemniej księżna Izabela była dumna z syna-żołnierza. Gdy w 1812 r. wyruszał z pułkiem na wojnę, modliła się o męstwo dla niego i sławę, uszczęśli­wiona później spełnieniem tych pragnień. Książę Konstanty okazał się dzielnym żołnierzem. Za bitwę pod Smoleńskiem odznaczony został legią honorową przez cesarza, a później polskim krzyżem wojskowym przez króla. Po bitwie pod Borodino, w której był ciężko ranny został odznaczony znowu krzyżem oficerskim legii i od tej chwili nie brał już czynnego udziału walkach, dzieląc z księciem Józefem niebezpieczeństwa i cierpienia odwrotu. Urlopowany dla zdrowia, wobec nowej akcji brata za pojednaniem Polski z carem Aleksandrem, przekonany o trafności tych usiłowań, pozostał w Sieniawie po wyjściu z kraju księcia Józefa z wojskiem.
W czasie pobytu Aleksandra I w Puławach w 1814 r., niedawny wróg spotkał się z życzliwym i serdecznym powitaniem. Toteż po utworzeniu Królestwa Polskiego został przywrócony do służby czynnej w stopniu generała brygady z funkcją generała-adiutanta królewskiego. Na wyraźne żądanie Aleksandra I był przy nim w la­tach 1816-1817 w Petersburgu. Niemniej w dniu 29 XI 1817 r. uzyskał beztermi­nowy urlop, a w następnym roku zupełne zwolnienie ze służby. Do nowych sto­sunków, mimo okazanej mu życzliwości w. ks. Konstantego nie miał przekonania. Z tej przyczyny rzadko bywał w Warszawie.
W dziejach księstwa klewańskiego sędziwa postać księcia Konstantego odcisnę­ła wydatne piętno. Konstanty Czartoryski był ostatnim w rodzie, który usiłował przywrócić dawny blask rodowemu przodków. Jednak nie dane mu było wskrzesić dawnego znaczenia „Klewańszczyzny”. Od 1794 r. przez kilka następnych lat księ­stwo klewańskie pozostawało w sekwestrze rządowym, jednak nie przeszkadzało to księciu w prowadzeniu cichej działalności mającej na celu ratowanie włości przed popadaniem w ruinę.
W 1816 roku zaczął prze­budowę zamku klewańskiego, nie ujmując jednak nic z cha­rakterystycznej całości tej sta­rożytnej budowli. Ścianę wschodnią zamku „złamano” dodając dwie oficyny. W tak odnowionej budowli umieścił książę szkołę powiatową, którą obdarzył biblioteką zamkową. Urządził przy niej gabinety fizyczny i mineralogiczny. Założył ogród botaniczny oraz zapewnił bezpłatne mieszkania w zamku klewańskim dla nauczycieli. Ponadto urządził drugą szkółkę parafialną oraz ustanowił fundusz dla ubogich dziewcząt.
Wydał przywilej na aptekę w Klewaniu, zobowiązując aptekarza do bezpłatnego wydawania lekarstw biednym uczniom. Sam opłacał zatrudnionego w mieście leka­rza. W 1828 r. książę Kazimierz przeniósł się na stałe do Wiednia. Wraz z jego wy­jazdem, na terenie księstwa klewańskiego następuje obumieranie wszystkich dzie­dzin życia. Sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu po 1831 r., zamknięto wówczas szkoły klewańskie i choć w po czterech latach otwarto je na nowo, nigdy nie były takie jak dawniej. Nigdy już nie zobaczył swojego pięknego Klewania, bowiem zmarł w Wiedniu 23 IV 1860 r. Po jego śmierci dobra objął żonaty z księżniczką Marceliną Radziwiłłówną - Aleksander, który po paru latach zmuszony został (na początku 1865 r.) do ich odsprzedania rosyjskiej Izbie Dóbr Państwowych.
 
autor: Andrzej Michalski, Pomorska Akademia Pedagogiczna w Słupsku.

źródło : Pamiętnik Kijowski, tom ósmy, Kijów - Olsztyn 2006, str. 41-66.

wolhynia 2004 - 2017

wolhynia@wolhynia.pl