All A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O P Q R S Ś T U V W X Y Z Ż
Term Definition
Hoffman Jakub (1896-1964)

Jakub Hoffman (19.03.1896-27.12.1964)

Jakub Hoffman 1945 (f)Był wydawcą, publicystą, pedagogiem i działaczem polityczno-społecznym. Urodził się 19.03.1896 r. w Kołomyi i otrzymał imiona Jakób Markus. Jego rodzicami byli: Akiwa Nagelberg recte Hoffman, nauczyciel w Stanisławowie oraz Fruma [zwana w późniejszych archiwaliach Fani lub Fanny] córka Iry [Zrila?] Fischbacha nauczyciela i Beili Holzberg oboje wyznania mojżeszowego. Ojciec Jakuba przyjmuje nazwisko rodowe swojej matki. W zaborze austro-węgierskim popularne niemiecko brzmiące nazwisko Hoffman ułatwiało życie nieordoksyjnej rodzinie żydowskiej. Dwa lata przed urodzeniem Jakuba w Galicji wzrosły napięcia antyżydowskie. Wielu młodych emigrowało do Austri i Francji a także do Ameryki. Żydów traktowano jak obywateli drugiej kategorii z ograniczeniem praw do dobrej pracy i posiadanego majątku. W miastach tworzono odrębne dzielnice i ulice zwane gettami. Edukację w szkole powszechnej rozpoczyna młody Jakób w Czernelicy a następnie w miejscowości Tłumacz. Po kilku latach tułaczek na terenie województwa stanisławowskiego, ojciec Jakóba otrzymyje posadę nauczyciela w Jaśle. Po latach Jakób pisze tak o Jaśle, "... do którego to miejsca przyznaję się jako mojego miasta". Kończy w Jaśle szkołe powszechną a następnie gimnazjum w roku szkolnym 1910/11 roku i zdaje do niemieckiej szkoły zawodowej dla mechaników w Bielsku. Pod koniec roku szkolnego 1911/12 próbuje zdawać do seminarium nauczycielskiego w Białej. Niestety bez powodzenia. Nie kończy 2 letniego okresu w szkole niemieckiej w roku szkonym 1912/13. Edukację przerywa z braku pieniędzy i braku osiągnięć w nauce, widocznie rodzina nie jest w stanie finansować 17-letniego już Jakóba. Niestety nie wiadomo czy otrzymuje świadectwo ukończenia. Sam pisze że miał "trochę nieprzyjemności" z powodu zdawania do seminarium nauczycielskiego. Wraca do Jasła i podejmuje pracę fizyczną w kopalni nafty. Prawdopodobnie jest to prywatna kopalnia "Na Jarusiowem" we Wójtowej która istniała do 1927 roku. Pracodawca nigdy nie dbał o sprawy socjalne pracowników. Jakub podaje w życiorysie że dalej kontynuuje naukę, jest to jednak wielce nieprawdopodobne. Jak pisze "chce się dostać do akademji górniczej w Loeben". Czy są to tylko marzenia tego nie wiemy. Miał wtedy skończonych 5 klas szkoły powszechnej. Zainteresował się Związkiem Strzeleckim do którego wstępuje 7.06.1913 roku. Czym  interesował się we wczesnych latach, dowiadujemy się z jego „Heretyckich” wspomnień młodości.   Pisał, że był „postępowcem”, ponieważ należał do tajnego kółka, które prenumerowało PPS-owski „Promień”. Życie intelektualno-kulturalne młodzieży o radykalnych poglądach skupiało się w filii krakowskiego Uniwersytetu Ludowego im. Adama Mickiewicza. Swoją siedzibę miał tam Związek Strzelecki, zaś komendantem sekcji „studenckiej” był prawnik Marceli Rosenbusz. W kopalni nafty, pracując jako wiertacz. Tak naprawdę praca odbywa się w różnych miejscach m. in. Gorlice, Iwonicz, Jasło. Rozwija się jego działalność w Związku Strzeleckim gdzie organizuje we wsi Harklowa pow. Jasło Związek Strzelecki a "obywatelowi Liszce z Nowego Sącza" dopomaga w organizowaniu związku w sąsiedniej wsi Wójtowa powiatu gorlickiego. Tak zaczyna się kariera wojskowa młodego Jakuba. Na wiosnę 1914 roku bierze udział w "wielkich ćwiczeniach Strzeleckiech Okręgu Rzeszowskiego. Jest w oddziale obywatela Rydza Śmigłego. Mobilizacja Związku Strzeleckiego zastaje Jakuba w Iwoniczu na Kosibowym Polu. Porzuca pracę w kopalni i stawia się w Jaśle skąd z całym oddziałem udaje się do Krakowa dnia 4 sierpnia 1914 roku. Początkowo służył w I batalionie I Pułku Strzelców Polskich z którym przekracza granice Królestwa 8 sierpnia 1914 już jako szeregowiec. 28 sierpnia 1914 roku zostaje mianowany kapralem. W bitwie pod Laskami w październiku 1914 roku zostaje poważnie ranny 8 odłamkami artyleryjskiego granatu. Przechodzi trzy operacje lewej ręki. Lekki niedowład ręki będzie mu towarzyszył do końca życia. Po powrocie w maju 1915 roku trafia do 6. Batalionu I Pułku Piechoty I Brygady Legionów Polskich, a po drugim kryzysie przysięgowym został wcielony do armii austriackiej. Od listopada 1918 pełnił funkcję komendanta Obwodu POW Jasło-Krosno-Sanok; później pracował w Dowództwie Etapów na Ukrainie, dowództwie Frontu Południowo-Wschodniego i dowództwie 2. Armii. W 1921 r. został przeniesiony na własną prośbę do rezerwy w stopniu porucznika. c.d.n. W najwcześniejszej, zachowanej w CAW karcie kwalifikacyjnej pochodzącej z 1918 r. napisano o nim: „Wysoko ogólnie wykształcony charakter o pewnym i mocnym kierunku, brak towarzyskiego obycia”. Jednak dzięki inteligencji, uporowi i pracowitości szybko poprawił swoje notowania i w następnych arkuszach kwalifikacyjnych wystawiono mu same bardzo pozytywne oceny. Jak się wydaje we wczesnej młodości nie interesował się zbytnio nauką. Dopiero w „Liście kwalifikacyjnej Dowództwa 43 pułku piechoty Legionu Bajończyków” z około 1921 r. w rubryce „Specjalne wiadomości” określił się jako historyk archeologii i etnografii, czego nie potwierdzają źródła. Z polecenia Rydza Śmigłego pracuje na Kresach, jest urzędnikiem w Kuratorium Okręgu Nowogródzkiego oraz nauczycielem szkół powszechnych w Lidzie, Podlesiu (pow. Baranowicze). W 1923 r.  Hoffman zdał egzamin na nauczyciela szkół powszechnych. Ten rok w jego życiu jest dość szczególny. Wziął ślub (w obrządku katolickim) z Jadwigą z domu Czubek, która w tym czasie jest nauczycielką Gimnazjum Państwowego im. Tadeusza Rejtana w Baranowiczach. 1-go września 1923 roku państwo Hoffmanowie przenoszą się do Równego, ponieważ Jakób otrzymuje tu posadę urzędnika w Kuratorium Okręgu Wołyńskiego. Trzy lata później Jakób ukończył Państwowy Wyższy Kurs Nauczycielski w Krakowie. W Równem mieszkał aż do wybuchu wojny. Był tam kierownikiem nowo wybudowanej szkoły powszechnej im. Juliusza Słowackiego. Najwcześniej dał się poznać jako działacz regionalny, gdyż w 1924 r. został mianowany delegatem Państwowego Grona Konserwatorów Zabytków Przedhistorycznych na obszar Wołynia. Zainteresowany oświatą pozaszkolną, nawiązał współpracę z wojewódzkim oddziałem Związku Młodzieży Wiejskiej, zaś w 1925 r. został członkiem jego zarządu. W latach 20. i 30. XX w. wiele uwagi poświęcał sprawom szkolnictwa. Pełnił wówczas funkcję przewodniczącego Sekcji Wołyńskiej Zarządu Głównego Związku Polskich Nauczycieli Szkół Powszechnych, prezesa Wołyńskiego Okręgu ZNP (1928-39) (uwaga: powinno być 1929-35) i wiceprezesa ZG ZNP. Od 1932 r. redagował „Głos Nauczycielstwa Okręgu Wołyńskiego” (uwaga: sprawa w tym , że "Głos" zaczął wychodzić dopiero od września 1934. Można zgodzić się że Hoffman redagował, ale...  redaktorem odpowiedzialnym był Wł. Buczkowski [przypomnienie: Eugeniusz Ziniewicz). Pod koniec lat 20. XX w. Hoffman zaangażował się we wdrażanie nowych programów edukacyjnych. W 1927 r. na zjeździe delegatów Wołyńskiego ZNP Szkół Powszechnych w Kowlu postulował gromadzenie dla nauczycieli materiału  przybliżającego uczniom geografię, przyrodę i historię najbliższego otoczenia, a w dalszej kolejności całej Polski. O terenowej pracy Jakuba Hoffmana  wspominała Janina Sułkowska-Gładuń, która w latach 30. XX w. z grupą młodzieży, byłych wychowanków Liceum Krzemienieckiego, odwiedziła Uniwersytet Ludowy w Różanie (uwaga: Rużynie pow. Kowelskiego wg map WIG). Pisała, że zastali tam ciekawych gości. „Byli to przyjaciele wędrujący po Wołyniu, szukający starych kurhanów, grzebiący w śmietnikach naszych przodków i znajdujący w nich „skarby”, nie byle jacy etnografowie - Jakub Hoffman poseł na sejm z Wołynia, redaktor „Rocznika Wołyńskiego”, przyjaciel Liceum Krzemienieckiego i Bronisław Limanowski profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Wykorzystano ich obecność – Po południu zebrali się wszyscy - Jakub Hoffman mówił ciekawie i przystępnie o haftach wołyńskich, o ceramice, o tych „skarbach”, które kryje ziemia nasza. Młodzież chłonęła z przejęciem te wiadomości” (Sułkowska-Gładuń 1998, s. 33). Zdaniem Janiny Sułkowskiej-Gładuń Hoffman był przede wszystkim etnografem. Wędrował po Wołyniu i ze „śmietników” pradziadów czerpał „skarby” do swojego muzeum etnograficznego (Sułkowska-Gładuń, mps.) (uwaga: Niestety nie można się z tym zgodzić. Jakub Hoffman gromadził zbiory, ale żadnego muzeum nie posiadał). Z kolei Sławomir Mączak wspominał, że „obok zbioru pamiątek związanych z walką o niepodległość (prasy, pocztówek, odznak, pieczątek, biuletynów informacyjnych z lat 1917-1918) posiadał kolosalny zbiór ludowych haftów ukraińskich (zbieranych na obszarze całego Wołynia, korzystając z pomocy ajentów skupujących na wsiach starzyznę dla papierni) oraz pisanek wołyńskich” (Mączak, mps.). Hoffman badał też dzieje regionu. Wyniki swoich studiów ogłaszał w założonym przez siebie (uwaga: został powołany na zebraniu ZNP w Równem, zatem był pomysłodawcą i głównym inicjatorem. Pierwotnym zamiarem było wydanie 6 tomów tematycznych związanych z regionem, koncepcję jednak z czasem zmieniono) „Roczniku Wołyńskim”. W 1931 r. (uwaga: jeżeli już mówimy o organizacji RW to był to 1929 r.) w zorganizowanej przy redakcji pracowni regionalnej (uwaga: takiej pracowni nie było, wszystkie materiały Jakub Hoffman gromadził w domu i to przynajmniej od 1925 roku) zainicjował zbieranie materiałów do bibliografii Wołynia. Część z nich ogłosił na łamach „Rocznika Wołyńskiego” w układzie działowym. Ideę wydawania tego czasopisma  poparli prof. Jerzy Smoleński, dr Wiktor Ormicki, prof. Jan Czubek (bibliotekoznawca, historyk literatury, członek PAU, był teściem J. Hoffmana), prof. Stanisław Kot, gen. Marian Kukiel – dyrektor Muzeum Czartoryskich w Krakowie i dowódca Hoffmana z czasów legionowych, Maria Danilewiczowa oraz wiele innych  osób. Praca nad „Rocznikiem” była największą pasją życiową Hoffmana (w latach 1930-1938 ukazało się 8 tomów tego wydawnictwa), ale podejmował również inne działania na rzecz dokumentowania specyfiki regionu. Z ramienia Polskiej Akademii Umiejętności zorganizował w Łucku Wołyński Komitet „Polskiego Słownika Biograficznego” w 1932 roku, którego był sekretarzem, aktywnie uczestniczył  w pracach oddziałów regionalnych Polskiego Słownika Geograficznego i Komisji Konserwacji Zabytków. Należał do grupy współinicjatorów powołanego w 1935 roku  Wołyńskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (uwaga: WTPN zostało powołane dokładnie 13.12.1934 roku), pełnił też kilka innych funkcji w organizacjach społecznych. Hoffman uważał się przede wszystkim za społecznika, ale w złożonej sytuacji etnicznej Wołynia nie udało mu się odżegnać od polityki. Według informacji KOP o posłach i senatorach z Wołynia był „wielkim zwolennikiem”  wojewody Henryka Józewskiego i skłaniał się ku jego koncepcji asymilacji państwowej[1], opartej na tezie o „wzajemnym przyciąganiu elementu ukraińskiego i polskiego”, przenikaniu się kultur na wschodnim pograniczu w okresie pierwszej Rzeczypospolitej (Kęsik 2002, s. 8, 9). Był posłem IV kadencji, w okresie dekompozycji bliskiego mu obozu sanacyjnego[2]. W sejmie pełnił funkcję sekretarza w grupie oświatowej, pracował w komisjach: oświatowej i wojskowej. W październiku 1935 i marcu 1936 r. został wybrany do komisji specjalnej do rozważenia projektu ustawy o upoważnieniu Prezydenta RP do wydawania dekretów. Po zakończeniu kadencji sejmowej Jakub Hoffman miał objąć funkcję dyrektora nowo budowanego Gimnazjum w Równem. W Polsce roku 1938-39 radykalizowały się poglądy. Do władzy doszedł Obóz Narodowy dla którego polityka wojewody wołyńskiego Józewskiego nie była na rękę rządzącym. Wojewodę przeniesiono do Łodzi. Dla osób sprzyjających takiej polityce jak Hoffman, nastały gorsze czasy. Z chwilą wybuchu wojny i wejściu Sowietów w Równym powstało kilkanaście podziemnych organizacji. Brak koordynacji i duża liczba kolaboranów doprowadziła do licznych aresztowań. Dla przyspieszenia i wymuszania zeznań sowieci mordowali więżniów dla przykładu. (najczęściej przystawiając nagan do głowy). Reszta sypała nazwiskami. Tak że niemal cała siatka podziemia została zlikwidowana. Bardziej "przydatnych" wywożono do więzień w głąb Rosji Sowieckiej. W lutym 1940 r. został deportowany. O przebiegu tych wydarzeń dowiadujemy się z jego wspomnień. Napisał tam: „Otworzyły się drzwi i wchodzi żona. Pozwolono jej zabrać trochę ubrań i pościeli, natomiast żadnej żywności. Rano wsadzono nas do auta ciężarowego i wywieziono na stację Zdołbunów. Następnego dnia ruszył ogromny pociąg około 30 wagonów, zapchany osadnikami wojskowymi, gajowymi i leśniczymi” (Hoffman 1950, s. 119). Po dwóch tygodniach podróży Hoffmanowie dotarli do stacji Derowatka w rejonie szaryńskim (obwód gorkowski), skąd przewieziono ich do osady Południewica. Pracował tam przy wyrębie lasu i przygotowaniu terenu pod budowę kolei do Kotłasu oraz przy stawianiu baraków. Po otrzymaniu zezwolenia na pisanie listów do kraju, Hoffman prosił o dołączenie  do paczek żywnościowych również książek. W osadzie zaczął zajmować się młodzieżą, organizował przedstawienia. Według Sławomira Mączaka „na zesłaniu stracił syna[3]. Listy J. Hoffmana, zawierające wykazy i adresy rodzin znajdujących się w tragicznych warunkach (wielodzietnych, złożonych z ludzi starych i chorych, nie mogących wypracować „normy żywnościowej”), a także zawierające opis warunków, w jakich znajdowali się zesłańcy, stanowiły podstawę organizowanej na Wołyniu pomocy (paczek żywnościowych). Zostały też – za pośrednictwem Wincentego Rzymowskiego[4], który w tym czasie mieszkał w Krzemieńcu – przekazane Wandzie Wasilewskiej[5] i spowodowały jej interwencję, która przyniosła ulżenie losu deportowanych” (Mączak, mps.). 17 lipca 1941 r. został aresztowany, przesłuchiwany i uwięziony w Szarii, gdzie przebywał do 15 sierpnia, potem przewieziono go do Gorkiego (obecnie Niżnyj Nowgorod). Postawiono mu zarzut szerzenia patriotyzmu wśród mieszkańców Południewicy, organizowania polskiej biblioteki i  tajnego nauczania. Dzięki staraniom generała Władysława Sikorskiego i ambasadora Stanisława Kota, którzy interweniowali w jego sprawie u Stalina, zwolniono go 17 stycznia 1942 r. Przez miesiąc przebywał w Ambasadzie RP w Kujbyszewie, później został jej łącznikiem przy 6 Dywizji Piechoty w Uzbekistanie i mężem zaufania. Według Sułkowskiej-Gładuń jego następnym miejscem pobytu był Szachrizabs, gdzie zatrudniono go w sztabie VI Lwowskiej Dywizji Piechoty (w stopniu kapitana). Później został odkomenderowany do pracy oświatowej. Gdy w sierpniu 1942 r. przybył do Iranu otrzymał posadę nauczyciela w Isfahanie (grudzień 1942-luty 1943), później w Teheranie (luty-lipiec 1943). Pełnił też funkcję zastępcy a wkrótce kierownika Wydziału Kulturalno-Oświatowego Delegatury Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, z zadaniem wizytowania szkół polskich na terenie Iranu. Przystępuje jeszcze w 1942 roku do Towarzystwa Studiów Irańskich i zostaje członkiem zarządu. Opracowuje bibliografie druków polskich wydawanych w Iranie pod nazwą Polonica bibliograficzne irańskie. W ramach Towarzystwa powstaje Polsko-Irański Uniwersytet Ludowy gdzie Jakub Hoffman wygłasza referaty m. in. "Bliski i Środkowy Wschód w archeologii polskiej". W tym czasie w powołanej na Bliskim Wschodzie Polskiej Agencji Telegraficznej nadawane są krótkie audycje w języku polskim. W oddziale w Jerozolimie pracuje jakiś czas Jakub Hoffman. 7.03.1944 roku w Teheranie zmarła żona Jakuba Hoffmana Jadwiga Czubek. Po przeprowadzonej w maju 1944 roku reorganizacji Delegatury MPiOS i likwidacji Wydziału Kulturalno-Oświatowego zostaje kierownikiem nowo powstałego Referatu Kulturalno-Oświatowego. Pełni tą funkję do stycznia 1945 roku. Niedługo potem wyjeżdza z grupą dzieci do Afryki gdzie pełni rolę wychowawcy i nauczyciela w szkołach w Nairobi a następnie Tangeru. Po wojnie, gdy Polska stała się państwem satelickim ZSRR, a Wołyń znalazł się poza jej granicami, Hoffman nie zdecydował się na powrót do kraju. W sierpniu 1950 r. przybył do Anglii i zamieszkał w Londynie. Jak wielu emigrantów z Polski musiał zająć się pracą fizyczną, by zdobywać środki na utrzymanie. Choć był pedagogiem z ponad dwudziestoletnim stażem zawodowym, publicystą i wydawcą, w Londynie został robotnikiem w fabryce radiowej, potem windziarzem w jednym z  domów towarowych. Wolny czas poświęcał na działalność naukową, związaną przede wszystkim z dokumentowaniem dziejów Wołynia.  Był członkiem Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie, należał do zarządu Polskiego Towarzystwa Historycznego i komitetu redakcyjnego „Tek Historycznych”, współpracował z Instytutem im. J. Piłsudskiego w Londynie. Zajmował się też publicystyką. Do jego najważniejszych opracowań pochodzących z tego okresu należą  artykuły dotyczące  Kościoła Katolickiego na kresach wschodnich, które na prośbę arcybiskupa Józefa Gawliny napisał do wydawnictwa „Sacrum Poloniae Millenium”. Zajmował się także prehistorią Wołynia, dziejami najstarszych budowli  i piśmiennictwa cerkiewnego, zasięgiem Grodów Czerwieńskich, podejmował tematy związane z powstaniem styczniowym.  Ceniony za intelekt, zmysł organizacyjny i życzliwość przez wiele lat należał do elity polskiej emigracji w Londynie. Ciężkie przeżycia i nadmierny wysiłek odbiły się na jego zdrowiu.  W czerwcu 1955 r. znalazł się w szpitalu w stanie zupełnego wyczerpania. Do zwolnienia tempa pracy zmusił go dopiero drugi w 1960 r. zawał serca. Zmarł w niedzielę 27 grudnia 1964 r. Ceremonię żałobną poprowadził  dawny uczeń Hoffmana ks. Jan Szponar. Janina Sułkowska - Gładuń wspominała, że na pogrzebie  żegnali go z wielkim żalem urzędnicy i działacze z Wołynia oraz spora grupa byłych wychowanków Liceum Krzemienieckiego, z którymi utrzymywał liczne kontakty i brał udział w Biesiadach Krzemienieckich oraz był wybierany do komitetów organizacyjnych. O tym, co zdaniem londyńskich przyjaciół było najważniejsze w jego życiu, dowiadujemy się z epitafium wyrytego na nagrobku:    

 

Ś.P. JAKUB HOFFMAN,

19 III 1896 – 27 XII 1964,

ŻOŁNIERZ PIŁSUDSKIEGO, NAUCZYCIEL I DZIAŁACZ OŚWIATOWY,

REDAKTOR ROCZNIKA WOŁYŃSKIEGO, HISTORYK,

SERDECZNY W PRZYJAŹNI, WIERNY POLSCE  

 

Dorobek Hoffmana jest w Polsce prawie nieznany, choć jego spuścizna składa się z  opracowań naukowych, materiałów bibliograficznych i zgromadzonych kolekcji o charakterze historyczno-etnograficznym. Przed wojną większość swoich prac opublikował w specjalistycznych wydawnictwach o zasięgu lokalnym, później jego artykuły ukazywały się na obczyźnie i docierały przede wszystkim do środowiska emigracyjnego. Próby scalenia dorobku Hoffmana podjął się Sławomir Mączak, który sporządził bibliografię jego prac, składającą się z ponad 40 pozycji. (Na dzień dzisiejszy prowadząc badania w tym kierunku zidentyfikowałem już ponad 150 prac i artykułów autorstwa Jakuba Hoffmana nie licząc pism i artykułów o Roczniku Wołyńskim w sumie ok. 450. [przypomnienie Krzysztof Gargas]). Wśród nich znajduje się kilka wydawnictw książkowych oraz broszury, artykuły, recenzje i teksty pozostające w maszynopisach. Dzięki temu wykazowi można prześledzić ewolucję jego zainteresowań badawczych. Początkowo najwięcej uwagi poświęcał tematyce krajoznawczej i etnograficznej. Był autorem kilku przewodników, w których charakteryzował warunki naturalne, strukturę ludnościową i gospodarkę omawianych terenów. W części szczegółowej zajmował się historią miejscowości i ich zabytkami, wzbogacając opisy o podawanie lokalnych legend. Godne przemyślenia są jeszcze dziś  uwagi Hoffmana na temat regionalnych muzeów. W swoich artykułach postulował, by organizować je nie w centrach administracyjnych, ale w wytypowanych miejscowościach, znajdujących się w odrębnych strefach przyrodniczo-kulturowych i dysponujących zapleczem naukowym. Wychodził bowiem z założenia, że właściwe pokazanie społeczeństwu specyfiki regionu jest możliwe dopiero wtedy, gdy wszechstronnie zbada się ten teren. Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania proponował zorganizowanie na obszarze Wołynia najwyżej trzech muzeów, przy czym najodpowiedniejszym miastem byłby Krzemieniec, uważany za wybijający się ośrodek naukowy. Zdaniem Hoffmana, ze względów finansowych placówek tych powinno być mniej, niż postulowali ówcześni działacze regionalni, gdyż samorządy nie są w stanie zapewnić im możliwości prawidłowego funkcjonowania. Pisał, że „celowym będzie ograniczenie zapędów w ich tworzeniu. Raczej jedno muzeum a dobre, niż 3 a marne” (Hoffman 1930, s. 23). Do bardziej interesujących opracowań pochodzących z lat 30. XX w. należą artykuły o tematyce etnograficznej. Najważniejszą publikacją związaną z tą problematyką są Pisanki wołyńskie. Artykuł został oparty na analizie form ornamentu 500 eksponatów pochodzących z własnej kolekcji,  na informacjach zgromadzonych w pow. Równe, Kostopol, Luboml i Łuck oraz na  polskiej, niemieckiej i ukraińskiej literaturze przedmiotu. Hoffman umiejętnie przeanalizował ten bogaty materiał i napisał ciekawą pracę poszerzającą i systematyzującą ówczesną wiedzę o pisankach wołyńskich, co pozwala odeprzeć zarzuty jego adwersarzy. Według Antoniego Hermaszewskiego nauka stanowiła obok działalności pedagogicznej najważniejszą pasję życiową Hoffmana. Pisał, że „dzięki wrodzonym zdolnościom i wytężonej pracy zdobył umiejętności posługiwania się ścisłą metodą naukową. Jego pierwsze prace historyczne pojawiły się jeszcze w „Roczniku Wołyńskim”. O wiele więcej tych prac ukazało się już na obczyźnie. Wychodząc od badań nad historią Wołynia, rozszerzył on swe zainteresowania na całość stosunków polsko-ukraińskich, polsko-białoruskich i polsko-rosyjskich. Co więcej, przeszedł z kolei do badań stosunków polsko-niemieckich” ([Hermaszewski] 1964/1965, s. 21) . Oprócz licznych opracowań, których część zgromadzona jest w Instytucie Polskim i Muzeum im. Gen. Sikorskiego w Londynie, do dziś zachowała się niewielka ilość imponujących niegdyś zbiorów Hoffmana. Kilkaset przedmiotów sztuki i rękodzieła z Wołynia przekazał w latach 1929-39 do Muzeum Etnograficznego w Krakowie i te ocalały. W jego darowiźnie dominowały pisanki, reszta to obrazy na szkle, ciasta weselne, naczynia i zabawki gliniane, stroje oraz próbki tkanin[6]. Ale znajdujące się w domu obiekty nie zostały zabezpieczone po jego aresztowaniu. Jak się później okazało, siostra Hoffmana uratowała eksponaty przed rozgrabieniem. Podobno wywalczyła u władz przekazanie kolekcji do Muzeum Etnograficznego w Kijowie, gdzie znajdują się do dziś (Sułkowska-Gładuń 1991). Dzięki ofiarności kilku krzemieńczan udało się ocalić część pamiątek związanych z I Brygadą Legionów. Przed wojną były one zdeponowane w licealnym muzeum krajoznawczym, o czym dowiadujemy się z notatki zamieszczonej w „Życiu Krzemienieckim”.  Zbiór ten eksponowano w okresie od kwietnia do września 1939 r. Po wkroczeniu wojsk sowieckich wystawę zdemontowano. Pamiątki Hoffmana przeniesiono do mieszkania kierownika muzeum - Franciszka Mączaka, zaś po jego rozstrzelaniu[7] eksponaty zostały ukryte przez żonę Marię w schowku znajdującym się w suficie domu. Wydobyto je w lipcu 1991 r. i dziś stanowią własność Muzeum Krajoznawczego w Krzemieńcu. Kolekcja legionowa po raz ostatni była eksponowana w 1992 r. na zorganizowanej przez Jadwigę Gusławską wystawie „Krzemieniec, miasto Juliusza Słowackiego w malarstwie i fotografii”. W polskich zbiorach zachowało się niewiele osobistych pamiątek Hoffmana[8]. Z relacji ludzi znających go osobiście wiadomo, że prowadził obszerną korespondencję z przyjaciółmi i dawnymi uczniami. W swoich listach pisał o mniej lub bardziej ważnych wydarzeniach, w których uczestniczył, prosił o pomoc dla osób znajdujących się w potrzebie lub sam interweniował w ich sprawach, udzielał porad swoim wychowankom. Część tej korespondencji zaginęła, a szkoda, gdyż była cennym źródłem informacji o jego losach i poglądach.   [1] Program asymilacji państwowej - tzw. eksperyment wołyński zakładał uznanie prawa mniejszości etnicznych do ograniczonych swobód kulturalnych, gospodarczych i wyznaniowych za cenę lojalności wobec Polski. [2] Po likwidacji BBWR trwały prace nad tworzeniem nowej partii prorządowej. W 1937 r. ogłoszono deklarację programową Obozu Zjednoczenia Narodowego, który w sprawach mniejszości etnicznych stał na stanowisku, że „winno być niedopuszczalne do przekształcenia się ich w naród” (wg: Kęsik 1995, s. 136). Parlamentarzyści z Wołynia, należący wcześniej do BBWR, odcięli się od współpracy z OZN „kierując się w swoich pracach zasadą bezwzględnej sprawiedliwości w stosunku do wszystkich współobywateli oraz całkowitej apolityczności” („Janowa Dolina”, 27 X 1937, nr 48). [3] Hoffmanowie nie mieli własnych dzieci;  prawdopodobnie chłopiec był przez nich adoptowany na zesłaniu. [4] Wincenty Rzymowski (1883-1950), polityk, minister spraw zagranicznych. Część wojny spędził w Krzemieńcu, w kwietniu 1944 znalazł się w Moskwie, gdzie współpracował ze Związkiem Patriotów Polskich. [5] Wanda Wasilewska (1905-1964), działaczka komunistyczna, pisarka, polityk, pułkownik Armii Czerwonej, współorganizatorka Związku Patriotów Polskich.  Dzięki jej interwencji uwolniono z łagrów wielu Polaków. [6] Będąc już na emigracji Hoffman przekazał muzeum w Krakowie przedmioty sztuki i rękodzieła ludowego oraz wyroby pamiątkarskie z Tanganiki, Kenii, Ugandy i Persji. [7] Po niemieckiej agresji na ZSRR Krzemieniec zajęli żołnierze z Ukraińskiego Batalionu SS „Nachtigal”. Między 28 a 30 lipca 1941 r. przeprowadzone zostały aresztowania przedstawicieli polskiej inteligencji, których rozstrzelano na obrzeżach miasta pod Górą Krzyżową. Wśród ofiar znalazł się m. in. Franciszek Mączak. [8] Jego bogata spuścizna  zarchiwizowana jest w The Polish Institute and Sikorski Museum w Londynie. W zespole: Dr. Jakub Hoffman, sygn. KOL.18 znajdują się 62 teczki, które zawierają m. in. dokumenty osobiste z lat 1915-1964, zdjęcia i albumy z fotografiami (od 1916 r.), materiały z Delegatury Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej w Teheranie i Nairobi (1942-1946), sprawozdania dotyczące więzienia w Szarii i Gorkim oraz polskich osiedli w Afryce (1946-1950),  korespondencja z okresu pobytu w Związku Sowieckim, w Teheranie, Isfahanie i w Londynie, wspomnienia, artykuły i recenzje.

Opracowanie : Anna Milewska Uzupełnienia (na czerwono) : Krzysztof Gargas

Uwaga: W tym roku jest 50 rocznica śmierci Jakuba Hoffmana. Zamieszczam tu jego życiorys, wydający się być i tak jednym z najlepiej opracowanych, wymagający jeszcze wielu uzupełnień i odpowiedzi. Muszę dotrzeć jeszcze do wielu mało dostępnych materiałów. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi i informacje. Bibliografia uzupełniana jest obecnie o źródła ukraińskie. Parę lat temu przeglądałem zachowane materiały w Państwowym Archiwum w Równem. Wiele z nich wymaga oddzielnego opracowania i uporządkowania. Jest też spora ilość uporządkowanych materiałów w Londynie o które zadbał przed śmiecią Jakub Hoffman.  

Krzysztof Gargas  

wolhynia 2004 - 2019

wolhynia@wolhynia.pl